kochać za mocno
Dyskusja
-
emma
napisał(a):
Dzięki Ci bardzo za słowa otuchy i wsparcia,bardzo dużo znaczy dla mnie to,że mogę,się"wyżalić"osobie postronnej,a jednak tak dobrze rozumiejącej sytuację.Choć nie znasz szczegółów,pomagasz mi tym,że w ogóle "słuchasz" i radzisz.Musimy jednak podjąć z meżem dużo decyzji dotyczących naszego wspólnego dalszego życia,bo inaczej to się będzie powtarzac w kółko, a to nie miałoby sensu.
-
Hanki (hanka) napisał(a):
Emma, po pierwsze jesteś żoną nie swojej Mamy ani Taty ale swojego Męża i Rodzice NIE MAJĄ PRAWA stawiać Ciebie w takiej sytuacji. Pomimo, że masz ciężki czas to nie odczuwam żebyś była zahukaną żoną swojego męża ale świadomą kobietą. I to Ty najlepiej wiesz jak masz postąpić. Rodzice dają dużo kiedy pozwalają w swoim gnieździe budować drugie gniazdo ale wdzięczność nie może zabijać suwerenności. Wy jesteście dla siebie tymi najważniejszymi i podstawowymi! Być może Emma Wasze problemy pogłębia a wręcz determinuje brak własnego, oddzielnego gniazda... Ale całości w tydzień nie zmienimy tj. nie znajdziemy Wam mieszkania i musimy spróbować działać w takich warunkach jakie mamy... Jak żołnierze

Pierwsze i najważniejsze - MUSISZ przemyśleć siebie i określić siebie w tym wszystkim, czego chcesz i na jakich zasadach... Drugi etap to RODZICE i jasne zasady WASZEGO wspólnego życia pod tym samym dachem. Emma to ciężkie ale czasem warto mieć chłodniejsze relacje z Rodzicami a cudowne, dojrzałe, szczere i niczym nie mącone emocje w własnej małej Rodzinie. No i trzecia szalenie trudna - naprawczy proces z Mężem. Spisz na kartce wszystko to co chcesz mu powiedzieć, co chcesz zmienić i na jakich zasadach tworzyć to nowe. Spisz również to co będziesz zmieniać w sobie. Mąż niech również dokona analizy i określi co on zmieni w sobie jako pierwsze i czego chciałby od Ciebie. I bądźcie konsekwentni! Trzymam za Was kciuki!!! -
emma
napisał(a):
Dzięki Ci bardzo za te słowa,nawet nie wiesz jak mi pomogły,chociaż wiem,że to moje decyzje i ja sama muszę je podjąc,ale jest mi tak cięzko,zarazem przykro,że tak się dzieje,że nie powinno tak byc.Jesteśmy już dziesiec lat po ślubie,pewnie,było różnie,ale mimo,że każdy mówi mi,że powinnam dac sobie spokój z tym wszystkim,nie meczyc się itd...Wiem,że z jednej strony mają racje,ale czy mnie będzie lepiej bez niego,ja gdzieś wewnątrz nadal go kocham.
Jest jeszcze druga strona tego wszystkiego,mieszkam u rodziców,wszystko to widzieli co sie stało,ojciec postawił mi sprawę jasno,że jeśli on do mnie wróci to na pomoc z ich (rodziców)strony mogę przestac liczyc.Nie mamy na dzień dzsiejszy gdzie isc mieszkac.Sam nie jest osobą "świętą",ale komuś to też wie co powiedziec.Nie wiem jak zaczac z nimi kwestię jego powrotu do domu.
