mediacje

Toksyczne związki Toksyczne związki

O związkach, które niszczą..
i potem jest ciężko się z nich uwolnić

47 członków | 172 posty

Utworzona: 16.02.2010, 15:18 przez Tina22

Dyskusja

  • ala_1900 ala_1900 napisał(a):
    05.12.2011, 09:47 pomocny_post_1 (0)
    Uważam,że to dobry pomysł.Ostatnio zaczęłam wyrażać swoje zdanie i niestety wychodzi z tego ostra wymiana zdań.Brakuje mi czasem argumentów,on ma ich pełno i dlatego jak mi przestawi swoje to ja już przytakuje na końcu,on ma ostatnie zdanie.Choć raz zdarzyło się w ostatnim czasie,że to ja powiedziałam ostatnie,to było takie ciekawe doświadczenie;)Poczułam się wtedy lepiej.Będę musiała popracować nad szukaniem dobrych argumentów jeszcze.Dziękuję bardzo:)

  • button
  • eMwOgrodzie eMwOgrodzie napisał(a):
    04.12.2011, 23:15 pomocny_post_1 (0)
    Patrz Ala, cokolwiek nie chcesz powiedzieć i tak boisz się że zostaniesz skrytykowana, zatem w sytuacji kiedy Twój chłopak ma taki krytykancki sposób bycia, może warto postawić na to, abyś mówiła szczerze to co Ty czujesz i myślisz? Ja zdaję sobie sprawę, ze to nie łatwe, ...że nawet może pojawiać się poczucie nieuzasadnionej winy, jeżeli parter kręci nosem na coś, co nie jest po jego myśli ale przecież obydwoje macie prawo do swego zdania i do swych odczuć. Związek to relacja dwóch osób, dwóch światów i fakt - potrzebna jest w nim wyrozumiałość (rozumiana przeze mnie jako otwartość na to, ze partner jest zupełnie inną osobą niż ja). Ale w związku dwóch osób te dwie osoby są na równi ważne i tu sztuka dialogu sprawdza się doskonale. OK, za uzyskanie od partnera pozornej akceptacji, Twojego świętego spokoju "sprzedajesz" (czyli przemilczasz, pozornie się zgadzasz, przytakujesz, itp.) ale czujesz się z tym źle... a to nie oto chodzi abyś się podporządkowywała a potem czuła się z tym źle.

    Obawiasz się skrytykowania. Nikt raczej nie lubi być krytykowany, sama po sobie to wiem i rozumiem o czym piszesz ale tak naprawdę to są tylko i wyłącznie jego wyobrażenia na temat tego co jest krytykowane, 15 innych osób mogłoby Ci powiedzieć coś zupełnie innego.

    Polecam Ci zainteresowanie się tematyką asertywnego stylu porozumiewania się. Kiedyś tu na Plasterku były genialne warsztaty prowadzone przez Jacka Olszewskiego "Droga do dialogu - Asertywność w konflikcie", brałam w nich udział i polecam Ci gorąco jak będą w przyszłości. Tam przy Jacku ćwiczyliśmy np. jak radzić sobie konstruktywnie z negatywna krytyką/oceną w 3 krokach:
    1.Odsłoń siebie.
    2.Zamień ocenę na opinię.
    3.Wyraź swoje zdanie w tym temacie.
    Przykład;) "Ala, twoja propozycja na spędzenie Sylwestra jest jak zwykle głupia".
    1. Odsłoń siebie - czyli powiedz o swoich odczuciach w tej sytuacji, np. "jest mi przykro, kiedy mówisz że moje propozycje są głupie."
    2. Zamień ocenę na opinię - czyli czy Ty się z nią zgadzasz/nie zgadzasz, np. "nie zgadzam się z twoją opinią, że wszystkie moje pomysły są głupie".
    3. Wyraź swoje zdanie w tym temacie - czyli np. "ja sama nie uważam, że moje propozycja jest głupia"
    I propozycja, czyli np. "Sposób spędzenia naszego Sylwestra, że jest wart wspólnego przedyskutowania abyśmy obydwoje szampańsko się na nim bawili".

    I mniej więcej wychodzi taka oto asertywna rozmowa:)
    -Ala, twoja propozycja na spędzenie Sylwestra jest jak zwykle głupia
    -Jest mi przykro, kiedy mówisz że moje propozycje są głupie. Nie zgadzam się z twoją opinią. Ja sama nie uważam, że moje propozycja jest głupia. Myślę (Miśku), że sposób spędzenia naszego Sylwestra, że jest wart wspólnego przedyskutowania abyśmy obydwoje szampańsko się na nim bawili

    A jakbyś zastosowała taki mały eksperyment następnym razem?

