Szkolne lęki
autor: Aneta Barta , źródło: Plasterek.pl
Szkolne lęki
Pierwszy wrzesień - początek roku szkolnego. Dzieci po wakacjach idą do szkoły. Niektóre, jak pierwszaki, przekraczają szkolny próg po raz pierwszy, te starsze po raz kolejny. Zarówno ci pierwsi jak i ci drudzy, mają wobec szkoły własne oczekiwania i wyobrażenia. U jednych wzbudza ona ciekawość i ekscytacje, niestety u niektórych strach i obawy. Szkolne lęki to dla niektórych dzieciaków prawdziwy koszmar. Mogą one dotknąć zarówno pierwszoklasistę, jak i zaprawionego w szkolnych bojach gimnazjalistę. O szkolnych lękach, ich genezie i sposobie radzenia sobie z nimi rozmawiałam z pedagogiem Panem Józefem Rostworowskim, jednym z naszych specjalistów z centrum porad.
Aneta Barta: Co to są szkolne lęki i jaka jest ich geneza?
Józef Rostworowski: Lęk to obawa przed czymś. Mówiąc o lękach szkolnych mamy na myśli obawę dziecka przed szkołą lub samą myślą o konieczności pójścia do niej. Lęk przed szkołą budzi w dziecku uczucie strachu i zagubienia, z którymi samo nie umie sobie poradzić. Myślę, że z jednej strony, jest to temat pomijany i niedoceniany, a z drugiej niezmiernie ważny. Uważam, że w większości przypadków rodzice nie zdają sobie sprawy, ile mogą dla dziecka zrobić przed jego pójściem do szkoły. Tak na dobrą sprawę każde dziecko idzie do szkoły chętnie, co widać zwłaszcza u pierwszaków. Osobiście doprowadza mnie do pasji fakt, że już na początku lipca pojawiają się w sklepach szkolne akcesoria. Jednak bardzo często obserwując z boku takie stoiska widzę, że dzieci i młodzież, którzy oglądają te wszystkie zeszyty i piórniki w sposób jasny i czytelny demonstrują, że myśl o szkole jest dla nich miła i cieszy ich możliwość uczęszczania do niej. Dla mnie jest to bardzo budująca sytuacja. Brutalne natomiast jest to, że wszystko co dotyczy dziecka niedobrego nie pochodzi od niego samego, ale z otoczenia. Dziecko nie posiada w swojej psychice wbudowanej niechęci do szkoły, ona pojawia się z zewnątrz. Niechęć ta jest budowana, albo przez niewłaściwe relacje w domu rodzinnym, albo co smutne, ale też się zdarza przez niewłaściwe relacje w szkole rozumiane w szerokim zakresie tego słowa.
AB: Czy istnieje różnica, pomiędzy lękiem przed szkołą pierwszaka, a dziecka starszego, które po raz kolejny rozpoczyna naukę w szkole?
JR: Jak najbardziej. Rozpatrując kwestię szkolnych lęków musimy dokonać ich rozgraniczenia ze względu na wiek, gdyż ma to bardzo ważne i decydujące znaczenia. Myślę, że mówiąc w ogóle o szkolnych lękach dziecka, należałoby zacząć od domu rodzinnego i od tych pierwszych dni, kiedy w rodzinie pojawia się temat szkoły i rodzice zaczynają przygotowywać dziecko do przekroczenia po raz pierwszy jej murów. W tym momencie wielu rodziców popełnia błędy, których skutki widać w późniejszym okresie edukacyjnym dziecka. Błędy te wynikają z tego, że dziecko jest bardzo bystrym, logicznym i prawym obserwatorem. Wszystko z czym się spotyka nazywa wprost, po imieniu, dla niego, jeżeli coś jest białe, to takie jest, a jeżeli coś jest czarne dla dziecka będzie takie zawsze. Dlatego wszelkie nieczytelne komunikaty, wysyłane przez rodziców na temat szkoły mogą być przyczyną lęków pierwszoklasisty. Przygotowanie dziecka do rozpoczęcia nauki w szkole, to obowiązek rodziców, a zrobienie to we właściwy sposób, to zasadnicza i fundamentalna sprawa. O szkole należy rozmawiać z dzieckiem w sposób pełny, rzeczowy i ciepły. Ukazać szkołę jako miejsce miłe, przyjazne dla dziecka, w którym będzie mogło się rozwijać i zdobywać wiedzę, ale równocześnie spotka przyjaciół zarówno wśród kolegów i koleżanek, jak i nauczycielskiego grona. W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na bardzo istotną kwestię, jaką jest mówienie rodziców o szkole, gdy jedno z rodzeństwa już do niej uczęszcza. Jeżeli w obecności młodszego dziecka rodzice wypowiadają się o szkole w sposób nierzetelny czy przedstawiają ją w niekorzystnym świetle, wówczas będzie to wpływało na pojawienie się lęków szkolnych u młodszego dziecka. Taki pierwszoklasista już od samego początku będzie postrzegał szkołę w złym świetle. Druga istotna sprawa, to postawa starszego rodzeństwa, które już uczęszcza do szkoły. Rodzice powinni wpływać na to, jakie komunikaty o szkole przekazuje maluchowi, który ma dopiero rozpocząć naukę, starszy brat czy siostra. Jest to ważna i wspólna troska całej rodziny, o to aby dziecko, które idzie do pierwszej klasy nie odczuwało lęku, ale zaciekawienie. Maluch na pewno będzie odczuwał jakąś troskę o to, co znajdzie w szkolnych murach, kogo tam spotka, ale na ogół samo nastawienie dziecka jest dobre, pełne otwartości i ciekawości.
