Przeproś-Wybacz
historia mojej miłości
Anonimowy
01.09.2010, 20:31
historia mojej miłości
Wszystko zaczęło się 3 lata temu. Miałam wtedy 17 lat i byłam po rocznym związku. Poznałam go na portalu społecznościowym- myspace. Zaczęliśmy pisać do siebie wiadomości, po kilku dniach rozmawialiśmy codziennie na gg a po miesiącu przez telefon. Czułam się jakbym znała go od dawna. Tęskniłam za nim choć przecież nigdy go nie widziałam. 10ego listopada 2007 roku pojechałam na lotnisko ponieważ leciałam do Holandii na 10-dniową wymianę. To wtedy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Rafał wstał o godzinie 5 rano tylko po to by spotkać się ze mną na pół godziny. Przez cały ten czas siedzieliśmy wtuleni i rozmawialiśmy o wszystkim. W Holandii niesamowicie tęskniliśmy za sobą i oczywiście pisaliśmy do siebie codziennie. Po moim powrocie spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Poznałam jego rodziców którzy (podobno) byli mną zachwyceni. On również poznał moich (wkońcu spędzaliśmy weekendy na przemian u mnie i u niego). Po dwóch miesiącach, w sylwestra po raz pierwszy powiedział, że mnie kocha. Na pierwsze wspólne wakacje pojechaliśmy do Egiptu. Oprócz tego często jeździliśmy z moimi rodzicami po całej Polsce. Dzięki temu poznał całą moją rodzinę- a ja jego. Na naszą pierwszą rocznicę zrobiłam album w którym umieściłam nasze zdjęcia (zajęło mi to pół roku). On natomiast przygotował niespodziankę- gdy weszłam do klatki schodowej zauważyłam róże z których "dróżka" prowadziła do mojego mieszkania. W środku było pełno róż (600) i świec. Dostałam także album z naszymi zdjęciami.
Często rozmawialiśmy o przyszłości i wszystkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie- również te na jakie kierunki studiów zamierzamy pójść. Zdecydowaliśmy kiedy się pobierzemy, jak będzie wyglądał nasz dom i jakie imioną będą nosiły nasze dzieci. Rafał zwierzył się nawet mojej przyjaciółce jak zamierza mi się oświadczyć.
Pierwszy raz pokłuciliśmy się po roku związku (zawsze zgadzaliśmy się ze sobą) po czym szybko się pogodziliśmy. Kłótnie zdarzały się bardzo rzadko. Kochaliśmy się do szaleństwa i nie byliśmy w stanie spędzić bez siebie dłużej niż tydzień. Dlatego zaraz po maturze przeprowadziłam się na stałe do Krakowa i zamieszkałam razem z Rafałem, jego rodzicami i siostrą. Wyjechaliśmy razem na wakacje. Tam strasznie się kłóciliśmy- głównie to ja rozpoczynałam każdą kłótnię. Nie pasowało mi to, że Rafał tak długo spał, że każdego wieczoru chciał spotykać się ze znajomymi, że zbyt często chciał się ze mną kochać (pomimo, że seks był niesamowity). Pomyślałam, że to tylko kryzys jak to zawsze po dwóch latach związku. Po powrocie wszystko wróciło do normy- znów kochałam mojego czułego, opiekuńczego, ambitnego i przystojnego chłopaka.
Zaczęliśmy częściej mieszkać w moim mieszkaniu w którym mieszkała też moja siostra i brat. Codziennie przygotowywałam Rafałowi śniadanie do pracy, a gdy wracał, czekał na niego obiad. On wciąż ze łzami w oczach mówił jak bardzo mnie kocha. Mój brat zaczął jednak robić awantury o to, że Rafał tak często u nas przebywa i "do niczego się nie dokłada". POstanowiłam po raz pierwszy pojechać bez mojego chłopaka do rodziców na weekend. Rafał odwiózł mnie na dworzec i jak zwykle powiedział, że mnie kocha. W ten wieczór po raz pierwszy od dwóch lat nie dostałam od niego smsa na dobranoc. Wiedziałam, że coś jest nie tak dlatego przepłakałam dwie godziny aż wkońcu zasnęłam. Rafał odezwał się dopiero na drugi dzień o godzinie 13. Był dziwny, oschły i nie wytłumaczył swojego milczenia. Przestał do mnie pisać a kiedy się spotkaliśmy powiedział, że nie wie co się z nim dzieje, że potrzebuje czasu- 2, 3 miesięcy- a potem wszystko wróci do normy i znów będziemy szczęśliwi razem. Męczyłam się przez 2 tygodnie nie wiedząc o co chodzi, po czym dowiedziałam się, że mój "ukochany" spotyka się z kimś. Kiedy zorientował się, że wiem o tym, wysłał do mnie smsa "Kochanie kończę o 16. Bądź u mnie o 16.10 :*", a po chwili "Sorry, to nie do ciebie." Nie mogłam uwierzyć własnym oczom- upadłam na podłogę bo poczułam straszny ból w klatce, zaczęłam rozpaczliwie płakać i dusić się. Rafał zaczął opowiadać swojej matce, że nękam go smsami i telefonami pomimo tego, że tak nie było. Przez 4 miesiące nie było nocy żebym za nim nie płakała ani o nim nie śniła. Prawie nic nie jadłam, nie piłam. Zaopiekowała się mną moja mama. Po 8 miesiącach zaczęłam znów normalnie żyć.
