O jedzeniu, co niweluje stresujący wpływ miasta

autor: Paweł Wójcik , źródło: Plasterek.pl, foto:flickr.com, autor:lazy butterfly

brak oceny

eatO jedzeniu, co niweluje stresujący wpływ miasta

Biologiczne podłoże łakomstwa w stresie odkrył zespół kierowany przez Jeffreya Zigmana z University of Texas, który wyniki swojej pracy publikuje na łamach „Journal of Clinical Investigation". Natomiast Jens Preussner z Douglas Mental Health University Institute na stronach magazynu „Nature" pisze o biologicznym podłożu stresu wywołanego życiem miejskim. Ewolucja z jednej a modernizacja z drugiej strony wyraźnie odciskają swoje piętno na naszym życiu: oba te czynniki wypada nam poznać, by siebie samego lepiej zrozumieć i dzięki temu szczęśliwiej żyć.

Zigman zajął się greliną, enzymem krążącym we krwi, zwanym także „hormonem głodu". Wiadomo było, że poziom greliny wzrasta podczas głodu, a obniża się po posiłku. Gdy sztucznie podnoszony jest poziom greliny, łagodzą się także symptomy depresji i lęku, kosztem jednak zwiększonej konsumpcji pokarmów i wynikającym z tego tyciem. Naukowcy wybrali celowo zestresowane myszy, bo te są dobrym modelem ludzkiego zachowania w stanie chronicznego napięcia. Gdy zwykłym myszom zwiększano ilość greliny we krwi, zaczynały one wybierać pomieszczenie, gdzie wcześniej dostawały tłusty, czyli lubiany pokarm. Gryzonie genetycznie zmodyfikowane, tak by na poziom greliny nie reagowały, rzeczywiście więcej jeść nie chciały nawet po kontakcie z dominującym szczurem - typowy sposób wywoływania napięcia u laboratoryjnych zwierząt. Łagodzące objawy depresji działanie greliny ma ewolucyjny sens, bo głodny pradawny człowiek potrzebował więcej spokoju i wyrachowania, by coś upolować, nie stając się przy tym pokarmem dla innych drapieżników.

Życie w mieście z ewolucji natomiast nie wynika, co widać w statystykach psychiatrycznych: 21% większe ryzyko zaburzeń lękowych u mieszczuchów, 39% większe szanse na zaburzenia afektywne i prawie dwa razy większa częstotliwość występowania schizofrenii to tylko niektóre dane tę prawdę ilustrujące. Biologię za tymi zależnościami stojącą analizował zespół kierowany przez Preussnera. Podczas licznych eksperymentów obserwował on przy pomocy funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego działalność mózgów zdrowych ochotników ze wsi i z miasta pochodzących. U żyjących w mieście aktywniejsze podczas stresu okazywało się ciało migdałowate (reguluje między innymi emocje i nastroje), a u tych, którzy w mieście się wychowali zakręt obręczy w mózgu (odpowiedzialny właśnie za regulację stresu). Każdy więc okres życia w mieście niesie za sobą nieco inne biologiczne konsekwencje, które poznawszy, możemy zacząć sami naprawiać lub chociaż szkody minimalizować.

Stres był nam ewolucyjnie potrzebny, żeby przetrwać w konkurencji ze zwierzętami; czy jest nam potrzebny, żeby dalej ewoluować jest już kwestią otwartą, bo zależną od wybranego kierunku rozwoju. Osobiście wyobrażam sobie przyszłość bez stresu wywołanego przez brak jedzenia czy agresję ze strony innych. Poznawajmy więc biologię i psychologię, byśmy mogli dalej się jako gatunek rozwijać, tym razem także duchowo.


(źródło: www.sciencedaily.com, 02.03.2008, 25.09.2009 i 22.06.2011)

 

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail