Przepraszam, że piszę dopiero teraz. Poza tym problemem, mam jeszcze na głowie pisanie pracy licencjackiej i różnie bywa z czasem.
Tak jak pisze timetochanges, dobrym rozwiązaniem sprawy jest partnerska rozmowa z mężem i jego rodzicami. Otóż z mężem nieraz już rozmawiałam. Niestety on nie chce zmienić zdania co do przeprowadzki. Wydaje mi się, że on boi się swoich rodziców. Jest pod ich zbyt wielkim wpływem. Natomiast z rodzicami męża próbowałam rozmawiać, ale oni wciskali mi te swoje mądrości, że ich syn wie, że tam trzeba mieszkać itp. Mnie nie dali nawet dojść do słowa. Nie wspomnę już o tym, że oboje, a zwłaszcza jego ojciec wręcz "ryczał" po mnie. Męża nie było wtedy w domu. Ale jak się o tym później dowiedział, nawet nie stanął w mojej obronie. Powiedział tylko rodzicom, że ja zmienię swoje zachowanie (od pewnego czasu nie rozmawiam z jego rodzicami, jestem w ich domu jakby nieobecna, wszystko za sprawą ich poglądów i chorego wychowania syna). Obecnie szukam pracy. Jak ją znajdę i ustatkuję się zawodowo, zamierzam wynająć mieszkanie. Jeśli nie będzie chciał iśc za mną i zostanie ze swoją "mamusią" i "tatusiem" to trudno, będziemy mieszkać osobno. Wstęp do mojego mieszkania będzie miał zawsze. Ale moja noga w domu jego rodziców już tam nie stanie. Wiem, że jego rodzina mnie już całkiem wyklnie. Ale mam to gdzieś. Ważne, żeby moje relacje z mężem się nie pogorszyły. Kocham go bardzo. I wiem, że on mnie też, pomimo, iż jest jak jest. Cieszę, się również, że w moich rodzicach mam pełne poparcie. Oni są po mojej stronie. Mam siostrę, która jest po ślubie cztery lata. Z mężem mieszkają sobie sami i są szczęśliwi. Rodzice szwagra ani moi nie wtrącają się do nich. I tak ma być.
Pozdrawiam serdecznie





SilverCube s.c.