A tata wyjeżdża/odchodzi - jak sobie z tym poradzić

autor: Aneta Boryczko , źródło: Plasterek.pl

brak oceny

stereotypyA tata wyjeżdża/odchodzi - jak sobie z tym poradzić


I.                    Kontrola i relaks

Droga Samotna Kobieto, jak widzisz BNBS i jego żona SKS najpierw starali się przygotować swoją rodzinę jak najlepiej do Innokrajowego wyjazdu, a później - złagodzić jego efekty, ale nie udało im się uniknąć błędów. No i nie ominęły ich problemy. Strasznie Kudłata Skrzydlata zdecydowanie uległa panice i próbowała kontrolować zbyt wiele czynników naraz. W efekcie nie przestawała być zmęczona, nie potrafiła być wsparciem dla swoich dzieci, a na dodatek nie mogła porozumieć się ze swoim kojocim mężem. Wydawał się być taki nieczuły i niewrażliwy. Wiele z nas powiedziałoby: Jak to facet! Cóż, uwierzcie, ta opinia to tylko stereotyp - takie niewygodne ubranko, przyciasnawy garniturek, albo zbyt małe bikini, w które obie płci często usiłują się nawzajem wciskać. A uwięzienie w stereotypie jest początkiem końca związku.


Uwaga! Oto pierwsza złota myśl:


KAŻDY Z NAS JEST NIEPOWTARZALNĄ INDYWIDUALNOŚCIĄ.

NIE CHCESZ STAĆ SIĘ WIĘŹNIEM STEREOTYPÓW,

NIE FUNDUJ TAKIEGO WIĘZIENIA PARTNEROWI.


Jeżeli jesteście w przededniu decyzji o wyjeździe lub rozwodzie, być może i z Wami będzie podobnie jak z Klanem Kompletnie Kapitalnych Kojotów, choć nie jesteście wcale na to skazani. Jeśli mężczyzna już wyjechał lub odszedł, a czarnych chmur nie widać na horyzoncie, nie szukaj ich na siłę, ani nie oczekuj w bezruchu. Jeśli problemy już są... ale do tego wrócę za chwilę. W każdym razie wcale nie musi być trudno, choć warto być przygotowanym na taką ewentualność. Nie mam przy tym na myśli obsesyjnego planowania, co należy zrobić  w potencjalnie możliwej sytuacji, ale raczej znalezienie w sobie zgody na własną niedoskonałość i nieprzewidywalność wpisaną w ludzkie istnienie. Nie jesteśmy doskonali. Na szczęście, bo cóż by nam pozostało do zrobienia?


Uwaga! Oto druga złota myśl:


NIE JESTEŚ DOSKONAŁA

I NIE MOŻESZ W PEŁNI KONTROLOWAĆ SWOJEGO ŻYCIA.


dzieckoA teraz przeczytaj tę myśl. Jeszcze raz. I jeszcze... I zacznij się nią cieszyć. Wyobraź sobie, jaki ciężar świadomość tego faktu zdejmuje Ci z pleców. Nie przewidzisz przyszłości. Nie zapobiegniesz wydarzeniom, które jeszcze nie nadeszły i - być może - nigdy nie nadejdą. I to wcale nie z tego powodu, że nie umiesz, nie potrafisz, masz usterkę czy brakuje Ci wyobraźni. Tego się  po prostu nie da zrobić. Niemożliwe. Nierealizowalne. Niewykonalne. Dlatego właśnie warto cieszyć się bieżącą chwilą. Popatrz na (lub przypomnij sobie) swojego maluszka, albo jakiegokolwiek innego dzieciaka, kiedy stawia babki z piasku, albo ubiera lalkę, albo robi tor dla swoich wyścigówek. Zauważ, jak w pełni poświęca się zabawie. Wydaje się, że świat zewnętrzny przestaje dla niego istnieć. Liczy się tylko on, jego zabawki i to, co się w nim dzieje. Wiem, powiesz mi, że on czy ona są dziećmi, a Ty - jako dorosła osoba - nosisz w głowie i na głowie tysiące problemów i masz o czym myśleć. Zgadza się. Masz tysiące problemów. Tym bardziej potrzebujesz więc chwil wytchnienia. Nie umiesz się zrelaksować? Nie wiesz, jak odnaleźć w sobie „wewnętrzne dziecko"?

