Rodzina - czy dobrze tylko na zdjęciu???
autor: Aleksandra Semla-Baron , źródło: Plasterek.pl
Rodzina - czy dobrze tylko na zdjęciu???
Ten wspaniały dzień
Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z ………………. I przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe.
Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z ……………… i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe.
Lub
Ja……….. biorę Ciebie ………….. za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Ja……….. biorę Ciebie ……………za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Początek
Zwieńczenie spotkania dwojga ludzi, ich przemyślanej bardziej lub mniej decyzji. Ziszczenia marzeń, pragnień, starań. Finał pięknych bajek, które pamiętamy z dzieciństwa. Każda dobra bajka kończy się stwierdzeniem, że żyli długo i szczęśliwie. Bajka kończy się w tym punkcie, w którym życie dopiero weźmie swój początek.
Spotkanie dwojga zakochanych w sobie ludzi powołuje często na świat nowe życie. Małżeństwo staje się rodziną. Instytucją, która tak bardzo wrosła w krajobraz naszego życia społecznego, że trudno sobie wyobrazić jej brak. Jest najpierwotniejszą jego komórką. W najprymitywniejszych społecznościach funkcjonują rodziny. Nie ma tej podstawy nie ma plemienia, nie ma społeczności, nie ma narodu. Tak jak mówi Virginia Satir – RODZINA to tu powstaje człowiek. Ta znana terapeutka rodzin uważa, że to, jaką jesteśmy rodziną, jakimi uczuciami otoczymy dzieci, takimi ludźmi one się staną.
Często można usłyszeć, jak ktoś mówi, że z rodziną dobrze, ale tylko na zdjęciu. Trudno określić jednak czy stanąć z boku, by móc się w razie, czego wyciąć, czy też na środku, by to nas nie wycięli. Smutne to bardzo słowa. Bo czy po to wstępujemy w związki małżeńskie, po to rodzimy dzieci, pomagamy w wychowaniu wnuków, by coś takiego słyszeć?
Jakie funkcje powinna pełnić rodzina? Do czego tak właściwie jest nam potrzebna? Czy tylko ma utrudnić życie, marnować cenny czas, który moglibyśmy poświęcić na zarabianie pieniędzy, czy cudowne podróże, a tak musimy pędzić na urodziny babci, gnać z drugiego końca świata na uroczystą kolację wigilijną u teściów. Po co nam to wszystko?
Psycholog Abraham Maslow przedstawił hierarchię ludzkich potrzeb w kształcie piramidy. Zapewnienie potrzeb niższego szczebla pozwala na przejście o poziom wyżej i realizowanie kolejnych. Teoria ta jest w nauce dyskutowana, bywa podważana, nie to jednak tutaj najważniejsze. Istotnym wydaje się fakt, że wszystkie potrzeby od najniższych do najwyższych zaspakajane początkowo są w rodzinie, a przynajmniej powinny być. Jakie są to potrzeby?
Potrzeby zaspakajane w rodzinie
Fundament stanowią potrzeby fizjologiczne – zaspokojenie głodu, pragnienia. Kto ma zadbać o pełny brzuszek nowo narodzonego dzieciątka, jak nie rodzice? Zabierają maleństwo do domu, troszczą się o nie, karmią, przewijają, kąpią, usypiają. Dbają o jego bezpieczeństwo, chronią je. Nie pozwalają by ktoś skrzywdził ich dziecko, sprawdzają czy nic mu nie grozi, spędzają z nim czas na zabawach, czytaniu bajeczek. Chodzą dumni na spacerki, mówią „tak to moja Córa”, lub tak, „tak to mój Syneczek.” Dopytują znajomych, do kogo dziecię bardziej podobne, do mamusi, do tatusia? Doszukują się tych samych cech, mówiąc „ciocia Martyna też tak robiła, identyczna minka”, albo „ten upór to ma po babci Kasi, ta to zawsze obstawała przy swoim, jak raz coś sobie umyśliła, to nikt na nią wpływu nie miał”. I wszystkie rodzinne historyjki się zaczynają. Może bywa to czasem nużące, gdy przy każdej nadarzającej się okazji wujek Stefan opowiada anegdoty rodzinne, które zna każdy. Ale właśnie o to chodzi by każdy z rodziny potrafił je opowiedzieć. Dzięki temu niejako zapewnia sobie poczucie przynależności, może się utożsamić z pewną grupą społeczną. Między innymi pozwala mu to na odróżnienie swoich od obcych, tych, którzy zasiadają do wspólnego domowego ogniska i tych, którzy do niego nie należą. Kolejne są potrzeby szacunku i uznania, pozwalające osiągnąć poczucie własnej wartości. Zaczyna się od drobnych rzeczy, od radości z pierwszego samodzielnego kroczku, później wystąpienie w roli Muchomora w przedszkolnym teatrzyku. Nagrody za ładne świadectwa. Duma z młodego maturzysty, gratulacje zdanych egzaminów na studia, magisterium. Ważne, by dziecko czuło, że cokolwiek się stanie ono może się schronić pod opiekuńczymi skrzydłami rodziców. Musi mieć pewność, że tam, nim zostanie osądzone, najpierw będzie wysłuchane. Jeśli tego brakuje w rodzinnym domu, jeśli dziecko jest wyszydzane, wciąż porównywane do innych dzieci, bo „Marcin taki grzeczny i już pewnie dawno śpi” a „Martunia to taka śliczna dziewczynka, nigdy tak się nie wybrudzi przy jedzeniu jak ty”, a później „czy ty zawsze musisz być najgorszy, nie możesz, choć raz się postarać i nie przynosić mi wstydu?”. Jaki dorosły człowiek będzie z takiego małego człowieczka? Przekonanie, że jest bezwartościowym, nic nie wartym, gorszym od innych z całą pewnością nie sprzyja w życiu. Nie mobilizuje do „postarania się by wstydu nie przynosić”.
Najwyżej umieszczone w piramidzie Maslowa są potrzeby samorealizacji, transcendencji. Pewny swej wartości człowiek chętniej eksploruje środowisko, poznaje nowe rejony, zadaje pytania, poszukuje na nie odpowiedzi. Nie boi się kompromitacji, bo wie, że to nie jest porażka, co najwyżej efekt inny od zamierzonego. Jednak musi mieć osadzenie w rodzinie. Wiedzieć, kim jest i skąd pochodzi. Czy jest odważny jak wujek Leon, który w czasie wojny walczył w partyzantce, czy może bardziej ostrożny jak stryjek Stefcio, który najpierw musiał wszystko przeanalizować, przemyśleć i dopiero podejmować decyzję. A może jednak nikogo z rodziny nie przypomina, a w tym swoim indywidualizmie ostatecznie jest chyba jak ciocia Stefania…
Rodzinne mity i opowieści
Przekazy rodzinne, opowieści, mity, pozwalają dzieciom, ale też nastolatkom i nawet dorosłym „przetrwać w świecie”, dają siłę i poczucie zakorzenienia. Są często jak drogowskazy, którymi można się posiłkować na życiowych zakrętach. Są pewnego rodzaju skryptem mówiącym o tym, jak w naszej rodzinie radzić sobie z kryzysem małżeńskim, rozstaniem, śmiercią bliskich, ale też jak radzić sobie w radosnych chwilach – przyjścia na świat dziecka, świętowania, obchodzenia rocznic. Ważne stają się rytuały i tradycje, jakie ma rodzina. Odarta z tego, uboga w swoje obrzędy jest często rodziną słabą, niedającą poczucia bezpieczeństwa, pewności. Jednak zbyt sztywne trzymanie się tego, swego rodzaju schematyzm i skostnienie może spowodować wyalienowanie z szerszego grona społecznego. Strach i podejrzliwość wobec obcych, którzy urastają do rangi zagrażających wrogów chcących na każdym kroku uczynić naszej rodzinie coś złego.
Każdy z nas pochodzi z jakiejś rodziny. Ma przez to swoje przyzwyczajenia, wyobrażenia
o świecie, przekonania na swój temat i na temat innych ludzi. Zawierając związek małżeński łączymy dwie odrębne grupy. Ważne, by z dwóch tradycji powstała nowa wspólna dla małżonków wypracowana na drodze kompromisu, a nie narzucona siłą, wymuszona przez jednego na drugim.
I żyli długo i szczęśliwie…, a jak nie to co?
Rodzina to instytucja, która istnieje po to by dawać, jednak by ona mogła coś dać każdy z jej członków musi w nią zainwestować. Jeśli nie do końca jesteśmy, co do tego przekonani warto przyjrzeć się jak funkcjonujemy w tym systemie. Co dajemy, co otrzymujemy. Czy tylko żądamy i oczekujemy, czy też staramy się wnieść trochę siebie, dołączyć nie tylko fizycznie ale i duchowo. Wysłuchać opowieści dziadka, pomóc cioci przy przeprowadzce. Pokazać dzieciom dom, w którym się wychowaliśmy. Zatrzymać się na chwilę nad starymi
fotografiami i jak to mawia Bert Hellinger „pokłonić się przodkom”. Gdy rodzina staje na życiowym rozdrożu, wpada w zakręt z ogromną siłą i nie wie jak z niego wyjść może skorzystać z pomocy specjalistów – terapeutów rodzinnych. Jak w każdej terapii
i tutaj istnieje szereg szkół terapeutycznych różniących się teoretycznym opisywaniem fenomenu rodziny. Jednak mimo różnych założeń cel jest jeden dla wszystkich – pomóc rodzinie przetrwać trudne chwile i nauczyć ją być ze sobą w sposób pozwalający na zaspokojenie indywidualnych potrzeb jej członków bez wzajemnego krzywdzenia się i życia w poczuciu niesprawiedliwości.
Absolwentka psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Aleksandra Semla-Baron
Literatura
B. Hellinger, Gabriele ten Hovel – „Praca nad rodziną metoda berta Hellingera”
B. Hellinger „Miłość szczęśliwa”
Virginia Satir – „Rodzina tu powstaje człowiek”
Red. Bogdan de Barbaro „Wprowadzenie do systemowego rozumienia rodziny”
Z. Celmer ”Małżeństwo”
R. Skynner, J. Cleese „Żyć w rodzinie i przetrwać”
Artykuły o podobnej tematyce
-
Małżeństwo:krucha więź. W poszukiwaniu partnerstwa i trwałości
Małżeństwo: krucha więź. W poszukiwaniu partnerstwa i trwałości
Autor: August Y. Napier
Małżeństwo nie jest - jak się wydaje - związkiem dwóch osób. Być może na początku wierzymy, że jesteśmy tylko we dwoje, ale wkrótce pojawia się wielu konkurentów domagających się naszej lojalności. Rodzice, siostry, bracia, teściowie... Po czyjej stronie mamy stanąć?
więcej



SilverCube s.c.
Komentarze (1)
Zaloguj się, aby dodać komentarz