Rozdział 1, część 2 Klan Kompletnie Kapitalnych Kojotów - A tata wyjeżdża/odchodzi...
autor: Aneta Boryczko , źródło: Plasterek.pl
Rozdział 1, część 2
Klan Kompletnie Kapitalnych Kojotów - A tata wyjeżdża/odchodzi...
BNBS wzdychał i szeptał. Szeptał i wzdychał. Jego głos brzmiał tak cichutko, jakby bawił się ze mną w chowanego. Chociaż nikomu nie było do śmiechu. Wydawało mi się nawet, że na pyszczku mojego Przyjaciela Kojota coś błyskało w świetle księżyca. Może była to łza, a może jakiś zabłąkany świetlik?
- Wiesz, że kocham moje kojąciątka najbardziej na świecie - zaczął. Nie czekając na moją odpowiedź, bo chyba nie było to wcale pytanie, mówił dalej. - Otóż, obawiam się, że one o tym nie wiedzą - jego mina była smutniejsza niż bałwanek na wiosnę.
Wiedziałam, że dla swoich dzieci BNBS gotowy był oddać wszystko, mógłby nawet zrezygnować z pożywnych Much Pleciuch Okresowych Przelatuch (gdyby, oczywiście, był inny sposób na zdobywanie wieści o kojociątkach i kojociej żonie) i przejść całkowicie na wegetarianizm, chociaż nikt chyba nie widział kojota żywiącego się wyłącznie zieleniną.
- Muchy Pleciuchy Okresowe Przelatuchy latają ostatnio bardzo często. Przyniosły mi smutne wieści - moje rozmyślania przerwał głos BNBS. Przegoniłam niesforne myśli i przywołałam obrazy. Znałam już kojocią rodzinę tak dobrze, że potrafiłam sobie wszystko dokładnie wyobrazić. Słuchanie opowieści mojego przyjaciela było dla mnie jak oglądanie filmu.
* * * * *
- Mama niedobla!!!
- Mamo, nie ma jeszcze obiadu? Miał być o trzeciej, a już piętnaście po. Spieszę się na tańce.
- Mamo, miałaś mi przygotować ubranie na trening!
- Mamo, zrobiłaś mi do szkoły kanapkę z pomidorem! Przecież wiesz, że od pomidora twardnieje mi sierść. No i jak ja teraz wyglądam?!
- Mamo, ucho mnie boli!
- Mamo, na jutro mam przynieść liście, bo będziemy na przyrodzie robić zielnik.
- Mamo, pani powiedziała, że masz przyjść do szkoły. Ja nie wiem zupełnie dlaczego. Ja byłam grzeczna. To wiewiórka rzucała we mnie orzechami. I ja wcale jej nie nadepnęłam na ogon. On tylko wpadł pod moją łapę. Tak jakoś...
- Mamo, ratunku! W łazience jest pająk! Olbrzymi!!! Ratunku! Jej ojej!!! On mnie atakuje!
- Mamo...
Strasznie Kudłata Skrzydlata biegała od jednego kojociątka do drugiego usiłując jednocześnie poskromić małą złośnicę, skończyć gotować obiad, przygotować ubrania na wszystkie możliwe i niemożliwe treningi, znaleźć odżywkę i wyczesać sierść, zakropić lekarstwo do bolącego ucha, zaplanować jutrzejszą wizytę w szkole, jedną ręką złowić pająka - mutanta, a drugą pozbierać liście leżące na werandzie ich kojociego domku. Przez jej głowę przemykały wystraszone myśli, które nieśmiało próbowały ją przekonać, że ogony wiewiórek nie wpadają same pod łapki kojotów, nie atakują ich złośliwe pająki, a bolące uszy nie wyglądają na zdrowe.
Wydawało się, że ma miliony oczu i tysiące rąk. Biegała tak szybko, że jej kudłate włosy za nią nie nadążały. Mimo wszystko wciąż było równie dużo do zrobienia, a głosy kojociątek stawały się coraz głośniejsze i coraz bardziej rozżalone. SKS miała wrażenie, że jej głowa puchnie i puchnie, żołądek zwija się w ogromny supeł, a w gardle rośnie wielki balon, który za chwilę pęknie.
- Dosyć!!! Cisza! - wrzasnęła z całej siły. - Wszyscy do kąta! - I nie odzywać się dopóki nie pozwolę!!! Bo zamorrrrrrduję!
