aleja
Dostęp do tej części portalu wymaga zalogowania

WSTĘP

autor: Aneta Boryczko , źródło: Plasterek.pl

brak oceny

WSTĘP

Witaj.

Jeśli czytasz te słowa, zapewne czujesz się samotną kobietą, chociaż - być może - gdzieś tam, z dala od domu, jest Twój Mężczyzna. Może wspólnie zdecydowaliście, że wyjazd do pracy za granicę jest najlepszym rozwiązaniem dla Waszej Rodziny. Może On podjął to ryzyko, choć Ty sama wolałabyś, aby pozostał przy Tobie. Może Ty wzięłaś na siebie ciężar decyzji. A może po prostu nie udało się Wam bycie razem i rozstanie stało się dla Was najlepszym wyjściem. Bez względu na to, kto jest „bardziej odpowiedzialny" za Waszą rozłąkę, okazało się zapewne, że jest znacznie trudniej, niż mogłaś się spodziewać. Nagle wszystkie sprzęty w mieszkaniu zaczęły się zachowywać jak żywe i - co gorsza - obrażone. Lodówka przestała mrozić, kran cieknie, telewizor postanowił pełnić funkcję radia i wyłączył wizję, a stary narożnik pluje sprężynami. Pół biedy, jeśli sama masz uzdolnienia techniczne, ale jeśli nie... Zakupy są cięższe niż kiedykolwiek, doniesienie na drugie piętro ogromnych toreb i reklamówek graniczy ze zdobyciem Mont Everestu. Może masz budowę atletki, ale jeśli nie... Szef wymaga dyspozycyjności i mruczy pod nosem coś o zatrudnianiu bab. Jesteś szczęściarą i sama sobie szefujesz? Tyle, że to nic nie pomaga, jeśli dzieci, jak na złość, postanowiły zacząć chorować, Twój nastolatek coraz bardziej przypomina Ci bohatera „Koszmaru z ulicy Wiązów", a Ty sama zaczynasz się zastanawiać czy to jawa czy senny koszmar, z którego nie możesz się obudzić. Najpierw zaczynasz czuć się i wyglądać jak zombi, potem - patrzeć wygłodniałym wzrokiem na każdego napotkanego mężczyznę i wcale nie chodzi Ci o seks. Marzysz o tym, żeby go zniewolić i zmusić chociaż do naprawienia obrażonej lodówki. Najgorsze są noce: jeśli nie padasz ze zmęczenia i zdecydujesz się włączyć, a zaraz potem wyłączyć telewizor (i tak nie masz siły śledzić akcji), patrzysz pustym wzrokiem w sufit albo płaczesz w poduszkę (w końcu dzieci muszą czuć, że mama jest silna). Na domiar złego On mówi Ci przez telefon, że jak zwykle przesadzasz; Jemu jest trudniej i powinnaś Go wspierać. Albo uznaje, że to Twój problem - w końcu jesteś matką, a matki są od tego, żeby (...... - proszę wstawić odpowiednie z kilkukilometrowej listy). Masz ochotę Go zamordować, rzucić wszystkim, z ukochanymi dziećmi na czele, i wyjechać jak najdalej od tego piekiełka. Nie wiesz, co dalej robić i jak sobie z tym poradzić, u kogo szukać wsparcia. Ba, być może od tych, na których w skrytości ducha liczyłaś najbardziej, słyszysz jedynie krytyczne uwagi. Jeśli czytasz te słowa, oznacza to, że zaufałaś właśnie mnie, a ja obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby nie zawieść Twojego zaufania.

