Kobieta to wielki dar

autor: Aneta Barta, foto:flickr.com, autor:dailyjoe , źródło: Plasterek.pl

brak oceny

MieczyslawS„Ciebie znają i panny i kmiecie

I narody na obu półkulach

Ty uśmiechy rozdajesz łaskawie -

O Mieczysławie

Serc niewieścich złamałeś bez liku

Bo ars longa, a vita to brevis,

Ja z zazdrości tu prawie się dławię-

O Mieczysławie".

Jerzy Michał Czarnecki

 


      Piątek, samo południe. Z wieży Mariackiej na krakowskim rynku rozlega się hejnał. Stado gołębi wzbija się do lotu. Marcowe słońce wygląda za chmur zalewając rynek jaskrawym ciepłym światłem. Z lekkim zdenerwowaniem rozglądam się dookoła.  W ręce ściskam zdjęcie. Zerkam na nie po raz setny i kolejny raz zadaję sobie pytanie; Czy go rozpoznam? Po kilku chwilach moje obawy pryskają jak mydlana bańka. Już z daleka rozpoznaję mężczyznę ze zdjęcia. Zresztą nie jest to wcale trudne. Charakterystyczny czarny kapelusz, długi płaszcz, niedbale przewieszony szal. Podchodzę do niego, wyciągam rękę na powitanie, odpowiada mi mocnym ciepłym uściskiem i z lekka szelmowskim uśmiechem. „Książę Nastroju", mistrz piosenki dekadenckiej. Legenda polskiego kabaretu powojennego, jeden z najciekawszych i oryginalnych artystów polskiej estrady, teatru, filmu i kabaretu. Współzałożyciel słynnej na całym świecie „Piwnicy Pod Baranami". Fundator i Prezydent Fundacji Kultury i Sztuki Europejskiej "Ars Longa". Ojciec chrzestny romansu - Mieczysław Święcicki.


Aneta Barta: Dziękuję, za spotkanie. Cieszę się, że to właśnie z Panem mogę porozmawiać o kobietach. Na początek zamiast standardowej notki biograficznej proszę powiedzieć kilka słów o sobie, coś co przybliży Pana osobę Plasterkowiczom.

Mieczysław Święcicki: Cóż mogę powiedzieć. Jestem artystą ogólnie szanowanym i wysoko ocenianym przez fachowców, a nawet krytykę. W ciągu swej kariery piosenkarskiej kilkanaście razy objechałem świat wzdłuż i szerz. Przyczynił się do tego mój repertuar oraz pozycja, jaką dawała mi Piwnica Pod Baranami. Nie mogę również pominąć mojego talentu, wdzięku, uroku i bezpretensjonalności. Byłem i pewnie nadal jestem ubóstwiany przez kobiety, oraz szanowany przez ich mężów. Byłem bardzo bogaty i szczęśliwy. Byłem zapraszany na zamki, pałace, Belwedery, konsulaty i salony wielkich tego świata. Mogłem mieszkać gdzie chciałem i podróżować czym chciałem. Na moje spotkania autorskie, recitale i koncerty waliły tabunami wielbicielki i wielbiciele pod każdą szerokością geograficzną.


AB: To wszystko było Pana udziałem, po przyjeździe do Krakowa w latach 50, a jak wyglądało Pana życie wcześniej.

MŚ: Jak życie kresowianina. Wypełnione tułaczką i niepewnym jutrem. Jedynie rodzina była wyjątkowa. Jeden dziadek pop, drugi skrzypek, no i przede wszystkim babka Anastazja Pietrowna Księżna Święcicka, śpiewaczka operowa Wielkiego Teatru i Baletu w St. Petersburgu, gdzie występowała z Wertyńskim.


AB: Dorastanie w takiej rodzinie musiało odcisnąć na Panu niezmywalne piętno. Nic dziwnego, że został Pan sławnym wykonawcą romansów.

MŚ: Tak sądzę. Moja rodzina była bardzo rozwinięta muzycznie. W domu były skrzypce, patefon, a matka była bardzo rozśpiewana, Wyrosłem na muzyce. Pamiętam niedzielne popołudnia, kiedy po obiedzie całą rodziną oddawaliśmy się muzykowaniu.  Tak bardzo było to różne od tego co można spotkać w dzisiejszych rodzinach. Każdy zajęty sobą, nie ma czasu na wspólne celebrowanie niedzieli, nawet kurczak na obiad nie pomaga.