Nie szkodzi. Jest na to tysiące sposobów. Możesz:

1. Zacząć stosować relaksacyjne techniki oddechowe: porady znajdziesz w Internecie, w książkach (księgarń i wydawnictw ci u nas dostatek) albo na odpowiednich warsztatach prowadzonych przez specjalistów w tym zakresie (to, niestety, dotyczy raczej mieszkanek dużych miast).

2. Zacząć medytować (jak wyżej).

3. Zacząć chodzić na siłownię (jak wyżej).

4. Nie odpowiada Ci taki rodzaj aktywności? Zacznij uprawiać jogę lub tai chi (jak wyżej, dostępne są też instruktaże w formie DVD).

5. Nie lubisz „wschodnich wynalazków", nie masz czasu albo w Twoim mieście nie ma instytucji oferujących tego typu usługi? Nie szkodzi! Zacznij biegać albo chodzić na długie spacery. Ruch nie tylko pobudza organizm do wydzielania endorfiny, zwanych hormonami szczęścia, ale tego typu aktywność sprawia, że masowane są receptory znajdujące się na stopach, co zachęca narządy wewnętrzne do lepszego funkcjonowania.

6. Nie masz czasu na spacery? Nie szkodzi. Spraw sobie psa. Dzieciaki się ucieszą, bo przybędzie kolejny członek rodziny do kochania, a Ty będziesz MUSIAŁA chodzić na spacery, bo one na pewno wynajdą tysiące powodów, dla których nie będą mogły tego robić. I dodatkowa korzyść: nie ma nic cudowniejszego (no, prawie) niż możność wypłakania swoich samotnonocnych smutków w sierść ciepłego i wiernego zwierzaka.

7. Spacery Cię nudzą, a sport to nie Twój świat? Nie szkodzi. Zapisz się na kurs tańca. Wybór masz olbrzymi: począwszy od klasycznego już dziś tańca towarzyskiego, poprzez formy współczesne, coraz modniejsze flamenco aż po cudownie kobiecy i budzący kobiecość taniec brzucha.

8. Taniec Ci nie przystoi? Ha, nawet nie wiesz, jak dobrze rozumiem Twoje obawy i obsesje. W porządku. W takim razie zacznij malować, rzeźbić, tworzyć biżuterię i co tam wpadnie Ci do głowy.

9. Nie masz talentu (dyskusyjne) albo powołania w tym kierunku? I tak się zdarza. W takim razie pisz. Pisz wiersze, teksty piosenek, opowiadania, dramaty albo bajki dla dzieci.

10. Wszystko to wydaje Ci się zbyt dużym wyzwaniem? Ok., rozumiem. W takim razie ogłoś całemu światu, że najbliższa godzina (dwie, trzy, dzień, tydzień - w zależności od potrzeb i możliwości) należy tylko do Ciebie i wykorzystaj ją w ulubiony sposób. Wyjedź gdzieś sama, z przyjaciółką lub grupą koleżanek, wybierz się na jakieś babskie spotkanie. Coraz popularniejsze są kobiece kręgi, ale to znów dotyczy raczej mieszkanek większych miast. Chociaż... Co stoi na przeszkodzie, abyś stworzyła taki babski krąg - ja nazywam to współczesnym Kołem Gospodyń Wiejskich  - w swojej miejscowości? Spotykać możecie się w kawiarni, remizie, domu kultury albo po kolei u każdej z Was. Możesz też spotkać się z przyjaciółką  i poświęcić ten czas na upragnione zabiegi kosmetyczne (może warto już zmienić kolor włosów?), poczytać książkę, obejrzeć ulubiony film na DVD albo zrobić sobie długą kąpiel w aromatycznej pianie, przy świetle świec  i kojącej muzyce. Pamiętam, kiedy moje wieloletnie: „nie mam czasu na głupoty" zostało oprotestowane przez ukochane potwory. Córki przygotowały mi pachnącą wodę, świeczki i całą baterię kosmetyków. Tak bardzo wypadłam z kosmetycznego rynku, że nie znałam zastosowania wielu z nich, a w dodatku z rozpędu użyłam balsamu do ciała jako odżywki do włosów. Szczerze odradzam. Córki najpierw umarły ze śmiechu po przybiegnięciu mi na ratunek (trochę wrzeszczałam nie mogąc zmyć tego świństwa), a potem zrobiły regularne szkolenie. A były naówczas bardzo młodymi nastolatkami. Pomimo tych przeszkód, od tamtej pory całkiem często robię sobie różnego rodzaju przyjemności. Tylko nie mów mi, że nie stać Cię na kosmetyki - natura jest dla nas bardzo łaskawa. Jako peelling do ciała możesz stosować gruboziarnistą sól. Na cerę świetnie robi maseczka z ogórka. Włosy odżywisz maseczką z oliwy, jajka i odrobiny cytryny. Możliwości masz tysiące!

