Gdy jedzenie przestaje być tylko pokarmem
autor: Aneta Barta , źródło: Plasterek.pl
Gdy jedzenie przestaje być tylko pokarmem
Jedzenie jest częścią naszego życia, konieczną i bardzo ważną. Jeżeli spotkanie z przyjaciółmi, to najlepiej przy grillu. Rodzinna uroczystość, koniecznie przy suto zastawionym stole, a romantyczna randka nie może obejść się bez wyszukanej kolacji. W dzisiejszych czasach jedzenie przestało służyć jedynie zaspokajaniu fizycznego głodu. Dla niektórych osób, to doskonały sposób dbania o własne ciało i zdrowie. Z rozmysłem komponują swoje posiłki tak, aby dostarczały organizmowi wszystkich niezbędnych elementów. Inni, wręcz przeciwnie, traktują swój żołądek jak śmietnik.
Jedzenie stało się sposobem na zaspakajanie potrzeb, których inaczej nie można zaspokoić. Pomaga radzić sobie z emocjami, stresem, radością, a nawet nudą. Jedzenie, to również sposób komunikowania się z innymi ludźmi. Psycholodzy uważają, że bardzo często jest ono dla nas metodą na okazywanie miłości, troski i opieki, próby dominacji czy wołaniem o uczucie.
Jedzenie może być przyjemnością. Pomaga w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów. Wspólna celebracja posiłków zacieśnia rodzinne więzy. I nie ma w tym nic złego. To nasza pierwotna potrzeba. Problem rodzi się, kiedy w obliczu stresującej sytuacji, samotności czy konieczności podjęcia trudnej decyzji, sięgamy do lodówki. Wówczas jedzenie przejmuje nad nami kontrolę. Staje się substytutem wszystkiego, czego nam brakuje. Przestajemy jeść, aby żyć, a ZACZYNAMY ŻYĆ, ABY JEŚĆ.
O roli jedzenia w naszym życiu, zajadaniu problemów i traktowania go jako substytutu niezaspokojonych potrzeb rozmawiałam z psychoterapeutką nurtu Gestalt Panią Renatą Procak.
Aneta Barta: Dlaczego jedzenie jest takie ważne w naszym życiu?
Renata Procak: Jedzenie, to pierwsza rzecz jaką przyjmujemy od świata po naszych narodzinach. W tym pierwszym okresie naszego życia, zazwyczaj zaspokaja ją nasza mama. Wówczas wraz z jedzeniem zostają zaspakajane również inne nasze potrzeby. Karmiąc swoje dziecko, mama nie tylko dostarcza mu pokarmu, ale równocześnie zaspakaja potrzebę bliskości, ciepła, miłości i akceptacji. We wczesnym dzieciństwie obie te rzeczy korelują ze sobą. Stąd bardzo często, w późniejszym życiu, naszą pierwszą reakcją, na sytuację, z którą nie umiemy sobie poradzić, jest reakcja związana z jedzeniem. Bardzo dobrze widać to w odniesieniu do naszej reakcji na stres. Niektórzy nie mogą wówczas dosłownie nic przełknąć, a inni jedzą, nie wiedząc nawet kiedy to czynią. Zaburzenie naturalnego toru jedzenia, związane ze stresem, jest naturalną reakcją nawet u ludzi, którzy nie mają problemów z jedzeniem.
AB: Kiedy jedzenie, a właściwie sposób w jaki to robimy zaczyna być problemem?
RP: Jedzenie bardzo ściśle jest powiązane z naszym funkcjonowaniem w świecie. Problem rodzi się, gdy zaczynamy jeść, nie wtedy, kiedy jesteśmy głodni, ale wtedy, kiedy czegoś potrzebujemy. Powinniśmy zawsze starać się zachować równowagę pomiędzy nasyceniem naszego głodu, a przyjemnością, którą odczuwamy w wyniku jedzenia. Przyjemnością, zarówno tą wynikającą z samego konsumowania pokarmów, a więc jego smaku, konsystencji, zapachu, jak i przyjemnością, płynącą z niwelowania za pomocą jedzenia naszego psychicznego dyskomfortu.
AB: Skąd bierze się u nas taka trudność w odczytywaniu sygnałów płynących z naszego ciała, dotyczących głodu ?
