puzzle1

Życie na czas - czas na życie

autor: Aleksandra Lemańska , źródło: Plasterek.pl, foto:flickr.com, autor:Brandon Christopher Warren

życie na czasŻycie na czas - czas na życie

O psychologicznych aspektach pośpiechu naszego powszedniego


            Jesteśmy pokoleniem cierpiącym na chroniczny brak czasu. Żyjemy w poczuciu, że czas płynie za szybko, że jest go za mało, że wciąż go na coś nie starcza. Próbujemy postępować tak, jakbyśmy mieli władzę nad czasem: chcemy go spowolnić, zatrzymać lub dobrze zapełnić i wykorzystać. Jakie ponosimy tego skutki? Co możemy zrobić, aby zamiast życia na czas mieć czas na życie?

W naszym języku funkcjonuje wiele określeń, które wprost sugerują, że to człowiek panuje nad czasem. Według nich czas można oszczędzać, zyskiwać, trwonić, tracić, marnotrawić, planować, organizować, mnożyć, pożytkować, można go mieć w nadmiarze lub może go brakować. Zgodnie z zasadą, że to co w głowie, to i na języku, myślimy o czasie jako o pewnym tworzywie podatnym na nasze działanie. Dążymy do tego, aby trzymać czas w garści i zarządzać nim zgodnie z naszymi potrzebami. Współczesne tempo życia oraz kultura coraz bardziej nastawiona na przyszłość narzucają nam określoną postawę wobec czasu: to jeden z najważniejszych zasobów dla osiągnięcia sukcesu. A jeśli zasób, to należy w niego inwestować.

        Tymczasem tak naprawdę nic nie możemy kazać czasowi. Czas jest poza zasięgiem naszego oddziaływania. Żyjemy w czasie, który w subiektywnym naszym poczuciu płynie raz szybciej, raz wolniej, jednak niezależnie od nas. Jedyne, co możemy, to nie zrobić coś z czasem, ale z sobą w czasie. Dlatego modne biznesowe sformułowanie zarządzanie czasem jest swoistym paradoksem. Zamiast tego możemy mówić o zarządzaniu sobą w czasie, co w praktyce oznacza doskonalenie swoich umiejętności stawiania celów, rozpoznawania priorytetów, organizacji działania i realistycznego planowania. To także dbanie o własną motywację oraz kondycję psychofizyczną, gdyż jeśli nie potrafimy zatrzymać się na karuzeli codzienności i zwyczajnie odpocząć, prędzej czy później sami z niej wypadniemy. Rozwijanie umiejętności zarządzania sobą w czasie można więc traktować dwutorowo. Z jednej strony z pewnością warto ćwiczyć się w tym, aby łatwiej się nam żyło na czas. Z drugiej strony potrzeba nam jak powietrza czasu na życie, gdyż jak głosi pewne przysłowie jeśli nie zatrzymałeś się na chwilę w ciągu dnia, nie zrobiłeś nic, co warte byłoby zachodu. Temu drugiemu aspektowi zarządzania sobą w czasie poświęcam poniższe rozważania. 


