Złość i smutek jako emocje "negatywne i złe"
autor: Małgorzata Kulawik , źródło: Plasterek.pl
Złość i smutek jako emocje „negatywne" i „złe"
PUNKT WYJŚCIA czyli od czego zaczynamy?
Dlaczego w naszej kulturze złość i smutek odczytywane są jako złe? Czy wynika to z faktu, że same w sobie są emocjami nieprzyjemnymi dla tego kto je przezywa, czy też dlatego, że w kontekście społecznym są emocjami niewygodnymi dla obserwatorów? Gniew czy smutek obserwowany z boku angażuje i nie pozwala pozostać obojętnym. Dlaczego jednak nazywać go złym?
Zastanówmy się nad samym pojęciem emocji. Czym jest emocja, jaką funkcję pełni? Po co w ogóle mamy emocje? Po co mamy się bać, po co mamy się cieszyć, do czego służy nam złość?
A TERAZ PO KOLEI - PYTANIE PIERWSZE:
Dlaczego w naszej kulturze smutek i złość odczytywane są jako złe?
Zapewne troszeczkę inaczej ocenia się te emocje w przypadku różnych płci. W naszym społeczeństwie pokutuje obraz mężczyzny twardziela -który nigdy nie płacze i ciepłej, delikatnej kobiety, która się nie złości. Gdy o tym piszę, pojawia mi się skojarzenie Dzielnego Rycerza, zakutego w zbroję i Rachitycznej Księżniczki uwięzionej w wieży. Piękny obraz - ale jak ta dwójka ma się prawdziwie ze sobą spotkać? On ledwo się rusza i żeby zejść z konia potrzebuje giermka, a ona po doświadczeniach zamknięcia i samotności zapewne nie bardzo potrafi żyć poza murami swojej celi, nie mówiąc już o pełnym przeżywaniu relacji z drugim człowiekiem. Więc nawet jeżeli Jemu uda się zejść z konia, wdrapać wąskimi schodami na wieżę i uwolnić Ją -to jak później będzie wyglądało ich „żyli długo i szczęśliwie"?
Zapewne ciężar odpowiedzialności za negowanie emocji, a więc i pełni człowieczeństwa, można rozłożyć na wiele głów. Przykładowo:
- Stoicyzm, który odbił swoje piętno na naszej kulturze, opierający się na odcięciu swoich emocji od zdarzeń zewnętrznych, czyli utrzymywaniu stanu spokojnego „szczęścia" niezależnie od zewnętrznych warunków.
- Racjonalizm światopoglądowy -zakładający możliwość dojścia do prawdy z użyciem samego rozumu i doświadczenia, bez odwoływania się do czynników irracjonalnych, takich jak wiara religijna czy emocje.
- Religia katolicka wynosząca na piedestał cichość i pokorę, przez całe stulecia interpretowaną jako bezkrytyczność i pasywność wobec świata oraz bezwzględne posłuszeństwo wobec wyższych rangą.
To tylko przykłady, których mnożyć można więcej. Co nam przyniosły takie poglądy? - rezygnację z części siebie, niepełne przeżywanie własnego człowieczeństwa i częsty lęk, by nie wybuchnąć - nie okazać się słabym, śmiesznym, „złym".
PYTANIE DRUGIE
Czy negatywny odbiór emocji takich jak złość czy smutek ma związek z dyskomfortem, nieprzyjemnym odczuciem przeżywanym przez ich podmiot?
Najpierw zastanówmy się nad smutkiem - ten zazwyczaj związany jest z bólem, ze stratą, z poczuciem bezsilności. Jest efektem starcia się naszych oczekiwań wobec świata z rzeczywistością. Pojawia się w momencie utraty iluzji, że ta rzeczywistość będzie wciąż taka sama - tak samo dobra i bezpieczna, tak samo pełna i niezmienna.
Implikuje czasowe wycofanie się z życia, zwolnienie jego tempa i koncentrację energii w swoim wnętrzu.
Smutek sam w sobie nie jest uczuciem przyjemnym, ale pełne przeżycie go pozwala zmienić kierunek dotychczasowego działania, zasymilować zmiany w otoczeniu, które dostrzegliśmy i przejść na wyższy stopień przeżywania rzeczywistości - inaczej mówiąc dojrzeć. A samo dojrzewanie jest niezbędne, by móc pełniej żyć.
Ze złością jest trochę inaczej. Ta wiąże się z wybuchem energii i skierowaniem jej na zewnątrz[1]. Pojawia się zazwyczaj w sytuacji bezpośredniego zagrożenia naszej fizyczności (ciała), naszej przestrzeni psychologicznej (prawa do szacunku, prywatności, samostanowienia itp.) bądź któregoś z elementów szeroko pojętego osobistego terytorium (domu, rodziny, majątku, firmy, dorobku zawodowego, społeczności lokalnej itp.) W pierwszej kolejności jest sygnałem, że coś niedobrego dla nas się dzieje. W drugiej mobilizuje siły i wewnętrzne zasoby do tego, by się bronić. Pozwala pokonywać przeszkody, umożliwia budowanie własnej sprawczości i pozwala na samookreślenie. Odczuwana wcale nie musi być nieprzyjemna. Może się wiązać z wewnętrznym ciepłem, poczuciem siły i zdecydowaniem- pod warunkiem, ze umiemy się z nią obchodzić i nie przekształcamy jej w niepohamowany i niszczycielski atak destrukcji uderzający na oślep.
PYTANIE TRZECIE:
Czy emocje smutku i złości przeżywane w obecności innych ludzi są emocjami niewygodnymi dla obserwatorów?
Tak. Zarówno smutek, jak i złość są emocjami, które angażują obserwatorów i trudno przejść obok nich obojętnie. Zapewne dlatego, że: po pierwsze, zarówno złość jak i smutek zakłada wywołanie reakcji u świadka, obserwatora czy obiektu ( w znaczeniu źródła - czegoś, co tą emocję wywołało). A po drugie: mało kto potrafi radzić sobie z własnymi emocjami, co wiąże się z tym, że nie potrafi adekwatnie reagować na nie, gdy pojawią się w otoczeniu. Przyjrzyjmy się temu dokładniej.
Smutek wyrażony poprzez konkretną mimikę, postawę ciała, czy nawet łzy jest sygnałem wołania o pomoc, prośbą o współczucie i okazanie wsparcia. To jego społeczna funkcja. My jako obserwatorzy nie zawsze mamy czas i ochotę by „babrać się w cudzym błocie". Mamy wiele własnych niezałatwionych spraw, którymi trzeba się zająć. Poza tym okazując komuś współczucie sami musimy pokazać, że mamy delikatne strony i czułe punkty, co nie zawsze jest pożądane. Empatyczna reakcja na czyjś smutek wymaga od nas zatrzymania się przy osobie, która go przeżywa, otworzenia się na nią i towarzyszenia jej w bólu, a to wymaga pokazania siebie, odkrycia się, na co nie zawsze jesteśmy przygotowani. Takie odkrycie się przed innymi może zaowocować zranieniem lub otwarciem własnych niewypłakanych spraw, więc na wszelki wypadek nie otwieramy się wcale. W zamian za to zbywamy Smutnych stwierdzeniem „Nie martw się, wszystko będzie dobrze", „do wesela się zagoi" itp., lub zasypujemy ich stosem rad, które mają rozwiązać problem. W rzeczywistości nic nie rozwiązują, a blokują sam proces przeżywania smutku. To powoduje upychanie go gdzieś po kątach duszy i kondensowanie wraz z innymi nieprzepłakanymi sprawami, wraz z poczuciem nieadekwatności i niezrozumienia.
A co ze złością?
W społecznym kontekście złość ma na celu sygnalizację braku zgody na to, co dzieje się w otoczeniu, przeciwstawienie się zewnętrznym okolicznościom i ich zmianę. Zatem, gdy spotykamy się z czyjąś złością, wymaga to od nas jakiejś reakcji. Musimy zawalczyć, by z kolei nie pozwolić na zmianę naszej sytuacji lub w jakimś zakresie ustąpić pola, by załagodzić złość partnera interakcji. Wymaga to konkretnego wysiłku i wydatkowania energii, a jednocześnie zawsze wiąże się z ryzykiem utraty dotychczasowej przestrzeni (rozumianej bardzo ogólnie).
Gdy złość nie dotyczy bezpośrednio nas, często jesteśmy wzywani na arbitrów, co nie jest wcale wygodna rolą. Zaangażowani w spór szybko stajemy się jego uczestnikiem, gdyż któraś ze stron wskazana przez nas jako winna uznaje nas za przeciwnika - co nie było naszym pierwotnym celem. Jednocześnie bardzo trudno pozostać nam na neutralnej pozycji, ponieważ złość nas angażuje. Z trudnymi doświadczeniami z przeszłości -głównie z dzieciństwa, gdy konfrontowaliśmy swoją „małą złość" z „WIELKĄ ZŁOŚCIĄ" wszechmocnych rodziców, cudza złość wciąga nas szybciutko w emocjonalny galimatias, z którego trudno się wyplątać. Dzieje się tak dlatego, że nie przepracowaliśmy złości w którymś z kierunków. Nie nauczyliśmy się konfrontować ze złością i nie doświadczyliśmy wygranej w konfrontacji, w związku z czym cudza złość budzi w nas lęk i chęć ucieczki. Albo wręcz odwrotnie, nauczyliśmy się, że najmniejszy objaw złości ze strony otoczenia musi zostać zdmuchnięty siłą dwa razy większą, niezależnie od tego czy dotyczy nas czy nie, bo inaczej sami będziemy zagrożeni. Zarówno jedna jak i druga reakcja angażuje przywołując demony przeszłości, które nie pozwalają zachować zdrowego dystansu. Zatem cudza złość jest niewygodna.
Skoro zatem emocje smutku czy złości są nieprzyjemne dla osób przeżywających je, jak również dla osób postronnych, po co w ogóle się pojawiają? Zbierając to, co do tej pory napisałam postaram się odpowiedzieć na:
PYTANIE CZWARTE:
Czym jest emocja i jaką funkcję pełni?
Ogólnie można powiedzieć, że emocja jest reakcją organizmu na sytuację zewnętrzną, zmuszającą jednostkę do zmiany zachowania i dostosowania się do zmieniającego się otoczenia. Emocja ma kilka komponentów, o których warto wspomnieć. Pierwszy to komponent fizjologiczny -emocja wzbudzona w organizmie powoduje wystąpienie konkretnych zmian fizjologicznych, takich jak zmiana tętna, ciśnienia krwi, tempa oddechu, napięcia mięśni, przewodnictwa skórnego, tempa perystaltyki jelit i innych, które maja przygotować organizm do działania (walki w przypadku złości, ucieczki w przypadku leku, wyciszenia i przytłumienia działania w przypadku smutku itd.). Zmiany te wywołane są przez konkretne hormony, czyli substancje neurochemiczne na skutek konkretnej oceny sytuacji zewnętrznej dokonanej przez jednostkę - tu dochodzimy do komponentu poznawczego. Ten jest istotną zmienną wywołującą emocje, bez której emocja w ogóle by nie wystąpiła. Przykładowo, jeżeli w pędzącym na nas wielkim wilku rozpoznamy własnego pupila Reksa zapewne nie zaczniemy się bać. Kolejny komponent to komponent behawioralny, który mieści w sobie wszystko to, co z emocji widoczne na zewnątrz, czyli zmianę zachowania jednostki od zmiany postawy ciała, mimiki twarzy, tonu głosu, drobnych ruchów kończyn, po konkretne działania podjęte w celu zmiany warunków otoczenia.
Funkcji emocji jest wiele, różni badacze kładą nacisk na różne ich aspekty, ja postaram się podsumować to, co do tej pory zawarłam w tekście.
Zatem ogólnie:
Emocje są elementem systemu kontrolującego relacje z ogólnie pojętym otoczeniem - pozwalają zorientować się, czy jest mi dobrze, czy jest mi źle.
Emocje powodują wzbudzenie reakcji adekwatnego przystosowania się do otoczenia - gdy jest mi dobrze, rozluźniam się; gdy jest mi źle, złoszczę się i walczę; gdy nic już nie mogę zrobić, płaczę, by pozbyć się frustracji i napięcia oraz zasymilować nowy obraz rzeczywistości. Emocje jako element systemu komunikacji społecznej informujący innych o moim nastawieniu do świata i potrzebach - czy poszukuje konfrontacji w przypadku złości, wsparcia i pomocy w smutku, czy wspólnego przeżywania radości.
Emocje jako element wiążący ze sobą ludzi i całe grupy społeczne. Towarzyszenie innym w emocjach zbliża do siebie i wzmacnia relacje międzyludzkie, zarówno w przypadku interakcji dwuosobowych jak i życia społeczności. Niektóre z emocji nabrały wręcz charakteru społecznego przybierając formę ogólnej żałoby w sytuacji śmierci członka społeczności lub ogólnego świętowania w przypadku zawarcia małżeństwa lub narodzin potomka. Wzajemne przeżywanie zarówno radości, smutku jak i nawet złości łączy ludzi i jednoczy - pod warunkiem, że emocje są konstruktywnie wyrażane i dzielone, a przede wszystkim akceptowane.
PODSUMOWANIE
Emocja niezależnie od tego czy „pozytywna, czy negatywna" czemuś służy i w założeniu jest funkcjonalna, co więcej jej zablokowanie powoduje zahamowanie rozwoju na pewnym etapie. W przypadku „złych" emocji, o których piszę ich eliminacja przynosi konkretne konsekwencje.
Brak[2] frustracji i złości na wczesnym etapie życia powoduje, że zahamowana zostaje naturalna droga oddzielania się od matki i naturalna droga budowania własnej odrębności. Dzięki frustracji i złości stajemy się indywidualnymi jednostkami - sobą, odnajdujemy granice między „ja", a światem zewnętrznym. Odkrywamy, że my to nie świat, a zatem należy nauczyć się zasad współdziałania z tym światem. Z kolei w okresie dojrzewania brak złości i buntu w relacji z rodzicami powoduje, że młody człowiek nie uczy się podejmowania własnych decyzji, nie potrafi znajdować oparcia w samym sobie i bronić się w kontaktach ze światem zewnętrznym. Złość i agresywność jest niezbędna byśmy zdobyli siłę i zdolność stawiania czoła zewnętrznemu światu i byśmy umieli się przed nim bronić, kiedy okaże się to niezbędne. Jeśli wypieramy gniew, chcąc zachować wizerunek osoby „dobrej" i zrównoważonej, to ryzykujemy , że wyrządzimy sobie wielką krzywdę.
Z kolei odebranie sobie prawa do odczuwania smutku czy bólu powoduje absurdalnie, że silniej go odczuwamy i coraz gorzej go znosimy, choć zewnętrznie próbujemy uchodzić za twardych i opanowanych. Jednocześnie rezygnując z pełnego przeżycia smutku i bolesnych przeżyć odcinamy się od siły, która rodzi się w nas po właściwym przepracowaniu trudnych emocji. Pozostając wciąż na tym samym poziomie przeżywania rzeczywistości, żyjemy w iluzji bezpiecznego i szczęśliwego świata lub stajemy się robotami, które z tym światem mają niewiele wspólnego.
WNIOSKI
Co wynika z całego tekstu dla rozumienia złości i smutku jako „złych emocji"? Przez wiele podejść filozoficznych i wiele wieków złość i smutek uznawane były za złe - to fakt. Są nieprzyjemne dla osoby, która je przeżywa -to fakt. Są trudne dla obserwatorów -to również fakt. Jednocześnie są FUNKCJONALNE I PEŁNIĄ KONKRETNĄ ROLĘ W NASZYM ŻYCIU, choć nie do końca potrafimy je przeżywać. Może zatem warto nazwać je trudnymi i oswoić je, by wykorzystać ich potencjał dla własnej korzyści? Życie z bieżącymi emocjami pozwala nam być tu i teraz, pozwala nam działać tu i teraz, bez zbędnych bagaży (nieprzepracowanych emocji z przeszłości), a z kompletem narzędzi do świadomego konstruowania swojej rzeczywistości. Zatem złośćmy się i płaczmy wtedy, gdy tego potrzebujemy. Pozwoli nam to pełniej żyć, bardziej świadomie wybierać, a radość i śmiech częściej będzie gościć w naszych progach.
mgr Małgorzata Kulawik Jest psychologiem wciąż poszukującym kierunku swojej ścieżki zawodowej. Znajduje satysfakcję w kontakcie z drugim człowiekiem. Dotychczas realizowała się w zakresie pomocy psychologicznej dla osób niepełnosprawnych i chorych psychicznie. Fascynuje ją terapia Gestalt jako droga do własnej dojrzałości i samorealizacji. Nie lubi określenia "pacjent" w odniesieniu do osoby potrzebującej pomocy, gdyż wierzy, że każdy człowiek ma własny potencjał, który przy stworzeniu odpowiednich warunków rozkwita i przynosi konkretne efekty. Prywatnie jest mamą 1,5 rocznej córeczki, lubi koty i świadomość, że to co robi, jest konsekwencją jej własnych decyzji.
Tekst został napisany po przeczytaniu kilkuset kilogramów książek i tekstów o tematyce psychologicznej (z czego ostatnią było „Zranione dziecko" Muriel Mazet, Wydawnictwa Jedność) jak również ponad rocznej terapii własnej bazującej głównie na uczeniu się właściwego przeżywania siebie samej oraz trudnych emocji.
[1] Mam na myśli naturalny i niehamowany społecznym nakazem epizod złości jako spontanicznej reakcji na sytuacje zewnętrzną. Oczywiście bardzo często zdarza się tak, ze w wyniku wychowania i wieloletniego społecznego treningu złość wywołaną elementem świata zewnętrznego kierujemy do wewnątrz - to jest jednak mechanizm wtórny.
[2] Pisząc o braku mam tu na myśli blokowanie emocji, bądź eliminowanie wszelkich trudności, które miałyby te emocje wywołać.

SilverCube s.c.
Komentarze (1)
Zaloguj się aby dodać komentarz