Seks, mistyka i bajki, czyli jak żyć długo i szczęśliwie.
autor: Paweł Wójcik , źródło: Plasterek.pl
Mydlane zakończenie
Mydlane opery zza oceanu pierwszej generacji kończyły się tam, gdzie zwykle w życiu zaczynają się schody, czyli tak, jak tradycyjne bajki: zakochani po uszy bohaterka i bohater jakoś się odnajdują po wielu odcinkach, zaczynają nową przygodę, żyją długo i szczęśliwie, mają wiele dzieci, a wnuki utrzymują ich w świetnej formie do późnej starości. Ale o tym błogosławionym życiu już na ekranie nic nie było, bo serial właśnie wtedy się urywał, gdy ten nowy etap miał się naszym szczęśliwcom zaczynać. Bardziej współczesne półgodzinne zajmowacze czasu parają się poważniejszą tematyką domowego pożycia, jak przemoc czy narkotyki, ale do ich oglądanie tu wcale nie zapraszam. Zamiast tego, ogłaszam mój powrót do bajek, z tą różnicą, że opowiem, co możemy zrobić po ślubie, by nasze życie stało się bajką, w której my żyjemy długo i szczęśliwie.
Miłość według naukowców...
Kilka kliknięć na jakiejkolwiek internetowej wyszukiwarce da nam mnóstwo przeróżnych etapów, przez które, wedle danego autorytetu, miłość dwojga ludzi powinna przechodzić, by dotrzeć do pewnego typu doskonałości dającej szczęście tym, co się kochają.
Możemy więc mieć trzy fazy:
I. Romantyczna miłość, czyli radość z tego, co wspólne;
II. Walka o władzę, czyli konflikt tam, gdzie brak naturalnej, czyli przypadkowej, zgodności;
III. Bezwarunkowa akceptacja, czyli harmonia po wzajemnych ustępstwach i zmianach (S.E. Harrill).
Stopni wzrostu może być pięć według R.D. Kerce: 1) atrakcja fizyczna i emocjonalna, 2) romans samolubny lub bezinteresowny, 3) pasja, 4) naturalna śmierć uczucia lub intymność, 5) zobowiązanie.
C. Vida wylicza aż siedem stadiów miłości: 1) zakochanie się, 2) pasja, 3) iluzje, 4) przyjaźń, 5) czułość, 6) głębokie uczucie, 7) bezwarunkowa miłość.
Ważne, by pamiętać, że żaden z tych etapów nie następuje automatycznie po sobie, że można być częściowo w kilku fazach równocześnie, oraz że można czuć się zupełnie inaczej, i wcale wtedy nie trzeba szukać teorii, do której nasze doświadczenie pasuje (ale można stworzyć własną).
To co łączy wszystkie powyższe rozwojowe modele miłości to fakt, że po wędrówkach po szczytach zakochania, przychodzi nam się błąkać poprzez doliny rozczarowania: „a po nocy przychodzi dzień", jak śpiewała Budka Suflera. Po nocy rozgorączkowanych i zaślepionych zmysłów, przychodzi dzień szeroko otwartych i zwykle zawiedzionych oczu. Dlaczego tak się dzieje i jak temu zaradzić? (zapobiec się temu nie da, bo hormony, co nas na szczyty wyniosły, długo nas tam nie utrzymają). Postaram się poniżej wyjaśnić na czym polega zakochanie się, jak jest ono podobne do seksu, jak się oba te zjawiska mają do doświadczenia mistycznego, oraz jak to wszystko połączyć, by nasze życie stało się bajką, a my, byśmy w niej żyli długo i szczęśliwie.
Wylęganie tożsamości
Choć raczej nie uda się nam tego okresu samemu odtworzyć, psycholodzy nam mówią, że noworodek nie odróżnia własnego ciała od otoczenia i brak mu jakiejkolwiek tożsamości osobowej. Między czwartym a dziewiątym miesiącem życia uczy się nasz maluch, że uszczypnąć poduszkę nie boli, ale to samo w policzek na pewno. Wylęga się nam więc wtedy nasz dzieciak (terminologia pani M. Mahler) i buduje pierwszą oddzielającą go od świata barierę. Potem poznaje, że to, co ono czuje, wcale nie musi się pokrywać z tym, co czują ważne dla niej lub niego osoby. Powstaje nowa, tym razem emocjonalna ściana budująca tożsamość kosztem nieświadomego i szybko zanikającego poczucia jedności ze wszystkim. We wczesnych latach nastoletnich młodzieniec czy panna wiedzą, że są osobnymi bytami, co jest wielkim osiągnięciem rozwojowym, ale też wielkim dramatem samotności. Najpierw z więzienia tożsamości ucieka się do grupy rówieśników, ale to na niewiele pomaga. Potem przychodzi ta specjalna osoba i mury tożsamości same się walą. Jesteśmy zakochani i świat na nowo jest razem z nami. Już nie jesteśmy samotni, czujemy się świetnie, wszystko jest możliwe i wszystko jest piękne, przynajmniej dopóty, dopóki endorfiny działają.
Sex na receptę
Gdy już się nasz mózg przyzwyczai troszeczkę do tych hormonów miłości, po tygodniu lub po kilku miesiącach, poziom egzaltacji znacznie spada i widmo samotności w zamku tożsamości pojawia się dużo bliżej niż na horyzoncie. Najczęściej wtedy przyjmowanym lekarstwem jest seks, bo podobne hormony dają podobny efekt, nieco krócej trwający niż zakochanie, ale za to bardziej intensywny. Znowu jesteśmy razem ze światem, wszystko znika, nawet partner obok, ale nie jesteśmy sami. Orgazmu się nie da opisać słowami, co nie zmienia faktu, że jest on wspaniały, i że wynosi nas, choćby na chwilę, na szczyty szczęścia. Psychologicznie rzecz ujmując, seks to znowu upadek murów tożsamości, tak jak przy zakochaniu, tyle że zakochania zaplanować się nie da, a seks tak. To dzięki niemu wiele par przechodzi przez okres, gdy początkowe uczucie zamiera, a wcześniej niezauważane cechy charakteru partnera coraz bardziej dokuczają. Ale jak każde lekarstwo, seks w celach terapeutycznych (tzn. dla ratowania związku z drugą osobą, lub dla ratowania siebie przed samotnością) ma skutki uboczne: z tą samą, już nie kochaną osobą, przestaje działać. Ilości seksu w nieskończoność pomnażać się nie da, ale nawet wyobrażalnie wielkie jego dawki ostatecznie wewnętrznej pustki nie zapełnią. Seksualni maniacy to tego żywy dowód.
Mistyczne doświadczenie jedności
Pozostaje nam doświadczenie mistyczne, co wcale nie znaczy tajemne, ani nie znaczy związane z jakąkolwiek konkretną religią. Jeszcze trudniej je opisać niż seks, a właściwie to wcale się go opisać nie da w sposób taki, by ci którzy mistycznej unii nie doświadczyli choćby na chwilę, cokolwiek mogli zrozumieć. Można użyć co najwyżej analogii, jak robili piszący mistycy wszystkich duchowych tradycji, ale bez przeżycia, będzie to podobne do tłumaczenia niemowlakowi, co kartkę papieru pcha do buzi, że napisanego słowa „mleko" wypić się nie da, mimo że oznacza to samo, co napój z piersi matki (jeżeli nam sie uda mu wcześniej wytłumaczyć na czym polega pismo). Bez konkretnej praktyki mistyczne doświadczeni pozostaje poza możliwością naszego zrozumienia, tak jak bez poznania liter, nie przeczytamy książki (choć dzięki technologii możemy ją usłyszeć). Co da się zrozumieć, i to jest nam w tym rozważaniu potrzebne, to fakt, że z psychologicznego punktu widzenia, doświadczenie mistycznej unii jest świadomym otwarciem ścian własnej tożsamości na jedność ze światem i ze wszystkim co istnieje. To ten sam mechanizm, który był obecny przy zakochaniu się i przy seksie. Ale teraz jest tu stałość zakochania i intensywność seksu, obie powiększone poza granice możliwości, bo tu granic już nie ma. Jeżeli nawet etyczny utylitarysta John Stuart Mill mówi, że duchowe przyjemności są większe niż fizyczne, to chyba mu można zawierzyć. Ale najlepiej się samemu przekonać.
Opowiedzmy sobie bajkę...
I tu wypada mi przejść do syntezy trzech powyższych opisów, czyli do tego, jak z życia zrobić bajkę, i żyć w niej długo i szczęśliwie. Często się mówi, że rodzina, która się razem modli, pozostaje razem, i ja się z tym zgadzam. Ale także powiadam, że para (do czasu, gdy dzieci nie mogą się włączyć), która razem praktykuje medytacje (nawet jeżeli nie regularnie, bo to nie tak łatwo, gdy się pracuje poza domem, więc choćby każdy z partnerów osobno), ta para i ta rodzina stanie się jednością. Będą więcej niż zakochani, będą więcej niż w orgazmie, będą więcej niż sobą osobno, będą początkiem nowej cywilizacji, będą kontynuacją wiecznej bajki, którą Bóg sobie przez nas opowiada, i którą my sobie w Bogu opowiadamy. Zapraszam czytelników i siebie do pełnego uczestnictwa w tej cudownej narracji.
Paweł Wójcik
Urodzony w Lublinie w 1966, wstąpił do Zgromadzenie Salezjańskiego po szkole średniej, by w 1988 roku, po ukończeniu kursu filozofii, wyjechać do Tanzanii. Po studiach teologicznych w Nairobi, uczył przez cztery lata w Tanzanii (m.in. psychologii w seminarium salezjańskim), by 1998 udać się na studia biblijne na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W grudniu 2004 wystąpił ze Zgromadzenia Salezjańkiego zainspirowany ideami „Rozmów z Bogiem" Walsch'a. W 2005 ożenił sie w Nairobi z przepiękną Kenijką, i obecnie ma trzyletnią córkę i rocznego syna. Dwa zbiory jego opowiadań są do nabycia pod adresem http://stores.lulu.com/pawel66 (po angielsku w formacie e-book).
SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się aby dodać komentarz