Niestety może też być taka sytuacja, że dziecko zostało dobrze przygotowane przez rodziców i na przykład z jakiś powodów to dobro zostaje zniszczone w samej szkole przez to, że ktoś się tym pierwszakiem źle zajął, dziecko nie trafiło na taką osobę, która pomogłaby mu się poczuć dobrze w szkolnych murach. To jest już błąd pedagogiczny czy dydaktyczny. Znając pracę szkoły, osobiście uważam, że takich błędów popełnia się mało, ale niestety się zdarzają. Na ogół pedagodzy pracujący w tych młodszych klasach, potrafią w sposób właściwy i dobry zająć się pierwszoklasistą. Jednakże czasami przeszkodą jest szkolna rzeczywistość, w której zbyt liczne klasy utrudniają zajęcie się każdym dzieckiem z osobna. Wówczas zagubiony maluch może źle się poczuć, zabraknie mu poczuci troski i dowartościowania podczas zdobywania pierwszych szkolnych umiejętności.
AB: Załóżmy, że dziecko zostało przygotowane do rozpoczęcia szkoły właściwie. Pierwsze lata upłynęły mu zupełnie dobrze. Aż tu nagle w kolejnej klasie pojawiają się problemy, dziecko odmawia pójścia do szkoły. Skąd się biorą lęki u dzieci w starszych klasach?
JR: Jest to problem bardzo złożony. Rzeczywiście bywa tak, że dziecko wspaniale wystartowało, dobrze się czuło w szkole, trafiło na dobrego nauczyciela i przyjaznych kolegów i nagle coś się zaczęło dziać niedobrego. Rodzice zauważają, że dziecko zaczęło bać się szkoły. To bardzo ważny moment, w którym należy zdiagnozować źródło lęków i obaw. Przyczyny lęków możemy generalnie podzielić na trzy obszary. Pierwszy i podstawowy, to sposób w jaki dziecko radzi sobie ze wszystkimi zadaniami i obowiązkami nakładanymi na nie przez szkołę. W tym miejscu ponownie powrócę do roli rodziców, gdyż jest to zasadnicza kwestia. Bardzo często powodem trudności szkolnych dziecka są zbyt duże wymagania złożone na jego barki. Proszę mi wierzyć, znając szkolne realia uważam, że niewspółmierność oczekiwań rodziców względem możliwości dziecka, to jeden z najważniejszych powodów niepowodzeń szkolnych Dziecko czuje się wówczas jak w potrzasku. Z jednaj strony nie umie zadowolić rodziców, którzy mają do niego pretensję, o nie realizowanie ich oczekiwań, a z drugiej strony szkoła, w której jest mu coraz trudniej, bo coraz więcej odbiera sygnałów, że nie jest w stanie osiągnąć takiego sukcesu o jakim marzą jego rodzice. Wówczas zupełnie naturalną reakcją dziecka jest wycofywanie się, pojawienie się strachu przed szkołą, próba jej unikania. I tu rodzi się bardzo ważne pytanie: Jak dziecku pomóc? W pierwszej kolejności, to rodzice powinni sobie uświadomić, że ich oczekiwania są wygórowane. Przyczyną szkolnych niepowodzeń mogą być również rówieśnicy. Dziecko może wejść w szkole, w nieformalne bardzo niedobre sytuacje czy związki, które mogą je odciągać od szkolnych obowiązków na tyle mocna, że wkrótce stają się one problemem. Dziecko zajęte innymi sprawami np. handlem, zachowaniami cechującymi się przemocą, narkotykami czy przynależnością do subkultury, nie jest w stanie realizować zadań szkolnych. Niewywiązywanie się z zadań, które dziecko powinno realizować w szkole skutkuje tym, że zaczyna ono wykazywać niechęć względem szkoły, która wyraża się lękiem.
