Toksyczne dzieci
Na 8 lóżkowej sali,średnia wieku 45,
tylko JEDNA DOROSLA córka odwiedzala mamę.Inne tlumily lzy,dzwoniąc do dzieci z prośbą o odebranie ich ze szpitala,ich dorosle dzieci byly na to zbyt zajęt
Dyskusja
-
Monika2010
napisał(a):
Co macie na myśli pisząc TOKSYCZNE DZIECI ? Bo mi wydaje się że mowa tutaj o dzieciach alkoholików .Sama pochodzę z takiej rodziny ( tata był alkoholikiem mama nie )Ja odziedziczyłam tylko po swoim ojcu brak wykształcenia ( mam zawodowe nie pełne ) poza tym nie piję ,nie zażywam narkotyków ( palę tylko papierosy ) .A poza tym zachowuję się dobrze w stosunku do mojej rodziny .Mam tylko jeden problem choć mam 25 lat mój ojciec traktuje mnie nadal jak bym była dzieckiem .Nigdy nie traktował mnie poważnie a ja mam swoje problemy życia dorosłego i chciałabym aby traktował mnie poważnie tylko nie wiem jak do niego dotrzeć >Mój ojciec już nie pjie od 10 lat a ja mam 25 lat .Poradzcie co mam zrobić aby zauważył że jestem już dorosła ?
-
Lirjel napisał(a):
Elżbieto, pisałaś o swoim ojcu alkoholiku. Bardzo Cię zachęcam do pójścia do psychologa (lub pogadania z kimś z Centrum Porad tutaj, na Plasterku). Przed Tobą wiele lat życia, szkoda byłoby żeby w najbardziej niespodziewanych momentach na powierzchnię wychodził szczur bolesnej przeszłości. Myślę, że najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile informacji dotyczących funkcjonowania świata podświadomie przekazujemy naszym dzieciom - lęki, frustracje, przekonania typu: uważaj, ludzie mogą cię zranić, itp. Dla Ciebie, byś mogła żyć szczęśliwie, byś mogła odrzucić cień przeszłości i dla Twoich bliskich, by byli wolni od Twoich lęków, zamknij przeszłość. Bardzo zachęcam Cię do tego, żebyś rzeczywiście popracowała z psychologiem. Opisałaś prawdziwy koszmar, warto byś w każdej komórce swego ciała czuła, że on się już skończył.
-
Lirjel napisał(a):
O rany, jakież smutne jest to co piszesz Moxie! Strasznie mi przykro że doświadczasz takie odrzucenia ze strony swojego dziecka. A jednak go nie oskarżam, bardziej mi go szkoda. Myślę, że ludzie potrzebują różnej ilości czasu by dorosnąć. Niestety niektórym zajmuje to prawie całe życie. Mam nadzieję, że Twoje dziecko ocknie się na czas. Niekiedy to właśnie wnuki zaczynają drążyć dziurę w rodzinie by pojednać rodziców z dziadkami. Życzę Ci jednak żeby stało się szybciej, byś nacieszyła się również dzieciństwem maluchów.
Popełniamy w życiu wiele błędów, czasem nawet ich nie dostrzegamy, czasem nasza miłość lub chęć ochronienia dzieci przed czymś, tworzy egoistów. Nie może jednak zapominać o wpływie innych ludzi. Duże znaczenie ma również postawa partnera. Szkoda że ta druga osoba również nie dorosła.
Wiesz Moxie, obserwuję właśnie kuzyna, który spędził trochę lat swojego życia w więzieniu. Wcześniej stracił rodziców i tak się zamotał. I patrzę na to, jak cała rodzina za wszelką cenę wyciąga go z błota. Najchętniej rzędem stali by i pilnowali by nie pił, nie wpadł znowu w tarapaty itp. Posuwają się do ograniczenia jego wolności byle by ratować. Wszystko pięknie! Problem polega jedynie na tym, że mój kuzyn, nauczony latami doświadczeń rodzinnych, przyjmuje tą pomoc z wdzięcznością mniejszą lub większą, a następnie rozdaje wszystkim role: ty się zajmiesz moim dzieckiem, ty pozałatwiasz sprawy urzędowe, ty pojedziesz tu, ty tam, a w ogóle dlaczego dzisiaj przywiozłaś mi na obiad to, jak ja jadłem to już dwa dni temu? Po czym mówi, "bardzo Wam wszystkim dziękuję ale dość mam już waszego wtrącania", następnie stosuje jakiś czas focha i od nowa rozpoczyna rozdzielanie obowiązków. Na pytania dotyczące jego życia odpowiada: "nikomu się ze swojego życia spowiadał nie będę".
