Czy się boję? Tak i nie. Nadal jestem dziewicą więc boję się jak to będzie, boję się bólu i tego, że nie zapanuję nad podnieceniem. A z drugiej strony, trudno mi już wytrzymać z tym ciężarem jakim jest brak współżycia. Ta nasza rozmowa wciągnęła mnie w wir myślenia o sobie. Już nie wiem po czyjej stronie leży wina. I chyba zaczynam myśleć, że dzieli się równo na obie strony.
Viola, a Ty nie boisz się w żaden sposób współżycia?
Nie wiem jak się to stało, że nie rozmawiamy. Chyba nie poruszałam tego tematu ze strachu, że się pokłócimy, że coś zepsuję. Czymś ogromnie raniącym jest brak zainteresowania ze strony męża bo od razu wyobrażam sobie, że jestem nieatrakcyjna albo że on mnie już nie kocha. Dzisiaj rozmawiając z Wami czuję się silniejsza. Ja też chyba byłam niespełna rozumu godząc się na takie trzy lata.
Viola, a gdybyście zaczęli o tym rozmawiać trochę na żarty, a trochę przy użyciu metafory? Tworząc jakąś wspólną historię, w którą można byłoby wpakować wszystkie niewypowiedziane dotąd problemy? I jeszcze inny pomysł, może wizyta w poradni małżeńskiej lub u seksuologa?
Okiem faceta;) Nie wyobrażam sobie sytuacji, że normalny, zdrowy facet przez 3 lata nie dąży do skonsumowania związku. Piszesz, że oficjalnie nie ma problemu Viola. Jednak jakiś jest - albo w waszej relacji, albo jest jakiś inny nieoficjalny problem. Ale w jednym i drugim przypadku trzeba rozmawiać. Jeśli jak piszesz sami nie potraficie, to myślę, że pomóc może Wam ktoś trzeci, taki komu ufacie.
Viola, a z jakiego powodu o tym nie rozmawiacie? Tak naprawdę dopóki nie zapytasz to się nie dowiesz... 3 lata to sporo czasu i jeśli do tej pory się nic nie wyjaśniło to raczej samo się nie rozwiąże.
Mąż powody może mieć różne, a dopóki ich nie poznasz to ciężko Ci będzie na to coś zaradzić... tak mi się wydaje.
O ile wiem, to mediacja jest rozmową z kimś trzecim. A my nawet między sobą nie umiemy rozmawiać. Chcę mieć dzieci, czasem to już nawet przychodzą mi do głowy myśli o rozstaniu.
Jestem mężatką od trzech lat. Nigdy jeszcze nie współżyłam ze swoim mężem. Pragnę tego zbliżenia ale nigdy o tym nie rozmawiamy. Mąż delikatnie mnie odsuwa kiedy podejmuję jakieś starania w jego kierunku. Co w takiej sytuacji robić? Nie muszę chyba dodawać, że oficjalnie nie ma problemu. Pomóżcie, nie jestem jakąś nagrzaną panną ale czasem wydaje mi się, że oszaleję.