Sekta - w sieci kłamstwa
Każdy z nas ma własne wyobrażenie na temat sekty. Większości jawi się jako hermetyczna grupa z charyzmatycznym przywódcą. Wydaje się nam, że doskonale potrafimy ocenić czy dana grupa jest sektą czy nie. Dzięki tej umiejętności, uważamy, że jesteśmy odporni na manipulację, a słowa „zostać zwerbowanym" nigdy nie będą nas dotyczyć.
Powinniśmy jednak zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma osób odpornych na werbunek. W każdym tkwią niezaspokojone potrzeby, które sekta może zidentyfikować i próbować wykorzystać. Należy zdawać sobie z tego sprawę i umiejętnie zadawać pytania, być dociekliwym i wzbudzić w sobie zdrowy krytycyzm. Potencjalnymi ofiarami sekt nie są wyłącznie osoby uległe, zagubione czy skłonne do nadmiernego mistycyzmu. Czasami wystarczy otwartość na nowe doświadczenia, poczucie samotności, odrzucenia, a nawet zwykła nuda. O naturze sekt, płynącym z nich zagrożeniu oraz możliwości uwolnienia się od jej wpływu rozmawiałam z ojcem Tomaszem Franc koordynatorem Dominikańskich Ośrodków Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.
Aneta Barta: Czy problem sekt jest u nas rzeczywiście realny, czy to tylko medialnie ciekawy temat?
Tomasz Franc: Jak najbardziej, sekty to realne zagrożenie. Natomiast na tę warstwę medialną, poruszającą ten problem, możemy spojrzeć w dwojaki sposób. Po pierwsze, może to być pewnego rodzaju profilaktyka i nieustanne uczulanie na to zjawisko. Po drugie, jest faktem, że media skupiają się głównie na sferze sensacyjnej, jednak dla nas jest to okazja, aby pokazać i przypomnieć, że problem cały czas istnieje. Natomiast opierając się na doświadczeniu płynącym z naszych ośrodków, które znajdują się w Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Wrocławiu oraz Krakowie, mogę powiedzieć, że zjawisko to jest na poziomie, który nas niepokoi i dostarcza dużo pracy.
AB: Większości z nas sekta kojarzy się z grupą o charakterze religijnym. Czy takie spojrzenie jest wystarczające?
TF: W działalności naszych ośrodków dominikańskich podkreślamy dwie ważne rzeczy. Pierwsza to ta, że nie należy identyfikować grupy o charakterze sekty, tylko i wyłącznie z doktryną religijną. Sektą może być każda grupa, która posługuje się psychomanipulacją. Cechuje ją kilka podstawowych elementów takich jak: posiadanie ukrytych celów realizowanych i deklarowanych, wewnętrzny, utajony regulamin grupy, wewnętrzny podział grupy na elitę i pozostałych członków, postać lidera czy też guru, który rości sobie prawo do posiadania władzy absolutnej w grupie, nie tylko w wymiarze zewnętrznym, ale i wewnętrznym, dotykającym sfery psychicznej, emocjonalnej czy duchowej. Grupa o charakterze sekty bardzo często posiada też jasno sprecyzowane założenia co jest dobre, dla jej własnej korzyści, a co złe, jakie zachowania, postawy, wartości są przez grupę wyznawane, a jakie należy odrzucić. Z taką definicją można się również spotkać w raporcie MSWiA z 2000 roku, poświeconemu zjawisku sekt w Polsce (raport ten znajduje się na stronie www.mswia.gov.pl), w nim również zwrócono uwagę na fakt, że sekty niekoniecznie wiążą się z aspektem religijnym.