Długo zastanawiałam się, jakie mam prawo napisać tę książkę. Tyle jest przecież niezwykłych kobiet - terapeutek, kobiet - counsellerów, kobiet - doradców, które mają nieskończenie większą wiedzę, doświadczenie, kwalifikacje. Czemu więc ja? I wtedy uzmysłowiłam sobie, że one mają swoje specjalizacje, „działki" do zagospodarowania, swoje - to wielkie słowo - przeznaczenie, na które składają się ich własne doświadczenia, wybory i konsekwencje tychże. I - konsekwentnie - jeśli każda z nas będzie uprawiać swoją działkę, swój kawałek wspólnej roli, sadząc na niej ukochane przez siebie warzywa lub kwiaty, to wreszcie całe pole będzie kwitło barwami, zapachami i smakami składającymi się na Ziemię, na jedną Kobietę o milionach twarzy. Bo my, kobiety, organicznie związane jesteśmy z Ziemią. Nawet, jeśli o tym zapomniałyśmy. Nawet, jeśli jedyny kontakt z naturą, na który pozwalałyśmy sobie przez ostatnie lata to smętny bluszcz na parapecie. Nawet, jeśli wydaje nam się, że przynależymy do betonowego kawałka świata ograniczonego ścianami biura, w którym pojawiamy się codziennie o ósmej rano. I, jak ten smętny bluszcz z parapetu, potrafimy czerpać siłę z tajemniczych zasobów, kwitnąć na najtwardszych skałach, znajdować siły do przetrwania w najtrudniejszych sytuacjach. Właśnie tam, w naturze i kobiecości, własnej i innych kobiet warto poszukać wsparcia.

Mój kawałek pola przez całe lata leżał odłogiem, choć czasem - w chwili nieuwagi - jego wołanie wdzierało się do snów i marzeń. Pozwoliłam jednak, aby rośliny zżerała izolacja, niepewność, brak wiary w siebie i swoją intuicję, a mnie samą pochłaniało niespełnienie. Aż wreszcie na należącej do mnie działce wyrosła samotność. Wokół mnie było wprawdzie mnóstwo ludzi, ale ja byłam samotna. Samotna, bo On wyjechał i samotna, bo czekałam, próbując zatrzymać czas do Jego powrotu. Tymczasem życie pędziło naprzód, na urodzinowych tortach moich córek pojawiało się coraz więcej świeczek, a moja metryka dziwnie się postarzała.                    

I wtedy w moim życiu pojawiły się one - niezwykłe kobiety, które potrafiły docenić i wykorzystać każdą sekundę. Dla nich czas nie mijał, wydawało się, że to raczej one go wyprzedzają, stwarzając świat każdego dnia na nowo. Nagle uświadomiłam sobie, że nie można czekać na dalszy ciąg życia. Życie to nie serial, w którym po napisie „ciąg dalszy nastąpi" włączamy telewizor dopiero następnego dnia o tej samej godzinie. Ono jest jak żywa istota, trwa nieustannie i potrzebuje pokarmu. Tymczasem ja, nieruchomiejąc, próbowałam temu zaprzeczyć. To tak, jakby umrzeć za życia. Albo raczej zapaść w głęboki sen graniczący ze śmiercią. Obudziłam się.

Od tej chwili minęło kilka lat. Kilka lat doświadczenia bycia samotną kobietą, intensywnej pracy nad własnym rozwojem, a zarazem prowadzenia warsztatów rozwojowych dla kobiet, a później - również terapii indywidualnej. Przede wszystkim jednak był to czas na wpół świadomego wyszukiwania w swoim otoczeniu kobiet z takimi samymi doświadczeniami jak moje. Nie takich samych, bo każda z nas jest indywidualna i niepowtarzalna, ale dzielących te same lęki  i niepokoje, troski i problemy, mających takie same sprawy do rozwiązania i te z pozoru nierozwiązywalne. Łączyło nas jedno: zrozumienie i współodczuwanie, ale nie bolesne współczucie czy krępująca litość, lecz prawdziwe, głębokie współ-odczuwanie. Razem łatwiej było unieść codzienność. To one, często całkiem nieświadomie, nauczyły mnie, jak radzić sobie z moimi problemami. Niektóre pojawiały się zaledwie na sekundę, ale ta drobina ich obecności warta była całego złota świata. Inne za ręce, nogi, uszy, a czasami włosy wyciągały mnie z moich dołów i wąwozów. Były takie, które wycierały mi łzy, przytulały i kołysały, pozwalając na chwilę znów być małą, zagubioną dziewczynką. Kilka dało mi solidnego kopniaka, kiedy za bardzo litowałam się nad sobą. Od czasu do czasu pojawiały się takie, które rozśmieszały mnie do bólu brzucha. Teraz moja kolej.

Kochana Samotna (choć nie sama) Kobieto. Nie wiem, czego oczekujesz po tej książce. Na pewno nie podam jednoznacznego sposobu na rozwiązanie Twoich problemów. Nie powiem Ci, co powinnaś zrobić: czekać, ściągnąć partnera do kraju czy wyjechać do niego; zostać czy odejść. Nie mam cudownego lekarstwa na Twoje bóle. Nie nauczę Cię jak zmienić świat, Twoje Dziecko albo Twojego Mężczyznę (nie wiadomo, co mniej prawdopodobne). Tak jak nie zaprezentuję instrukcji naprawy cieknącego kranu. Jeśli chcesz poznać jednoznaczne odpowiedzi na swoje pytania, to obawiam się, że możesz być mocno rozczarowana. Nie znajdziesz tu drogowskazów, nakazów i zakazów. Kiedy prowadzę swoje warsztaty dla kobiet, mówię uczestniczkom, że nie przyszłam do nich, aby udawać mądrzejszą czy lepszą. Przyszłam, aby dzielić się z nimi swoimi doświadczeniami i mam nadzieję, że one również podzielą się ze mną. Podobnie jest z tą książką. To ja ubrałam myśli w słowa, ale napisały ją te wszystkie kobiety spotkane przeze mnie, a każda z nich jest jedyna i niepowtarzalna, tak jak dokonane przez nią wybory i zastosowane sposoby rozwiązywania problemów. Znajdziesz tu więc propozycje, spośród jakich możesz, lecz nie musisz wybrać te, które najbardziej odpowiadają Tobie. Być może uda Ci się - tak jak mnie - na ich podstawie stworzyć swoje własne, niepowtarzalne rozwiązanie Twoich problemów związanych z samotnością czy eurosamotnością i obsadzić swoją część naszego kobiecego, wspólnego pola roślinami, których nikt jeszcze nie widział. Ty sama jesteś taką niezwykłą rośliną, i jak my wszystkie potrzebujesz światła, tlenu, żyznej ziemi, czasu wzrostu i obumierania. Martwisz się o dzieci? Na pewno potrafisz im pomóc. Najpierw jednak to Ty potrzebujesz troskliwego ogrodnika. Może nie uwierzysz od razu, ale Ty sama możesz nim się stać i temu między innymi ma służyć ta książka: pokazaniu Ci, jak stać się czułym, kochającym ogrodnikiem najpierw dla samej siebie, bo tylko to pozwoli Ci być takim ogrodnikiem dla Twoich Najbliższych.

Podzieliłam tę książkę na kilka rozdziałów, zaznaczając tytułem problem, którego każdy z nich dotyczy. Możesz więc przeczytać ją w całości, albo skoncentrować się na konkretnej kwestii. Każdy rozdział zaczyna zarys konkretnego problemu, później następuje bajkowa opowieść dla Ciebie i/lub Twoich Dzieci - metafora danej sytuacji, a na końcu zestaw rad i porad do wyboru.

Jeśli ta propozycja Ci odpowiada: Witaj!

Aneta Boryczko

 

Aneta B.Aneta Boryczko jest counsellerem/terapeutą Gestalt. Pracuje w konwencji Gestalt, wzbogaconej o elementy terapii integratywnej oraz NLP i - w przypadku dzieci - bajkoterapii. Studiowała filologię polską oraz pedagogikę. Posiada dyplom Specjalisty Counsellingu Gestalt (Centrum Counsellingu Gestalt Adama i Olgi Hallerów w Krakowie oraz Associnazione Italiana di Counselling w Firenze), Mistrza Praktyk NLP (The Socjety of Neuro Linguistic Programming and Transformations Unlimited) oraz praktyka Kinezjologii Edukacyjnej „Brain Gym" (Metody dr Paula Dennisona i Gail Dennison). Skończyła również Studium Literacko-Artystyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Główne obszary jej zainteresowań zawodowych, to: rodzina i relacje wewnątrzrodzinne, samotne rodzicielstwo (problem eurosieroctwa) oraz rozstania i proces żałoby. Pasjonuje ją również proces komunikacji międzyludzkiej.

Kiedy nie towarzyszy w dorastaniu swoim córkom i nie pracuje, lubi odpoczywać blisko natury i daleko od cywilizacji, a jeszcze bardziej - pisać.

Osoby chcące skorzystać z pomocy Pani Anety Boryczko zapraszamy do centrum porad.

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

  • [konto-usunięte] napisał(a)
    23.06.2010, 21:33
    jestem ciekawa ciagu dalszego. mysle ze jest to temat jak najbardziej aktualny i tyczy sie rowniez mojej rodziny.

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail

katharsis3