Minęło 10 miesięcy odkąd nie jestem z Rafałem. On wciąż jest z dziewczyną dla ktorej mnie zostawił. 3 dni temu po raz pierwszy od tylu miesięcy zadzwonił do mnie. Przeposił mnie za to, że tak to wszystko się skończyło. ROzmawialiśmy ze sobą 2 godziny. Powiedział, że od dłuższego czasu kłóci się, ze swoją dzieczyną i jest mu smutno, a także, że chce się ze mną spotkać. Po tej rozmowie dzwonił jescze raz, ale powiedziałam, że nie będę jego pocieszycielką, po czym rozłączyłam się. Na drugi dzień dzwonił 4 razy lecz miałąm wyłączony telefon. Wczoraj znów dzwonił, ale nie odebrałam. Dziś zapytał, czy chcę się z nim spotkać za 10 minut, powiedziałam "nie". Wszystko wskazuje na to, że nadal będzie próbował. Z jednej strony chcę go zobaczyć, z drugiej wiem, że nie powinnam...
Często rozmawialiśmy o przyszłości i wszystkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie- również te na jakie kierunki studiów zamierzamy pójść. Zdecydowaliśmy kiedy się pobierzemy, jak będzie wyglądał nasz dom i jakie imioną będą nosiły nasze dzieci. Rafał zwierzył się nawet mojej przyjaciółce jak zamierza mi się oświadczyć.
Pierwszy raz pokłuciliśmy się po roku związku (zawsze zgadzaliśmy się ze sobą) po czym szybko się pogodziliśmy. Kłótnie zdarzały się bardzo rzadko. Kochaliśmy się do szaleństwa i nie byliśmy w stanie spędzić bez siebie dłużej niż tydzień. Dlatego zaraz po maturze przeprowadziłam się na stałe do Krakowa i zamieszkałam razem z Rafałem, jego rodzicami i siostrą. Wyjechaliśmy razem na wakacje. Tam strasznie się kłóciliśmy- głównie to ja rozpoczynałam każdą kłótnię. Nie pasowało mi to, że Rafał tak długo spał, że każdego wieczoru chciał spotykać się ze znajomymi, że zbyt często chciał się ze mną kochać (pomimo, że seks był niesamowity). Pomyślałam, że to tylko kryzys jak to zawsze po dwóch latach związku. Po powrocie wszystko wróciło do normy- znów kochałam mojego czułego, opiekuńczego, ambitnego i przystojnego chłopaka.
Zaczęliśmy częściej mieszkać w moim mieszkaniu w którym mieszkała też moja siostra i brat. Codziennie przygotowywałam Rafałowi śniadanie do pracy, a gdy wracał, czekał na niego obiad. On wciąż ze łzami w oczach mówił jak bardzo mnie kocha. Mój brat zaczął jednak robić awantury o to, że Rafał tak często u nas przebywa i "do niczego się nie dokłada". POstanowiłam po raz pierwszy pojechać bez mojego chłopaka do rodziców na weekend. Rafał odwiózł mnie na dworzec i jak zwykle powiedział, że mnie kocha. W ten wieczór po raz pierwszy od dwóch lat nie dostałam od niego smsa na dobranoc. Wiedziałam, że coś jest nie tak dlatego przepłakałam dwie godziny aż wkońcu zasnęłam. Rafał odezwał się dopiero na drugi dzień o godzinie 13. Był dziwny, oschły i nie wytłumaczył swojego milczenia. Przestał do mnie pisać a kiedy się spotkaliśmy powiedział, że nie wie co się z nim dzieje, że potrzebuje czasu- 2, 3 miesięcy- a potem wszystko wróci do normy i znów będziemy szczęśliwi razem. Męczyłam się przez 2 tygodnie nie wiedząc o co chodzi, po czym dowiedziałam się, że mój "ukochany" spotyka się z kimś. Kiedy zorientował się, że wiem o tym, wysłał do mnie smsa "Kochanie kończę o 16. Bądź u mnie o 16.10 :*", a po chwili "Sorry, to nie do ciebie." Nie mogłam uwierzyć własnym oczom- upadłam na podłogę bo poczułam straszny ból w klatce, zaczęłam rozpaczliwie płakać i dusić się. Rafał zaczął opowiadać swojej matce, że nękam go smsami i telefonami pomimo tego, że tak nie było. Przez 4 miesiące nie było nocy żebym za nim nie płakała ani o nim nie śniła. Prawie nic nie jadłam, nie piłam. Zaopiekowała się mną moja mama. Po 8 miesiącach zaczęłam znów normalnie żyć.
Minęło 10 miesięcy odkąd nie jestem z Rafałem. On wciąż jest z dziewczyną dla ktorej mnie zostawił. 3 dni temu po raz pierwszy od tylu miesięcy zadzwonił do mnie. Przeposił mnie za to, że tak to wszystko się skończyło. ROzmawialiśmy ze sobą 2 godziny. Powiedział, że od dłuższego czasu kłóci się, ze swoją dzieczyną i jest mu smutno, a także, że chce się ze mną spotkać. Po tej rozmowie dzwonił jescze raz, ale powiedziałam, że nie będę jego pocieszycielką, po czym rozłączyłam się. Na drugi dzień dzwonił 4 razy lecz miałąm wyłączony telefon. Wczoraj znów dzwonił, ale nie odebrałam. Dziś zapytał, czy chcę się z nim spotkać za 10 minut, powiedziałam "nie". Wszystko wskazuje na to, że nadal będzie próbował. Z jednej strony chcę go zobaczyć, z drugiej wiem, że nie powinnam...



SilverCube s.c.
Komentarze (10)
Zaloguj się aby czytać i dodawać komentarze