Myślę że postawa mojego kuzyna i Twojego dziecka jest taka sama. Nie dorośli, nie chcą podjąć odpowiedzialności. Chcę Ci tylko powiedzieć Moxie, że jesteś genialna, zrobiłaś super odcinając pępowinę bo zachowałaś się jak prawdziwie kochająca matka - dałaś mu życie po raz drugi, wybrałaś szczęście dziecka kosztem własnego cierpienia.
JESTEŚ WIELKA i chylę przed Tobą czoło. Jakby moja rodzina była równie mądra, mój kuzyn oszczędziłby wiele lat swego życia.
Ale każdy ma swoją drogę...
Obyś była stukrotnie nagrodzona za Twoją mądrą decyzję. -
Moxie
napisał(a):
Dziekuje tym "dzieciom",ktore deklarują opiekę nad starymi rodzicami...
Nie jestem jeszcze stara, ale bardzo boje się..nie nie śmierci...CHOROBY
bezradności, zdania na obcych kiedy juz nie będę miala sily pracować.
Nie powinno sie o tym pisać, ale smutno mi tak...Chronilam moje jedyne dziecko ...ale bez nadopiekuńczości. Wyciągalam za uszy z kryzysów - bez
slowa nagany. Wymagalam tylko tyle na ile bylo moje dziecko stać.
A kiedy już calkiem dorosle NIE CHCIALO wziąć życia w swoje rece,POWIEDZIALAM :"Dość!". Masz we mnie zawsze oparcie, zawsze pomoc,
nigdy Cie w biedzie nie zawiodę.ALE idż do pracy, skończ studia, pomoż mi w codziennych obowiązkach! "dziecko" zamknelo drzwi pokoju na klucz i spedzalo czas tam oraz na calonocnych zabawach.
Potem poznalo "partnera swojego życia" .Mialam teraz dwoje dzieci.
MOJE DZIECKO kazalo mi utrzymać swoją nowa rodzinę. Odmówilam.
"Dzieci" ukaraly mnie. Znalazly sobie innych rodziców, którzy utrzymuja już cala powiekszona rodzine DZIECI. Zostalam przez moich
równolatkow "ukamienowana"."Za karę" nie tylko moje dziecko nie kontaktuje się ze mną....Nie wolno widywać mi maleństwa, które jest
przedlużeniem mojego dziecka...ukochanym, wymarzonym,wyrwanym przeze
mnie śmierci ...wnuczątkiem. Czasami ukradkiem, uda mi sie wyżebrać
odwiedziny,godzinke wspólnej zabawy...Ale ja jestem tą "zlą babcią",
czego więc moge się w przyszlości spodziewać?
Teraz, przed Wielkanocą chcialam na króciutko...
Wrzask mojego doroslego dziecka wypędzil mnie od progu....Wnuczatko
stalo w glębi mieszkania i uśmiech powitalny szybko ustąpil miejsca smutkowi.
Pisze tak ogólnie by nikt wiecej mnie nie kamienowal.Proszę. -
Moxie
napisał(a):
Dziekuje tym "dzieciom",ktore deklarują opiekę nad starymi rodzicami...
Nie jestem jeszcze stara, ale bardzo boje się..nie nie śmierci...CHOROBY
bezradności, zdania na obcych kiedy juz nie będę miala sily pracować.
Nie powinno sie o tym pisać, ale smutno mi tak...Chronilam moje jedyne dziecko ...ale bez nadopiekuńczości. Wyciągalam za uszy z kryzysów - bez
slowa nagany. Wymagalam tylko tyle na ile bylo moje dziecko stać.
A kiedy już calkiem dorosle NIE CHCIALO wziąć życia w swoje rece,POWIEDZIALAM :"Dość!". Masz we mnie zawsze oparcie, zawsze pomoc,
nigdy Cie w biedzie nie zawiodę.ALE idż do pracy, skończ studia, pomoż mi w codziennych obowiązkach! "dziecko" zamknelo drzwi pokoju na klucz i spedzalo czas tam oraz na calonocnych zabawach.
Potem poznalo "partnera swojego życia" .Mialam teraz dwoje dzieci.
MOJE DZIECKO kazalo mi utrzymać swoją nowa rodzinę. Odmówilam.
"Dzieci" ukaraly mnie. Znalazly sobie innych rodziców, którzy utrzymuja już cala powiekszona rodzine DZIECI. Zostalam przez moich
równolatkow "ukamienowana"."Za karę" nie tylko moje dziecko nie kontaktuje się ze mną....Nie wolno widywać mi maleństwa, które jest
przedlużeniem mojego dziecka...ukochanym, wymarzonym,wyrwanym przeze
mnie śmierci ...wnuczątkiem. Czasami ukradkiem, uda mi sie wyżebrać
odwiedziny,godzinke wspólnej zabawy...Ale ja jestem tą "zlą babcią",
czego więc moge się w przyszlości spodziewać?
Teraz, przed Wielkanocą chcialam na króciutko...
Wrzask mojego doroslego dziecka wypędzil mnie od progu....Wnuczatko
stalo w glębi mieszkania i uśmiech powitalny szybko ustąpil miejsca smutkowi.
Pisze tak ogólnie by nikt wiecej mnie nie kamienowal.Proszę. -
anutka napisał(a):
Mamito, z jednej strony to co mówisz jest bardzo mądre i szlachetne. Ale z drugiej... nie mogłabym zostawić Taty w domu starców (choć może da się znaleźć jakiś przyjazny) i wyjechać na drugi koniec świata. A popełnił w swoim życiu wiele błędów i nie zawsze potrafił z nami być. Chyba nawet, jeśliby mi powiedział: "idź w swoją stronę", czułabym się podle, zostawiając go. Dlatego trudno mi zrozumieć dzieci tych nazwijmy to "porządnych rodziców", które ich porzucają.
-
mamita
napisał(a):
Naprawdę nie wydaje mi się, że jeśli dziecko traktujemy z szacunkiem, miłością, empatią, poświęcamy mu uwagę i czas, kiedy ono tego potrzebuje i chce (nie wtedy, kiedy my mamy czas i ochotę), to ono potem, kiedy my będziemy potrzebować wsparcia i pomocy, nie będzie miało dla nas czasu.
Nie uważam, że moje dzieci mają przysłowiowy obowiązek parzenia mi herbaty na starość. Uważam, że mają obowiązek być szczęśliwe. Nawet jeśli będzie to oznaczać, że będę mieszkać w domu starców, a one będą mieszkać na drugim końcu świata, bo tak sobie wymarzyły. Nie mam prawa oczekiwać, by podporządkowały swoje życie mojemu.
Buduję z moimi dziećmi przyjaźń, ponieważ to właśnie przyjaciele nie zawodzili mnie, kiedy było mi naprawdę źle w życiu. Rodzina, a zwłaszcza rodzice - zawodzili zawsze. -
Aniaaniaania napisał(a):
I myślę, że trzeba też się zapytać tych dzieci, czy ich rodzice nie byli zajęci kiedyś, bo moi byli zawsze i są zawsze. Teraz to płacz, a kiedyś robili dokładnie to samo, albo i gorzej,bo komuś młodszemu, sobie podległemu. Ja myślę, że to dobrze, że życie ich uczy, może zrozumieją i przeproszą za to co robili kiedyś. A wogóle, to tacy rodzice, powinni umierać w wielkich cierpieniach.
-
Aniaaniaania napisał(a):
Ja myślę, że tu pewnie jest wiele przyczyn dlaczego te dzieci się tak zachowują. Niektóre nie mogą patrzeć na rodziców, którzy np. znęcali się nad nimi całe życie lub chociażby notorycznie je ignorowali. I ja nie widzę nic złego w tym, że teraz te dzieci nie chcą ich odwiedzać. Wiadomo jesteśmy po to, żeby sobie pomagać w ciężkich chwilach, ale jak ktoś nas katuje, to już nie mamy obowiązku mu pomagać, raczej sobie i uciekać, gdzie pieprz rośnie. Tak jest w moim przypadku, już któryś raz z kolei nie pojechałam do "rodziców" na święta, na początku było mi źle, bo wszyscy byli z rodziną, ale teraz (pomimo tego, że jestem sama), wolę być sama. Wolę siedzieć sama w domu, niż wysłuchiwać katów. Myślę, że większość takich rodziców sobie na to zasłużyła, jak ich teraz traktują dzieci, ale są może i tacy, którzy cierpią niewinnie. Nie wiem.
-
elzbietag84 napisał(a):
Nie ma się co dziwic że dzieci tak reagują... Może boją się skrzywdzenia? Niby czas leczy rany, ale pewnie dlatego niektóre dzieci sa takie zabiegane że potrzebują więcej czasu na zastanowieniem się nad tym co się działo, a każdy widok rodzica wszystko przypomina? Jestem córką alkoholika który obecnie siedzi w więzieniu za znęcanie się nad rodziną i wierzcie mi ze nie miałam zamiaru go odwiedzać w więzieniu...On nadal by wszystko niszczył w domu, rozbijał butelki, pił w piwnicy z kolegami, załatwiał swoje fizjologiczne potrzeby w piwnicy, wyzywał mnie i innych ale nie będę przytaczac przezwisk,wiecznie pijany, wszysko osikane w czym był ubrany, groził że blok wysadzi w powietrze, nawet gadał do telewizora jak do człowieka... Siedzi w więzieniu od 9 miesiecy ale ja nie mogę się otrząsnąc.Taka gehenna trwała odkąd pamiętam.Powinnam iść do psychologa albo spróbować porozmaiac o tym na forum.Spróbujcie zrozumieć skrzywdzonych!

SilverCube s.c.