Żałoba
Dyskusja
-
justa85
napisał(a):
witam 2 lata temu straciłam tatę ,z którym się ciągle kłóciłam i obwiniałam za wszystko 2 lata przed śmiercią wyprowadziłam się z domu do mężczyzny którego on nie akceptował i nie mieliśmy do siebie kontaktu i miesiąc przed śmiercią tata się do mnie odezwał nawet przyjechał choć się już kiepsko czuł byłam szczęśliwa ja byłam wtedy w ciąży i dowiedział się ze będzie miał wnuka i miesiąc przed moim ślubem zmarł miałam zal do całego świata ze nie mógł ze mną być w tym cudownym dniu i nie zobaczył wnuka teraz ma ich dwóch jak szliśmy za trumna to moja siostra powiedziała do nas :tato to jest nasz ostatni spacer"było mi bardzo ciężko ale wiem ze jemu jest tam dobrze i na pewno jest przy swoich wnukach a mi wszystko wybaczył i pobłogosławił nasz związek kiedy jest mi smutno patrze w niebo i czuje jak tata jest przy mnie
-
madlen777
napisał(a):
Witajcie,chcialabym sie czyms z Wami podzielic,co we mnie siedzi,co mnie boli,przez co bede miala wyrzuty do konca zycia...Chodzi o moja Sw.Pamieci babcie,ktora kochalam ponad wszystko,ktora byla dla mnie bardzo wazna,a ja ją zawiodlam(wiem to mimo,ze nigdy mi tego nie powiedziala).W pewnym momoncie Jej zycia(gdy byla bardzo chora)moi rodzice wzieli ja do swojego domu,zeby sie Nia zajmowac,zeby nie byla sama.W tamtym okresie ja rowniez z coreczka u nich mieszkalam.Gdy byly corki chrzciny,wszyscy bylismy w kosciele,natomiast babcia zostala w domu,poniewaz stan zdrowia nie pozwalal Jej na to,zeby byc z nami.Przed wyjsciem do kosciola ,babcia zawolala mnie i dala mi prezent dla coreczki.Podziekowalam jej za to i powiedzialam,ze jak wrocimy,to do niej na chwilke z nia przyjde,zeby ja zobaczyla.Po powrocie,musialam sie zajac goscmi,a babcia byla na gorze w swoim pokoju.Calay czas odkladalam to na pozniej,zeby tam pojsc z coreczka,poniewaz,goscie co chwile cos chcieli...Czesc rodziny poszlo sie z babcia przywitac,ja oczywiscie nie mialam czasu.I tak zlecial dzien,coreczka byla zmeczona,polozylam ja spac.Przyszedl kolejny dzien i kolejny...a ja ciagle mialam cos do zrobienia.Czasami chodzilam do babci,ale sama,poniewaz nie chcialam ,zeby coreczka wdychala zarazki-nie wiem co we mnie wstapilo,ze tak myslalam-skad mi to przyszlo do glowy.I tak z kazdym dniem babcia czula sie coraz gorzej.W ktoryms dniu wzielam coreczke i zanioslam ja do gory.Stanelam w drzwiach i zawolalam babcie.Ona podniosla glowe i zobaczyla swoja prawnuczke.Nigdy nie zapomne wyrazu Jej twarzy,usmiechnela sie ,pokiwala i opuscila glowe.Po paru dniach umarla.Nie umiem sobie wybaczyc jak moglam byc tata egoistka,kretynka,jak moglam myslec w takich kategoriach,ze mala sie zarazi...czym zarazi?...co we mnie wstapilo?Ale teraz babci juz nie ma.Nie moge jej przeprosic,ze tak malo do niej przychodzialm,bo cigle cos...Nie ma dla mnie wytlumaczenia...tak bardzo mi jej brak...Mowila mi tyle dobrych rzeczy,rad,nigdy sie nie wtracala,tak bardzo chcialabym z Nia porozmawiac,przytulic sie do Niej.Od smierci snila mi sie 2 razy.Mam Jej zdjecie w ramce...przerasta mnie to,co zrobila albo raczej czego nie zrobilam ,bo ciagle cos...
-
Monika2010
napisał(a):
To musi być niezwykle przykre kiedy ktoś bliski nam odchodzi
-
Lirjel napisał(a):
Witaj Kandala! Ogromnie Ci współczuję. Trudno mi sobie choćby wyobrazić ból, z jakim się zmagasz. Nie jestem z Wrocławia więc nie pomogę w znalezieniu grupy wsparcia, mogę jednak zaprosić Cię do tego, byś została z nami - dawała i brała tyle ile potrzebujesz - z pewnością znajdziesz tu życzliwych ludzi, będziesz mogła rozmawiać, przeżywać ten pierwszy czas bez męża i jakoś pomalutku układać później swój świat na nowo. Zapraszam Cię, zostań i opowiedz tyle, ile chcesz o Was, o Mężu, o tym jak się to stało, że odszedł.
-
kandala
napisał(a):
05.05. zmarl moj maz . Bylismy ze soba bardzo zwiazani. Zupelnie nie umiem sobie z tym poradzic. Lekarz zapisal mi antydepresant. Obawiam sie od niego uzaleznic. Szukam grupy wsparcia we Wroclawiu. Moze ktos z Was moze mi pomoc?
-
[konto-usunięte]
napisał(a):
Dziękuję Ci Lirjel za ciepłe słowa, które do mnie skierowałaś. Chociaż w trakcie czytania łzy napływały do oczu, to jednak poczułam ulgę. Chcę wierzyć,że mojej Mamie jest tam dobrze, że ten niewątpliwie najgorszy z moich dni, dla Niej stał się przepustką do lepszego świata, świata gdzie nie ma już bólu i cierpienia. Jej grób przykryty jest teraz grubą warstwą śniegu, ale myślę, że tam, dokąd odeszła jest jej ciepło i bezpiecznie. Kiedyś( jeśli zasłużę na Niebo), spotkam się z Nią
-
Lirjel napisał(a):
Ann, 15 lat temu umarł mój ukochany Tato. Czułam się bardzo podobnie jak Ty i zupełnie nie mogłam zrozumieć jak świat może się zachowywać tak, jakby nic się nie stało? Na pogrzebie usłyszałam słowa, które bardzo zmieniły moje postrzeganie tej tragedii. Dzisiaj powtórzę je Tobie:
Twoja Mama, Ann, odeszła w najlepszym dla siebie momencie, w takim w którym była najbardziej przygotowana do odejścia, żaden inny dzień Jej życia nie był dobry na śmierć. Dla Ciebie to trudne, według Ciebie mogła jeszcze długo żyć. Dla dziecka nigdy nie ma właściwego momentu ale Ona była super gotowa, najbliżej nieba. Idealnie wstrzeliła się we właściwy moment i choć z pewnością cierpiała na myśl, że Cię opuszcza, podążyła swoją drogą, bo w życiu chodzi o to, aby je wygrać, by osiągnąć szczęście. Ona weszła z przedsionka do właściwej przestrzeni. Gdy będziesz gotowa, pójdziesz tam i Ty - w najlepszym dla Ciebie momencie Twojego życia, w tym najgenialniejszym do przejścia.
A Mama jest obok Ciebie, nadal przeżywa wszystko co Ciebie dotyczy, pozwól by była z Ciebie dumna.
Myśl o Niej, o Jej szczęściu, będzie Ci łatwiej pogodzić się z Jej odejściem, ciesz się tym, czego doświadcza i daj Jej powody do radości. Ann, Ona cały czas jest, gdy chcesz tego, poproś Ją aby dała Ci odczuć swą obecność. Ja nieraz czułam na swej głowie ciężką dłoń głaszczącego mnie po włosach Taty:) -
[konto-usunięte]
napisał(a):
Witajcie, niedawno, po ciężkiej chorobie odeszła moja Mama. Bardzo mi jej brakuje, nie mogę pogodzić się z tym, że już nigdy jej nie zobaczę, nie przytulę, a nawet nie usłyszę w słuchawce.Buntuję się przeciwko takiemu zrządzeniu losu zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że już nic nie mogę zmienić, nie mogę cofnąć czasu. Nie wierzę, że przyjdą jeszcze pogodne dni, że wszystko będzie tak jak dawniej, że ta wielka wyrwa, która po Niej została kiedyś nie będzie sprawiać tyle bólu.



SilverCube s.c.