rozwód - koniec dzieciństwa ??
Ciągnie za sobą szereg nieprzyjemnych konsekwencji.
Ale jak ma się to do dziecka?
Dyskusja
-
Weronika123 napisał(a):
no masz rację.
ja dziś miałam terapię , ale na szczęście o nim zbyt wiele nie mówiliśmy;].
trudno , ojcowie juz tacy są - nie wybieramy ich.
Ja osobiście próbuję o tym nie myśleć , o zdarzeniach związanych z ojcem , wina do niego jest tak silna , że jedyne co mi pozostaje to ucieczka od minionych wspomnień.
Wiem , ze to źle , ale tak już mam.
Gdy tylko ktoś rozpoczyna mówić o 'tamtych' latach , zawsze odpowiedama ' nie obchodzi mnie to co się z nim dzieje , pozatym to skończony roździał życia.
I na tym się kończy.
Taka oto ucieczka.
Trudno.
Może nie umiem inaczej ;].
Evesz ale tak naprawdę , wiesz co o tym myślę??
Że w moim przyp.lepiej puścić to chyba w zapomnienie , niepamięć i dać sobie z tym spokój.
Ale to tylko może.
W każdym razie głowa do góry.;] -
evesz
napisał(a):
Sama nie potrafię uporać się z pewnym wydarzeniem. Wspomniany przeze mnie ojciec nie żyje od prawie 11 lat. I też dawno powinnam zamknąć ten temat, a nie potrafię. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie żyje. Musiałam nauczyć się życia bez "podpowiadacza dobrych rozwiązań". Byłam na pogrzebie, który jest przecież dosłownym zamknięciem jego życia. Mieszkam w mieszkaniu po tacie. A jednak ciągle powracam. I ten temat jest poruszany na mojej terapii co jakiś czas.
Proponuję Ci jednak nie uciekać od tego problemu. Nic z rzeczy poruszanych na terapiach nie jest wygodnym tematem. Ale trzeba się z tym uporać. Ja bagatelizowałam wiele symptomów z przeszłości kwalifikujących mnie do terapii. Od terapeutki usłyszałam, że na pierwszej terapii powinnam się znaleźć 15 lat temu! Mam olbrzymie zaległości. Tobie proponuję zająć się tym już teraz. I może faktycznie to wszystko jest trochę bez sensu, ale ja sama nie znam powodu, dla którego zachowuję się tak, jak Ty. Poza tym, gdyby tak łatwo było puścić coś w niepamięć, nie miałaby sensu żadna terapia, czy nie?
-
Weronika123 napisał(a):
ama nie wiem co robic.
Jutro mam terapię , znów będzie mowa o ojcu - nie wiem czy to wytrzymam.
Może poprostu jej powiem , że nie chcę abyśmy o tym rozmawiamy i tyle.
Evesz piszesz 'porozmawiaj z samą sobą' - uwierz mi , od czasu rozwodu nic innego nie robię jak prowadzę dialog z własnym 'ja' , od czasu rozstania rodziców czas jakby zwolnił.
Mam 18 lat na karku a nie umiem się z tym uporać ;/. czy nie wydaje się wam troszkę bez sensu ??
Przeciez moglabym zapomniec o tym wszystkim , puścić to w niepamięć i tyle.
A ja tak nie potrafię.
Eh..sama już nie wiem.
miłego dnia. -
evesz
napisał(a):
Ja spróbowałabym się odezwać. Nie ma rzeczy niemożliwych. Na pewno jest jakiś sposób na to, by dowiedzieć się, gdzie przebywa. Spotkałabym się z nim (a raczej wyszła na niego niespodziewanie) i zapytała, czy mamy sobie coś do wyjaśnienia. To byłaby dla niego ostatnia szansa.
Rozumiem też, że nie chcesz mu wybaczać i go tropić. Wtedy nie wiem... chyba przyjęłabym właśnie, że ojca nie było, nie ma i nie będzie. I w związku z tym muszę wyzbyć się wszelkich negatywów. Bo skoro osoby nie ma, nie warto trzymać do niego jakąkolwiek urazę. To będzie z korzyścią dla Ciebie i Twoich bliskich. Daleka droga przed Tobą, ale myślę, że się da.
Czy kiedyś polecieć do niego? Nie wiem. To zależy od bardzo osobistej Twojej oceny. Mam nadzieję jednak, że nie przypomni sobie o Tobie, gdy będzie schorowany i będzie potrzebował zwyczajnie opieki. Ja jestem niestety miękka i dałabym się "zwabić" na chorobę. Nie potrafiłabym odmówić, choćby z żałości miało pęknąć mi serce. Bo takie właśnie mam charakter.
Porozmawiaj z samą sobą. Musisz być pewna w 100%, że podjęta decyzja będzie słuszna i będzie dokładnie tym, czego chcesz. -
Monika2010
napisał(a):
Lepiej żyć bez ojca niż z ojcem uzależnionym od alkoholu takim który cierpi na padaczkę !
-
Weronika123 napisał(a):
Monika ani się ważę.
Ja pierwsza kroku żadnego nie zrobię. Niby dlaczego mam ja to robić , dlaczego ja mam znów ulegać??
Tylko , że różnica u nas polega na tym , że Ty ojca miałaś , masz i będziesz mieć - ja już nie. -
Monika2010
napisał(a):
Ja również chodziłam do terapełtki .Z tym że mój problem dotyczył pijaństwa ojca .On już nie pije od 9 lat a ja nie mogłam mu wybaczyć bo pił od mojego urodzenia albo i nawet wcześniej .Również miałam do niego napisać list i tak też zrobiłam i wiesz co jak spojrzę na to z perspektywy czasu to żal i złość na niego mija.Nadal mieszkam z rodzicami i siostrą .Może ty się dowiedz gdzie mieszka twój ojciec i odezwii się do niego pierwsza?
-
Weronika123 napisał(a):
Evesz rozumiem....
Jak mam mu dać szansę , skoro przezz 10 lat nie odezwal sie do mnie , i tak jest do dziś.
Dla mnie on umarł , nie ma go , nie było i nie będzie.
Skoro wybrał taką drogę to niech się nią cieszy.
Dlczego to ja mam mu ustępować.
Kiedyś się zjawi taki dzień , że sobie o mnie przypomni i co? mam tak jakby nigdy nic 'polecieć' do niego? -
evesz
napisał(a):
A nie jestem w stanie się z Tobą równać, bo rozdzielenie w Twoim przypadku nastąpiło później. Byłaś prawdopodobnie starsza niż ja i bardziej świadoma, zbuntowana. Ja mogłam po prostu odejść za rękę z moją mamą. Nie miałam żadnego wyboru i niewielką świadomość.
-
evesz
napisał(a):
Ja też miałam rozwód. Ale nie wiem, czy jestem w stanie się z Tobą równać.
Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam trzy lata. Powodem nie była jedna kobieta, ale różne. Ciągłe zdrady. O tym jednak dowiedziałam się dużo później. Wtedy byłam zwyczajnie za mała, by to pojąć. Rozwód pamiętam doskonale, przeprowadzkę z mojego domu do domu mojej babci i pierwsze dni bez ojca. Moja mama jednak, pomimo odrazy, jaką żywiła do mojego ojca, cały czas twierdziła, że muszę się z tatą widywać. Że mamusia i tatuś się pokłócili, ale ja będę tatusia odwiedzać i tatuś mnie. Jako starsza wielokrotnie rozmawiałam z tatą poważnie na temat tego, co się stało. Mówił, że mu przykro, że wie, że nie powinien tak postępować. Że w jakiejś części stracił mnie. Bardzo byliśmy zżyci. Jego śmierć przeżyłam bardzo i mimo, że minęło od tej chwili prawie 11 lat, ciągle płaczę na jego grobie.
Daj szansę tacie na tłumaczenie. Spróbuj go zrozumieć. Inaczej nie wybaczysz. To, co zrobił, na pewno nie zasługuje na pochwałę, ale pamiętaj, że dziecko nigdy na 100% nie wie, jakie są relacje między rodzicami. Chciałabyś toksycznego związku? A może właśnie taki był związek Twoich rodziców? Wiem, że teraz pewnie nie dopuszczasz do siebie myśli, że mama mogłaby być toksyczną partnerką, bo pewnie jest najcudowniejsza i najkochańsza w świecie. Ale dzieci nie wszystko widzą i wiedzą. Pozwól mu się bronić.


SilverCube s.c.