Samotność, a.. jej przyczyny

autor: Antonina Kostrzewa

brak oceny

lonelines4Samotność może nas dotknąć z różnych przyczyn. Czasami jest odpowiedzią na nasze własne życzenie, czasami zrządzeniem, jak nam się wydaje, niesprawiedliwego losu, a czasami po prostu brakiem możliwości nawiązywania kontaktów.

Jedną z przyczyn samotności jest nieśmiałość. Nie ta okolicznościowa, związana np. z nieumiejętnością wypowiadania się w miejscach publicznych i nie ta okresowa, np. związana z okresem dorastania, ale ta permanentna, która towarzyszy nam przez całe życie. Taka nieśmiałość, to paniczny strach przed każdym kontaktem z kimś obcym. To suchość w ustach i rozbiegane oczy, które szukają miejsca ucieczki. Taka nieśmiałość sprawia, że człowiek zostaje sam - dziczeje.

O różnych aspektach samotności wynikającej z nieśmiałości pisze w swoich felietonach Antonina Kostrzewa, do przeczytania których serdecznie Was zapraszam.


Samotność, a.. jej przyczyny

 

Dochodzisz do momentu swojego życia, kiedy wyrazy chorobliwa nieśmiałość, fobia społeczna, aspołeczność czy ... , nie są Ci obce. Szukasz ich znaczeń i zastanawiasz się nad swoim całym życiem. Pewnie już nie raz myślałeś, Czytelniku, skąd się to wszystko wzięło? Może pamiętasz jeszcze okres swojego życia, kiedy nieśmiałość nie była problemem, a może uważasz, że towarzyszy Ci od zawsze. Postaram się pokazać, że niekoniecznie rodzimy się dotknięci nieśmiałością i jak wiele czynników może się złożyć na jej rozwój. Tak naprawdę, to nie Ty jesteś winien tego, jaki jesteś teraz, tylko Twoje najwcześniejsze lata życia. To często najbliżsi swoim zachowaniem doprowadzili do tego stanu, albo nie zrobili nic, by ten stan powstrzymać. Wiem, to nie powód by ich oskarżać, ani też usprawiedliwiać  samego siebie. Może uznasz, że znasz te wszystkie przyczyny, a może stwierdzisz, że otworzyłam Ci oczy na ten często wstydliwy problem.


Zacznijmy od najważniejszej przyczyny. Otóż najczęściej jest to wynik przykrych doświadczeń w okresie dzieciństwa lub dorastania. To ma największy wpływ na nasze przyszłe życie. I choćbyśmy uważali, że nasze lata w piaskownicy przebiegały niczym z bajki, to i tak dostrzeżemy ciemne chmury kryjące się w zakamarkach naszej pamięci. Próbowałam podzielić wszystkie przyczyny na grupy, ale tak naprawdę to wszystkie się przenikają i nie można o nich pisać z osobna. Zresztą jedna pociąga zazwyczaj drugą. Zacznijmy od rzeczy, na które tak naprawdę nie mamy wpływu, zwłaszcza, gdy jesteśmy młodzi.


glasses1Wygląd


Otóż nasz wygląd, a raczej jego odstępstwa od przyjętego schematu, są od razu wychwytywane przez otoczenie. Dorośli jakoś maskują nienaturalne zainteresowanie i przyjmują to za normalną rzecz, natomiast dzieci są na tyle wścibskie, by od razu dopytywać się swoich rodziców co jest nie tak, potem obgadują to z rówieśnikami, a na końcu okazuje się, że jest to idealny materiał do naśmiewania się. Dlatego tak wielu z nas pamięta osoby mające problemy skórne, różne blizny - zwłaszcza na twarzy (pozostałe to zawsze powód do dumy i wymyślania opowieści), zez, okulary, aparat na zęby, zajęcza warga itp. Nie mamy na to żadnego wpływu, bo tacy się urodziliśmy i próbujemy tylko pomóc naturze. W późniejszym wieku lub nawet jako dorośli potrafimy sobie z tym radzić, chociażby operacyjnie. Jednak nigdy nie zrozumiemy, dlaczego pokolenie trzydziestolatków nosi aparaty na zęby z dumą, a z nas nabijano się z tego powodu w podstawówce. Dzieci także raczej szkieł kontaktowych nie noszą i wszystko, co według naszych rodziców jest po to, by nam pomóc, tak naprawdę nam przeszkadza. Nie chcemy leczenia, pomocy czy jakiejkolwiek reakcji. Chcemy nie być po prostu na ustach wszystkich. W ten sposób po raz pierwszy zamykamy się w sobie i powstają nasze pierwsze kompleksy, które ciągną się za nami latami. Przypisujemy im wszystkie nasze życiowe porażki, a gdy w końcu zdecydujemy się na poprawę wyglądu, okazuje się, że problemy tak naprawdę nie zniknęły. To samo tyczy się ciężkich chorób z dzieciństwa. Dzięki nim staliśmy się silniejsi, przeszliśmy próbę czasu i wygraliśmy z nimi. To jest zdanie innych na dzień obecny, ale kiedy byliśmy chuderlawymi dziećmi, które nie mogły się bawić z innymi, były maminsynkami czy córeczkami tatusiów, to nie było to żadne bohaterstwo. Zamykane w czterech ścianach, by nie stało im się nic złego, zawsze same. Przez pobyty w szpitalach i przy braku własnego dzieciństwa, świat rozmów i zabaw z rówieśnikami został zakłócony i późniejsze próby jego naprawy nie powiodły się. Zawsze odtrącone i trochę z boku.


alonWczesne dzieciństwo


To były problemy dotyczące wyglądu, który od nas nie zależy, teraz pora się przyjrzeć pozostałym aspektom dzieciństwa. Każdy z nas jest w stanie wiele sobie z niego przypomnieć. I to właśnie z niego  pochodzi najwięcej naszych przykrych doświadczeń, które mają wpływ na nasze przyszłe życie. Często bywa, że są one robione nieświadomie przez naszych rodziców, dla naszego dobra, którzy także nie potrafią przewidzieć wszystkiego. Zdarza się, że oni także mieli jakieś złe wspomnienia z tych lat i chcą nas przed nimi obronić. Tyczy się to chociażby przedszkola. Gdy mieli w nim problemy, to decydują, by ich dziecko raczej do niego nie uczęszczało. Nie chcą by obca osoba się nim zajmowała, dlatego najczęściej dają je pod opiekę babci lub cioci. Takie rozwiązanie jest dobre, ale nie zawsze. Otóż nawet przebywając na placach zabaw wśród swoich rówieśników, dzieci te nie mają większego kontaktu z dziećmi z podwórka, które w tym czasie są w przedszkolu.


Do tego, w czasie zimy, najczęściej zostają w domu i pod opieką dorosłych skazane są często na samotną zabawę. Nie biegają po śniegu, jak inne dzieci, tylko patrzą na nie z okna. Nie poznają ich, przez co później idąc do szkoły nie znają tak dobrze wszystkich i na początku są praktycznie same. Do tego, jak wiadomo wszystkie dzieci płaczą, gdy zostawiane są w przedszkolu w pierwszych dniach. Jest to zrozumiałe przez wszystkich, ale płacz z tego powodu nie jest już tak chętnie akceptowany w podstawówce. Może to odbić się w późniejszych latach.  


walkingPrzedszkole


Samo przedszkole nie jest także najodpowiedniejszym miejscem dla maluchów. Tutaj także zdarza się odtrącenie przez całą społeczność. Dziecko może zostać odtrącone przez wygląd, ubranie, zachowanie. Często dochodzi także do poniżania przez kolegów. Oczywiście inne dzieci szybko to podłapują i pastwią się nad jedną osobą. Dochodzi często do bójek, ale gorsze od tego, jest wyśmiewanie i znęcanie psychiczne. Takie dziecko nie chce chodzić do przedszkola i jeśli opiekunka nie powiadomi o tym rodzicom może nastąpić po raz pierwszy zamknięcie we własnym świecie, omijanie innych, samotna zabawa. W przypadku bójek, siniaki od razu świadczą o jakimś problemie i rodzice sami zgłaszają się na rozmowę. W zależności od tego, w jaki sposób załatwią to z przedszkolanką, napastnikami i swoim dzieckiem, okaże się, czy podjęli dobrą decyzję, czy wręcz przeciwną. Jak wiadomo żadne dziecko nie chce się przyznawać do takich rzeczy, zwłaszcza chłopiec, który  wszystko ukrywa w sobie. Przestaje wychodzić na podwórko, a wśród innych np. w przedszkolu, zawsze stara się bawić na uboczu nie wchodząc nikomu w drogę.


Szkoła podstawowa


W szkole podstawowej, to nauczyciel sprawuję opiekę nad wszystkimi, ale nigdy nie zapanuje nad dziećmi podczas przerwy. Nie zauważy wszystkiego. Gdy dziecko zwróci się do niego o pomoc i zostanie przez to jeszcze bardziej wyśmiane przez swoich rówieśników, przestanie w ogóle z nim rozmawiać. Zawsze będzie mówiło w domu, że wszystko jest w porządku. Będzie chronić swoją prywatność i stanie się typowym odludkiem. Nie będzie w stanie się bronić przy przewadze atakujących i raczej będzie wolało nie odpowiadać na zaczepki i wszelkie przezwiska. Na tym etapie współpraca rodziców z nauczycielami pozwala poradzić sobie z problemem odosobnienia, ale jak już wspominałam ciężko dotrzeć do takiej osoby. Rodzice zresztą rzadko wiedzą, co się dokładnie dzieje z ich dzieckiem w szkole, a i poza nią. Jeśli przynosi do domu dobre oceny i nie sprawia problemów wychowawczych, to uważają, że wszystko jest w porządku. Często są zbyt zajęci swoimi sprawami, by zainteresować się bardziej problemami swojego dziecka. A to przecież właśnie oni powinni być naszym oparciem, kiedy jesteśmy młodzi.


homeDysfunkcyjny dom


Czasami może dojść do sytuacji, gdy nie jesteśmy wychowywani przez oboje rodziców. Czy to z powodu rozwodu czy śmierci, to niepełne rodzicielstwo to nic dobrego dla dziecka. Nie ważne czy brak matki czy ojca, oboje pełnią jakąś szczególną rolę w życiu młodego człowieka i nic tego nie zastąpi. Gorzej, gdy mając ich oboje brakuje kogoś, bo jest zbyt zajęty swoimi sprawami, pracą lub, co gorzej nadużywa alkoholu i nie zauważa tego, co się dzieje w domu. Gdy jeszcze problemy z pracy mają wpływ na życie w domu, to pojawia się małe piekło i chęć ucieczki, co najczęściej przejawia się zamknięciem się w swoim pokoju i płakaniem do poduszki. Do tego dochodzi ciągłe poniżanie, czasami nawet i bicie, a wówczas kształtowanie umysłu dziecka jest zaburzone. Ciągle ktoś z jego opiekunów wyżywa się na nim psychicznie i stosuje szantaż emocjonalny. Wiemy dokładnie, że nic z tego dobrego nie wyjdzie. Wychowywanie się w cieniu awantur nie wróży niczego dobrego.


Na tym etapie rozwoju dzieci potrzebują motywacji do dalszych działań, zachwalania tego, co robią i zachęcania do realizacji własnych celów. To już wtedy przecież wiadomo, czy rośnie nam młody humanista czy matematyk. Kiedy dziecko nie odkryje czym się interesuje, ciężej będzie mu wybrać późniejszą szkołę i życiową karierę. Często ludzie uważani przez sąsiadów za wzorowych  rodziców, także pastwią się nad swoimi dziećmi. Poniżane, są zmuszane do robienia  czegoś na co nie mają ochoty. Zastraszone grają na pianinach, czy skrzypcach, uprawiają znienawidzony sport, uczą się niepotrzebnych im rzeczy. Boją się sprzeciwić, by nie wysłuchać wykładu, jak rodzice wiele robią dla nich, a oni tego nie doceniają. Już wtedy nie potrafią z nimi rozmawiać i przestają także o tym mówić swoim przyjaciołom. Chociaż zasadniczo z nikim, tak naprawdę rozmawiać nie chcą. Sami chcą rozwiązać swoje problemy, więc po prostu trzymają je głęboko w sobie. Nie mają tak naprawdę swojego domu, nie czują się w nim bezpiecznie. Rodzice ich nie obronią przed innymi, a często nawet sami się z nich nabijają. Czują się gośćmi u siebie i często nie chcą wracać do swojego gniazdka. Takie dzieci, zaszczute przez swoich rodziców patrzą ze smutkiem na innych, u których w domu wszystko jest całkiem inne.

Ale jak to bywa, wszystko, czego jest za dużo jest złe. Nadopiekuńczość to ta druga strona medalu. Dzieci trzymane w domu pod ciągłą opieką, rzadko wypuszczane same z domu, by nic się nie stało, nie mają żadnych kontaktów z rówieśnikami. Do tego często uczęszczają do prywatnych szkół, bo tak będzie dla nich lepiej. Takie dzieci także zamykają się w sobie i choćby rodzice próbowali codziennie z nimi rozmawiać, to na ogół nigdy przed nimi się nie otwierają i nie mają odwagi,  by powiedzieć, że mają dość.


W domu mogą zaistnieć jeszcze inne rzeczy, które mają wpływ na przyszłość dziecka. Często będąc młodszym rodzeństwem, żyjemy w cieniu starszego i jesteśmy przez nie terroryzowane, a gdy dodatkowo jest ono faworyzowane przez rodziców, to dochodzą nam kolejne osoby w domu, które mogą się nad nami wyżywać psychicznie i fizycznie.  Gdy jakaś choroba dosięga nasze rodzeństwo, to jesteśmy zbyt młodzi by to zrozumieć i jesteśmy źli, dlaczego wszyscy się skupiają na nich, a nas nawet nie zauważają. To samo się tyczy choroby kogoś z rodziców. Ciężko wytłumaczyć dziecku, że tak już musi być. Tu także można dopisać biedę. Dziecku trudno zrozumieć, dlaczego ich rodzice, tak jak rodzice ich znajomych, pracują cały dzień, a tamci mają w domu wszystko, zwłaszcza najlepsze zabawki, a oni praktycznie nie mają niczego. Musi minąć dużo czasu, by to wszystko zrozumieć, ale często jest już za późno, bo gdy dziecko samo dochodzi do tego, jego psychika zmienia się nieodwracalnie. To samo dotyczy się najgorszego doświadczenia w życiu młodego człowieka, czyli molestowania i gwałtu, zwłaszcza przez najbliższych. Taka osoba nigdy już nie będzie ufała innym i bez pomocy osób trzecich, ciężko będzie jej funkcjonować normalnie w świecie. Takie przeżycia zostawiają w nas wewnętrzne blizny na całe życie.


Środowisko dorastania


Przyjrzymy się jeszcze miejscu wychowania młodej osoby. Ono także ma ważne znaczenie w kształtowaniu jego psychiki. Jeśli brak jakichkolwiek normalnych warunków do zabaw z rówieśnikami, nudzące się dzieci wpadają często na dziwne pomysły. Dla dorosłych na granicy prawa, a często poza nim. Odmowa w ich udziale, to kolejny powód, by zostać odrzuconym przez grupę. To, że jako dziecko nie ukradłaś/eś niczego w sklepie, nie kopnęłaś/eś psa sąsiada, ani nie jadłaś/eś robaków, czy nie  biegałaś/eś po budowie, to powinien być powód do dumy. Wszystko zależy jednak od otoczenia. Później takie nietolerancyjne towarzystwo będzie się pastwiło nad dzieckiem przez dłuższy czas, bo bało się coś zrobić. Wydawać by się mogło, że jeśli miejsce ma takie znaczenie, to jego zmiana może pomóc. Często jednak przynosi to gorszy skutek, niż planowano. Zmiana szkoły, znanych miejsc czy  kolegów, przynosi więcej nieszczęść, niż korzyści. Nowa osoba, w obcym otoczeniu i znów musi wszystkich na nowo poznawać, a może tym razem wymyślą mu jeszcze gorsze przezwisko lub będą poniżać bardziej, niż wcześniej...


alon1Dojrzewanie


Z wieku dzieciństwa przejdźmy do dojrzewania. Tutaj już można odróżnić, kto jest przywódcą w grupie, a kto jest w jej samym ogonie i zawsze siedzi z boku. Gdy nauczyciel zauważa takie zachowanie, często wysyła takie dziecko na testy psychologiczne. W poradniach po odbytych rozmowach oraz testach najczęściej stwierdza się depresję spowodowaną problemami w domu. Dziecko dostaje jakieś leki i wraca do domu. Na następnych testach już wie, co musi mówić i jak odpowiadać, by uznano, że wszystko z nim w porządku, a problemy to tylko burza hormonów nastolatków. I jeśli taki człowiek kiedykolwiek w swoim życiu będzie musiał rozmawiać z psychologiem czy zrobić jakieś testy w pracy, to zawsze będzie wiedział, jak się zachować. I zawsze będzie bardziej przeciętny niż typowy przeciętniak.

W okresie buntu nastolatków i pierwszych miłości, nieśmiali rzadko przebywają gdzieś indziej poza domem czy szkołą. Nie lubią przebywać poza domem z obawy przed drwinami. Dodatkowo, w okresie dorastania pojawiają się inne problemy, które dręczą wielu nastolatków: trądzik, nadwaga i niedowaga, za mały/duży wzrost i najczęściej u młodych dziewczynek - brak piersi, a u chłopców brak zarostu na twarzy. Chociaż już wszyscy uważają się za prawie dorosłych ludzi, to nie potrafią zrozumieć takich prostych rzeczy i poprzez ciągłe komentowanie czyjegoś wyglądu czy wręcz wymyślaniu przezwisk z tego powodu, rzucają młode osoby w otchłań kompleksów.

Takie młode, niestabilne emocjonalnie osoby często popełniają swoje pierwsze próby samobójcze i niestety często udane.


chairDorosłość

Brak akceptacji otoczenia sprawia, że nawet w dorosłym życiu wstydzą się swojego ciała, nie potrafią dostrzec w nim swoich atutów. Nawet jak płeć przeciwna się nimi interesuje i próbuje się z nimi umówić, oni uciekają, pogłębiając swój strach przed kontaktami z ludźmi. Gorzej, gdy sami próbują znaleźć swoją pierwszą dziewczynę czy chłopaka i doznają porażki. Następnej próby boją się podjąć i gdy już wszyscy kogoś mają, oni nadal są samotni. Wtedy unikają wspólnego wyjścia ze znajomymi „na doczepkę" do kina, na basen czy klubu. Nawet ich najlepsze pomysły, dotyczące swatania, są dla nich kolejnym kiepskim doświadczeniem. Wiedzą, że jeszcze tylko upokarzająca studniówka w samotności lub z koleżanką, potem matura i będą mogli zapomnieć o tych wszystkich ludziach, mając nadzieję, że i oni także nie będą o nich za bardzo wspominać.

W dorosłe życie wchodzą już jako osoby całkowicie pozbawione umiejętności  normalnej komunikacji i są skazani na samotność. Często przyczyną jest także nieudany poprzedni związek, często długotrwały. Nieważne, czy miało się wtedy szesnaście lat i trwał on trzy miesiące, czy mamy po dwadzieścia pięć lat i trwa on ponad trzy lata. Każde odtrącenie boli tak samo, chociaż, gdy planuje się wspólną przyszłość, jak ślub, mieszkanie razem, czy dzieci, to oczywiście strata jest większa. Po sparzeniu się dawną miłością, człowiek panicznie unika kontaktu z płcią przeciwną. Nie chce się z nikim wiązać bojąc się, że znów coś nie wyjdzie. Boi się otworzyć przed drugą osobą, więc robi się skryty. Najchętniej umówiłby się z kimś bez zobowiązań, zaspakajając jedynie swoje potrzeby seksualne, ale bez angażowania się uczuciowo. Czasami mu przechodzi, czasem nie. Ciężko później dotrzeć do serca takiej osoby i ciężko namówić ją do czegoś stałego. Choćby robiła to z bólem serca, to i tak zrobi podświadomie wszystko, by zniszczyć każdy związek, nim pojawi się w nim miłość. Często wpada przez to w depresję, która się pogłębia i staje się samotnikiem, uświadamiając sobie, że od zawsze nim był.

 

Antonina Kostrzewa

 

Antonina Kostrzewska w rubryce zawód wpisuje - początkująca pisarka, chociaż tak zupełnie początkująca nie jest, skoro na swoim kącie ma wydaną książkę. Jest również autorką blogu „Samotność w wielkim mięście", na którym dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat samotności, swoimi nadziejami i radością odkrywania nowych możliwości. Samotność towarzyszyła Antoninie od zawsze, jak przeczytałam w jednej z jej biograficznych notek „...samotność zawsze szła z autorką pod rękę", dlatego o samotności pisze, jak o dobrze znanej przyjaciółce. Pomimo to, a może właśnie wbrew, Antonina nie poddała się „czarowi" samotności. Ciągle poszukuje nowych możliwości i  nowych wyzwań, czego dowodem są prezentowane na Plasterku jej felietony.

 

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail