Poczucie własnej wartości przyjemniejsze od seksu
autor: Paweł Wójcik , źródło: Plasterek.pl, foro:flickr.com, autor:latinofashionwk
Poczucie własnej wartości przyjemniejsze od seksu
Studenci, objęci badaniami przeprowadzonymi przez B. Bushmana i J. Crocker z Ohio State Univesity wraz z S. Moellerem z Brookhaven National Laboratory, bardziej cenią sobie poczucie własnej wartości od wszelkich innych przyjemności. Naukowcy dzielą się z nami swoim odkryciem na elektronicznych łamach „Journal of Personality". Wygląda na to, że młodzi ludzie zapomnieli o ostrzeżeniach sprzed prawie dwu lat, które opublikowali J.V. Wood i J.W. Lee z University of Waterloo wraz z W.Q.E. Perunovic z University of New Brunswick w czasopiśmie „Psychological Science" - przypomnienie dla czytelników Plasterka poniżej.
Eksperyment składał się z dwu niezależnych testów. Najpierw studenci oceniali w skali od 1 do 5 (czyli od „wcale nie" do „ekstremalnie tak") jak bardzo chcą i jak bardzo lubią przyjemne rzeczy z listy przygotowanej przez naukowców. Na liście znajdowały się m.in. seks, ulubiona potrawa, spotkanie z najlepszym przyjacielem/przyjaciółką, a nawet zapłata. Najlepiej w pisemnym teście punktowało jednak to, co podnosiło poczucie własnej wartości (komplement, dobra ocena itp.). Aby potwierdzić otrzymane wyniki, badacze zaprosili studentów na badanie poziomu inteligencji - przynajmniej tak się uczestnikom wydawało. Po próbie powiedziano każdemu, że może poczekać 10 minut na inny test, który zwykle daje wyższe rezultaty od poprzedniego. Młodzi ludzie, którzy wcześniej najbardziej cenili sobie poczucie własnej wartości, okazywali się najbardziej skorzy, by poświęcić jeszcze więcej czasu na dodatkowe, „pokrzepiające ducha" sprawdziany.
Nie przypadkowo naukowcy odróżnili chęć otrzymania danej wartości od przyjemności tej wartości przypisywanej, nałogi bowiem polegają także na tym, że alkohol, narkotyk czy hazard są uzależnionemu bardziej potrzebne niż lubiane. Na szczęście badani studenci mieli zasadniczo zdrowy stosunek do przyjemności, tzn. bardziej je cenili, niż je pragnęli, ale różnica między „lubieniem" a „chceniem" była najmniejsza właśnie w przypadku poczucia własnej wartości. Innymi słowy, studentom bliżej było do uzależnienia od czynników poprawiających to subiektywne odczucie niż od innych badanych przyjemności.
Być może jest to tylko amerykańskie zjawisko, bo za oceanem już od dawna sporo się o poczuciu wartości własnej mówi. Ale kultura - zwłaszcza amerykańska - nie zna granic, więc zastanowić się warto. Lepiej jednak nie polegać na książkowych zachętach, by dobre o sobie mniemanie na siłę rozbudzać, na przykład przez powtarzanie pozytywnych o sobie stwierdzeń typu „jestem kochany/kochana". Według wspomnianej we wstępie publikacji, podobne metody prowadzą do odwrotnej reakcji u ludzi z niskim poczuciem własnej wartości, a tylko nieznacznie poprawiają nastrój tych, którzy i tak cenią siebie wysoko. Dużo skuteczniejsze okazywało się dla źle o sobie myślących spisanie wszystkich własnych cech tak pozytywnych, jak i negatywnych. Takie pisemne rozładowanie mierzalnie poprawiało nastrój niepewnych siebie uczestników eksperymentu. W świetle tych badań, możliwie najbardziej obiektywna samoocena wydaje się być lepszym lekarstwem na kompleksy niż usilne programowanie pozytywnego o sobie myślenie.
Natomiast zainteresowanie podobnymi do tego artykułami pozytywnie świadczy o czytelnikach, którzy dają tym samym wyraz troski o siebie i swoich bliskich, którym dzięki zdobytej wiedzy mogą skuteczniej pomóc. Wypada mi więc gratulacjami dla czytających te słowa zakończyć niniejszą notatkę.
(źródło: www.sciencedaily.com, 03.07.2009 i 07.01.2011)

SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się, aby dodać komentarz