Teściowa kontra synowa
Dyskusja
-
Martyna (martinikotek)
napisał(a):
to zależy chyba od tego czy mieszkanie jest męża czy tesciowej? jezeli teściowej to nie sądzę żebyś miała prawo wyrzucić właściciela mieszkania.
-
agaj30
napisał(a):
chce sie dowiedziec czy tesciowa jak narobila dlug zamieszkanie czy moze synowa wyrzucic>
-
dziobek-ania napisał(a):
mam nadzieje ze nie musi dojsc...jednak mysle ze najwazniejszy jest maz - jego wsparcie. ze jest za mnie chociaz kocha swoja mame...ale i tak nie mam co narzekac - mam lepsza tesciowa od swej matki...
-
marysia72
napisał(a):
własnie dlaczego teściowie tak bardzo chca ingerowac w życie swoich dzieci i uszczęśliwiac ich na siłę ?? nie wiem czy lepiej jak by dali spokojnie dojśc do wszystkiego a tak to człowiek czy chce czy nie musi być wdzięczny za wszystko co dali lub zrobili
ja przez 15 lat miałam niby spokój z teściami nie wtrącali sie nie pouczali jakos było ale jak mąz zacząl pic to obwinili mnie za to jak bym to ja lała mu alkohol do ust bolało to bardzo teraz zajmuja sie moja córka młodszą i próbują ja sobie zagarnąc ze starszą sie to nie udało więc zaczeli z młodszą juz nie daje rady
-
betka
napisał(a):
Wiesz co jest najgorsze?To,ze wiem,ze moj ukochany ejst jej oczkiem w glowie a dzis Ona pokazuje zupelnie cos innego i boli to,ze byla mi zawsze bliska bardzije niz moja obojetna,zimna mama mama,ktora nigdy nie potrafila byc mama taka prawdziwa.W przyszlej tesciowej widizalm zawsze cechy dobrej matki,gospodynii.Ona zawsze doceniala moje starania,to,ze jestem pracowita,ze dorbze gotuje,ze dbam o wszystkich ,w jednej chwil niestety minelo jej to.A My planujemy wrotce slub,na ktory Ona nie chce nawet przyjsc,pare meiiescy temu doradzal,ustala z nami i wiedzial ,ze bede chcial by to ona ze mna wybrala suknie slubna.Czy ludzie sa az tak falszywi ?co ich Popycha by w jednej chwili wywrocic czyjes zycie do gory nogami?A smutne jest to,ze wszyskim mowi,ze to My ejstesmy zli,a My naprawde oboje bylismy dla Niej dobrzy tak,ze niejedna mama chcialabym miec takei dzieci.
-
kashmirr
napisał(a):
betko dziekuje Ci za odzew i zycze zebyscie razem z narzeczonym wytrwali. Mysle, ze od toksycznych ludzi trzeba sie odciac raz na zawsze, tak zrobilam z moim ojcem i dobrze na tym wyszlam. Ale nie moge tego powiedziec swoim dzieciom, musza sami dojsc do tego, jak wszystko sobie poukladac.Tylko, ze to bardzo trudne znalezc w swoim zyciu miejsce dla "takiej" tesciowej a jednoczesnie nie przezywac stresow z jej powodu. Bardzo wspolczuje wszystkim parom, ktore zmagaja sie z tym dylematem, nie moge pojac dlaczego inni ludzie maja taka przemozna potrzebe przezywac zycie za kogos innego i nie mam pojecia jak mozna to zmienic.
-
betka
napisał(a):
kashmirr-To bardzo dobrze,ze sa takie mamy,tesciowe jak Ty.Ja myslalam,ze moaj przyszla esciowa jest cudowna,wrecz nie moglam sie nadziwic,ze jest taka super,ze tak o nas ,dba.My dbalismy o Nia,zero uwag-wszytsko pieknie-az za pieknie i peklojak banka mydlana, w jednej chwili okazalo sie,ze przez te wszytskie lata to ja Jej nie pasowalam,ze ja jstem zla.najgosze ejst to,ze mnie to mzoe nie lubic,nie chciec bym byla synowa,ale dlaczego wlasnego syna nagle tak zaczela traktowac,wypisywac,ze jest glupi.Jesli tak naprawde Go kocha jak to okazywala i widzieli tyo wszyscy to dlaczego krzywidz Go najbardziej?czy to norma,ze matce nei pasuja przyszla synowa?czy to normlane,ze ktos ma prawo obrazac mnie,Jego?dodam,ze rozumiemy sie z moim narzecoznym super,kochamy sie mocno i to naprawde widac,czy milosc to dla Niej za duzo??
-
kashmirr
napisał(a):
Jestem tesciową od 4 lat. Od poczatku zalozylam sobie, ze nie bede sie wtracac w zycie mojej corki i jej meza. Do dzis uklada nam sie bardzo dobrze, lubimy sie z zieciem, bardzo lubi do mnie przyjezdzac choc mieszkamy od siebie 200 km a w tym roku byli juz u mnie 2 mce z przerwami. Kocham ich dzieci, staram sie pomagac, w czym moge, choc nieraz zle sie czuje, bo choruje, ale dzieci to rozumieja i nie wykorzystuja mnie. Ale jest problem z matka ziecia, ciagle mowi im jak maja zyc, wszystko ma byc tak, jak ona chce, potrafi niewybrednie kogos ocenic, chamsko zwrocic uwage, stara sie wszystkich sobie podporzadkowac. Ostatnio mielismy chrzciny mlodszego wnuczka. Dzieci zrobily je wspolnie ze znajoma para w salce parafialne. Matka ziecia tylko rzucala piorunami, wszystko bylo zle, nawet do mnie miala pretensje, ze ja ignoruje. A ja zwyczajnie nie chcialam sobie psuc nastroju, wiec specjalnie jej nie nadskakiwalam. Po 3 dniach zadzwonila do ziecia i zrobila mu potworna awanture za te chcrzciny, ze wszystko bylo żle i ze za to moja corka powinna ja przeprosic.A w ogole to starszy wnuczek powinien byc u niej, bo ma tam lepiej niz w domu rodzinnym.Rozmawialam z corka, rozplakala sie, zal mi jej i nie wim co jej poradzic. Najwazniejsze jednak, ze ziec trzyma strone corki,choc nie wim na ile im starczy siły.Bardzo mnie martwi to, ze cos w koncu sie rozwali, albo stosunki z ziecia rodzicami albo malzenstwo mojej corki.