RP: Na przełomie pierwszego i drugiego roku życia, kiedy dziecko zaczyna poznawać świat, raczkuje, chodzi, eksploruje wszystko dookoła, zaczyna również odkrywać pokarmy. Nie w znaczeniu zaspakajania podstawowej potrzeby, ale w znaczeniu poznawania smaków.
AB: Zaczyna dostrzegać w jedzeniu przyjemność.
RP: Tak, ale nie tylko. Dziecko zaczyna rozróżniać smaki, które lubi, a które nie. Jedzenie zaczyna sprawiać mu przyjemność. I tu wkraczają rodzice. Dla nich nie jest najważniejsze to, aby podawać dziecku pokarmy, które lubi, ale te, które w ich mniemaniu najbardziej mu posłużą. Spotykają się dwie strony, dziecko - rodzic, przy czym obie mają inny cel odnośnie jedzenia. Dziecko pragnie poznawać i smakować, rodzicom zależy, aby było nakarmione i zdrowe. Kłopoty zaczynają się, kiedy dziecko zaczyna odmawiać w tej kwestii współpracy. Rodzice podejmują się wówczas różnych chwytów, aby jednak ich pociecha zjadła i to koniecznie to, co oni chcą. Dziecko bardzo szybko zaczyna się orientować, że jedzenie to rzecz, na której rodzicom bardzo zależy. Podejmuje manipulację, wzmagają się jego protesty, odmawia jedzenia pokarmów, które jeszcze do niedawna jadło z apetytem. A rodzice? Podwajają swoje wysiłki. Zrobią prawie wszystko, aby tylko wepchnąć kolejną porcję do buzi dziecka.
Dochodzi do bardzo niekorzystnej sytuacji, jaką jest karmienie dziecka bez kontaktu, np. w trakcie oglądania bajki, kiedy dziecko nie ma świadomości, że jest karmione. Odwracając uwagę dziecka od spożywanego posiłku, traci ono kontakt z tym co połyka. Jedzenie niejako zostaje mu wprowadzone do organizmu, bez jego udziału, przez co zostaje zaburzone odczuwanie nasycenia i głodu. To proces nabyty, gdyż dzieci pierwotnie, gdy są głodne płaczą, a więc doskonale kontrolują tę sferę swoich potrzeb.
AB: To wyjaśnia, dlaczego tak wielu z nas nie potrafi prawidłowo kontrolować uczucia głodu i nasycenia, ale dlaczego szukamy w jedzeniu pocieszenia?
RP: Jeżeli na poziomie małego dziecka przeżywamy sytuacje przyjemne i nieprzyjemne i jesteśmy uspakajani w określony sposób, takiego samego pocieszenia będziemy szukać jako osoby dorosłe. Jeśli małe dziecko płacze i matka przychodzi, dając mu nasycenie i ukojenie, to uczy tym samym, że są to rzeczy, które zawsze występują razem. Później w sytuacji, kiedy jest nam bardzo źle, automatycznie szukamy pocieszenia w jedzeniu, upatrując w nim tego ukojenia, które otrzymywaliśmy w dzieciństwie. Bywa również, że kiedy znajdujemy się w sytuacji trudnej, stawienie jej czoła jest dla nas zbyt obciążające. Wówczas, na zasadzie mechanizmu obronnego, zaczynamy zajmować się czymś innym, w tym przypadku jedzeniem. Działa to trochę na zasadzie odwracania uwagi. Sięgnięcie po jedzenie jest najłatwiejsze, gdyż jest to dla nas mechanizm najbardziej pierwotny.
AB: A więc tego mechanizmu uczymy się w najwcześniejszych latach naszego życia w rodzinie?
RP: Tak. Kiedy w okresie dzieciństwa przeżywamy nieprzyjemne emocje, bardzo często doświadczamy ze strony rodziców równoczesnej przyjemności nasycenia głodu i emocji. Stąd w późniejszym okresie nasze podejście, że kiedy mamy problem, to zjedzenie czegoś skutecznie poprawi nam samopoczucie. Jedzenie może działać także autodestrukcyjnie na nasz organizm. Szukamy wówczas w nim zamiennika. Jeżeli, np. jesteśmy przejedzeni i odczuwamy z tego powodu dolegliwości, odwraca to naszą uwagę od rzeczywistych problemów. Łatwiej jest nam skupić się na ciężkości w brzuchu, niż ciężkości wynikającej z wagi naszego problemu.
AB: Zahaczyłyśmy tutaj o kwestię zajadania problemów. Z Pani słów wynika, że można spojrzeć na nie na dwa sposoby. Po pierwsze, jemy, aby się pocieszyć, czego nauczono nas w dzieciństwie, po drugie, zajmując się dyskomfortem związanym z przejedzeniem, nie musimy stawiać czoła temu, co rozgrywa się w naszej duszy.
RP: Jest to mechanizm oddzielenia od bólu, który czujemy w środku i zamienienie go na fizyczne objawy. Pełni to funkcje oddzielania nas od tego, czego nie chcemy. W środku pozostajemy sobą, natomiast nasze ciało i wszystkie związane z nim procesy dają nam przyzwolenie na nie kontaktowanie się z tym, co mamy w środku.
AB: Tworzymy taki ochronny pancerz. Kiedy jest nam źle, sięgamy po jedzenie, czujemy chwilową ulgę. Jednak nadmierne objadanie się prowadzi do otyłości, a przecież nikt świadomie nie dąży do osiągnięcia wagi 100 kilogramów.
RP: Naturalną konsekwencją zajadania problemów jest nadmierna tusza. Wówczas ona również zaczyna pełnić rolę ochronną. Wyjaśnię to na przykładzie młodej dziewczyny, która serwuje sobie wymówkę, że nie może iść na randkę bo jest za gruba i nikt w związku z tym się z nią nie umówi. W tym wypadku tusza bywa elementem zastępczym, chroniącym przed prawdziwym wejrzeniem w siebie. Dziewczyna ta prawdopodobnie odczuwa lęk przed spotkaniem z mężczyzną i wszystkim co się z tym wiąże, a więc obrazem samej siebie, swoją atrakcyjnością i oceną siebie jako kobiety. Strach przed konfrontacją z tymi odczuciami jest tak duży, że łatwiej jest jej być grubaską. Wówczas nie będzie musiała się z tym zmierzyć, bo i tak nikt się z nią nie umówi.
AB: Sądzę, że nadmierna tusza, może być wymówką w każdej innej sytuacji np. nie szukam pracy, bo takiego grubasa i tak nikt nie przyjmie lub gdybym tylko była chuda, to na pewno by mi się udało. Co w takim razie pojawia się jako pierwsze? Czy najpierw się boimy i dlatego tworzymy sobie pancerz w postaci nadmiernej ilości kilogramów, czy boimy się, bo ten pancerz już istnieje?
RP: Myślę, że najpierw jest lęk np. przed podjęciem działania, a tusza jest jego wtórnym elementem. Spotkanie z własnym lękiem jest bardzo trudne. Nie dość, że wymaga jakiegoś podjęcia decyzji, to jeszcze za tę decyzję należy wziąć odpowiedzialność. Jest to o wiele trudniejsze, niż powiedzenie sobie jestem gruby/a, więc nic nie robię, bo i tak nie mam szans. Należy jeszcze, w tym miejscu, zwrócić uwagę na udział naszej świadomości. Inaczej wygląda sytuacja, jeżeli mamy świadomość, że czegoś nie chcemy robić, bo jest to dla nas za trudne, a inaczej, gdy sami przed sobą udajemy, że to świat jest nie w porządku, a my mamy tylko problemy z niechcianymi kilogramami.
AB: Czy istnieje jakiś psychologiczny obraz osoby szczególnie podatnej na kompulsywne jedzenie?
RP: Raczej nie można takiego obrazu naszkicować. Nakłada się na to bardzo wiele czynników. Jednym z nich może być dostępność jedzenia w przeszłości danej osoby. Osoby niedokarmione, których potrzeby żywieniowe nie zostały w pełni zaspokojone, mogą w późniejszym okresie mieć zaburzony tor przyjmowania pokarmów. Z drugiej strony, z problemem tym mogą także borykać się osoby, które były przekarmiane. Psychologicznie można powiedzieć, że ich oczekiwania co do jedzenia zostały zaspokojone nadmiernie. Dzieje się tak w przypadku dzieci, które jedzą, aby sprawić przyjemność rodzicom. Taka mama bardziej jest zainteresowana nakarmieniem, niż samym dzieckiem. Maluch szybko się uczy, że aby zdobyć zainteresowanie, wystarczy stale ruszać buzią.