Przestraszone kojoty, kojotki i całkiem małe kojociątka gwałtownie ucichły i popatrzyły na mamę ogromnymi oczami. Wyglądała tak groźnie, że czym prędzej poszukały sobie kątów, w których mogły schować się przed jej spojrzeniem. Niektóre zamilkły ze strachu, inne wyglądały na obrażone, część zaczęła cichutko pochlipywać. Oj, uwierz mi, że płaczące kojociątko to bardzo, ale to bardzo smutny widok. Skrzydlata objęła wzrokiem najpierw cały ten bałagan, a później chlipiaco-milcząco-obrażone dzieci i bezradnie usiadła na kuchennym taborecie. Zupełnie nie wiedziała, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Jej mąż wyjechał kilka miesięcy temu, a ona miała wrażenie, że upłynęło już co najmniej 100 lat, a to naprawdę bardzo, bardzo długo. Spuściła głowę.
- No i co ja mam z wami zrobić? - zapytała zrezygnowanym tonem, gdy podniósł się krzyk, bo Wszędzie go Pełno usiłował po kolei wcisnąć się do każdego kąta, a za Skacząco - Znikającą z trzaskiem zamknęły się drzwi wyjściowe.
- Tu jest ciemno. Ja się boję! - zapiszczała Boję się Ciemności.
- Cicho bądź, bo nie wyjdziemy z kątów do wieczora - ostrzegła ją Sprytniutka Milutka.
- Ja chcę do taty - zachlipała Płacząco - Jęcząca.
- Tata na nas nie krzyczy - powiedział z wyrzutem Milczący - Płaczący.
- Tati, tati, lala - wyskandowała szybciutko Szybciutka Malutka i jeszcze szybciej podreptała do innego kącika. Widocznie ten jej się nie spodobał.
- Nie lubię cię. I much też - wyrzucił z siebie Nie Lubi Much
- Bo ty nas wcale nie kochasz - zaszlochała rozpaczliwie Nikt mnie nie Lubi, na co Prędka Nóżka ze złością kopnął niewinny stojak na gazety.
- Bo ja nic z tego nie rozumiem - poskarżył się Pusto w Głowie. - Dlaczego tata właściwie wyjechał?
- To wszystko przez ciebie! - powiedziała gniewnie Rozzłoszczona Pokłócona do zaskoczonej mamy. - Mogłaś mu nie pozwolić wyjechać - dodała.
- Kobiety nie potrafią sobie same poradzić - zauważył przemądrzałym tonem Ostry Zawodnik. - Nie radzą sobie z tym... no... stresem.
- Ja tam ze wszystkim potrafię sobie poradzić - pewnym siebie tonem orzekła Kojosia Samosia. - Babcia mówi, że wdałam się w tatę.
Tego już było za dużo dla biednej Strasznie Kudłatej Skrzydlatej. Najpierw poczuła, że jest oooogromnie zła na swojego męża. Przesyłała mu przecież listy, mówiła w czasie kojotofonicznych rozmów, jaka jest zmęczona, a on wciąż powtarzał, że wszystko jest w porządku, a ona trochę przesadza. Chwilę później do jej oczu zaczęły cisnąć się łzy, a było ich tak dużo, że - zanim zdążyła zareagować - na świat wytrysnęły dwie ogromne fontanny słonej wody. Kojociątka popatrzyły przestraszone. Ich dzielna mama płakała. Co one teraz zrobią?
* * * * *
Głos BNBS ucichł. Przez chwilę słychać było tylko bzyczenie Pleciuch - wyjątkowo dużo przelatywało ich przez naszą okolicę dzisiejszego wieczora. Mój Przyjaciel Kojot miał smutno opuszczone uszy, a ja zupełnie nie wiedziałam, jak go pocieszyć. Zapadło milczenie.
- Tak - westchnął po chwili. - Trudna sprawa.
- Bardzo trudna - zgodziłam się bez wahania. - I co teraz zamierzasz? - zapytałam go, starając się to zrobić naprawdę delikatnie.
- Cóż. Kiedy dotarły do mnie wieści od żony, w pierwszej chwili chciałem od razu wsiadać w kojotolot i wracać do domu - zawiesił głos.
- I? - zachęciłam go dyskretnie.
- I pomyślałem, że nie jest to jednak dobry pomysł - odpowiedział niepewnie. Zrozumiałam, że oczekuje ode mnie jakiejś rady.
- I chciałbyś wiedzieć, co ja myślę na ten temat? - zachęciłam go.
- Właśnie. Tyle razy udzieliłaś mi dobrych rad. Nikt tak jak ty nie zna się na kojotach.
Zamyśliłam się. BNBS był taki załamany, że nie zauważył nawet oddziału specjalnego Much Pleciuch Okresowych Przelatuch, które o kilka centymetrów minęły jego pyszczek.
- A co ty sam uważasz? - zapytałam Przyjaciela. Z doświadczenia wiem, że odpowiednio zachęcone kojoty same znajdują rozwiązania swoich problemów.
- Długo o tym myślałem - zaczął. - Wydawało mi się, że przed wyjazdem zrobiliśmy z żoną wszystko jak należy. Wytłumaczyliśmy kojociątkom, dlaczego muszę wyjechać, ustaliliśmy kiedy wrócę i jak często będę je odwiedzał. W wakacje cały Klan przyjeżdża do mnie na miesiąc. Rozmawialiśmy też z każdym z dzieci osobno, bo wiesz przecież, że są w różnym wieku. Ostatnio wysłałem im specjalnym kojotolotem listy i zdjęcia. Wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze, a tu takie kłopoty. Skrzydlata stara się jak może, ale przecież wszystko jest na jej głowie. A ja nie mogę nawet skupić się na pracy - zobaczyłam na pyszczku Kojota dziwne błyski. - Ciekawe, czy to znowu świetliki - pomyślałam, ale tak naprawdę wiedziałam, że to słone krople. Odwróciłam dyskretnie głowę. Nie wiem, czy wiesz, ale mężczyźni, nawet jeśli są kojotami, często wstydzą się swoich łez. Nawet przed najbliższymi Przyjaciółmi.
- Muszę tu jeszcze zostać. W Kojocim Kraju nie znajdę teraz pracy. Chcemy ze Skrzydlatą odłożyć pieniądze i otworzyć po moim powrocie kojocie przedszkole, wtedy będziemy mogli być wszyscy razem. Ale zanim odłożymy wystarczającą ilość pieniędzy, wszyscy musimy się postarać.
- Dokładnie - powiedziałam. - Wszyscy musicie się postarać.
- Właśnie to powiedziałem - BNBS popatrzył na mnie zdziwiony.
- Wszyscy - powtórzyłam z naciskiem. - Wszyscy musicie się postarać.
- Nie rozumiem, co masz na myśli - Kojot wyglądał na zagubionego.
- Wszyscy, czyli nie tylko ty i Strasznie Kudłata Skrzydlata, ale również wasze dzieci - wyjaśniłam.
- Dzieci? Ale one są takie małe!!! - zakrzyknął BNBS. W jego głosie słychać było oburzenie.
- Och, mój drogi. Wcale nie takie małe. Niektóre z waszych kojociątek są całkiem duże, a poza tym obowiązki należy rozdzielić tak, aby uwzględnić wiek i możliwości dzieci. Każde z nich może jednak pomagać całemu Klanowi - powiedziałam stanowczo. BNBS rozważał moje słowa, a ja spokojnie czekałam na jego odpowiedź.
- Może - zaczął z wahaniem. - Może masz rację. Jeśli kojociątka przejmą część obowiązków...
- To Skrzydlata będzie miała więcej czasu...- kontynuowałam jego myśl.
- Będzie mniej zmęczona...- dodał mój Przyjaciel.
- A one bardziej zadowolone - dokończyłam.
- A wiesz, że masz rację!? - pyszczek BNBS rozjaśnił pełen nadziei uśmiech.
- Chyba tak - powiedziałam skromnie.
- To teraz muszę opracować plan. Pomożesz mi? - zapytał z nadzieją.
- Z największą ochotą! - zatarłam z radości ręce.
W ten sposób rozpoczęliśmy prace nad Małym Planem Mądrych Zmian. Trwały tak długo, że ostatnie poprawki robiły na nim poranne promienie słońca, ale oboje byliśmy bardzo, bardzo zadowoleni. Plan został następnie przepisany na czysto i wysłany pierwszym kojotolotem do Kojociego Kraju. A wyglądał on mniej więcej (w ogólnych zarysach) tak:
Aneta Boryczko
Aneta Boryczko jest counsellerem/terapeutą Gestalt. Pracuje w konwencji Gestalt, wzbogaconej o elementy terapii integratywnej oraz NLP i - w przypadku dzieci - bajkoterapii. Studiowała filologię polską oraz pedagogikę. Posiada dyplom Specjalisty Counsellingu Gestalt (Centrum Counsellingu Gestalt Adama i Olgi Hallerów w Krakowie oraz Associnazione Italiana di Counselling w Firenze), Mistrza Praktyk NLP (The Socjety of Neuro Linguistic Programming and Transformations Unlimited) oraz praktyka Kinezjologii Edukacyjnej „Brain Gym" (Metody dr Paula Dennisona i Gail Dennison). Skończyła również Studium Literacko-Artystyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Główne obszary jej zainteresowań zawodowych, to: rodzina i relacje wewnątrzrodzinne, samotne rodzicielstwo (problem eurosieroctwa) oraz rozstania i proces żałoby. Pasjonuje ją również proces komunikacji międzyludzkiej.Kiedy nie towarzyszy w dorastaniu swoim córkom i nie pracuje, lubi odpoczywać blisko natury i daleko od cywilizacji, a jeszcze bardziej - pisać.
Osoby chcące skorzystać z pomocy Pani Anety Boryczko zapraszamy do centrum porad

SilverCube s.c.
Komentarze (1)
Zaloguj się, aby dodać komentarz