Dlatego tak ważną sprawą, którą jeszcze raz podkreślam, jest właściwe zdiagnozowanie problemów. Jednak sama diagnoza to nie wszystko. Należy następnie zadać sobie pytanie: Czy rodzice i dziecko chcieliby coś z tym zrobić? Niestety często bywa tak, że rodzice nie chcą wycofać się ze swoich wygórowanych oczekiwań, albo nie dopuszczają do siebie myśli, że ich dziecko może w jakiś sposób źle się zachowywać na terenie szkoły.
AB: Jednak rówieśnicy, to nie tylko nieformalne grupy, które mogą odciągnąć nasze dziecko od nauki, to również coraz częściej pojawiające się zagrożenie przemocą.
JR: Tak i to właśnie przemoc ze strony rówieśników, obok niepowodzeń szkolnych, jest drugim obszarem, z którego wyrastają dziecięce szkolne lęki. Niestety, muszę z przykrością powiedzieć, że poziom agresji i przemocy w naszych szkołach jest stale wysoki. Szkoła w ogóle nie powinna mieć w swoich murach takich zachowań, chociaż niestety od zarania dziejów, od rzymskich szkół poczynając, przemoc w jakiś sposób zawsze występowała między młodymi ludźmi. W naszych realiach niechlubnym przykładem są gimnazja, gdzie poziom przemocy i agresji przerósł założenia wszystkich, którzy tworzyli ten etap edukacyjny. Przemoc najczęściej obejmuje takie zachowania jak: wymuszanie, pobicia, kradzieże, zastraszanie. Smutne jest to, że bardzo często dziecko, które pada ofiarą takiej przemocy, zostaje samo z tym problemem. Młodemu człowiekowi trudno się przyznać do porażki, przez co ukrywa przed nauczycielami i rodzicami, takie sytuacje jak to, że jest bity, poniżany czy okradany. Dlatego tak ważna jest wrażliwość pedagogiczna, zarówno ze strony nauczycieli jak i pedagoga szkolnego, aby umieli dostrzec ewentualną zmianę w zachowaniu dziecka, która może być sygnałem jego kłopotów. Dziecko prędzej będzie unikać szkoły, niż samo przyzna się do tego, że jest obiektem przemocy i agresji ze strony rówieśników. Osobiście zetknąłem się z bardzo smutnym przypadkiem, w którym jeden z małopolskich gimnazjalistów chciał popełnić samobójstwo. Na szczęście linka, na której chciał się powiesić była za słaba i dzięki temu udało się go uratować. Kiedy później z nim rozmawiałem okazało się, że dla niego, było to jedyne wyjście z sytuacji, w której się znalazł. Przez pół roku znęcali się nad nim koledzy ze szkoły. Największą zgrozę budzi fakt, że kamery szkolne zarejestrowały sceny znęcanie się nad tym chłopcem, jednak przez ten okres nikt tych nagrań, ani razu nie oglądał. Uważam, że rzeczą niesłychanie ważną dla nas pedagogów, psychologów czy nauczycieli jest wyłapywanie każdej zmiany w zachowaniu ucznia, każdego lęku, który się u niego pojawia, aby takich sygnałów nie lekceważyć. To samo dotyczy rodziców, powinni wnikać, rozmawiać, próbować zrozumieć własne dziecko, aby w porę móc mu pomóc.
AB: Obawy dziecka przed szkołą można jeszcze zrozumieć, ale skąd biorą się obawy rodziców o to, jak ich dziecko poradzi sobie w szkole?
JR: Obawy te podzieliłbym na dwie podstawowe grupy. Pierwsza grupa to lęki, wynikające z natury organizacyjnej. Rodzice, a zwłaszcza mamy, często boją się o to czy ich dziecko będzie miła co się napić, będzie mogło skorzystać z toalety i czy zdąży zjeść drugie śniadanie. Wszystkie te lęki dotyczą bytności dziecka w szkole. Jednak są one niepotrzebne i nieuzasadnione, gdyż szkoła jest przygotowana na przyjęcie dziecka w swoje mury. Praca szkoły, z systemem przerw czy długością lekcji w starszych klasach trwających 45 minut w najmłodszych 30 minut, jest realizowana w sposób właściwy i dostosowany do potrzeb uczących się dzieci. Druga grupa rodzicielskich obaw, zdecydowanie trudniejsza, pochodzi z leków rodziców związanych z własnymi przeżyciami w szkole. Rodzic, który sam miał trudności i kłopoty, nie mógł się zrealizować w szkole czy niedobrze ją wspomina, podświadomie będzie przenosił wszystkie te trudne sytuacje, których sam doświadczył na swoje dziecko. Jest to o tyle trudna sytuacja, że rodzic nie ma świadomości jak wielką krzywdę wyrządza dziecku. A przecież, to co dotyczyło jego, jak chodził do szkoły, jest już etapem zamkniętym, a on nie zdając sobie z tego sprawy tkwi w nim nadal. Rozmawiając z dzieckiem na temat szkoły nieświadomie przekazuje mu własne, niedobre wzory szkoły, które sam doświadczył. Dziecko słucha tego co mówi mama czy tata i na tej podstawie tworzy swój własny obraz szkoły. Taki maluch przekracza próg szkoły nie tylko z plecakiem na plecach, ale i z głową wypełnioną komunikatami, że szkoła jest miejscem, w którym może się spotkać z wieloma złymi sytuacjami.
AB: Załóżmy, że nasze dziecko chodzi już do szkoły i radzi sobie całkiem nieźle. Pewnego ranka z niewiadomych nam powodów nie chce iść do szkoły. Co rodzic powinien zrobić w takiej sytuacji? Jak powinien zareagować? No i przede wszystkim jak pomóc dziecku?
JR: Po pierwsze muszę zaznaczyć, że jest to dla rodziców sytuacja bardzo trudna i niestety wielu z nich nie umie sobie z nią poradzić. Ze względu na duże zaangażowanie we własne sprawy, jak chociażby w pracę zawodową bywa, że rodzice zmuszają dziecko w takiej sytuacji do pójścia do szkoły. Ignorują takie objawy jak: wymioty, bóle brzucha, wymyślanie przez dziecko różnych sytuacji i stanów chorobowych, które są bardzo jasnym i czytelnym komunikatem, że dziecko absolutnie do tej szkoły nie chce pójść. Każda forma przymusu jest zła i w tym przypadku również. Takie zachowanie dziecka powinno być dla rodziców poważnym sygnałem do tego, aby w sposób rzetelny, roztropny, ale i bardzo życzliwy spróbować dotrzeć do własnego dziecka. Mama czy tata muszą wówczas znaleźć dla niego czas, nawet gdyby wiązało się to z koniecznością wzięcia z pracy urlopu na kilka dni. Czas ten potrzebny jest na rozmowę z dzieckiem, aby odnaleźć powody jego zachowania. Bardzo ważne na tym etapie jest odkrycie, co takiego wydarzyło się w szkole, że nasza pociecha nie chce do niej chodzić. Rodzic musi usłyszeć to od dziecka, bo to właśnie ono nie umie sobie z czymś poradzić, mogą to być: problemy z nauką, zastraszenie przez rówieśników, konflikt z nauczycielem itp. Druga bardzo ważna i zasadnicza rzecz, to rodzic musi pójść do szkoły, w której uczy się jego dziecko. Zainteresowanie rodziców szkołą w obecnej chwili jest coraz mniejsze. Jako pedagog stwierdzam z przykrością, że rodzice wycofują się ze szkoły. Ich postawa względem niej stała sie konsumpcyjna i roszczeniowa. Według nich szkoła ma kształcić i wychowywać, nie próbują się zagłębić w potrzeby i zadania szkoły, zastanowić się jak wspólnie je realizować. Jest to jeden z podstawowych błędów popełnianych przez rodziców, gdyż szkoła ma im pomagać wychowywać dziecko, a nie odwrotnie. Czasami zabiegani rodzice traktują szkołę jako miejsce, które powinno zrealizować wszystko to, na co rodzic w stosunku do dziecka nie ma czasu. W diagnozowaniu leków dziecka, obecność rodziców w szkole jest zasadniczą sprawą. Istnieje wiele przyczyn obaw, o których rodzic może się dowiedzieć tylko i wyłącznie w szkole swojej pociechy. Trzecim ważnym elementem rozwiązywania szkolnych problemów dziecka, jest wizyta u lekarza. Może się zdarzyć, że dziecko jest po prostu chore. W okresie szkolnym dziecko podlega gwałtownemu rozwojowi, który może być zaburzony przez bardzo różne czynniki. Wówczas stan jego zdrowia somatycznego czy psychicznego nie pozwala mu na podejmowanie wszystkich szkolnych obowiązków, co rodzi u niego lęk i obawy. Dom, szkoła, stan zdrowia dziecka, to są te trzy miejsca, gdzie należy szukać odpowiedzi na obawy i lęki dziecka przed szkołą. W takich chwilach dziecko czeka na naszą miłość i partnerstwo, na próbę zrozumienia jego kłopotów. Proszę również pamiętać, że wszelka przemoc i agresja wobec dziecka w takiej sytuacji, tylko pogłębia jego trudności.
AB: Na zakończenie, proszę poradzić rodzicom, jak powinni dobrze przygotować pociechę przed pójściem do szkoły, zarówno pierwszaka, jak i dziecko, które rozpoczyna naukę w kolejnej klasie?
JR: Przede wszystkim, aby rodzic mógł właściwie przygotować dziecko do szkoły powinien znać stan w jakim ono się znajduje, a do tego potrzebna jest rozmowa. Rodzic musi wiedzieć czy są takie obszary w zachowaniu i myśleniu dziecka, z którymi należałoby sobie wspólnie poradzić. Smutne jest to, że obecnie nie mamy czasu na rozmowy z naszymi dziećmi. Stale gdzieś pędzimy, zostawiając dziecko z jego problemami, chociaż ono chciałoby się z nami nimi podzielić. A proszę mi wierzyć, każdą trudność dziecka bardzo łatwo rozwiązać, jak tylko się ją odnajdzie. Ale żeby się to stało, potrzebna jest rozmowa, takie skłonienie się w swoja stronę. Jeżeli rodzic nie zna tak do końca stanu swojego dziecka, a ono ma jakieś obawy czy trudności związane ze szkoła, to na pewno w trakcie trwania roku szkolnego one nie znikną, a wręcz przeciwnie jeszcze się nasilą. Dlatego bardzo bym prosił rodziców, aby starannie przygotowali swoje dziecko do pójścia do szkoły, żeby chcieli poznać jego oczekiwania, radości i ewentualne obawy. Takie bycie razem bardzo ułatwia dziecku funkcjonowanie w szkole. Ono musi czuć, że jesteście w szkole razem na dobre i na złe. Zapewnijmy dziecko na progu szkoły „Staraj się, masz ogromne możliwości, ale pamiętaj zawsze jesteśmy razem, jeżeli pojawią się kłopoty, to ja jestem tą osobą, z którą zawsze i o wszystkim możesz porozmawiać" . Konieczne jest budowanie obszarów wspólnego zaufania i szacunku dla siebie. Dziecko, które wie, że może z rodzicami o wszystkim porozmawiać, nawet jak ma kłopoty, radzi sobie z nimi o wiele szybciej i lepiej. Dziecko nie zna tych możliwości, które my jako dorośli znamy, nie wie, że można iść do pedagoga, psychologa, lekarza czy dyrektora szkoły, ale zna je rodzic i razem mogą stworzyć wspólną płaszczyznę radzenia sobie z problemami. Jeżeli dziecko ma poczucie, że nie zostało pozostawione samo sobie, łatwiej poradzi sobie ze wszystkimi przeszkodami. Kochajmy swoje dzieci mądrze i roztropnie, tak aby dziecko stawało się przyjacielem swoich najbliższych i innych ludzi.
AB: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Artykuły o podobnej tematyce
-
Jak mówić żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole
Jak mówić żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole
Autor: Adele Faber Elaine Mazlish
Poradnik z doświadczeniami rodziców i nauczycieli - prosty i skuteczny! Autorkom książki pomagały w pracy dwie nauczycielki. Książka pokazuje niezwykłą technikę dialogu z dziećmi (radzi, co mówić i kiedy to mówić) w domu i w szkole. Buduje most nad przepaścią miedzy rodzicami i nauczycielami a dziećmi, które dzięki dobremu i wzajemnemu porozumieniu się mają szansę stać się kochającymi i twórczymi osobami w dorosłym życiu.
więcej



SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się, aby dodać komentarz