Najczęstszymi przestrzeniami, w których odnajdują się sekty, oczywiście oprócz tych o charakterze religijnym, to przestrzeń para-edukacyjna, terapeutyczna, bardzo często wykorzystywana, a związana z takimi prądami jak New Age, czy stosunkowo nowymi zjawiskami, takimi jak: Rebirthing (czyt. riberting), Regresing, oraz często pojawiającą się Metodą Reiki czy Silvy. Zdarza się, że nie możemy jednoznacznie określić, czy jest to realnie istniejąca grupa czy nie. Dzieje się tak, gdy mamy do czynienia z propozycją para-terapeutyczną, a nie bezpośrednią namową do przyłączenia się do jakiejś grupy. Jeszcze raz podkreślam konieczność unikania identyfikowania sekt tylko i wyłącznie z doktryną religijną, czy konkretnymi metodami działania. W naszej pracy staramy się unikać etykietowania. Nie mówimy, że to właśnie ta grupa jest sektą, a ta druga nie. Skupiamy się raczej, na uczeniu ludzi krytycyzmu oraz pokazywaniu mechanizmu działania sekt, aby sami mogli skutecznie się przed nią bronić.
AB: Manipulacji sekty może ulec każdy. Czy istnieją jednak jakieś szczególne cechy osobowości, które predysponują nas do tego?
TF: Pytanie dotyczące naszej podatności na manipulację pojawia się bardzo często. Psychologowie w swojej pracy posługują się pewnymi skalami sugestybilności, czyli podatności na sugestię. My staramy się nie ulegać medialnemu stereotypowi mówiącemu, że zazwyczaj są to osoby samotne, po jakiś traumatycznych przeżyciach, kryzysie czy niezrealizowane. Owszem, takie osoby znajdą w sekcie miejsce dla siebie, ale o wiele częściej do takich grup trafiają osoby pełne ideałów, wartości, których nie mogą realizować w najbliższej swojej przestrzeni, jaką jest dom rodzinny, środowisko pracy, krąg znajomych. Również stereotyp, iż do sekt trafiają ludzie młodzi jest nieprawdziwy. Mieliśmy przypadki kiedy z prośbą o pomoc, zgłaszali się do nas młodzi ludzie, w imieniu swoich rodziców.
Tak więc trudno mówić o jakimś konkretnym profilu osób szczególnie narażonych na manipulację ze strony sekt. Dla jednych, sekta będzie sposobem na realizację życiowych ideałów, wartości, których nie mogą na co dzień zrealizować z powodu chociażby braku czasu, zaniedbań duchowych czy braku umiejętności otwarcia się na drugą osobę. Dla innych, bardzo pociągająca może okazać się możliwość poszerzenia swojego potencjału. Wreszcie są osoby, które w sekcie szukają głębokiego doświadczenia religijnego (będącego takim tylko pozornie), którego grupa o charakterze sekty, bardzo łatwo, w oparciu o swoją emocjonalność może dostarczyć.
AB: Czyli ludzie szukają w sektach tego, czego im najbardziej brakuje?
TF: Tak, ale proszę także pamiętać, że sekta również zainteresowana jest konkretnym typem osób. Grupy nie są zainteresowane osobami chorymi, wypalonymi czy nieumiejącymi radzić sobie w życiu. One szukają osób aktywnych, zdolnych do poświęceń idealistów, potrafiących zanegować dotychczasowy porządek dnia, wartości rodzinne czy przyjacielskie. Grupy o charakterze sekt mają doskonale określony profil osób, jakie chcą zwerbować. Wiedzą do kogo uderzyć, co doskonale widać na przykładzie młodzieży. Młode osoby do sekty nie trafiają. Takie grupy są bardzo sprawne pod względem prawnym i doskonale wiedzą, że osoby niepełnoletnie są chronione prawnie. Działania ich, wobec takiej osoby, skupiają się co najwyżej na nawiązaniu kontaktu w celu wzbudzenia ciekawości dotyczącej grupy, po to, aby później, po osiągnięciu pełnoletności, wciągnąć go w regularne spotkania.
AB: Posługując się językiem marketingu - tworzą swoją markę?
TF: Tak, co pozwala im na późniejsze działania w kierunku wyprowadzenia takiej osoby z rodziny. Z podobnym przypadkiem miałem do czynienia we Wrocławiu. Grupa nawiązała kontakt z młodym chłopakiem, kiedy ten był jeszcze niepełnoletni. Kontakt ten rozpoczął się pod pozorem czytania Biblii. Spotkania odbywały się w domu gdzie ta grupa mieszkała, tworząc swego rodzaju komunę. Chłopaka zafascynował klimat, manifestowana postawa otwartości oraz w jego mniemaniu, autentyczne interpretowanie Pisma Świętego. Dla niego, była to tylko grupka osób, połączona wspólnymi wartościami. Nie zdawał sobie sprawy, co zresztą było przed nim ukrywane, że ma ona charakter międzynarodowy. Kiedy osiągnął pełnoletność, grupa zachęciła go do opuszczenia rodziny, co też się stało. Jego „przygoda" z tą grupą trwała 2 lata. W między czasie zerwał kontakt z rodziną, wyprowadził się z Wrocławia, zaskarżył rodziców o nie płacenie alimentów (jako osoba studiująca), by na koniec znaleźć się w szpitalu psychiatrycznym. Przypadek ten był jednak na tyle szczęśliwy, o ile można tak powiedzieć, że rodzina skontaktowała się z nami stosunkowo wcześnie, czyli jeszcze przed opuszczeniem przez tę osobę domu. Kontakt ten, wspierająco-pomocowy trwał dwa lata i zaowocował tym, że po wyjściu ze szpitala chłopak trafił do nas na psychoterapię, co zapoczątkowało proces jego wyjścia z grupy.
AB: Proces został zakończony pomyślnie , czy może nadal trwa?
TF: W tym przypadku wszystko zakończyło się pomyślnie.
AB: Co jest takiego pociągającego w sektach, że osoby wykształcone, inteligentne, na pewnym poziomie świadomości, zdające sobie sprawę z umiejętności manipulacyjnych sekt i tak im ulegają?
TF: Spotkałem się z grupą, w której był absolwent psychologii, nauczyciel, doktorant. Byli to wykształceni, zdolni ludzie, więc nie łudźmy się, że wykształcenie czy inteligencja wystarczy, aby obronić się przed manipulacją ze strony sekty. Przekonanie, że do sekty trafiają osoby o niskim IQ, to kolejny stereotyp.
AB: Kolejny stereotyp, mający mocną pozycję w społeczeństwie, to przekonanie, że do sekty trafia osoba, która w domu rodzinnym nie znalazła zaspokojenia w sferze emocjonalnej. Nie otrzymała dostatecznej uwagi, miłości, zrozumienia.
TF: Ustosunkowując się do tego stwierdzenia, zwrócę uwagę na kilka rzeczy. Pierwsza z nich, to kwestia manipulacji psychicznej i tego, czym ona jest. My w swojej pracy zwracamy uwagę na jej kilka istotnych aspektów. Po pierwsze, moment zafałszowania. Przykładowo, osoba zostaje zaproszona na spotkanie, podczas którego rozbudza się u niej pragnienia zaangażowania czy perspektywy rozwoju osobistego. Zostają one wcześniej bardzo trafnie zdiagnozowane za pomocą kwestionariusza czy wywiadu. Następnie na ich podstawie zostaje skierowana do tej osoby konkretna oferta. Oczywiście, na tym pierwszym etapie, grupa ukrywa informacje dotyczące wymagań czyli np. konieczności późniejszego zaangażowania, płacenia dziesięciny (10% swoich dochodów), darmowej pracy na rzecz grupy czy konieczności zerwania więzi emocjonalnych z rodziną i przyjaciółmi. Na tym polega właśnie zafałszowanie. Pokazuje się, że grupa może zaoferować to, czego człowiek pragnie i potrzebuje, a ukrywa się to, czego grupa zażąda w zamian oraz jakich oczekuje korzyści płynących z kontaktu dla siebie. Drugim bardzo ważnym elementem jest poczucie złudnego bezpieczeństwa. Dana osoba może nawet posiadać dużą teoretyczną wiedzę na temat sekt, jednak nie potrafi z niej skorzystać w krytyczny sposób. Nie umie krytycznie spojrzeć i ocenić oferty grupy. Może to wynikać z faktu, że konstruktywna krytyka to trudna umiejętność, gdyż kosztuje nas jakiś sprzeciw. My zaś wolimy dążyć do ugody, szukamy zgodności na płaszczyźnie - my i inni. Nie umiemy zadawać pytań, które zmuszałyby do zdekonspirowania prawdziwych zamiarów i celów grupy.