11. Czujesz, że Twoja energia wyparowała, a Ty sama najchętniej podpięłabyś się do ładowania zamiast telefonu komórkowego? Oj, sama wiele razy miałam wrażenie, że mam zbyt mało siły nawet na zaczerpnięcie kolejnego oddechu. Było tak, dopóki, zgodnie z radą pewnej mądrej kobiety, przestałam zrzędzić, że w okolicy nie ma wielkiego lasu, tylko wyszłam na nocny spacer. Potem rozejrzałam się czujnie dokoła i przytuliłam do pierwszej napotkanej brzozy. Może brzmi to nieco magicznie, ale rzeczywiście pomogło. Od tej pory, kiedy czuję, że brakuje mi sił, a nie mam możliwości skorzystania z uroków agroturystyki, wybieram się do najbliższego parku, albo na łąkę i czerpię energię z natury: czasem po prostu leżąc na trawie i patrząc na chmury. To naprawdę pomaga. Spróbuj sama.


Piszę nie na temat? Miało być o kontrolowaniu swojego życia i dążeniu do doskonałości, a raczej o tym, jak tego nie robić? Miało być o odnalezieniu „wewnętrznego dziecka", a jest o sprawianiu sobie przyjemności? Czujesz wewnętrzny sprzeciw? Jakiś głos mówi Ci, że takie zajmowanie się sobą to egoizm? Tak sądzisz? W takim razie zacznijmy od początku: popatrz na małego brzdąca bawiącego się w piaskownicy, na malucha zajętego budowaniem zamków z klocków, na berbecia wysyłającego na bal swoje lalki. Widzisz? Czy któryś z nich próbuje kontrolować rzeczywistość zewnętrzną? Nie. Czy któryś z nich rozpacza z powodu plamki na klocku albo zbyt krótkiej sukienki dla lalki? Nie. Próbują i próbują stworzyć swój mały świat, a jednocześnie rzeczywistość zewnętrzna  na chwilę przestaje dla nich istnieć. To, co powstaje w wyniku tych prób jest dla nich arcydziełem na miarę Kaplicy Sykstyńskiej. W tym dziecięcym świecie, nie skażonym jeszcze wszelkimi „powinien", „musi", „nie może" czy „nie potrafi", istnieje bowiem tylko czas teraźniejszy. Wczoraj odeszło w przeszłość, jutro jest czymś tak abstrakcyjnym, że nie warto nim się zajmować. Cudownie taki dziecięcy relatywizm czasowy przejawił się w pytaniu, jakie moja córka zadała teściowej: „Babciu, czy dziś jest już to jutro, o którym mówiłaś wczoraj?'. Zdarza się, że dziś, kiedy patrzę, jak ściga się z czasem w drodze do sukcesu, żałuję, że nie pozostawiłam jej w tamtej rajskiej nieświadomości. Prawdziwy kontakt  z „wewnętrznym dzieckiem" to bowiem oddanie się na chwilę we władanie czasu teraźniejszego, naszego „tu i teraz", porzucenie wszechobecnej oceny, planów i dążenia do z góry wytyczonego celu, porzucenie pragnienia kontrolowania samych siebie, rzeczywistości zewnętrznej i czasu. Wewnętrzna zgoda na niedoskonałość chwili i nas samych.

Droga Samotna Kobieto, nie zrozum mnie źle. Nie namawiam Cię do bycia buddyjską mniszką, ani tym bardziej do hedonistycznego oddania się we władzę chwili i porzucenia naszego - Twojego i mojego - przepełnionego zachodnią kulturą myślenia. Chociaż z drugiej strony, jeśli tego właśnie pragniesz i jesteś gotowa ponieść wszelkie konsekwencje, to czemu nie? Mnie takie rozwiązanie nie dawało satysfakcji. Namawiam Cię jednak do tego, abyś dała odpocząć sobie samej i swojemu otoczeniu. Takie, poświęcone na relaksację, medytację, sport, taniec, spacer, sztukę, aromatyczną kąpiel, dobry film czy spotkanie z przyjaciółką, krótsze lub dłuższe chwile, kiedy nie myślisz, nie martwisz się, nie planujesz,  nie kontrolujesz, działają jak potężny zastrzyk energii, pozwalają nabrać dystansu do życia i samej siebie, dają siłę na kolejne, czasem bardzo trudne dni, a także ten niepowtarzalny błysk w oku.

 

Bądź więc dla siebie dobra. Nie tylko na wiosnę. (c.d.n.)

Aneta Boryczko

 

 


Aneta B.

Aneta Boryczko jest counsellerem/terapeutą Gestalt. Pracuje w konwencji Gestalt, wzbogaconej o elementy terapii integratywnej oraz NLP i - w przypadku dzieci - bajkoterapii. Studiowała filologię polską oraz pedagogikę. Posiada dyplom Specjalisty Counsellingu Gestalt (Centrum Counsellingu Gestalt Adama i Olgi Hallerów w Krakowie oraz Associnazione Italiana di Counselling w Firenze), Mistrza Praktyk NLP (The Socjety of Neuro Linguistic Programming and Transformations Unlimited) oraz praktyka Kinezjologii Edukacyjnej „Brain Gym" (Metody dr Paula Dennisona i Gail Dennison). Skończyła również Studium Literacko-Artystyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Główne obszary jej zainteresowań zawodowych, to: rodzina i relacje wewnątrzrodzinne, samotne rodzicielstwo (problem eurosieroctwa) oraz rozstania i proces żałoby. Pasjonuje ją również proces komunikacji międzyludzkiej.

Kiedy nie towarzyszy w dorastaniu swoim córkom i nie pracuje, lubi odpoczywać blisko natury i daleko od cywilizacji, a jeszcze bardziej - pisać.

Osoby chcące skorzystać z pomocy Pani Anety Boryczko zapraszamy do centrum porad.


Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

  • Aneta Boryczko Aneta Boryczko (anetaboryczko) napisał(a)
    10.07.2010, 00:50
    Witaj "dziobku" - znam to przekonanie z własnego doświadczenia. Trudno z nim dyskutować, ale... Można wymienić na czas dla siebie np. mycie okien. Po pół roku uzyskuje się niezwykły efekt - mój pies np. po półtorarocznej przerwie w myciu okien wpadł na drzwi balkonowe, kiedy wspólnie z córkami dokonałysmy rzeczy wielkiej i czystej, czyli zlikwidowałyśmy brud. Pewnie był, biedak, przekonany, że ktoś wyjął szyby. A jakie świat zyskał barwy ;)
  • [konto-usunięte] napisał(a)
    09.07.2010, 18:54
    Czas dla siebie to jest wlasnie to xzego potrzebuje...niesety chociaz bym chciala jest jego zbyt malo - mniej wiecej z godzina tak przed polnoca :(
    tyle samotna kobieta z dwojka dzieci ma czasu...

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail