aleja
Dostęp do tej części portalu wymaga zalogowania

Co zrobić z tą przeszłością...

autor: Joanna Boj , źródło: www.pozaschematy.pl

pogodzeniePod moim poprzednim tekstem na temat bezwarunkowej radości  (z tekstem tym można się zapoznać na www.pozaschematy.pl ) padło pytanie o to, w jaki sposób czerpać radość ze swojej przeszłości. Moja pierwsza odruchowa odpowiedź brzmiała - ale po co? Jeśli możesz znaleźć radość tu i teraz, to korzystaj z tego. Jednak po pewnej refleksji dotarło do mnie, że wiele osób czuje się przytłoczonych swoją pełną błędów przeszłością, nawet jeśli są już w zupełnie innym, lepszym miejscu.

 

To z kolei przypomniało mi ideę, na którą pierwszy raz trafiłam u N. D. Walsch'a, że życie to jest proces tworzenia siebie - raczej niż odkrywania tego, kim jestem. Tak więc ważne jest, by poszukiwać tego, kim chcę być i jakim chcę siebie stworzyć. Przydatna okazuje się w tym przypadku również świadomość tego, kim nie chcę być.

I to jest dla mnie jeden z pomysłów na to, jak traktować swoją przeszłość. Część ludzi chciałaby o niej po prostu zapomnieć, mówią - jaki głupi byłem, że zrobiłem tak, a nie inaczej, dziś bym już wiedział lepiej. Ale czy wiedziałbyś to, co wiesz teraz, bez doświadczenia tego, czego doświadczyłeś kiedyś? Czy nie jest tak, że ciemne etapy życia były po prostu kolejnymi etapami i fantastycznie, jeśli teraz jest jaśniej, ale po to, żeby się nauczyć, trzeba popełniać błędy? Dzięki tym błędom, dzięki tym trudnym, głupim, czy niechlubnym momentom doświadczyliśmy siebie takim, jakim nie chcę być. A stąd już niedaleko (a przynajmniej bliżej) do określenia kim chcę się stawać.


lesrning

To jeden ze sposobów innego spojrzenia na swoją przeszłość. Inny, ważny dla mnie, aspekt oddaje metafora dziecka, które uczy się chodzić. Gdy stawia ono pierwsze kroki i przewraca się, nikt go nie strofuje, a wręcz przeciwnie, wszyscy cieszą się zachodzącym procesem, wiedząc, że upadki są nieodzownym elementem nauki. Gdy dziecko upada, otoczenie pomaga mu wstać i zachęca do dalszych prób. Podobnie nie mamy pretensji do siebie, że mając rok nie potrafiliśmy czytać, albo że mając 15 lat daliśmy sobie złamać serce. Dlaczego więc nie ucieszyć się ze swoich doświadczeń i z tego, że teraz wiemy i umiemy więcej niż kiedyś?

Często trudno jest pogodzić się ze "straconymi latami"; poczucie żalu jest jak najbardziej usprawiedliwione. Jednak czyż zadręczanie się błędami przeszłości nie jest dalszym traceniem czasu? Skoro przeszłość jest tylko jakimś obrazem w naszej głowie, a życie dzieje się tu i teraz i jak to mówią Kahuni, teraz jest moment mocy... Teraz mamy wpływ na to, co jest i to, co będzie. Możemy też wpłynąć na postrzeganie swojej przeszłości, jeśli to i tak tylko obraz, który nie jest rzeczywistością, a pewnego rodzaju zapisem naszej percepcji, przefiltrowanym przez przekonania, schematy, stan emocjonalny, itd. to równie dobrze można ten zapis modyfikować. Ale to tylko jakaś sztuczka, z której można skorzystać.

 

Najważniejsze, to docenić swoją przeszłość i doświadczenia w niej zawarte. Gdyby nie one, bylibyśmy kim innym, gdzie indziej. Jeśli zaś nasuwa się pytanie, czy może nie byłby to ktoś lepszy i lepsze miejsce, to znaczy, że problemem tak naprawdę jest zaakceptowanie siebie i życia w chwili obecnej. A to już trochę inna bajka...

p.s. Skupiłam się tutaj na takiej przeszłości, która wzbudza pretensje do samego siebie, a świadomie pominęłam temat akceptacji przeszłości, w której ktoś był ofiarą jakiegoś traumatycznego zdarzenia (np. będąc dzieckiem). To o wiele bardziej delikatne i skomplikowane sytuacje, w których bezrefleksyjne zastosowanie podejścia "pogódź się i zobacz czego Cię to nauczyło" może wyrządzić więcej szkody, niż pożytku. O tym może innym razem.

Joanna Boj

psycholog i terapeutka,

prowadzi gabinet (terapia.pozaschematy.pl) w Gdańsku,

autorka strony www.pozaschematy.pl.

 

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

  • wiesia wiacek wiesia wiacek napisał(a)
    13.04.2010, 20:50
    Dzień Dobry!.
    Czytam w Twoim artykule " najwazniejsze , to docenić swoją przeszłość i doświadczenie w niej zawarte" i...mam rózne przemyslenia.
    Właśnie dzisiaj, moja 75-cio letnia matka, ktora urodziała i wychowała 13-ro dzieci, powiedziała do mnie" Czuję się jak taki robak, ktorego wgniata się
    w ziemie, bo nie wiem dlaczego nie rozumię moich dzieci, nie romumiem tego
    jak zyją, co myślą, jak postępują ....nie rozumię zmian jakie w nich zaszły"
    i...zrobiło mi sie zwyczajnie żal mojej matki.
    Wiesia

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail

aleja