Oto moja historia, moze dacie jakies fajne wskazowki?może mój problem okaże się błahym, lecz ja niestety nie potrafię już sobie z nim dłużej radzić. Mam na imię Ania i mam 26 lat. Byłam w czteroletnim związku z młodszym od siebie o dwa lata mężczyzną. Dla niego byłam pierwszą w życiu dziewczyną. Dzięki naszym wspólnym relacjom, jak również spotkaniom i czułościom wprowadziliśmy siebie w nasze światy. Dzięki niemu zrozumiałam lepiej mężczyzn, a i on poznał jak zmienne są kobiety. W tym roku mieliśmy się pobrać. Niestety ceremonia ślubna nie odbyła się, ponieważ rozstaliśmy się w czerwcu ubiegłego roku. To mój narzeczony postanowił zakończyć ten długoletni związek. Nie podał głównego powodu rozstania. Jedynie powiedział, że nie wie co do mnie czuje i najlepiej będzie jeśli się rozstaniemy. To był dla mnie wielki szok, wpadłam w silną depresję. Nic nie jadłam, tylko godzinami przeleżałam w łóżku. Po miesiącu zadzwonił do mnie jakby nigdy nic z zapytaniem co u mnie słychać. Przyznam, że było mi ciężko rozmawiać, ale nie odłożyłam słuchawki. Od tamtego czasu dzwonimy do siebie raz w tygodniu, zdarza się nawet, że się spotykamy. Każde spotkanie kończy się przytuleniem, nawet pocałunkiem. Mój były narzeczony do tego dąży, jednak mam wrażenie, że dla niego są one jedynie zaspokajaniem potrzeb, a dla mnie niestety nie, ponieważ znowu wróciły myśli kiedy byliśmy razem. Przyznam, że brakuje mi bliskości, a nasze spotkania sprawiają, że czuje się lepiej, jednak z dnia na dzień jest gorzej, ponieważ myślę o nim codziennie. Jest to coraz bardziej uciążliwe. Już raz próbowałam zerwać z nim kontakt, jednak nie wytrzymałam długo, po prostu nie potrafię a z drugiej strony również nie chcę, bo teraz tylko te kilkuminutowe rozmowy dają mi sens i uśmiech na twarzy. Czy jest jakaś szansa na to, żebyśmy stworzyli na nowo nasz związek? Boje się go o to spytać, ponieważ nie chciałabym usłyszeć słowa nie i dalej żyje nadziejami. Jednak czy warto je sobie robić? Koleżanki próbowały mnie odciągnąć od tego i umawiały mnie ze swoimi kolegami, jednak każde spotkanie kończyło się klapą ze względu na moje porównania z byłym narzeczonym. Od kilku dni śni mi się po nocach, a dwie ostatnie rozmowy telefoniczne skończyły się dla mnie ze łzami w oczach, ponieważ brakuje mi go. Nie mogę pogodzić się z tym, że nie mam już tego na co dzień, a dodatkowo zrozumiałam co oznacza słowo miłość. Czy jest jakieś pozytywne wyjście z tej sytuacji? Czy istnieje jakiś cień nadziei, żeby jednak pojawił się uśmiech na mojej twarzy?
Dzięki Ci bardzo za słowa otuchy i wsparcia,bardzo dużo znaczy dla mnie to,że mogę,się"wyżalić"osobie postronnej,a jednak tak dobrze rozumiejącej sytuację.Choć nie znasz szczegółów,pomagasz mi tym,że w ogóle "słuchasz" i radzisz.Musimy jednak podjąć z meżem dużo decyzji dotyczących naszego wspólnego dalszego życia,bo inaczej to się będzie powtarzac w kółko, a to nie miałoby sensu.
Dzięki Ci bardzo za te słowa,nawet nie wiesz jak mi pomogły,chociaż wiem,że to moje decyzje i ja sama muszę je podjąc,ale jest mi tak cięzko,zarazem przykro,że tak się dzieje,że nie powinno tak byc.Jesteśmy już dziesiec lat po ślubie,pewnie,było różnie,ale mimo,że każdy mówi mi,że powinnam dac sobie spokój z tym wszystkim,nie meczyc się itd...Wiem,że z jednej strony mają racje,ale czy mnie będzie lepiej bez niego,ja gdzieś wewnątrz nadal go kocham.
Jest jeszcze druga strona tego wszystkiego,mieszkam u rodziców,wszystko to widzieli co sie stało,ojciec postawił mi sprawę jasno,że jeśli on do mnie wróci to na pomoc z ich (rodziców)strony mogę przestac liczyc.Nie mamy na dzień dzsiejszy gdzie isc mieszkac.Sam nie jest osobą "świętą",ale komuś to też wie co powiedziec.Nie wiem jak zaczac z nimi kwestię jego powrotu do domu.
W ogóle to jestem w takiej sytuacji,że...masakra.Cóż,życie jest okrutne,wiem,że bez niego byłoby mi łatwiej,ale czy lepiej?
Emma, tak na prawdę sama musisz sobie odpowiedzieć na parę pytań, na których odpowiedzi znasz tylko Ty... tj. jakim do tej pory byliście związkiem, czy mąż jest dla Ciebie oparciem, czy Ty dla niego byłaś/jesteś ważna. Czy alkohol jest problemem czy to "tylko" rzadkie przypadki np. coroczne spotkania z kolegami... Sama wiesz dobrze, że życie w związku to sinusoida emocji, zachowań, ciepłoty uczuć itd... być może teraz macie ten gorszy czas, kiedy to co kumulowało się przez ostatnie miesiące musi znaleźć ujście, może są przemilczane tematy które należy omówić... Jedno jest pewne, zadając pytanie czy to jeszcze miłość musisz sama zapytać siebie... bo tak jak zakochiwanie jest procesem tak i odkochiwanie... choć nierzadko po chwilach ochłodzenia, wręcz nijakości związkowej - po naprawczych rozmowach kochamy jeszcze mocniej i dojrzalej.
wiesz jakie pytanie zadawałam sobie podczas moich kryzysów? Czy wyobrażam sobie życie bez niego? I kiedy targały mną skrajne emocje, kiedy byłam wściekła i najchętniej ugryzłabym go w tętnice, żeby dać upust złości to myślałam: tak! moje życie bez niego byłoby łatwiejsze... ale kiedy zaczynasz analizować ten stan i myślisz, że jutro miałoby go tutaj nie być; będąc w kuchni patrzysz na blat i myślisz nie przestawiłby tej szklanki, nie stanąłby już w pokoju w poświacie zachodzącego słońca... Nie utulił w nocy, nie śmiał się na tej sofie z tej samej komedii to wtedy wiem, że KOCHAM! I jeśli kochasz to porozmawiaj z nim i walcz o Wasz związek i Waszą miłość. Jeśli jest problem alkoholowy ale postawisz sprawę jasno, że kochasz i zależy Ci na innym poziomie - niech idzie na leczenie. A jeśli staniesz pod ścianą i czujesz, że nie masz siły walczyć o Was - wtedy walcz o siebie i dobro dzieci.
Potrzebuje pomocy,przynajmniej tak mi się wydaje.Nie wiem czy kocham za mocno,sama nie wiem czemu tak się zachowuje.Za dużo opowiadac od początku,ale potrzebuje opinii kogoś "neutralnego",bo zupełnie nie wiem co mam robic.Ostatnio z mężem mieliśmy starcie,przyszedł pijany,nie pierwszy raz,ale tym razem musiałam wezwac policję,bo naprawde się bałam,wspomnę,że mamy dwoje małych dzieci,bały sie go strasznie.Wiem,że powinnam patrzec tylko i wyłącznie na dobro dzieci,ale nie wiemczy dam sobie sama radę,nie czy ja go jeszcze kocham,czy po takich ekscesach to można kogoś kochac,co to jest?Czy to miłośc,czy moja głupota.
Tylko odrobinkę. Cały czas intensywnie nad tym pracuje, ale w dalszym ciągu jestem uzależniona.
Tylko odrobinkę. Cały czas intensywnie nad tym pracuje, ale w dalszym ciągu jestem uzależniona.
filetta a ja przeczytalam duzo ksiazek na temat toksycznych milosci namietnosci zwiazkow i ludzi a tej nie jeszcze nie zdazylam...wydaje mi sie ze duzo juz wiem w tej materii a jednak nie potrafie jeszcze zmienic toku mojego myslenia...to jest najtrudniejsze..czy tobie sie udalo?
Wszystkim, które kochają za mocno, polecam książke "Kobiety, które kochają za bardzo". Przeczytałam w ten weekend. Gdy zaczęłam, nie mogłam się oderwać. Nareszczie coś stricte o mnie!