AB: Wiąże się to z naszym dążeniem do unikania zadawania niewygodnych pytań, gdyż nie chcemy sprawić komuś przykrości, czy wprowadzić go w zakłopotanie.
TF: Tak, to jeden powód, a drugi to ogrom różnego rodzaju ofert na rynku związanym z sektami. Taka różnorodność budzi w nas myśli o tolerancji, otwartości - myśli bardzo ważnych, które jednak powodują, że trudno nam w sobie odnaleźć zdrową krytykę. Dla łatwiejszego zrozumienia podam przykład. Mamy dwie ulotki. Jedna skierowana jest do maturzystów i zawiera takie hasło: „Masz dość Mickiewicza, pustkę w głowie, zbliża się matura, możemy ci pomóc". Ulotka oferuje również pulsoterapię i uwalnianie od lęku. Oczywiście, że coś takiego wzbudzi w młodym człowieku obawę i lęk przed maturą oraz nadzieję na łatwe zniwelowanie tych uczuć. Takiego zresztą efektu oczekują twórcy ulotki. Kiedy do rąk młodego człowieka trafia taka ulotka, jest on w stanie zobaczyć swoje potrzeby, zidentyfikować pojawiający się lęk. Ale czy zada sobie rozsądne pytanie dotyczące pulsoterapii? Czy sprawdzi czy coś takiego w ogóle istnieje? Nie sądzę. Nawet, gdyby udało mu się dotrzeć do jakiś dokumentów, nie będzie on w stanie zweryfikować ich autentyczności.
Kolejnym, a często mylącym, stosowanym przez sekty elementem jest ich fasadowość. Pierwsze spotkania organizowane są w miejscach aprobowanych społecznie, np. domach kultury, przychodniach lekarskich, hotelach wysokiej klasy. Budzi to w nas poczucie bezpieczeństwa i jest kolejnym krokiem na drodze do uśpienia naszej czujności. Druga ulotka tej samej grupy zachęca do wzięcia udziału w sesji bioenergoterapeutycznej, oferuje doradztwo zawodowe za pomocą kart tarota, pulsoterapię, usuwanie stresu. Dopiero porównując te dwie ulotki widzimy w nich brak profesjonalizmu. Młoda osoba, która chce zniwelować swój niepokój wynikający ze zbliżającego się egzaminu i oczekuje fachowej pomocy, trafia na sesję tarota.
Podsumowując, z jednej strony rozbudzenie potrzeb, ich cząstkowe zaspokojenie, ewentualne pokazanie sukcesu, stworzenie atmosfery „bombardowania miłością" (otoczenie bezwarunkową przyjaźnią). Tworzenie organizacji fasadowej, czyli takiej, która w naszych oczach pokaże ogromną wartość grupy. Przytaczanie opinii jakiś profesorów (pytanie, czy oni naprawdę istnieją?), dobór specjalnej sali, w której odbywają się spotkania, profesjonalny wygląd liderów grupy. Wszystko to ma nam pokazać, że jest to normalne, naturalne środowisko. Z drugiej strony, zafałszowanie prawdziwych celów grupy i ich korzyści. I do tego wszystkiego, jak już mówiłem, brak z naszej strony umiejętności krytycznego myślenia.