-
laureen napisał(a):
Hej dziewczyny,
pozwolę sobie napisać swoje spostrzeżenia. Moim zdaniem fundamentem dobrych relacji z teściami jest mieszkanie osobno i świadomość, że jeśli decydujemy się na ślub, automatycznie dokonujmy wyboru po której stronie - współmałżonka czy rodziców - jeśli by trzeba zdecydować, stanąć.
Ja byłam synową lubianą i akceptowaną - przypadłam teściowej do gustu od pierwszego spotkania, chociaż miałam pewne obawy, bo poprzednia narzeczona mojego męża nie miała tyle szczęścia - mąż usłyszał od mamy, że nie chce jej tu więcej widzieć, skutkiem czego nie rozmawiali ze sobą 3 lata, aż do rozpadu tamtego związku.
Było dobrze przed ślubem, było dobrze po - do czasu. Rok temu mąż dostał propozycję delegacji w innym mieście, ja rzuciłam pracę, nasze mieszkanie wynajęliśmy i wyjechaliśmy. Niestety, kontrakt nie ułożył się dobrze, zimą musieliśmy wrócić na miesiąc do domu - ale że w perspektywie ponownego wyjazdu nie chcieliśmy wypowiadać najmu naszym lokatorkom i zamieszkaliśmy "na przetrwanie" u teściów. Miesiąc jakoś wytrzymałam, ale potem nałożyły się problemy - po raz drugi straciłam ciążę, ponowny wyjazd się odwlekał, ja byłam bez pracy i żyliśmy z jednej wypłaty (w delegacji mąż zarabiał dużo więcej i nie musiałam pracować). Nadopiekuńczość mojej teściowej i potworna nuda (teściowie mieszkają w małej, okropnej miejscowości 25 km od mojego miasta), do tego rozpacz po utracie dziecka i niejasne perspektywy powoli mnie zabijały. Każdego dnia byłam bardziej przygnębiona. I w końcu wybuchła awantura. Teściowa najpierw ostentacyjnie zaczęła mnie olewać, a potem, podczas mojej nieobecności, zrobiła mężowi bonanzę. Wyszło na to, że jestem niewdzięczna, humorzasta, nie doceniam jej starań i mam ciągle nos na kwintę. W dodatku wszystkie żale zamiast powiedzieć wprost mnie, wylała synowi. Kiedy chciałam z nią porozmawiać, wyrzuciła mnie ze swojego pokoju. Najbardziej mnie zabolało, kiedy obgadywała mnie przed teściem: "są pewnie okoliczności, które mogłyby to może usprawiedliwić (chodziło o poronienie), ale to nie to, to jest taki charakterek".
Jestem wdzięczna mojemu mężowi, że w każdym momencie tej trudnej sytuacji stał za mną, nawet wiedząc, że może to się skończyć zerwaniem relacji z rodzicami (już raz to przerabiał). Dzięki życzliwości przyjaciół zaraz następnego dnia po spokojnej, wyjaśniającej wszystko rozmowie wyprowadziliśmy od teściów i z czasem znów zamieszkaliśmy u siebie. Teraz jest bardzo dobrze - co jakiś czas wpadamy na obiadek, dostajemy pierogi i gołąbki na wynos - ale zadra pozostała. Najtrudniej jest mi wybaczyć teściowej nie awanturę, ale brak zrozumienia. Staram się jednak tłumaczyć to sobie tak: pracuję z osobami upośledzonymi umysłowo. Nie wymagam od nich, żeby potrafili coś, co leży poza granicami ich możliwości. Moja teściowa jest w jakiś sposób upośledzona emocjonalnie. Może ma trudne doświadczenia, może tak ją chowali. Nie będę wymagać od niej czegoś, czego nie potrafi. Nie będzie moją przyjaciółką, bo nie jest w stanie mnie zrozumieć. Kiedy się odwiedzamy, staram się być dla niej miła. Z przerażeniem myślę jednak o czasie, kiedy zostanie sama i przestanie sobie radzić - jako, że mąż jest jedynakiem, nie zostanie nam nic innego, jak wziąć ją do siebie. Oby ten czas prędko nie nastąpił. -
betka
napisał(a):
Wierze Tobie,ze jest ciezko,w ogole bycie w zwiazku to nie jest prosta sprawa,oddajemy czesc siebie innej osobie,musimy nauczyc sie isc na kompromisy,zyc nie tylko dla siebie ale dla tej drugiej osoby.Pamietaj,ze jesli miedzy Wami jest milosc,mozna zniesc wszystko,kazde zle chwile,kazde niepowodzenia przechodzi sie łatwiej we dwoje.Trzymaj sie dzielnie,bo kazda z nas przechodzi złe chwile,kazda dostala w zyciu"kopa " i wazne by wyciagac wnioski z tego co nas spotkalo,nie martwic sie i isc swoja droga.Jestem z Toba.



SilverCube s.c.