Czas na wyspę


            Problem z czasem na życie jest najczęściej taki, że go w życiu nie starcza. Potrafimy z głębokim westchnieniem mówić o tym, co byśmy chcieli robić i co byśmy robili, gdybyśmy mieli więcej wolnego czasu. Częściej bawilibyśmy się z własnymi dziećmi. Więcej rozmawialibyśmy z rodziną i przyjaciółmi. Realizowalibyśmy nasze marzenia w podróżach, uczeniu się ciekawych rzeczy, pielęgnowaniu naszych zainteresowań, duchowych poszukiwaniach, naszych osobistych powrotach do równowagi. Obiecujemy sobie mniej pracować, mniej się przejmować, mniej stresować i niewiele z tych obietnic wynika. Dlatego aby potraktować poważnie to, co wciąż odkładamy w czasie na lepsze czasy, należy zaplanować i zarezerwować sobie w kalendarzu tak zwane wyspy czasu. Wyspa czasu to taki święty fragment twojego dnia, w którym robisz dokładnie to, co chcesz i lubisz robić przede wszystkim dla siebie samego. Przebywając na swojej wyspie, odcinasz się od natłoku innych zajęć i tempa codziennych wydarzeń, informując uprzednio swoje otoczenie, że w tym dniu od tej do tej godziny po prostu cię nie ma. Takie wyspy mogą być oczywiście bezludne, ale niekoniecznie. Mogą trwać pół godziny dziennie albo kilka godzin w weekendy. Ważne, by stanowiły stały, cykliczny punkt w twoim codziennym lub tygodniowym harmonogramie, i abyś zadbał o ich możliwie całkowite nienaruszanie. Na swojej wyspie możesz robić wszystko i nic. Jak powiedział Krzyś w rozmowie z Kubusie Puchatkiem: „To jest tak: kiedy się idzie, żeby to zrobić, a właśnie pytają mnie: Co będziesz teraz robił, Krzysiu?, odpowiadam: Ach, nic i wtedy idę i to właśnie robię." Choć wydaje się to nieprawdopodobne, decyzja poświęcania czasu na wyspy czasu sprawia, że owego czasu na inne pilne zadania nagle jakoś przybywa. W naszym indywidualnym przeżywaniu upływu czasu naraz dzień się rozciąga, a tydzień nie przecieka przez palce. Dzieje się tak, ponieważ pozwalamy sobie na to, co regeneruje nasze zasoby poznawcze i pomaga powracać do wewnętrznej równowagi. Tym samym przysłowiowe złapanie pionu lub odpowiedniej perspektywy umożliwia nam efektywniejsze funkcjonowanie w codziennej pędzącej rzeczywistości.


Czas na tu i teraz


            W próbach okiełznania czasu kryje się pułapka, że im bardziej człowiek jest zorganizowany i zdyscyplinowany wobec czasu, tym prędzej czas mu ucieka. Jak to się dzieje i dlaczego? Nasza kultura euroamerykańska jest bardzo silnie nastawiona na przyszłość: na cele, osiągnięcia, efekty. Żyjemy w służbie przyszłości. Stawiamy przed sobą kolejne zadania, wykonujemy je i już planujemy następne. Budząc się rano, przebiegamy w myślach dzień i to, co mamy w nim do zrobienia. Zasypiając, myślimy o jutrze. Cała nasza teraźniejszość jest tylko przedpokojem przyszłości. Nic dziwnego, że jest taka krótka, szybka i ulotna. Koncentrujemy naszą uwagę nie na tym, co TERAZ, ale na tym, co ZARAZ. Tymczasem największa sprzeczność takiej postawy polega na tym, że podporządkowujemy całe swoje życie czemuś, co nie istnieje. Przyszłość jest bowiem tylko wytworem naszej wyobraźni, konceptem teoretycznym, czymś, czego jeszcze nie ma. Przenosząc całą swoją uwagę, energię, zasoby w nieistniejącą przyszłość, zubażamy własną teraźniejszość. Częstym doświadczeniem osób stale zapracowanych jest to, że kiedy zatrzymują się w wirze codziennych zajęć i konfrontują z obecną chwilą, odczuwają niepokój, dyskomfort, a nawet lęk. Mówią o sobie, że nie lubią bezczynności. Owa bezczynność jest niczym innym, jak próbą bycia tu i teraz. Jeśli przywykliśmy myśleć o przyszłości i żyć dla przyszłości, pustka teraźniejszości może być wręcz przerażająca. Aby sobie z nią poradzić, ludzie powracają szybko do zaplanowanych zadań lub spędzają czas w sposób jak najbardziej bierny, oglądając telewizję, robiąc zakupy lub nadrabiając zaległe sprawy do załatwienia. Lekarstwem na powrót do tu i teraz jest świadoma koncentracja na chwili obecnej i na tym, co się w niej wydarza. Taką rolę przywracania nas teraźniejszości mają zjawiska naturalne - kontakt z przyrodą w jakiejkolwiek formie sprawia, że tempo życia opada, czas powolnieje, a my sami chwytamy inną perspektywę spostrzegania świata. Podobnie wpływa kontakt z małymi dziećmi, od których właśnie my, dorośli, możemy uczyć się ciągłego, autentycznego bycia tu i teraz bez obciążania myśli i działania fikcyjną przyszłością. Ważne jest, abyśmy świadomie pozwolili sobie na zanurzanie się w teraźniejszości. Benedyktyn Jan Bereza poleca ćwiczenie, które nazywa medytacją przy obieraniu ziemniaków: Kiedy bierzesz pierwszy ziemniak do ręki, weź kilka głębokich oddechów, koncentrując na nich całą uwagę. (...) Bądź świadom swojego wdechu i wydechu. Dzięki tej prostej praktyce twój oddech stanie się łagodny i spokojny; taki również będzie twój umysł i ciało, ponieważ oddech stanowi pomost łączący ciało i umysł. Po tym krótkim ćwiczeniu obieraj ziemniaki z takim zaangażowaniem, jakby nic ważniejszego nie istniało na świecie.


Czas na osobiste priorytety


            Sztuka skutecznego planowania opiera się na ciągłym weryfikowaniu  tego, co jest dla mnie najważniejsze. Widoczny pośpiech w naszym otoczeniu, pęd ku jutrzejszemu dniu i dezaprobata dla bezczynności rodzą niepokój, że nie dość się staramy, nie dość pracujemy, nie dość się kształcimy, lub że moglibyśmy robić to lepiej, szybciej i efektywniej. Patrząc na innych, często wpadamy w pułapkę wybierania tego, co jest najpilniejsze, co trzeba, co się opłaca, co robi większość ludzi wokół nas i co my także robić powinniśmy. Nie jest to czymś całkiem niewłaściwym, że postępujemy według pewnych społecznych wzorców. Jeśli jednak stają się one głównym kryterium tego, co najważniejsze, możemy pewnego dnia obudzić się z dręczącą myślą, że przeżyliśmy życie nie tak, jak sami chcieliśmy, wypełniając je nie tym, czym chcieliśmy. Dotyczy to również naszego dnia powszedniego. W pracy możemy nie nadążać z bieżącymi zadaniami i poleceniami, ponieważ z zasady wszystkie mają status najważniejszych. Po pracy zajmujemy się listą tak zwanych pilnych spraw do załatwienia, która na ogół codziennie sama się uzupełnia. Nawet jadąc na urlop, potrzebujemy przynajmniej przeczytać w przewodniku, gdzie i jak go warto spędzić. Życie na czas rzadko daje nam szansę chociażby sprawdzenia, czy aby na pewno to, co robimy, jest zgodne z naszymi osobistymi priorytetami: celami, wartościami, marzeniami. Poszukując czasu na życie, musimy mentalnie wyjść poza harmonogramy, terminarze, plany kwartalne lub roczne, Wyobraź sobie swoje jubileuszowe 80-te lub 90-te urodziny, na których członkowie twojej rodziny, przyjaciele, ludzie, z którymi pracujesz, składają ci podziękowania. Co słyszysz? W tym, co chciałbyś od nich usłyszeć po wielu, wielu latach, za co chciałbyś, żeby ci podziękowali, rozpoznasz to, co jest dla ciebie najważniejsze, co stanowi zbiór twoich osobistych wartości. Być może usłyszysz coś, co na obecnym etapie twojego życia naprawdę cię zaskoczy. Co z tym potem zrobisz, zależy już tylko od ciebie. Może zapiszesz na kartce to, co usłyszałeś, i włożysz jako zakładkę do terminarza? Może  przełożysz to, co jest twoją wartością, na konkretne pomysły ich codziennej realizacji? W końcu osiemdziesiąte urodziny wciąż są jeszcze przed tobą.


Czas na morał


            Pewnego dnia pewien stary profesor został zaangażowany aby przeprowadzić kurs dla grupy studentów na temat skutecznego planowania czasu. Kurs ten był jednym z dziesięciu modułów przewidzianych na pierwszy semestr studiów. Stary profesor miał więc do dyspozycji tylko jedną godzinę, by wyłożyć swój przedmiot.

            Stojąc przed tą elitarną grupą (która gotowa była zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył powoli na każdego z osobna, następnie powiedział: Przeprowadzimy doświadczenie. Spod biurka, które go oddzielało od studentów, stary profesor wyjął wielki dzban o pojemności 4 litrów, który postawił przed sobą. Następnie wyjął około dwunastu kamieni wielkości piłki do tenisa, i włożył je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwym było dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentów i zapytał ich: Czy dzban jest pełen? Wszyscy odpowiedzieli: Tak.

            Poczekał kilka sekund i dodał: Na pewno? Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Wysypał żwir na kamienie, po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce między kamieniami aż do dna dzbana. Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i znów zapytał: Czy dzban jest pełen? Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć. Jeden z nich odpowiedział: Prawdopodobnie nie. Dobrze, odpowiedział stary profesor.

Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwagą wsypał piasek do dzbana. Piasek zajął wolna przestrzeń miedzy kamieniami i żwirem. Jeszcze raz zapytał: Czy dzban jest pełen? Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem: Nie. Dobrze, odpowiedział stary profesor.

I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi. Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentów i zapytał ich: Jaką prawdę ukazuje nam to doświadczenie?

Niegłupi, najbardziej odważny z uczniów, biorąc pod uwagę przedmiot kursu, odpowiedział: To pokazuje, że nawet jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli naprawdę chcemy, możemy dorzucić więcej zajęć, więcej rzeczy do zrobienia.

- Nie, odpowiedział stary profesor, to nie o to chodziło. Wielka prawda, która przedstawia to doświadczenie jest następująca: jeśli nie włożymy rzeczy najważniejszych jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe.

 

Aleksandra LemańskaAleksandra Lemańska

Absolwentka psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Szkoły Treningu i Warsztatu Psychologicznego Ośrodka INTRA w Warszawie.

W swojej pracy kieruje się ideą, by przekazywać taką wiedzę psychologiczną,

która sprawdza się w tym, co znane, pomaga odkryć to, co ważne, i inspiruje do tego, co nowe.

 

 

Polecana literatura:

  • Bereza, J.H. (...) Sztuka codziennego życia.
  • Król-Fijewska, M. (2001) Wyspy nicnierobienia. Charaktery Nr 10(57) 2001.
  • Nosal, C. (2000), Długa historia czasu. Charaktery nr 4 (39/2000).
  • Sobol, M. (2002) Czas uchwycony tu i teraz. Charaktery Nr 5(64) 2002.
  • Tarkowska, E., Czas w życiu Polaków - wyniki badań, hipotezy, impresje, Warszawa 1992,
  • Polska akademia Nauk - Instytut Filozofii i Socjologii.
  • Trompenaars, F., Hampden-Turner, Ch. (2002), Siedem wymiarów kultury. Kraków: Oficyna Ekonomiczna.
  • Widera-Wysoczańska, A. (2001), Czas nie ten sam dla wszystkich, Charaktery nr 10 (57).
  • Wojtkowska, K. (1997), Struktury czasu, Charaktery nr 10 (11).

 

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

  • muza* muza* napisał(a)
    23.11.2009, 10:55
    Uważam że świetny artykuł, napisany w prosty przejrzysty sposób a dotykajacy tak ważnych rzeczy naszego dnia codziennego by móc powiedzieć, że prawdziwie zyjęi nie bać się starosci bo bedzie ona wspominaniem tego co bylo bylo dla mnie piękne i ważne a czym żyłam.
    A co do morału to świetny! Oczywiście moja ostatnia odpowiedż była jak tego studenta i profesorek mocno mnie zadziwil swoim morałem który jest bardzo cenny.

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail

puzzle1