Stormy, wybacz, ale mam wrażenie, że problemem w tym przypadku nie jest to, że Twój znajomy nie żyje, choć domyślam się, że zawsze trudna jest świadomość, iż odszedł ktoś, kogo znaliśmy, w tym momencie skupiasz się tak naprawdę w pełni na sobie. No to co z tego, że Ty balowałaś, gdy on miał operację? Takie jest życie. Ktoś przeżywa radość, ktoś cierpi, ktoś się rodzi, ktoś umiera - wszystko w tym samym czasie. Taka była jego droga - przyszedł czas, by odejść, on wypełnił swoje życie i odszedł. Ty żyjesz, więc myśl o nim jak najlepiej i jednocześnie patrz na swoje życie, by miało sens. W tym wydarzeniu ważna jest jego osoba i sens jego życia. Inni, w tym i Ty, powinni na ten czas stanąć z boku, by uszanować chwilę jego odejścia.
piszę tu, bo nie wiem, gdzie jeszcze bym mogła.
Chodzi o to, że niedawno dowiedziałam, że się zmarł mój przyjaciel z podstawówki. Pominę już kwestię tego, że poinformowano mnie o tym na moich urodzinach, a to i tak wyszło przez przypadek...cała nasza stara klasa wiedziała, ja byłam chyba jedyną osobą, która nie miała o niczym pojęcia. Dobija mnie jeszcze fakt, że podczas gdy ów przyjaciel (z którym od początku gimnazjum raczej nie utrzymywałam kontaktów...a ostatnio chciałam je odnowić...fajnie, że mam jak...) miał operację, ja balowałam sobie niczego nieświadoma w Cesenatico. Cudownie.
W dodatku rodzice twierdzą, że nic takiego się nie stało, bo to tylko jakiś tam kolega z podstawówki.
Ludzie, co ja mam z tym zrobić?
No i proszę wypełniłam ankietę
hej.
2 lata temu zmarła kolezanka która w swoim czasie była mi bliską osobą.
Studiowała pedagogoikę.
Chorowała na cukrzycę.
Nie wiem co było powodem jej śmierci.
To byl ciezki czas marzec 2009 . Wtedy zmroziłam swoje uczucia, siebie, bo inna znajoma , przyjaciółka tej koleżanki gorzej się czuła w związku śmierci Ani.
Do mnie doszły uczucia pół roku póxniej.
Teraz czasem jeszcze ją wspomninam. Byłam parokrotnie na cmentarzu u niej, wyrzucałam swój smutek, złośc, żal to wszystko co czułam i częsty płacz.
zyc po stracie
co to za zycie pelne smutku samotnosci
nie radze sobie
to mnie przerasta
to za duzo
tylko wir pracy pomaga mi przetrwac
Wiesz co, myślę że może ludzie bagatelizują tę kwestię nie dlatego, że jest nie ważna ale dlatego, że nie wiedzą co powiedzieć, nie wiedza jak zachować się wobec czyjegoś bólu. I tak naprawdę, dzieje się tak również wówczas, gdy traci się kogoś bliskiego, dorosłego. Podobnie często robi się pusto dookoła bo ludzie nie wiedza, co powiedzieć. Czasem tylko słyszy się: "tak musiało być", "trzeba żyć dalej" itp.
To ludzka bezradność przybiera często maskę nieczułości.
Dobra ja muszę kończyć bo wychodzę z domu papa .
Moniko2010 powód teoretycznie został znaleziony i usunięty jeżeli to właśnie było przyczyną.
Nikt by nie wymagał o bikogo tego że zapomniał o swoich rodzicach po śmiercia więc dlaczego wymaga się tego od kobiet które straciły swoje dzieci zanim się one urodziły? Dlaczego tak jest?