MieczyslawAB: Wiem już skąd Pana miłość do muzyki w ogóle. A zamiłowanie do romansów? Czy to romantyczna natura popchnęła Pana w ich kierunku, czy to może dzięki nim stał się Pan romantykiem?

MŚ: Myślę, że obie te rzeczy równocześnie. Chociaż przyznaję, że drzemie we mnie dusza romantyka. Generalnie nie lubię hałasu, staram się koncentrować na życiu zgodnym z naturą. Przemawiają do mnie takie rzeczy jak poezja, łąka usiana kwiatami, cichy zagajnik. Śpiewanie poezji pomaga się wyciszyć, to taki powrót do korzeni. Musimy zdawać sobie sprawę, że nie tylko wielkie filozofie i religie budują kościec ludzki, czasami zupełnie proste, spod serca wyjęte słowa, pozwalają nam sobie przypomnieć o własnym człowieczeństwie.


AB: Czy  romanse może śpiewać każdy artysta?

MŚ: Nie. Na śpiewanie romansów może sobie pozwolić tylko mocny mężczyzna, który daje sobie w życiu radę (również z kobietami), poznał smak życia, dzięki czemu stał się dojrzały. Śpiewając na scenie romanse, nie ja mam płakać, ale sprowokować do tego widownię. Aby to osiągnąć należy mieć silną osobowość i klasę.


AB: Ze swoim repertuarem zwiedził Pan cały świat. Co może Pan powiedzieć o żeńskiej publiczności? Czy jest w niej coś wyjątkowego i czy kobiety na całym świecie,  na śpiewane przez Pana romanse, reagują podobnie?

MŚ: Na moje występy przychodzą babki, matki, córki - całe pokolenia kobiet. Poezja śpiewana bardziej przemawia do kobiet, one głębiej ją przeżywają, są bardziej otwarte, dzięki czemu czują ją mocniej. Ja śpiewam tylko na żywo z instrumentem: gitarą, skrzypcami. Wybieram utwory pod publiczność; śpiewam zawsze dla kogoś. To stwarza odpowiedni nastrój, rodzi bliskość. Kobiety na całym świecie doskonale to wyczuwają, moja muzyka zawsze coś po sobie zostawia.


tulipAB: Skoro mówimy już o kobietach, najważniejsze kobiety w Pana życiu to...

MŚ: Babki, matka i córka to kobiety mi najbliższe, najdroższe. No i oczywiście ta jedyna moja wielka miłość, pierwsza żona, która niestety zmarła. Była piękna, młoda, zauroczona mną. Wprawdzie po dziesięciu latach od jej śmierci ożeniłem się ponownie z bardzo interesującą, mądrą kobietą, ale to już było coś innego.

 


AB: Czyli należy Pan do grona osób, dla których pierwsza miłość to ta jedyna?

MŚ: Odpowiem słowami piosenki

„Sto razy w życiu się kochamy, miłosnych przygód setki mamy,

lecz żadna nie jest już tak wielką, pełną jak ta miłość pierwsza"


AB: Co szczególnie ceni Pan u kobiet?

MŚ: Jestem estetą, cenię piękno więc kobieta musi mi się podobać. Jednak uroda to pojęcie względne. To co mi się podoba nie musi równocześnie podobać się komuś innemu i odwrotnie. Ważniejsza od urody jest chemia. To coś co sprawia, że wiesz, że to ta i żadna inna. Czasem decyduje o tym jeden szczegół, gest, uśmiech.


AB: A czy jest coś, co skreśla kobietę w Pana oczach na wstępie?

MŚ: Nie lubię wrzasków, krzyków. Nie toleruję nachalności i nadopiekuńczości i nie chodzi bynajmniej, o to że przyszywa guziki . Drażni mnie kiedy kobieta ciągle mnie poprawia, próbuje uczyć, to takie zagarnięcie kogoś dla siebie, a w miłości przecież nie o to chodzi.


AB: Czym więc dla Pana jest miłość?

MŚ: Na pewno nie wyraża się ona w słowach "kocham cię". Świat zrobił z nich papierowe określenie. Nie mówiłem każdej kobiecie, że ją kocham, gdyż takie słowa zobowiązują, a kobiety zawsze trzymają za słowo. Kobietę mogę ubóstwiać, pożądać, pójść z nią do kina na film, ale słowa "kocham" mają być wyważone. Miłości trzeba umieć się poddać, ona zniewala zarówno młodego chłopca jak i starszego pana po przejściach. Należy umieć się cieszyć z tego, że doświadczyło się takiego uczucia, bo to jest najważniejsze. Jeżeli pomiędzy dwojgiem ludzi pojawi się uczucie, należy to wykorzystać, drugiej szansy można już nie dostać.


