Samopomoc emocjonalna
Samopomoc emocjonalna
Emocje są czymś naturalnym, w co wyposażony został człowiek już od momentu narodzin. Początkowo są to proste reakcje związane bezpośrednio z odczuciami natury organicznej - głodem, sytością, ciepłem, zimnem, wygodną bądź niewygodną pozycją. Z biegiem życia stają się bardziej skomplikowane i różnorodne. Problemy z nimi związane, a raczej dzięki nim przeżywane też są czymś naturalnym i powszechnym. Każdy kto zdolny jest do ich odczuwania zdolny jest też do popadania w kłopoty z tym związane. Nikomu raczej obce nie jest cierpienie związane ze złamanym sercem, radość dodająca skrzydeł, złość rozpalająca do białości. Wszystko to, to odczucia ludzkie i nic w tym złego nie ma. Problem pojawia się wówczas, gdy emocje zaczynają brać nad nami górę, gdy nasze życie zostaje im podporządkowane a one zaczynają pełnić władzę absolutną, despotyczną i nie znoszącą sprzeciwu. Tyranizują nas od zmierzchu do świtu, a nocą przewracając z boku na bok nie dają spokojnie spać, wkradają się w nasze sny i bywa, że doprowadzają do skrajnego rozwiązania tej zależności - samobójstwa.
Każdy z nas jest ekspertem od samego siebie, swojego samopoczucia. To my sami najlepiej wiemy czego nam trzeba, na co mamy ochotę, a na co nie, co potrafimy a czego nie możemy zrobić. Jest dokładnie tak, nawet jeśli na dany moment nie mamy takiego poczucia, ale to temat na inny wywód. Dzięki tej autorefleksji mam doskonałą broń do walki z tyranem emocjonalnym.
Samopomoc emocjonalna nie dość, że jest możliwa, to w dodatku bezpieczna, szybka i co tu kryć nie naraża nas na koszty związane z terapią. Możemy sami sobie doradzać, jest to kompatybilne z innymi terapiami, łatwe do wyuczenia, świetnie nadaje się jako „działalność profilaktyczna".
Autoterapia jest w zgodzie z naszą naturą. Opiera się na naszym wewnętrznym dialogu, który nieustannie ze sobą toczymy. Niektóre ze zdań pojawiających się w tym dialogu na tyle często sami sobie wmawialiśmy, bądź słyszeliśmy od naszych ważnych osób, że nie trzeba ich już nawet powtarzać. Stały się one częścią nas, której już nie zauważamy, ale bywa, że kieruje naszym życiem i uczuciami w dramatycznie zauważalny sposób. Dlatego ważne jest uświadomienie sobie kilku rzeczy, na które teraz zwrócimy uwagę.
Zaczniemy od uświadomienia sobie chyba najważniejszej w tym wszystkim sprawy, że TO MY SAMI GENERUJEMY NASZE MYŚLI. Z kolei one mają wpływ na to jak się czujemy. MYŚLI GENERUJĄ NASZ STAN EMOCJONALNY to druga szalenie ważna rzecz.
Zróbmy mały test - wyobraźmy sobie, że jesteśmy na wakacjach, takich wyśnionych, wymarzonych, spełniających nasze najśmielsze oczekiwania. Nie wiem, czy to jest gdzieś nad morzem, czy powędrowaliście w góry, może jest to jakiś kurort, a może łąka pełna kwiatów. Możemy poszaleć i wymyślać co tylko chcemy i robić na co tylko mamy ochotę. Proponuję pobujać tak w obłokach przez chwilę. ... A teraz wracamy do rzeczywistości i spójrzmy na siebie, jaki mieliśmy nastrój wypoczywając na tych wirtualnych wakacjach? Przyjemnie, prawda? Och, jak przyjemnie, można by tak całymi dniami. Od razu czujemy się szczęśliwsi, nawet jeśli teraz trochę boli, że to tylko wyobraźnia. Ale nie chodziło przecież w tym ćwiczeniu o teleportację, a jedynie o przekonanie się, że nasze myśli wpływają na nasze stany emocjonalne. Jeśli nadal trudno w to uwierzyć, to możemy pójść w drugą stronę i w myślach przywołać najtrudniejszą sytuację z jaką przyszło nam się zmierzyć. Można, tylko po co psuć sobie nastrój, zwłaszcza teraz. Z lepszym humorem więcej możemy się nauczyć. W jednym ćwiczeniu mieliśmy okazję przekonać się o prawdziwości tego co wyżej, że to MY myślimy i że to myśli są katalizatorem naszych emocji.
Myślenie przebiega u nas automatycznie, nie sposób nie myśleć. Procesy poznawcze człowieka obejmują myślenie, spostrzeganie, nasze przekonania, opinie, postawy. Na szczególną uwagę zasługują tu spostrzeżenia nawykowe, czyli najogólniej mówiąc to, na co najczęściej zwracamy uwagę w odniesieniu do świata, otaczających nas ludzi i nas samych. Jak już wiemy, emocje to nie coś co nam się przytrafia, emocje ściśle związane są z naszym myśleniem.
Często mówimy, że coś nas zasmuca, denerwuje, złości, jednak nie jest to prawdą. Sytuacje, zdarzenia, fakty nas nie denerwują, złoszczą, to my sami siebie denerwujemy, zasmucamy itp. poprzez nasze przekonania dotyczące zaistniałych sytuacji.
Procesy przebiegające w naszym mózgu są automatyczne, natychmiastowej ocenie podlegają sytuacje w których się znajdujemy, bądź też, jak wcześniej mieliśmy okazję się przekonać, wystarczy, że wyobrazimy sobie, że się znajdziemy. Ocena ta przebiega na podstawie naszych wcześniejszych doświadczeń. Mózg jest narządem, robi tylko to co do niego należy. By nasze myślenie zachowało swoją poprawność, w sytuacjach tego wymagających, bo oczywiście nie zawsze i nie przez cały czas (!) warto zadać sobie kilka pytań.
Te sytuacje, to chwile w których zaczynamy czuć się gorzej, ogarnia nas znane nam uczucie niepokoju, smutku i inne z gamy tych mniej przyjemnych. Warto pamiętać o tym, że nigdy nie jesteśmy aż tak zaabsorbowani przez nasz stan emocjonalny, by nie móc tego zrobić.
Koleżanka w pracy powiedziała mi, że ponoć szykują się zwolnienia, poczułam jak serce zaczęło mi mocniej bić i pomyślałam sobie, że pewnie lada dzień dostanę wypowiedzenie. Po powrocie do domu nie mogłam się na niczym skupić, przypaliłam obiad, nakrzyczałam na psa. Długo nie mogłam zasnąć, przewracałam się z boku na bok i wyobrażałam sobie jakie to straszne, gdzie ja teraz znajdę pracę, z czego opłacę mieszkanie. Wiadomo, ja mam zawsze pod górkę, nic mi w życiu się nie udaje. Już taka jestem, po prostu pechowiec, zwykły nieudacznik ze mnie!
Znany scenariusz? Jeśli tak, to warto się tutaj zatrzymać i przerobić nasze złe myśli, a raczej uchwyconą na gorącym uczynku złą myśl. Ta która tutaj najbardziej mąci, to przekonanie o sobie, że „jestem nieudacznikiem"
Jakie fakty za tym przemawiają? Czy faktycznie nie mam nic? Nie mam gdzie mieszkać, w co się ubrać, nie potrafię sama o siebie zadbać, wymagam mimo sprawnych rąk i nóg, ciągłej opieki ze strony bliskich i dalszych krewnych, znajomych? Nie ukończyłam szkoły? Fakty raczej nie potwierdzają mojego nieudacznictwa. Sporo przemawia na moją korzyść - skoro ktoś chciałby mnie zwolnić, to okazuje się, że zostałam zatrudniona, czyli mam pracę. Czyli potrafię coś robić.
Czy ta myśl chroni moje życie i zdrowie? Raczej kiepsko - myślenie
o sobie w kategoriach nieudacznictwa, powoduje, że trudniej mi zasnąć, wypocząć, a to dobrej kondycji nie sprzyja.
Czy ta myśl pomaga mi osiągnąć bliższe i dalsze cele? Jeśli założę, że jestem nieudacznikiem, to czy w ogóle mam chęć i mobilizację do podejmowania wyzwań związanych z kroczeniem po drodze ku spełnianiu marzeń?
Czy ta myśl pomaga mi unikać lub rozwiązywać najbardziej niepożądane konflikty? Nieudacznictwo dosięga wszelkich sfer naszego życia, myśląc tak o sobie, to czy właściwie mogę liczyć na satysfakcjonujące relacje z kimkolwiek, łącznie z samym sobą? Żywienie złych przekonań niezależnie od tego, kto jest ich adresatem, czy ja sam, czy ktoś z mego otoczenia, nie sprzyja budowaniu pozytywnie naładowanych kontaktów. Z góry skazuje je na niepowodzenie. Jeśli założę, że osoba z którą mam się rozmówić jest gburem i niedostępnym egoistą to jak poprowadzę tą rozmowę? Od razu zacznę od ataku, bo jak inaczej z kimś takim nawiązać „kontakt".
I wreszcie ostatnie - czy ta myśl pomaga mi czuć się tak, jak chcę się czuć bez używania leków, alkoholu czy innych substancji? Myśląc o sobie nieudacznik jedynie masochista miałby świetne samopoczucie.
Taki rozrachunek z myślami warto zrobić i z każdą z nich z osobna, z każdym przekonaniem, które pojawia się w naszych głowach w związku z różnymi wydarzeniami życiowymi.
Gdy już przez to przebrniemy, warto podsunąć do naszego mózgu coś czym teraz się zajmie, czyli zdrową myśl. A zdrowa to taka, która otrzymuje pozytywne noty związane z wcześniejszymi pytaniami. Jest zgodna z zasadami zdrowego myślenia. Tych zasad jest pięć i oto one:
- Jest oparte na oczywistych faktach.
- Chroni nasze życie i zdrowie.
- Pomaga osiągać bliższe i dalsze cele.
- Pomaga unikać najbardziej niepożądanych konfliktów z innymi lub je rozwiązywać.
- Pomaga nam się czuć tak, jak chcemy się czuć bez nadużywania leków, alkoholu czy innych substancji.
Zdrowe myślenie nie musi spełniać tych wszystkich zasad, wystarczy, że spełnia co najmniej trzy. To co zdrowe dla jednego niekoniecznie musi być zdrowe dla drugiego, dlatego ważne, by te myśli były nasze a nie zaczerpnięte od innych, podsunięte nam pod nos. Jeśli sami w cos nie uwierzymy, jeśli sami o sobie nie będziemy dobrze myśleć, to nie pomoże nam cała wioska uśmiechających się do nas i żywiących na nasz temat dobre zdanie osób! Nie wszystko co zdrowe teraz musi być zdrowe w innym czasie, dlatego zachęcam do wysiłku i modyfikowania swojego myślenia. Niektóre z zasad mogą nie mieć zastosowania w pewnych sytuacjach - trudno na przykład oczekiwać by w problemach natury duchowej opierać się na oczywistych faktach. Myśli które są niezdrowe z natury swej są dogmatyczne, często nielogiczne, mijają się z rzeczywistością.
Obaliłam swoje przekonanie o byciu nieudacznikiem, fakty z życia tego nie potwierdzają. W końcu sporo osiągnęłam. Koleżanka z mojej firmy pewnie tak samo się denerwuje, że zwolnienie może ona otrzymać. Jestem zdolną osobą, potrafię osiągać wyznaczone sobie cele i nawet jeśli to mnie dotyczyłyby cięcia w firmie, postaram się o nową pracę. Jestem doświadczonym pracownikiem, obowiązuje mnie okres wypowiedzenia i czas na szukanie nowej pracy. Należą mi się referencje, które - dzięki mojej pracowitości, zaangażowaniu i przede wszystkim kompetencjom, będą dobre. Teraz jednak nie będę się tym zajmować, bo mam prawo po pracy nie myśleć o pracy i zwyczajnie odpocząć. Zestresowana niczego mądrego nie wymyślę.
Należy rozróżnić zdrowe myślenie od pozytywnego. W myśleniu pozytywnym nie ma nic złego pod warunkiem, że pociąga za sobą jakieś działanie, plan, który realizujemy. Często jednak na pozytywnym utwierdzaniu się w czymś kończymy, a później przychodzi wielkie rozczarowanie. Całymi dniami mocno myśleliśmy i wizualizowaliśmy w samych różowych barwach a tu klapa. Ale czego się spodziewać, jeśli nic nie zrobiliśmy w tym kierunku. Ponoć cały wszechświat nam sprzyja, gdy tylko czegoś mocno pragniemy, to to coś dostajemy. Pod jednym tylko warunkiem, mianowicie, że coś konkretnego w tym kierunku robimy. Najlepiej, jeśli zaczniemy od racjonalnego podejścia do sprawy i pozytywnie o tym pomyślimy.
Aleksandra Semla-Baron
Absolwentka psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego



SilverCube s.c.
Komentarze (3)
Zaloguj się, aby dodać komentarz