O odpowiedzialności i planowaniu życia 15 minut do przodu, czyli dzieje pewnej niedoszłej miłości z psem w tle

autor: Agnieszka Suchowierska , źródło: Plasterek.pl, foto:flickr.com, autor:Adan Garcia

brak oceny

odpowiedzialność O odpowiedzialności i planowaniu życia 15 minut do przodu, czyli dzieje pewnej niedoszłej miłości z psem w tle


       Podobno życie pisze najlepsze historie. Oto jedna z nich. Pan, nazwijmy go Zbyszek, człowiek w średnim wieku, któremu wiedzie się w życiu nie najlepiej, opowiedział mi o swoim najnowszym pechu i nieszczęśliwym splocie nieprzychylnych okoliczności.

Pewnego dnia zaczepił na portalu randkowym kobietę, powiedzmy Honoratkę. Korespondencja, poparta zachęcającym zdjęciem popiersia wybranki, szła jak z płatka. Było miło, wabiąco i ciekawie. Należy w tym miejscu wyjaśnić, że pan Zbyszek żyje od wielu lat na zachodniej obczyźnie i pracuje tam, jako czarny pracownik obsługi, zarabiając niewiele, wiele się przy tym frustrując i nic nie odkładając. W wolnych chwilach popija i popala to i owo oraz szuka kobiety. Jest typem młodzieńczym. Mieszka w wynajętym wspólnie z kolegą pokoju.

        Pewnego dnia, podczas wizyty w Polsce, pan Zbyszek ujrzał w schronisku dla zwierząt psa-cudo, którego pokochał od pierwszego wejrzenia. Nie mógł go nie wziąć, chyba by mu serce pękło, bo to wrażliwy na piękno psów człowiek. Więc wziął.

Po wydostaniu psa ze schroniska okazało się, że można go wywieźć za granicę i dostarczyć do pokoju pana Zbyszka dopiero za pół roku. Pan Zbyszek znalazł się więc w nie lada kłopocie. Pies był już zaadoptowany i trzeba było jakoś zaadaptować się do tej sytuacji. Na szczęście z opresji wybawiła go wspomniana już internetowa znajoma, która była tak miła, że zaproponowała tymczasowe przechowanie psa. Ona też była wrażliwa na piękno i krzywdę czworonogów oraz też by jej chyba pękło serce. Poza tym znajomość zapowiadała się, jeśli nie na miłość, to przynajmniej na wielką przyjaźń. Ale raczej na miłość. Pan Zbyszek pojechał więc z psem i nadzieją w sercu do domu sympatycznej Honoratki z internetu. Drzwi otworzyła mu kobieta ze zdjęcia, lecz grubsza niż sobie wyobrażał na podstawie jej popiersia. Pan Zbyszek miał awersję do grubszych niż sobie wyobrażał z popiersia. Sam grubszy nie był i został przez Honoratkę zaakceptowany wraz z psem. Zaakceptowany za bardzo - jak na jego gust i jej wagę. Spędził z Honoratką kilka dni dla dobra psa, heroicznie unikając słów tak i nie, po czym z ulgą wyjechał na obczyznę do swojej pracy w obsłudze i do wynajętego pokoju. Pies został w ojczyźnie z Honoratką, przekonaną, że oto zaczyna się w jej życiu coś ważnego. Odtąd pan Zbyszek opiekował się swoim pupilem drogą korespondencyjną, nadal starannie unikając słów tak i nie, nie chciał bowiem zranić Honoratki ani obarczać się zbyt wielkim ciężarem. Tęsknił za zwierzęciem, za Honoratką zdecydowanie mniej. Tymczasem ona pisała w czułych mailach o psie - Nasz Dzidziuś i wspominała o kolejnym spotkaniu.

        Po pięciu tygodniach pan Zbyszek postanowił odwiedzić psa w Polsce, bo bardzo się za nim stęsknił i pojechał do domu Honoratki, gdzie starannie unikał kontaktu fizycznego z rzeczoną nienarzeczoną, konsumował za to sute posiłki przy kominku oraz pieścił psa w jej ogrodzie. Honoratka doprawdy bardzo się starała. Po kilku dniach uciążliwej gościny w pięknej posiadłości niedoszłej oblubienicy szczęśliwie udało mu się wyzwolić z nienaruszoną cnotą z łap tej wariatki. Ale było naprawdę ciężko.

Minął kolejny nerwowy miesiąc i Honoratka zaczynała się czegoś domyślać. Postanowiła spytać drogą mailową, co się dzieje z ich miłością, dlaczego tak jakby nie rozkwita i o co tu właściwie chodzi. Czyżby tylko o psa? Nie, to niemożliwe! Nikt by czegoś takiego przecież nie wymyślił, to zbyt niedorzeczne. Pan Zbyszek taktownie zasugerował przyjaźń, na co Honoratka mniej taktownie zaproponowała, żeby zabrał psa. Przyjaźń zeszła na plan dalszy.
Pan Zbyszek i jego czworonóg znowu znaleźli się w trudnej sytuacji. Honoratka także znalazła się w położeniu nie do pozazdroszczenia. Przed nią rozpościerał się aż po horyzont wybór równie dramatyczny jak Antygony - trzymać w dalszym ciągu psa, który przypominał jej pewną przykrą historię, czy bestialsko oddać go z powrotem do schroniska.

        Piękna to historia i pełna ludzkiej bezradności. W umyśle pana Zbyszka, ofiary nieszczęśliwego splotu okoliczności i rojeń Honoratki, ani przez moment nie zabłysło żadne pytanie, wątpliwość czy refleksja. Tymczasem pytań można by zadać wiele.