AB: Spotkałam się z opinią, „że z piękną kobietą, mężczyzna chce się pokazywać, a z dobrą i kochającą ożenić", co Pan na to?

MŚ: Myślę, że na taką opinię zapracowały trochę same kobiety. Pięknym kobietom od dzieciństwa się wmawia, że muszą się związać z bogatym i przystojnym. Robi się z nich  takie „konie wyścigowe" idące na sprzedaż. I stąd opinia, że z ładną można się pokazać, bo taka ich rola, do tego są przygotowywane. Spotkałem w swym życiu kobiety, które w swej młodości były śliczne, dobrze urodzone, ich brzydsze koleżanki dawno powychodziły za mąż, a one pozostawały samotne. Pytałem dlaczego? Najczęstsza odpowiedź jaka padała z ich ust to:  bo za bardzo wybierałam.


AB: Mówi się o kobietach „słaba płeć", czy jest coś co jest naszą siłą?

MŚ: No właśnie „słaba płeć" (śmiech) to jest wielka siła kobiet. Określenie „słaba płeć" to wymysł mężczyzn, zdobywców. Opiera się on na przekonaniu, że mężczyzna nie powinien być zbyt delikatny w sprawach romansowych, bo taki przegrywa. Kobietę należy umieć wziąć, od tego zacząć miłosną przygodę, a dopiero później zastanawiać się wspólnie co dalej.


AB: Skoro jesteśmy przy relacjach damsko - męskich, czy jest Pan zwolennikiem poglądu, że kobiety i mężczyźni to dwie różne istoty?

MŚ: Nie. Kobieta zbudowana jest z tego samego materiału co mężczyzna, Stwórca jedynie nadał jej inne role.


AB: Jak więc powinna wyglądać relacja kobieta - mężczyzna?

MŚ: Mężczyzna powinien wyrobić w sobie ogromny szacunek do wszystkich kobiet. Powinien je wszystkie ubóstwiać. Takie traktowanie należy się kobietom, gdyż to one stworzone są dla nas, a nie my dla nich. Kobieta to wielki dar, bez kobiety nie ma życia. Mężczyzna powinien się tego nauczyć w domu, patrząc jak ojciec traktuje swoją żonę, a jego matkę.


AB: Recitale, teatr, telewizja, skąd jeszcze pomysł na założenie fundacji?

MŚ: Założyłem Fundację Kultury i Sztuki „Ars Longa" w 1989 roku. Doszedłem wówczas do wniosku, że nie da się żyć tylko dla siebie. Dużo od losu otrzymałem i mam wobec ludzi jakieś zobowiązanie. Moja fundacja popiera młodych twórców, plastyków, aktorów, muzyków. Organizujemy również imprezy dla dzieci z domów dziecka, pomagamy dzieciom niepełnosprawnym, które nie mają w życiu zbyt wiele radości.


AB: Jak w natłoku tylu obowiązków znajduje Pan czas na odpoczynek?

MŚ: Staram sie zawsze wyważyć, co w danym momencie jest najważniejsze. Poza tym dbam o to, aby robić to, co jest dla mnie dobre. Na przykład od 6 lat uczestniczę co roku w spotkaniach „Koncert dzwonów i gongów". Obywają się one w specjalnym miejscu, gdzie istnieją odpowiednie wibracje i przyciąganie. Takich miejsc jest na świecie 7. Jedno z nich znajduje się w Krakowie na wzgórzu niedaleko Bonarki. Poczynając od kwietnia w każdą niedzielę o 12 odbywa się koncert dzwonków, dzwonów i gongów, który trwa około 1,5 godziny. Ciekawym zjawiskiem jest to, że nawet gdyby dookoła padał deszcz w tym jednym miejscu, podczas koncertu zawsze świeci słońce. Udział w nim to terapia, wszystko co złe zostaje z człowieka wyparte, następuje oczyszczenie. To trochę tak, jak z gotowaniem rosołu według żydowskiego przepisu. Najpierw należy mięso szybko zagotować i odlać wodę, wypłukać mięso i  dopiero wtedy przystąpić do właściwego gotowania, wówczas rosół jest czysty, klarowny, pyszny. Tak samo dzieje się z człowiekiem poddanym wibracjom podczas koncertu, po jego zakończeniu człowiek jest wewnętrznie oczyszczony.

AB: Dziękuję bardzo za rozmowę.


Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail