Rafaellu, nie zauważyłam że wiadomość wysłałeś zarówno na skrzynkę jak i na grupę. W takim razie odpowiedź również zamieszczam na forum i jednocześnie pozwól że zapytam czy coś zmieniło się między Tobą a dziewczyną, którą kochasz. Pozdrawiam!
A oto odpowiedź na Twoją wiadomość:
Rafaellu,
pozwól że będę pisać bez owijania w bawełnę, mam nadzieję że uwierzysz mi, że kierują mną tylko dobre intencje, a to co napiszę, jest po prostu moim spojrzeniem na Twoją sprawę, czyli spojrzeniem subiektywnym.
Pisałeś, że byliście ze sobą (nasuwa mi się pytanie jak długo, to dość ważne), Ty postanowiłeś spoważnieć, (i znowu chciałbym zapytać, czy to Ty chciałeś zmienić zachowanie, czy wymagała tego ona?). Trudno mi sobie wyobrazić, że traktowałeś ją z buta wierząc, że tym samym zyskujesz w jej oczach. Czy wówczas gdy tak postępowałeś naprawdę czułeś że ona jest miłością Twojego życia?
Piszesz mi również że ciągle się kłócicie, a pragniesz spokoju, rozmów, partnerstwa...nie rozumiem w takim razie, dlaczego tak bardzo tkwisz w tym związku. Przecież on nie jest spełnieniem Twoich pragnień, chcesz czegoś innego. Piszesz, że chciałeś pomóc tej dziewczynie, ona znowu chciała Ciebie zmieniać - no to ja się pytam (wybacz proszę!!!) - gdzie tu jest miłość??? Przecież i ona Cię uwiera i Ty ją, chcecie czegoś innego, macie wyobrażenia i próbujecie podciągnąć tę druga osobę by do tych wyobrażeń przystała. Dla mnie (odczucie subiektywne) miłość to przyjęcie drugiej osoby taką jaką jest, zaakceptowanie jej. Oczywiście, że można się dogadywać co do pewnych spraw, iść na kompromisy ale to nie ja Cię zmieniam lecz Ty sam, z miłości do mnie chcesz stawać się lepszy, chcesz zmieniać to, co jest dla mnie trudne do zaakceptowania. Miłość jest dla mnie również związana z pragnieniem dobra drugiej osoby, czyli jeśli ona chce odejść, widzi życie inaczej, układa je beze mnie, to mimo że boli, pozwalam jej na to, życząc wszelkiego szczęścia. Chyba że ta osoba się waha, daje mi szansę, pozostawia taki obszar, na którym ja mogę pokazać jak mi na niej zależy.
Rafaellu, Ty najlepiej wiesz co Ci w duszy gra. Mnie wydaje się, że Ty potwornie wystraszyłeś się samotności. Pisałeś że od 14 roku życia mieszkasz sam. Czy zatem nie jest tak, że bardzo chcesz do kogoś należeć, być kochany? Czy nie potrzebujesz po prostu tego by ktoś się Tobą zaopiekował, dał Ci poczucie bezpieczeństwa, bezwarunkowej miłości?
Jeśli tak jest, to dobrze, tylko przyjmij to wszystko i zrozum tak, by przypadkowe emocje nie kierowały Tobą jak statkiem bez steru lecz abyś to Ty kierował swoim życiem, podejmując decyzje, wiedząc że w Twoim wnętrzu tkwią silne potrzeby miłości i przynależności.
Pytanie zatem, chodzi Ci o nią, czy o samotność? Jeśli o nią, to buduj to co Was łączy (jeśli ona na to pozwala), jeśli kieruje Tobą druga wersja, to popracuj nad sobą, zobacz co Ci w duszy gra, dopuść do głosu wspomnienia, zaakceptuj to co czujesz i wtedy dopiero zastanów się, jak ma wyglądać Twoje życie.
Jeśli będziesz szukał jakiegokolwiek związku byle nie być samemu, to na własne życzenie będziesz doświadczał zranień. Dlatego warto powalczyć o siebie i przejąć odpowiedzialność za własne szczęście.
Pisałeś, że ona chodzi teraz z kimś innym. No cóż... ma prawo. Wszelkie wyznania, to niestety tylko słowa. Liczą się czyny. Spokojnie popatrz na Waszą relację i oceń sam, czy dajecie sobie to, o co Ci naprawdę chodzi. Jeśli nie, to pozwól jej odejść, daj sobie czas na przeżycie rozczarowania i cierpienia związanego ze strata i samotnością, a potem otwórz się na nowe.
Rafaellu, jeśli boisz się samotności, to zmierz się z nią. Przyjmij ją, wówczas odbierzesz jej siłę.
Jest taka książka "Czarnoksiężnik z Archipelagu". Jest w niej taka świetna scena jak główny bohater walczy ze swoim cieniem, pokonuje go wówczas gdy go przyjmuje, nadając mu swoje imię. Odzyskaj zatem swą siłę i pełną kontrolę nad sobą.
Mam nadzieję, że niczym Cię nie dotknęłam. Życzę Tobie i Twojej dziewczynie samego dobra. Mam wielką nadzieję, że podejmiesz właściwe decyzje, które przyniosą Ci radość i poczucie spełnienia.
Ciepło Cie pozdrawiam! Lirjel
Witam.
Moja sytuacja jest taka, mam 25 lat rozstałam się z chłopakiem w tym roku w styczniu, po trzech loatach związku. Jest mi bardzo trudno nie wiem jak sobie ztym poradzić. POzatym czuję się trochę samotna, nie wiem jak zjednać sobie przyjaciół, jak wyjśc do ludzi, jak zanlezc jakjąs grupe ludzi, aby wspólnie z nimi spędzac czas. Aby być szczęśliwym.
Pozdrawiam i proszę o radę.
Dziękuję.
Wiesz co sobie myślę? Jeśli Ci na niej zależy, to się staraj odzyskać jej zaufanie, pokaż jej że więcej teraz rozumiesz i jesteś gotowy bardziej się angażować. Jeśli czujesz, że bardziej ciągnie Cię do czegoś innego, to powiedz jej: Przepraszam i Dziękuję i idź swoja drogą, uważam że nie jesteś właściwą osobą do pomagania jej gdyż jesteś osobą grającą główną rolę w całej aferze.
A tak poza tym, bardzo nie podobają mi się słowa Twojej dziewczyny: "Jak się zmienisz, to do Ciebie wrócę".
Chyba że robiłeś coś wyjątkowo niegodziwego. Pozwól że zapytam, jakie są zarzuty przeciw Tobie? Czym przewiniłeś? Jak zraniłeś tę dziewczynę?
witam jeszcze zaraz po rozstaniu mowila ze jak sie zmienie to wrocimy do siebie ale za jakis czas,pozniej powiedziala mi ze matka z siostra zaczely dla niej nagadywac i powiedziala ze juz nic ode mnie nie chce,bezemnie jest szczesliwa nie placze i ze jesli chcem zeby byla szczesliwa to zebym zostawil ja w spokoju,od razu byl placz i lament...w niedziele jak z nia rozmawialem to juz byla spokojna bez placzu i powiedziala ze nadal mnie kocha ale nie wierzy ze zroumialem ze ja krzywdzilem bo wybaczala mi juz 2 razy, 2 razy do mnie wracala i z nowu bylo to samo,tzn sam nie wiedzialem czego chcem czy chcem z nia byc czy nie i przez to ja ranilem i to bardzo..spotyka tez sie z jakims kolega i boje sie ze przy nim zapomni o mnie....ona jest bardzo wrazlwym czlowiekiem i naprawde nie wiedzialem ze tak mozna skrzywdzic bliska mi osobe,chcialbym to wsztystko naprawic dalbym z siebie wszystko,postepowalem jak ham prostak bez uczuc ale tego nie wiedzialem,tylko takie moge miec usprawiedliwienie.....ta milosc gdzies sie we mnie zatracila i teraz zrozumialem wszystko...chcem jej pomocwiedc moze zaczekac niechc czas zagoii rany i porozmwiac z nia w cztery oczy bo mieszkamy 100 km od siebie i mamy kontakt telefoniczny..
witaj - wydaje mi się, ze trudno bedzie doradzić jest jak pomóc nie znając danej osoby, jej oczekiwań, myśli itd. To co ja chciałam Ci tylko podpowiedzieć ze swojej strony to to żebyś ocenil czy lepiej jest jej pomagać i byc blisko czy lepiej zostawic i pozwolic by czas leczył jej rany.
Piszesz, ze nie jestescie już razem więc dobrze by było ocenić czy Twoja obecność przy niej nie będzie ciagłym rozdrapywaniem ran i czy wiąże ona jeszcze z Toba jakies nadzieje, uczucia. Bo nawet chcąc jej szczerze pomóc możesz tylko utrudniać jesli nie macie byc juz razem. Mozna się przyjaznic nawet po rozstaniu ale pod warunkiem, ze nie ma zbyt głebokich ran.
Oczywiście nie odwodzę Cię od chęci pomocy bo to fajne tylko w takich sytuacjach dobrze popatrzec na problem z róznych stron.Pozdrawiam