        Czy kupno psa w Polsce było czymś absolutnie koniecznym? Czy pies wie, że jest na półrocznej kwarantannie i co o tym sądzi? Czy ma świadomość, że pan Zbyszek jest jego troskliwym właścicielem? Czy będzie to rozumiał za pół roku, gdy przeniesie się z jej domu do jego pokoju? Jak zniesie rozstanie z Honoratką? Kogo bardziej kocha - Zbyszka, czy Honoratkę? Czy nie można było się jakoś dowiedzieć o sytuacji prawnej czworonoga przed jego adopcją? Czy obiecanie go Honoratce przed ujrzeniem jej krągłości poniżej popiersia było dobrym pomysłem? Czy zostawienie psa Honoratce po ujrzeniu jej krągłości było dobrym pomysłem? Czy było dobrym pomysłem unikanie zranienia Honoratki po to, by trzymała ona psa? Czy Honoratka jest naprawdę jedyną na świecie osobą, która mogła się tym zająć? Czy rzeczywiście jest aż tak zaskakujący fakt, że nie chciała trzymać psa, gdy okazało się, że jej uczucie jest daremne i jednostronne? I wreszcie ostatnie pytanie - czy dało się to wszystko jakoś przewidzieć? No i czym w tym wszystkim zawinił pies?
        Pytań do Honoratki nie sformułuję, choćby przez babską solidarność, ale i jej można by podsunąć to i owo. Choćby zestaw pytań pana Zbyszka. Nie wiem jak ty, czytelniku, ale to jej bardziej współczuję. Ponadto uważam, że w tym tandemie jest ona osobą rozsądniejszą, bo zdobyła się w końcu na logiczną decyzję pozbycia się psa i pana Zbyszka. W moim odczuciu to jedyny, głęboko przemyślany krok w tej opowieści. Co niniejszym podkreślam i doceniam. Mam też wrażenie, że odpokutowała już wystarczająco za swoją pochopną uczynność.

        Pewnie każdemu zdarzyła się jakaś niedorzeczna historia. Jednemu trzy razy, u drugiego takie przygody to norma. Dla jednych życie bywa czasem zaskakujące, dla innych, to zupełny matrix, gąszcz i dżungla. Niekończące się pasmo nakładających się na siebie, spiętrzonych komplikacji. Nawet po czterdziestce. Nawet po dziewięćdziesiątce. Niczego nie można przewidzieć. Każda rzecz może spaść do dołu albo do góry.

Agnieszka Suchowierska


Artykuły o podobnej tematyce

  • Brazylijski lifting pupy

    kobietaZaczynam się starzeć, a to nie jest w naszym świecie (możliwe, że w żadnym) przyjemne. Zaglądamy sobie z koleżankami w szyje albo w okolice oczu, oceniamy z lękiem stan naszych zmarszczek koło ust. Wścibskie z nas baby.
    No więc trzeba coś z tym zrobić. Co? Na przykład pójść do drogerii. No to poszłam. Zapakowałam do torebki kartę kredytową i hajda!

    więcej
  • Dziwny jest ten świat

    Tyłek inaczej

    Pewnego poranka, a może bardziej przedpołudnia, obudziło mnie pukanie do drzwi. Niezbyt przytomna podeszłam i łypnęłam przez judasza. Z drugiej strony stał jakiś obcy, wysoki facet. Na oko po czterdziestce.
    - Tak? - spytałam uprzejmie, uchylając drzwi.
    - Z gazowni, liczniki chcę przeczytać - odpowiedział.
    - W takim razie bardzo proszę - otworzyłam drzwi czytającemu liczniki i zrobiłam zapraszający gest ręką.


    więcej
  • Bezdomny

    Bezdomny

    W ciemnościach betonowego skweru siedział na ławce bezdomny. Tak sobie przynajmniej pomyślałam, bo choć miał czapkę Bigstara, wyglądał jakby nie miał domu. Z drugiej strony mógł mieszkać w walącej się, drewnianej chatce z dziurawym dachem, kopcącym piecem, wielkim bałaganem i flaszkami po denaturacie na lepkim od czarnego brudu kuchennym stole.

    W każdym razie pomyślałam, że jest bezdomny. Miał twarz bezdomnego człowieka...

     


    więcej
  • Małysz był dla mnie autorytetem. Do wczoraj.

    MalyszGdyby życie dało jakąś szansę, pokazałaby tym miernotom jak żyć. Na czym to wszystko powinno polegać. Ona przecież wie co ważne, co należy i co dobre, tylko nikt jej nie chce słuchać. Czarne jest czarne, a białe białe. To nie do wiary, że inni tego nie rozumieją. Nie wiedzą o życiu podstawowych rzeczy. Gromada bałwanów, którzy nie wiadomo dlaczego mają wszystko. Którzy ukradli sobie życiowe powodzenie. Dlaczego oni nie widzą, jacy są mali, śmieszni, ograniczeni i zadufani w sobie?


    więcej
  • Szczęśliwa

    koncertOstatnio byłam szczęśliwa wczoraj. Opowiem, jak to było.

    No więc najpierw wsiadłam do samochodu moich znajomych i pojechaliśmy. Byłam dość zadowolona, bo zorganizował mi się ciekawie wieczór, ale nic nie zapowiadało, że poczuję szczęście.

    Dojechaliśmy, wydostaliśmy się z samochodu, podeszliśmy kawałek i usiedliśmy na trawie. I wtedy zaczął się koncert jazzowy.

    więcej

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail