Nie dla wszystkich muzyczny dreszczyk z dopaminą

autor: Paweł Wójcik , źródło: Plasterek.pl, foto:flickr.com, autor:mandoka

brak oceny

music1Nie dla wszystkich muzyczny dreszczyk z dopaminą

Im bardziej przeżywamy muzykę, tym więcej produkujemy dopaminy, tzw. hormonu szczęścia, ale nie wszystkim muzyczne wzruszenie tak samo łatwo przychodzi. O mechanizmach rządzących relacjami z Euterpe i Terpsychorą - muzami pieśni lirycznej oraz tańca i poezji chóralnej - piszą na podstawie swoich badań E. Nusbaum i P. Silva z University of North Carolina w czasopiśmie „Social Psychology and Personality Studies" oraz Valorie N. Salimpoor z zespołem z McGill University na łamach „Nature Neuroscience".

Związek między osobowością, a zdolnością głębokiego przeżywania muzyki odkryła wyżej wspomniana dwójka naukowców z North Carolina. Studentów najpierw poprosili o opisanie swoich przeżyć związanych ze słuchaniem muzyki, a w szczególności częstotliwość miewania dreszczyku muzycznego, gęsiej skórki, drżenia i innych fizycznych objawów emocjonalnego zaangażowania w odbieraną kompozycję. Następnie przeprowadzili wśród badanych testy na pięć zasadniczych wymiarów osobowości, czyli stopień ekstrawersji, sumienności, zgodności, nerwicowości oraz otwartości na nowe doświadczenia. Tylko w tym ostatnim przypadku można było zaobserwować wyraźną korelację: im ktoś był bardziej otwarty na nowe doświadczenia, tym bardziej intensywnie przeżywał kontakt z muzyką. I nie chodziło tu bynajmniej o rodzaj muzyki, ale o częstotliwość nie tylko słuchania, ale także aktywnego zaangażowania w tę dziedzinę sztuki, na przykład w grę na jakimś muzycznym instrumencie. W obu tych dziedzinach bardziej otwarci na nowe doświadczenia angażują sie w większym wymiarze i głęboko przeżywają muzyczne święto nawet codziennie. Natomiast osiem procent badanych studentów nigdy nie doświadczyło emocjonalnego dreszczyku w obcowaniu z muzyką. 

Grupa Salimpoora bardziej polegała na technologii niż opisach i testach, a dokładniej na funkcjonalnym magnetycznym rezonansie jądrowym (FMRI) oraz na pozytronowej tomografii emisyjnej (PET). Dzięki temu jako pierwsi zaobserwowali działanie układu nagrody, zwanego także ośrodkiem przyjemności, w mózgu w odpowiedzi na abstrakcyjną nagrodę, jaką jest muzyka (bo o reakcji na jedzenie, narkotyki czy seks już dużo naukowcom wiadomo). Obserwowali oni działanie mózgu od stanu spoczynkowego, poprzez oczekiwanie, aż do szczytowego doświadczenia muzyką wywołanej emocji. Okazało się, że system poznawczo-motoryczny najbardziej zaangażowany jest w okresie poprzedzającym muzyczną ucztę, by następnie oddać inicjatywę tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za emocje. Im większa była intensywność obserwowanej aktywności mózgu, tym wyższą dozę dopaminy produkował organizm już podczas oczekiwania na zapowiedzianą porcję słuchowych łakoci oraz, co za tym idzie, tym wyżej sami uczestnicy eksperymentu oceniali własne odczucie przyjemności.

Naukowcy mają nadzieję, że inne rodzaje abstrakcyjnych przyjemności także da się zsynchronizować z naszą fizjologią, choć sami przyznają, że muzykę badać jest stosunkowo łatwo, w porównaniu na przykład do poczucia euforii ze zrobionego odkrycia - momentu nagłego oświecenia z natury rzeczy nie da się przewidzieć. A dla czytelników pozostaje zachęta, by ulubionej muzyki możliwie najczęściej słuchać: o dopaminowej zależności raczej mowy być nie może, a przyjemności nigdy nie za wiele. Dla mniej na muzykę wrażliwych pozostaje nadzieja, że organizm może się nauczyć reagować na piękno melodii dzięki regularnej praktyce: żaden z opisanych eksperymentów możliwości takiej zmiany nie wyklucza.

 

(źródło: www.sciencedaily.com, 08.12.2010 i 12.01.2011)

 

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail