Przeproś-Wybacz
brat?
samoswoja (aibon)
13.07.2010, 13:53
brat?
Obecnie moim największym problemem jest mój brat. No właśnie...Czy "brat" to dobre słowo dla kogoś, kto jest ze mną spokrewniony jedynie pod względem genetycznym? Jest między nami różnica dwóch lat, ja mam 21, on 23. Jako dzieci bawiliśmy się ze sobą, kłóciliśmy, ale nigdy aż tak bardzo jak teraz. Zwykle bywało tak, że nawet jeśli się kłóciliśmy, to ja wyciągałam rękę do zgody, bo było mi głupio, że się pogryźliśmy. Poczucie winy nie pozwalało mi na długie "boczenie się". Tak było kiedyś.
Dorośliśmy. Od momentu jego wyjazdu na studia wszystko się zepsuło. Na początku przyjeżdżał do domu rzadko. Tęskniłam, ale wiedziałam, że tak musi być. Potem coraz mniej rozumiałam z tego, co do mnie mówił - zachłysnął się wiedzą, którą zdobył na studiach, wszystkim o tym opowiadał (i nadal to robi) łącznie z łacińskimi nazwami owadów i roślin. Nastał okropny czas zazdrości. O to, że rodzice interesują się tylko jego studiami (moja szkoła nigdy nie była ważna, bo radziłam sobie dobrze). O to, że kupowali mu mnóstwo rzeczy do mieszkania. O to, że nikt nie słuchał mnie, a wszyscy jego. Myślałam, że gdy ja pójdę na studia, to wszystko się zmieni. Nic się nie zmieniło. Nadal tylko jego studia są ważne - bo on działa w kole naukowym, organizuje wystawy, pisze prace o modliszkach. Co z tego, że ja działam w dwóch kołach naukowych, tłumaczę książkę, robię korekty. Ważne jest wszystko to, co dotyczy jego.
Potem było jeszcze gorzej. Rodzice kupili nam mieszkanie w mieście, w którym studiujemy. Oczywiste było to, że to on w nim zamieszka. Rodzice kupili nam samochód. To on nim jeździ, bo ja nie zrobiłam prawa jazdy - po co, skoro i tak nie będę miała czym jeździć, tak bardzo eksploatuje nasz samochód - łącznie z obijaniem się o słupy.
Mój brat jest zupełnie nieprzystosowany do życia. Nie wie, gdzie powinno się płacić za rachunki, nie przestrzega żadnych terminów, nie wie, że z wykładowcami lepiej się umówić, a nie czekać na nich cały dzień na uczelni. Samochodzem jeździ fatalnie, nie rozumie, że nie jest najważniejszą osobą na drodze, twierdzi, że przecież ludzie powinni mu ustąpić.
Rodzice usprawiedliwiają wszystko, co zrobi. Gdy uderzył w słup - "nie martw się, każdemu może się zdarzyć, zapłacimy za ciebie te 1400 zł za naprawę". Gdy dostał mandat - "każdemu się zdarza, tylko się nie denerwuj". Wszystko mu wybaczają, wszystko jest dla nich tylko kolejnym wybrykiem nastolatka. A gdy ja powiedziałam mamie, że nie podoba mi się jej sposób oceniania innych - zostałam tak zwyzywana, że rozważałam ucieczkę z domu.
Nie wiem, co mam zrobić. Każda moja krytyczna uwaga wobec niego jest przez rodziców odbierana jako mój złośliwy przytyk. A on? On zachowuje się wobec mnie jak totalny gnój. Ignoruje mnie, gdy do niego mówię, odpowiada lekceważąco na moje przyjacielskie uwagi, gdy spotykamy się w mieście udaje, że mnie nie zna. Nie odzywamy się do siebie w domu, a gdy się pokłócimy, mama nalega, żebym to ja jego przeprosiła. Jestem zmęczona tym, że jestem traktowana jak gorsza siostra, która tylko szuka pretekstu do zaczepki. Gdy ostatnio coś do niego mówiłam, a on gestem ręki pokazał mi, że ma mnie gdzieś, mama skwitowała to zdaniem "wiem, że masz dziwny sposób mówienia, przeproś go". Nie przeprosiłam, jestem zbyt świadoma tego, w jaki sposób mój brat manipuluje mną i rodzicami.
Chcę się usamodzielnić, chcę założyć rodzinę i uciec z tego toksycznego środowiska, w którym muszę znosić ciągłe zniewagi osoby, z którą się wychowałam. Nie chcę znosić ciągłych upokorzeń ze strony rodziców, ciągłych porównań do "lepszego" brata. Wszystkich on interesuje bardziej. Wszyscy wolą jego. Nawet ukochana Babcia, gdy do niej przychodzę, pyta nie o to, co u mnie, a o to, co u niego, gdzie jest.
Nie obchodzi mnie, co u niego. Nie chcę grać w tę głupią grę, w której to on dyktuje zasady. Mam absolutnie tego dosyć.


SilverCube s.c.
Komentarze (3)
Zaloguj się aby czytać i dodawać komentarze