AB: Czy przekonanie, że na pewno nie ulegnę wpływowi sekty, w jakiś sposób nie usypia naszej czujności?
TF: Myślę, że tak. To tak jak z marketingiem i nie przypadkowo używam tego porównania. Początkowymi metodami werbunku, stosowanymi przez grupę, są te odnoszące się do mechanizmów wywierania wpływu społecznego. Możemy się z nimi zapoznać chociażby w książce Roberta B. Cialdiniego „Wywieranie wpływu na ludzi". Bardzo często przy werbunku, grupy wykorzystują nasze poczucie własnej wartości (często takiej mitycznej), odnoszącej się do tego: jacy my jesteśmy zdolni, odporni na manipulację, zaspokojeni w swoich potrzebach. Następnie manipulacja przechodzi na wyższy poziom i dotyka takich kwestii jak, kontroli obszaru przeżyć, przepływu informacji, myśli, uczuć i zachowania. Natomiast to, na co pani zwróciła uwagę, czyli zbytnia pewność siebie, prowadzi do pyszałkowatości i zaślepienia na fałsz, który może pojawić się ze strony grupy.
AB: Jakie grupy, mające charakter sekt, są szczególnie aktywne na terenie Polski?
TF: Nie będę wymieniał ich z nazwy, aby nie stwarzać sugestii, że tych należy się wystrzegać, a innych nie. Natomiast możemy dokonać podziału na grupy mające zagraniczny rodowód i grupy „rodzimej produkcji". Z tymi grupami o charakterze międzynarodowym wiąże się ciekawy element. Bardzo często grupy te rejestrują się w Polsce nie jako związki wyznaniowe, ale jako stowarzyszenia czy fundacje. Jest to związane z niwelowaniem lęku przed jednoznaczną identyfikacją religijną, co w kraju wypełnionym świadomością katolicką, może być negatywnie odebrane. Podam jednak przykład. Istniejący w Stanach Zjednoczonych Zjednoczony Kościół Pełnego Zaangażowania, u nas funkcjonuje jako stowarzyszenie. Jeżeli chodzi o grupy o rodowodzie polskim, jest ich bardzo wiele. Zdarza się, że tak jak w przypadku Bractwa Zakonnego Himawanti, nazwa grupy bywa myląca. Chociaż pseudonim jej założyciela kojarzy się z jakąś hinduską nomenklaturą, a sama grupa jawi się jako hinduistyczna, to jest ona zbudowana w oparciu o rodzime realia. Mogę podać również kilka danych ilościowych pochodzących z Wrocławia, gdzie wcześniej pracowałem. Zdiagnozowanych grup na tamtym terenie istnieje około 70. Przy czym należy zaznaczyć, że dane te nie zostały uzyskane na drodze badań statystycznych, ale w wyniku zgłaszania się do nas osób, szukających pomocy lub porady.
AB: Jak funkcjonuje krakowskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach?
TF: Mamy w tygodniu dwa dyżury (wtorek i środa) oparte na pracy wolontariuszy psychologów i pedagogów. Są one całkowicie wypełnione spotkaniami, konsultacjami i udzielaniem porad. Rocznie zgłasza się do nas około 400 osób. Dla porównania dodam, że we Wrocławiu, gdzie mamy etatowo zatrudnionych pracowników, jest ich prawie 1300 w skali roku. Myślę, że związane jest to z zasadą, im więcej możemy dać ze swej strony, tym większa możliwość skorzystania z pomocy. Niestety w Krakowie, w takich warunkach finansowych jakie posiadamy, pomoc jaką możemy zapewnić płynie tylko od wolontariuszy i w zasadzie wynosi od 5 do 6 godzin tygodniowo. Do tego dochodzi profilaktyka związana z prelekcjami czy konferencjami. W Krakowie początkowo istniało dofinansowanie ze strony Urzędu Miejskiego, natomiast było on sześciokrotnie mniejsze, niż we Wrocławiu, co jest trochę paradoksalne biorąc pod uwagę chociażby fakt, że tutaj jest o wiele więcej młodzieży. Niestety brakuje również rozwiązań czysto strukturalnych, związanych z aktywnością czy zainteresowaniem od strony Urzędu Miasta. We Wrocławiu, gdzie istnieje porozumienie o współpracy z Wydziałem Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego oraz strażą miejską, zaowocowało ono zdiagnozowaniem konkretnych grup na terenie miasta i przyniosło efekty w postaci likwidacji ich działalności, czy nawet aresztowania lidera jednej z grup. Dowodzi to, że dobra współpraca jest podstawą i może przynieść ogromne korzyści.
AB: Z jakimi głównie problemami osoby zgłaszają się do ośrodka?
TF: Najczęściej jest to utrata zrozumienia, czy relacji z drugą osobą. Zgłaszają się do nas nie osoby bezpośrednio poszkodowane, ale głównie ich rodziny, bliscy czy przyjaciele. Najczęstszym problemem jaki zgłaszają jest właśnie utrata kontaktu z daną osobą, zauważenie, iż osoba ta dokonała w sposób nagły i niezrozumiały przewartościowania swojego systemu wartości, porusza nowe tematy obracające się wokół nowych treści i zainteresowań, w jej wypowiedziach pojawia się agresywne nawracanie. Niepokojące bywają też takie sygnały, jak brak czasu dla rodziny, zaniedbywanie relacji rodzinnych, wprowadzenie pewnego poziomu tajemniczości, realizowanie się w jakiejś nowej grupie, o której niewiele nam wiadomo. Po zgłoszeniu takiego problemu, pierwszym krokiem z naszej strony jest zaproszenie na konsultacje do ośrodka, gdzie zawsze do dyspozycji jest psycholog, pedagog i kapłan. Ta pierwsza rozmowa ma charakter diagnostyczny.
AB: Czyli najpierw zgłasza się rodzina, przyjaciele, którzy problem zauważyli, a co z samą osobą zainteresowaną?
TF: Bywa tak, że bezpośrednio do takiej osoby trafiamy dopiero po pół roku, albo i dłużej. W tym miejscu dotknęliśmy kolejnego problemu związanego z sektami jakim jest wadliwe funkcjonowanie rodziny. Tu chciałbym obalić kolejny stereotyp mówiący, że problem ten dotyczy tylko rodzin dysfunkcyjnych czy patologicznych. Może on dotknąć każdą rodzinę, która nie umie ze sobą rozmawiać, koncentruje się na pogoni za materialnymi wartościami lub utraciła pewien stopień zaufania swoich członków. Zaczynamy od tego, że uczymy taką rodzinę na nowo się komunikować. Pokazujemy jak odbudowywać relację z osobą zmanipulowaną, uczymy jak wyławiać z tej osoby jej dawną tożsamość, jak manifestować swoje zaangażowanie i otwartość na tę osobę. Nigdy natomiast nie polecamy rozwiązań opartych na przemocy, czyli związanych z popularnym np. w St. Zjednoczonych mechanizmem deprogramowania, a polegającym na siłowym izolowaniu osoby od grupy. Uważamy, że taka metoda jest obusiecznym mieczem, gdyż dla osoby pozytywnie postrzegającej grupę, w której się znajduje, takie działanie oznacza, że to rodzina jest tą złą stroną. Co dodatkowo skutecznie jest wykorzystywane przez grupę w celu wzmocnienia swojej pozycji w oczach takiej osoby.
AB: Nic dziwnego, że tak się to rozgrywa, w końcu dla osoby uzależnionej od grupy oznacza to pozbawienie czegoś, co daje radość, poczucie bliskości, szczęścia.