W ogóle to jestem w takiej sytuacji,że...masakra.Cóż,życie jest okrutne,wiem,że bez niego byłoby mi łatwiej,ale czy lepiej? -
Hanki (hanka) napisał(a):
Emma, tak na prawdę sama musisz sobie odpowiedzieć na parę pytań, na których odpowiedzi znasz tylko Ty... tj. jakim do tej pory byliście związkiem, czy mąż jest dla Ciebie oparciem, czy Ty dla niego byłaś/jesteś ważna. Czy alkohol jest problemem czy to "tylko" rzadkie przypadki np. coroczne spotkania z kolegami... Sama wiesz dobrze, że życie w związku to sinusoida emocji, zachowań, ciepłoty uczuć itd... być może teraz macie ten gorszy czas, kiedy to co kumulowało się przez ostatnie miesiące musi znaleźć ujście, może są przemilczane tematy które należy omówić... Jedno jest pewne, zadając pytanie czy to jeszcze miłość musisz sama zapytać siebie... bo tak jak zakochiwanie jest procesem tak i odkochiwanie... choć nierzadko po chwilach ochłodzenia, wręcz nijakości związkowej - po naprawczych rozmowach kochamy jeszcze mocniej i dojrzalej.
wiesz jakie pytanie zadawałam sobie podczas moich kryzysów? Czy wyobrażam sobie życie bez niego? I kiedy targały mną skrajne emocje, kiedy byłam wściekła i najchętniej ugryzłabym go w tętnice, żeby dać upust złości to myślałam: tak! moje życie bez niego byłoby łatwiejsze... ale kiedy zaczynasz analizować ten stan i myślisz, że jutro miałoby go tutaj nie być; będąc w kuchni patrzysz na blat i myślisz nie przestawiłby tej szklanki, nie stanąłby już w pokoju w poświacie zachodzącego słońca... Nie utulił w nocy, nie śmiał się na tej sofie z tej samej komedii to wtedy wiem, że KOCHAM! I jeśli kochasz to porozmawiaj z nim i walcz o Wasz związek i Waszą miłość. Jeśli jest problem alkoholowy ale postawisz sprawę jasno, że kochasz i zależy Ci na innym poziomie - niech idzie na leczenie. A jeśli staniesz pod ścianą i czujesz, że nie masz siły walczyć o Was - wtedy walcz o siebie i dobro dzieci. -
emma
napisał(a):
Potrzebuje pomocy,przynajmniej tak mi się wydaje.Nie wiem czy kocham za mocno,sama nie wiem czemu tak się zachowuje.Za dużo opowiadac od początku,ale potrzebuje opinii kogoś "neutralnego",bo zupełnie nie wiem co mam robic.Ostatnio z mężem mieliśmy starcie,przyszedł pijany,nie pierwszy raz,ale tym razem musiałam wezwac policję,bo naprawde się bałam,wspomnę,że mamy dwoje małych dzieci,bały sie go strasznie.Wiem,że powinnam patrzec tylko i wyłącznie na dobro dzieci,ale nie wiemczy dam sobie sama radę,nie czy ja go jeszcze kocham,czy po takich ekscesach to można kogoś kochac,co to jest?Czy to miłośc,czy moja głupota.
-
filetta
napisał(a):
Tylko odrobinkę. Cały czas intensywnie nad tym pracuje, ale w dalszym ciągu jestem uzależniona.
-
filetta
napisał(a):
Tylko odrobinkę. Cały czas intensywnie nad tym pracuje, ale w dalszym ciągu jestem uzależniona.
-
pq22
napisał(a):
filetta a ja przeczytalam duzo ksiazek na temat toksycznych milosci namietnosci zwiazkow i ludzi a tej nie jeszcze nie zdazylam...wydaje mi sie ze duzo juz wiem w tej materii a jednak nie potrafie jeszcze zmienic toku mojego myslenia...to jest najtrudniejsze..czy tobie sie udalo?
-
filetta
napisał(a):
Wszystkim, które kochają za mocno, polecam książke "Kobiety, które kochają za bardzo". Przeczytałam w ten weekend. Gdy zaczęłam, nie mogłam się oderwać. Nareszczie coś stricte o mnie!
-
filetta
napisał(a):
Tak Haniu, tekst poniżej pasuje również do mnie. Również jestem sztywna jak Matka-Polka. Popełniłam mnóstwo "błędów"... podobno z miłości... teraz zaczynam podejrzewać, że z miłości głównie do samej siebie...



SilverCube s.c.