AB: Czyli jedzenie może być substytutem miłości?
RP: Tak. Otrzymywanie pokarmów przez dziecko związane jest z miłością i tworzeniem więzi. Zresztą jest to uwarunkowane kulturowo. Spotkanie przy stole z rodziną wpisane jest w naszą tradycję. Również wchodząc w nowy związek z osobą spoza rodziny, często zaczynamy budować nasze relacje od jedzenia. W takim przypadku okazuje się, że jedzenie ma wiele wspólnego nie tylko z uczuciem, ale i z seksem. Romantyczna kolacja, od której zaczynamy, jest bardzo często wstępem i równocześnie zaproszeniem do dalszego ciągu. Zresztą w naszym języku funkcjonuje wiele powiedzonek związanych z miłością i jedzeniem np. tak Cię kocham, że mógłbym Cię zjeść, albo przez żołądek do serca.
AB: A wracając do jedzenia jako substytutu miłości...
RP: Dzieje się tak, gdy zamieniamy jakieś swoje potrzeby emocjonalne, związane z relacjami z innymi ludźmi, na inne. Gdy nie jesteśmy w stanie zaspokoić tych potrzeb, to szukamy pocieszenia w jedzeniu. Pokarm staje się dla nas substytutem tego, czego nie dostajemy w relacjach z drugą osobą.
AB: Łatwiej pójść do sklepu i kupić sobie ciastko, niż powalczyć o nawiązanie bliskich relacji.
RP: Oczywiście, ale działa to nie tylko na zasadzie jedzenie za coś. Bywa, że niekiedy podczas rodzinnego spotkania przy stole, rodzi się pytanie, na ile w tym przypadku, jedzenie służy do tego, aby się jednak nie spotkać? Jeżeli jesteśmy zajęci jedzeniem, to nie musimy rozmawiać o sobie, swoich kłopotach. Koncentrujemy się na spotkaniu, ale nie na byciu razem w znaczeniu kontaktu, bliskości, relacji. Wówczas wspólne posiłek jest ucieczką. Możemy zajadać się ciastkiem, aby uciec od poczucia samotności, ale równie dobrze możemy jeść obiad z rodziną i czuć się samotnie.
AB: Rodzinne posiłki, w naszej kulturze, to prawie świętość. Dlaczego więc nie umiemy się nimi cieszyć?
RP: Wiąże się to z tym, co już mówiłam, mianowicie powiązaniem jedzenia z miłością. Mówi się, że dobra matka to ta, która wykarmi. Jedzenie pełni więc funkcję okazywania miłości. Nawet kiedy jesteśmy już dorośli, odwiedzając rodzinny dom, pierwsze pytanie jakie słyszymy, to czy jesteś głodny/a? To taka forma zaopiekowanie się, okazanie miłości przez jedzenie.
AB: Doskonale to widać, kiedy mama odbiera dziecko z przedszkola i jej pierwsze pytanie brzmi czy wszystko zjadło?
RP: W tym wypadku to nie tylko okazanie uczucia, ale również pewna forma kontroli nad dzieckiem, przejawiająca się w postaci nadzoru nad tym co jadło, ile i kiedy. Ważniejsze staje się żeby zjadło wszystko, bo tego oczekujemy, niż to, czy sprawiło mu to przyjemność.
AB: Jedzenie może zatem stanowić funkcję kontrolną. Jakie inne role może ono jeszcze pełnić?
RP: Bardzo różne. W każdej rodzinie jedzenie może pełnić odmienne role, łącząc lub dzieląc członków rodziny. Mnogość tych połączeń w kontaktach między ludźmi jest bardzo duża. Towarzyszy nam przecież we wszystkich ważnych dla nas chwilach; komunii, ślubie, pogrzebie.
Przychodzi mi tu do głowy scena z mojego ulubionego filmu „Dzień Świra", w której główny bohater przychodzi do matki z zamiarem wyżalenia się, na temat okropności które go spotkały. Kiedy zaczyna o tym mówić, matka stawia przed nim talerz ze słowami jedz zupę. On próbuje mówić dalej, jednak ona powtarza jedz zupę. Kobieta ta nie była w stanie unieść tego, że jej syn w jakiś sposób jest nieszczęśliwy. Pojawiło się u niej myślenie, jak mu dam zupę to zajmie się jedzeniem i przestanie mówić. Wówczas nie będę musiała zmierzyć się z emocjami, które pojawiają się u mnie w związku z tym, że moje dziecko jest nieszczęśliwe.
Ważne jest, abyśmy umieli zadać sobie pytanie; Jakie funkcje pełni jedzenie w naszej rodzinie?
AB: Jak Pani powiedziała, jedzenie w naszym życiu wiąże się ze wszystkim -miłością bezpieczeństwem, akceptacją, a nawet seksem. Jak to się więc ma do współczesnego kanonu piękna i obrazu osoby sukcesu? Na ogół taka osoba jest szczupła, wysportowana i nie waży więcej niż 50 kilogramów. Ale aby osiągnąć taki stan, należy nie jeść.
RP: Związane jest to z tym, że osoba szczupła symbolizuje kogoś, kto doskonale radzi sobie z problemami, a w związku z tym, nie musi ich zajadać, aby sobie zrekompensować jedzeniem niezaspokojone potrzeby. Taka osoba jest odbierana jako przedsiębiorcza, energiczna, umiejąca podejmować decyzje, nie mająca problemów w kontaktach z ludźmi. W moim przekonaniu, to zjawisko bycia szczupłą za wszelką cenę związane jest z kultem młodości. Spójrzmy na obraz kobiecego brzucha. We wszystkich reklamach jest pokazany jako super płaski, co fizjologicznie jest niemożliwe w przypadku dojrzałej kobiety. U dziecka owszem, ale u dorosłej osoby brzuch jest lekko wypukły. Takie społeczne oczekiwania wobec wyglądu powodują, iż to głównie kobiety mają problem z odżywianiem. To one najczęściej odchudzają się dla wizerunku. Mężczyźni robią to głównie z przyczyn zdrowotnych, kiedy nadmierna tusza stanowi zagrożenie chorobą.
AB: Takie podejście promuje typ kobiety, która rano ćwiczy, w pracy zjada zdrową sałatkę, później idzie na basen, a ostatni posiłek spożywa koniecznie przed 18. Czy to już nie przesada i popadanie w drugą skrajność?
RP: Z psychologicznego punktu widzenia, to czy będziemy się nadmiernie objadać, czy ćwiczyć do upadłego, to ten sam wybór. Ani w pierwszym, ani w drugim wypadku nie docieramy do istoty problemu. Z naszej strony jest to ucieczka od czegoś. Jeżeli nie radzimy sobie z akceptacją swojej osoby, przeżywamy siebie jako osobę nieatrakcyjną, o niskim poczuciu własnej wartości, możemy pójść dwiema drogami. Pierwsza, to ucieczka w jedzenie i mówienie sobie, że i tak nie ma sensu się starać, przynajmniej tyle mojego, co zjem. Druga opcja, to skoro nie akceptuję siebie, to zrobię wszystko, żeby akceptowali mnie inni. Dwie różne drogi, ale obie są rezultatem niezaspokojenia tego samego obszaru. Braku akceptacji samego siebie, nawet jeżeli tę akceptację uzyskamy w oczach innych.
AB: Zajadanie problemów, ucieczka w jedzenie - czy jest to kłamstwo wobec samego siebie?
RP: W jakiś sposób tak. Okłamujemy samych siebie, że zjadając ciastko poczujemy się lepiej. Jednak nasz stosunek do jedzenia związany jest z nieświadomą sferą naszego życia. Dlatego oszukujemy się nieświadomie, bo nie mamy dostępu do wszystkich informacji dotyczących tego co jemy, jak jemy i z jakiego powodu.
AB: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Artykuły o podobnej tematyce
-
Ciało duchem zniewolone
więcejAnoreksja i bulimia - dwa zaburzenia odżywiania występujące stosunkowo często, wspierane przez wymogi dzisiejszej kultury i lansowane przez media. W artykule "Ciało duchem zniewolone" autorka opowiada o mechanizmie rodzenia się problemów z odżywianiem, cechach charakterystycznych dla obrazu anoreksji i bulimii oraz omawia problemy psychiczne i zdrowotne towarzyszące obydwu chorobom.

SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się, aby dodać komentarz