TF: My właśnie staramy się w swoich działaniach te uczucia zdekonspirować względem grupy, a przekierować na nowo w kierunku rodziny.
AB: Czy zdarza się jednak, że do ośrodka trafiają osoby będące w sekcie?
TF: Tak, bywa że przychodzą do nas, aby nas nawrócić. Jest to paradoks, kiedy przychodzi do nas osoba z zamiarem przekonania nas do racji grupy, w której się znajduje, a dzięki temu udaje się wówczas nawiązać z nią kontakt. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe. Zdarza się, że ich celem jest sprowokowanie nas do agresji czy nieżyczliwego potraktowania, co tylko utwierdzi ich w negatywnej wobec nas ocenie. To częsty mechanizm, polegający na tym, że osoba zwerbowana i zafascynowana grupą, u której dochodzi do rozluźnienia więzów rodzinnych, jest wysyłana na zasadzie idź i podziel się z rodziną tym, co jest dla ciebie takie ważne. A jak na to reaguje rodzina? Najczęściej ukrytą agresją, wyrażającą się w słowach: nie mam czasu, daj spokój, co za bzdury opowiadasz, zajmij się czymś pożytecznym. Wszystkie te stwierdzenia są komunikatami odpychającymi, do reszty zrywającymi więzi, poczucie zaufania. No i gdzie, jak nie do grupy, ma pójść taka osoba?
AB: To manipulacyjne działanie, którego celem jest ukazanie rodziny, jako tej nie rozumiejącej, złej w opozycji do wyrozumiałej, dobrej grupy.
TF: Tak, co ma jeszcze bardziej pogłębić rozdźwięk pomiędzy bliskimi. Dlatego tak ważny jest jak najszybszy kontakt z ośrodkiem, który uczy jak taką osobę przyjąć. Przygotowuje rodzinę na pierwszy kontakt z osobą zmanipulowaną.
AB: Kontakt z rodziną został nawiązany, wykazuje ona chęci podjęcia współpracy. I co dalej? Ile trwa taki proces?
TF: Jest to bardzo zindywidualizowane. Mogę podać, dla przykładu, historię pewnego studenta jednej z uczelni, który był zaangażowany w grupę, będącą sektą. Do naszego ośrodka zgłosiły się władze uczelni, w której ta osoba pracowała, zaniepokojone zachowaniem tego człowieka, polegającym na przepraszaniu wszystkich za błędy przeszłości, złe myśli czy ukryte zamiary. Wyglądało to tak, jakby ta osoba żegnała się z otoczeniem. Zmienił się też jej wygląd, sposób ubierania, fryzura. Po otrzymaniu tego zgłoszenia skontaktowaliśmy się z rodziną tego człowieka. Zaprosiliśmy ją do współpracy, która trwała rok. W międzyczasie dołączyła do nas dalsza rodzina, tworząc swoistego rodzaju zespół przyjaciół. Dopiero po roku udało się nawiązać kontakt z tym studentem, z którym praca w naszym ośrodku trwała kolejny rok.
AB: Czyli jest to proces raczej długofalowy?
TF: Tak, wymagający dużo determinacji ze strony rodziny. Polega na całkowitym przebudowaniu na nowo relacji rodzinnych, bardzo często wiodącym przez uświadomienie sobie porażek, wypełniony mozołem i trudem.
AB: Czy zdarza się, że osoba wychodzi z grupy, na nowo nawiązuje relacje z bliskimi, podejmuje swoje role, a kiedy wydaje się, że wszystko ułożyło się dobrze, ona wraca z powrotem do sekty?
TF: Niestety spotkałem się z takim przypadkiem. Działa tu mechanizm taki, jak przy uzależnieniu. Jeżeli rodzina nie zmieni się lub jej zmiana jest tylko pozorna, a grupa jest bardzo zdeterminowana na odzyskaniu swojego członka, to może dojść do takiej sytuacji.
AB: Czy w takim przypadku spotkał się ojciec z zarzutami ze strony rodziny? Czy rodzina ma wówczas pretensje, że włożyła w pracę tyle energii i czasu, a ona zakończyła się niepowodzeniem?
TF: Z pretensjami raczej nie, bardziej z rozczarowaniem i poczuciem klęski. Spotykam się z sytuacjami, gdzie ten nużący, bardzo trudny rytm pracy, przy braku cierpliwości rodziny, wywołuje pytania odnośnie takich kwestii, jak: Ile to jeszcze potrwa?, Czy ze strony ośrodka, wszystko co możliwe zostało zrobione? Można to porównać do procesu terapeutycznego, chociaż proces ten nie jest terapią, mającego swój dynamizm, podczas którego zdarzają się momenty oporu, zwątpienia, czy wątpliwości odnośnie kompetencji terapeuty.
Następuje znużenie, które w takich przypadkach jest naturalne. Przejawia się ono mniejszą intensywnością spotkań. Podejmując pracę z rodziną nie zobowiązujemy jej do pracy przez określony czas np. rok, czy do określonej liczby spotkań w tygodniu. Oczywiście, kiedy rodzina zdecyduje się na współpracę, zachęcamy ją do regularności i zachowania pewnego rytmu, co leży w jej interesie i przekłada się na skuteczność.
AB: Czy zawirowania społeczne np. kryzys gospodarczy lub konflikty w kościele katolickim wpływają na wzmożoną aktywność sekt?
TF: Myślę, że tak. Kryzys społeczny czy to w obrębie ekonomii, czy dotyczący wyobcowania współczesnego człowieka skupionego na pogoni za wartościami materialnymi (skąd innąd ważnymi) lub szukaniu na siłę „duchowego fast foods", naraża nas na szukanie możliwości realizacji tych pragnień w nowych, niekonwencjonalnych miejscach. Nie bez znaczenia jest też fakt szokującej bierności państwa polskiego. Porównując Polskę do takich krajów, jak Francja, Austria czy Niemcy, które są postrzegane jako kraje laickie, to nasze działania w kwestii przeciwdziałania sektom są żadne. W 2000 roku zakończył działalność międzyresortowy zespół do spraw sekt przy MSWiA. Od tego momentu, czyli 10 lat, nie mamy żadnego organu, który monitorowałyby działalność takich grup. Owszem istnieje obowiązek rejestrowania związków wyznaniowych ale wystarczy 100 podpisów, aby taki związek mógł zostać zarejestrowany. Dla przykładu w Austrii czy Niemczech takich podpisów musi być tysiące, a ponadto związek musi się wykazać jakimś nieposzlakowanym okresem funkcjonowania w społeczeństwie. W krajach tych funkcjonują specjalnie powołane agendy przy rządach, zajmujące się właśnie kwestią sekt.
Jeżeli zaś chodzi o kryzys w obrębie kościoła, na pewno jest on wykorzystywany przez grupy, na zasadzie podważania wiarygodności kościoła w oczach jego wiernych i nie tylko. Funkcjonuje to na zasadzie pokazania przeciwstawieństwa, z jednej strony lider grupy, przedstawiany niemal jako bóg, a z drugiej ksiądz, pokazany medialnie jako osoba oszukująca czy hipokryta. Trudno się więc w takiej sytuacji dziwić, że ma to negatywny oddźwięk, budzi zgorszenie i rozczarowanie (czasami niestety słusznie). Sekta doskonale umie wykorzystać taką sytuację, aby zerwać więzi emocjonalne, które są bardzo ważne w odniesieniu do wspólnoty.
AB: Dziękuje bardzo za rozmowę.

SilverCube s.c.
Komentarze (4)
Zaloguj się, aby dodać komentarz