  • ala_1900 ala_1900 napisał(a):
    04.12.2011, 21:34 pomocny_post_1 (0)
    Dziękuję eMwOgrodzie:)
    Nie wiem jak z nim jednak rozmawiać,boję się,że cokolwiek co powiem może skrytykować.Może powinnam być bardziej wyrozumiała i zgadzać się z nim?Albo milczeć jak mam inne zdanie?Wtedy wszystko byłoby ok.Czuję się winna.Często po wypowiedzeniu własnego zdania dziwnie się czuję,jakbym zrobiła coś wbrew jego woli.

  • eMwOgrodzie eMwOgrodzie napisał(a):
    01.12.2011, 22:43 pomocny_post_1 (0)
    Ala_1900, moim zdaniem nie wchodzimy w określone związki przypadkiem... Kierują nami różne pobudki, czasem bycie/niebycie z kimś jest dojrzałą, przemyślaną decyzją, a czasem pobudki te są zupełnie przez nas nieuświadomione. Być może właśnie jesteś z Twoim chłopakiem właśnie po to abyś poodkrywała siebie, swoją siłę, nauczyła się mówić co dla Ciebie ważne, bronić swojego zdania. Twój chłopak przy Tobie też pewnie ma okazje wiele w sobie rozwinąć.
    Zadajesz na koniec trudne pytania - bo tak naprawdę, odpowiedź na nie znasz tylko Ty.
    Co do rozmów z Twoim chłopakiem, to z całą pewnością ważne jest abyś rozmawiając była w zgodzie ze sobą samą, nawet jak czasem trzeba Ci bronić tego co dla Ciebie ważne i wynika z tego konflikt. Dobre konflikty nie są złe;) Rodzą tęczę - taki most porozumienia pomiędzy dwoma stronami konfliktu. Powodzenia w porozumiewaniu się!:)

  • ala_1900 ala_1900 napisał(a):
    29.11.2011, 09:09 pomocny_post_1 (0)
    Mój chłopak jest egocentrykiem. Boję się wyrazić swoje zdanie, bo bardzo często krytykuje je i ma mnóstwo argumentów, że jest tak, jak on uważa. Manipuluje mną i często pod jego wpływem zmieniam zdanie, choć potem nie za dobrze z tym czuję się.Twierdzi, że każdy ma prawo do własnego zdania, a nie widzi tego, że narzuca mi je swoje, mówiąc jak on by zrobił, gdyby był na moim miejscu w danej sytuacji.
    Jak mam z nim rozmawiać? Czy taki związek ma sens?

  • silmarwena silmarwena napisał(a):
    27.05.2011, 23:53 pomocny_post_1 (0)
    ehhhh...jak ja sie postaram, to on sie zmieni...nie zmienia sie? widac za malo sie staram.
    Sama tkwilam w takim chorym zwiazku, ale jedno, zupelnie intuicyjnie, zrobilam dobrze: postawilam sobie granice. Postanowilam, ze dla mnie nieprzekraczalna granica jest napasc fizyczna, ze jesli podniesie na mnie reke, to odejde. Moze to jest jakis sposob?
    To wszystko, co piszemy w tym temacie sprowadza sie do tego, ze jestesmy pelne niewiary we wlasne sily i mozliwosci, i ze jestesmy uzaleznione od "milosci". Na te tematy napisano wiele madrych ksiazek i warto je przeczytac.
    Jes;i ktoras chcialaby jakiegos madrego e-booka to sluze.

  • betin betin napisał(a):
    18.04.2011, 19:54 pomocny_post_1 (0)
    dzięki za te słowa. W 100% się z Tobą zgadzam i podejrzewam, że gdyby chodziło o jakąś koleżankę, a nie o mnie, to wspierałabym ją z całych sił i mobilizowała do jak najszybszego podjęcia decyzji, dla własnego dobra... bo właśnie samo nic się nie zmieni, nie można chcieć za dwoje, bo ma swoją wartość, którą on depcze... ale chodzi o mnie a ja nie potrafię uporać się z odpowiedzialnością... za niego i nasze małżeństwo- bo zmienił się tak przy mnie, to ja nie potrafiłam być żoną, jakiej potrzebował, nie potrafiłam dla niego być oparciem ... A że jemu nie przyszło nawet do głowy, że ja mogę potrzbować oparcia... Taki ciągły kołowrotek, bo nie chcę, nie potrafię żyć w takich warunkach, nie umiem udzwignąć jego ciągłych pretensji i żalu do całego świata, ale z drugiej strony dziś planował rozmieszczenie instalacji elektrycznej w "naszym" domu, więc może jest jeszcze śiatełko w tunelu?

  • Tina22 Tina22 napisał(a):
    16.04.2011, 16:04 pomocny_post_1 (0)
    Hm widzisz tak sie składa że wiem co przezywasz bo tez tkwiłam w takim zwiazku ciagle sie oszukując ze bedzie lepiej.. i to juz od Ciebie zalezy na ile sobie pozwolisz jeszcze ..ale wydaje mi sie ze przyjdzie kiedys taki moment ze nie bedziesz sie zastanawiala tylko poprostu sie spakujesz i wyjdziesz i chocbys miala zaczac sama zyc na własna reke to zobaczysz ze to bedzie o wiele lepsze niz tak zyc byc razem a jednak osobno bo nic taki zwiazek nie daje tylko zabiera,..jezeli nie pomagaja rozmowy i stajecie sie zupelnie obcy dla siebie i nie ma checi naprawy tego to nie wróży niczego dobrego..nie wymadrzam sie i wiele osob by powiedzialo a ze to malzenstwo ze sie powinno wszystko razem znosic..ale jesli nie ma ratunku to po co sie oszukiwac??!!

  • betin betin napisał(a):
    15.04.2011, 19:59 pomocny_post_1 (0)
    tak sobie myślę, że tkwię w takim związku... niby wiem, że mnie niszczy, że nie ma już miejsca na nadzieję, że tylko ja próbowałam i starałam się. A on nawet nie widzi, że tego małżeństwa już nie ma, że nie ma miłości, że oprócz przeszłości, i o zgrozo budowy- domu, który miał być naszą pszyszłością, nie ma nic. I wiem, że samo się nic nie zmieni, on nie ma potrzeby zmiany, a jednak nie potrafię spakować się i odejść

  • Tina22 Tina22 napisał(a):
    15.04.2011, 15:51 pomocny_post_1 (0)
    Witam dziewczyny:)
    Odkąd mnie nie bylo wiele sie tutaj działo na tym forum. W pierwszej kolejności chcialabym pogratulować fuksi84, że potrafiła sie pozbierać po tak ciezkich doświadczeniach i tutaj na forum podzielić się ze wszystkimi że jej się udało pomimo że nie było łatwo, zyczę Ci fuksi84 żeby każdy dzień był dla Ciebie tym lepszym i żebys juz nigdy w swoim zyciu nie musiala przerabiać tego samego bo kazde doswiadczenie uczy nas innego podejscia do pewnych spraw ale wazne zeby nie popelniac tych samych błedów, a Wam dziewczny( wszystkie forumowiczki:) żebyscie tak jak fuksi84 mogly na tym wlasnie forum pisac nie tylko co was zlego spotkalo tylko tez jak pomimo tego co przeszlyscie potrafilyscie sie podniesc odbic od dna. Z wielką przyjemnością sie czyta, że komuś sie udało, że potrafił sie podniesc bo to wymaga samozaparcia i wytrwalosci w dązeniu do celu a cel jest osiagalny tylko wtedy kiedy same w to wierzymy i dazymy do tego zeby nasze zycie bylo lepsze bo o nas w tym momencie chodzi..nalezy przestac sie skupiac na tym co robia i mowia inni chodzi o to zeby byc takim troszke egoista ale w dobrym tego slowa znaczeniu bo nikt inny nie zadba o nas lepiej niz my sami! A kiedy poznamy swoja wartosc to i nie bedziemy do siebie dopuszczac toksycznych ludzi ! Nie bedziemy pozwalac im sie panoszyc w naszym zyciu dominowac nas czy manipulowac nami! Kazda z nas jest wartosciowa bez wyjatkow i im szybciej sobie to uśwadomimy tym szybciej bedziemy szczesliwe. Nie prawda jest stwierdzenie ze solarium czy kosmetyczka czy fryzjer nie pomaga bzdura..to wlasnie wtedy kiedy zadbamy o siebie kiedy bedziemy sie sobie podobac zacznie wzrastac nasza pewnosc siebie nie chodzi o to zeby przesadnie skupiac sie na wygladzie ale wyglad jest wazny zeby zaczac patrzec na siebie innymi oczami byc z siebie dumnym, jesli uwaza sie ze sie jest za grubym to zrobmy z tym cos chodzmy na silownie cwiczmy w domu zrobmy cos z tym a nie zamykajmy sie w sobie bo jestesmy takie. Wystarczy czasem zaczac robic to czego sie nie robilo wczesniej spelnianie swoich marzen zaczyna sie od malych sukcesow i wtedy jak sie cos w naszym zyciu dzieje tzn. jak pracujemy nad soba wewnetrznie czujemy sie lepiej bo same zauwazamy ile juz osiagnelysmy!
    Trzeba umiec siebie doceniac trzeba sobie przypominac ile juz osiagnelyscie i ile jeszcze mozecie osiagnac.Jestescie wspaniale pamietajcie o tym!! To od Was zalezy jak was ludzie beda traktowac , nie pozwalajce im na zle traktowanie bo jestescie wyjatkowe i potraficie bronic swojego zdania. Wierze ze Wam sie uda i bedziemy sie dzielic tylko i wyłacznie tymi dobrymi doswiadczeniami! Trzymajcie sie dziewczyny . Pozdrawiam

katharsis3