W klatce samotności zamykamy się sami
autor: Aneta Barta , źródło: Plasterek.pl
W klatce samotności zamykamy się sami
Jesteś sam, ponieważ tylko ty znasz swoją duszę i potrafisz ją tak utulić,
żeby poczuła się wreszcie szczęśliwa i zaspokojona...
...Żeby więc przestać czuć się samotnym,
trzeba zaprzyjaźnić się ze sobą.
[ Beta Pawlikowska „W dżungli miłości"]
Bycie samemu nie od razu jest samotnością
Każdy w swoim życiu doświadcza uczucia samotności. To zupełnie naturalne i nie powinniśmy się tego obawiać. Doświadczamy tego uczucia na różnych etapach życia, w różnych sytuacjach i okolicznościach.
Dla wielu ludzi samotność, to po prostu bycie samemu. Brak bliskiej osoby, która byłaby tuż obok. Według nich, bycie samemu wyzwala w nich poczucie osamotnienie. Są przekonani, że obecność drugiej osoby rozwiązałaby wszystkie ich kłopoty, a przede wszystkim uwolniłaby ich od tego strasznego poczucia samotności. Takie rozumowanie jest jednakże bardzo zwodnicze, gdyż tylko my sami możemy uwolnić się od poczucia osamotnienia. Jednak aby móc to zrobić, przede wszystkim należy sie nauczyć rozróżniać pojęcia "być samemu" od "czuć się samotnie".
Bycie samemu oznacza jedynie to, że w danym momencie nie ma przy nas innej osoby. Taki stan możemy przeżywać zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Kiedy traktujemy bycie samemu jako okazję, aby lepiej się poznać, odkryć swoje możliwości, czy po prostu pobyć sami ze sobą, wówczas doświadczamy samotności pozytywnej. To właśnie wtedy możemy doświadczyć tego cudownego uczucia samodzielnego kierowania własnym życiem, według swojej wyobraźni i możliwości. Może to być najefektywniejszy okres w naszym życiu.
Natomiast kiedy bycie samemu paraliżuje, wpędza w przygnębienie i pozbawia radości życia, wówczas przeżywanie samotności jest negatywne i bardzo destrukcyjne. Wtedy niezależnie od tego, czy doświadczasz osamotnienia będąc realnie sam, czy mając przy sobie inne osoby, ogarnia Cię poczucie wyobcowania i opuszczenia. Bycie samotnym oznacza w tym przypadku brak kontaktu psychicznego oraz emocjonalnego z innymi, ale przede wszystkim z samym sobą.
Etapy samotności
Podatność na samotność nie jest uzależniona od płci, wieku, stanu cywilnego czy wykształcenia. Nie można również określić ile potrzeba czasu, aby poczuć się samotnym. Są ludzie, którzy po kilku godzinach nieobecności drugiej osoby czują się samotnie, a są i tacy, którzy mogą być sami całymi latami, nie tracąc poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie. Trudno też mówić o jakichś czynnikach zewnętrznych, które samotność wywołują. Owszem, pewne zdarzenia losowe, jak śmierć partnera, izolacja czy choroba mogą sprzyjać samotności, ale nie są czynnikiem decydującym. Elementem, który determinuje pojawienie się osamotnienia, jesteśmy my sami. Każdy z nas posiada mechanizm do odczuwania samotności i każdy z nas posiada również dźwignię wyłączającą go, niestety nie każdy potrafi jej użyć.
Samotność to przede wszystkim stan ducha, który wywołany został przez negatywne i destrukcyjne zapatrywania
[Doris Wolf]
Poczucie osamotnienia nie pojawia się z nikąd. Sami zapraszamy je do naszego życia i robimy w nim dla niego miejsce. Proces ten zachodzi stopniowo i powoli, wciąga jak ruchome piaski i zanim się spostrzegamy, nie możemy złapać oddechu. Doris Wolf wyróżnia trzy fazy samotności, które doskonale pokazują, jak bardzo destrukcyjne jest to uczucie.
1. Samotność chwilowa, przemijająca.
Ta faza jest nieodłącznym elementem naszego życia, doświadcza jej każdy i nie można się przed nią uchronić. Zresztą nie jest to konieczne, gdyż każdy od czasu do czasu potrzebuje bycia tylko sam ze sobą. Takie uczucie samotności trwa krótko, często jest reakcją na zewnętrzne okoliczności. Doświadczamy go zmieniając miejsce zamieszkania, podejmując nową pracę, doświadczając rozpadu związku czy śmierci bliskiej osoby. Wówczas jest to czas dla nas, bardzo potrzebny by zweryfikować działania, by obrać nowy kierunek, przemyśleć kolejne posunięcie, czy po prostu dać sobie czas na smutek. Uczucie samotności w tym przypadku nie jest destrukcyjne, wręcz przeciwnie, pomaga w dostosowaniu się do nowych okoliczności. Jest reakcją na zmianę w naszym życiu i daje motywację do działania. Samotności chwilowej nie jesteśmy w stanie wyeliminować z naszego życia i nawet nie powinniśmy się o to starać. Daje nam ona możliwość odnalezienia siebie.
2. Stopniowe odsuwanie się
Jak pisałam wyżej, każdy z nas ma mechanizm wyłączający poczucie samotności. Kiedy już przepracujemy nową, trudną dla nas sytuację, przesuwamy odpowiednią dźwignię i wracamy z krainy samotności. Jednakże niektórzy nie potrafią dźwigni przesunąć. Wówczas zaczynają tracić zaufanie wobec siebie i innych ludzi. Wobec siebie - bo przestają być pewni czy potrafią jeszcze nie być samotni, wobec innych - bo uważają, że nie chcą z nimi być .
Ludzie będący w takiej sytuacji powoli, ale konsekwentnie, zatracają zdolność uśmiechania się i podejmowania fizycznego kontaktu. Najpierw przestają uśmiechać się do sprzedawcy w kiosku, później przestają mówić dzień dobry sąsiadom. Nie podają dłoni na powitanie i dziwnie sztywnieją, gdy ktoś chce ich objąć. Stopniowo zmieniają sposób zachowywania się i wyrażania. Ich sposób bycia sprawia, że przestają być miłym i atrakcyjnym towarzystwem.
3. Samotność chroniczna
W tej fazie uczucie samotności towarzyszy już stale i może trwać latami. Osoba taka traci wszystkie umiejętności nawiązywania i podtrzymywania kontaktów, bycia dla innych atrakcyjną, wyrażania i przyjmowania uczuć. Zapomina, że innym też się coś od niej należy. Zaczyna funkcjonować w świecie oskarżeń i zarzutów. To w zewnętrznym świecie i innych osobach upatruje powodu swojej samotności. Najbliższe osoby, które jeszcze na początku starały się pomóc, teraz odsuwają się zupełnie i zaczynają osoby samotnej unikać. Nie ze złej woli czy egoizmu, tylko dlatego, że osoba trwająca w poczuciu samotności wszystkich od siebie odpycha. A osoba osamotniona odbiera to jako niechęć wobec własnej osoby, staje się więc jeszcze bardziej nieznośna i tak koło się zamyka. Daje innym z siebie coraz mniej, w wyniku czego oni również przestają dawać, w konsekwencji traci zaufanie do siebie i innych jeszcze bardziej.
Samotność chroniczna nie służy niczemu dobremu. Odbiera nam możliwość kreowania własnego życia i czynienia go takim, jakim pragniemy go widzieć.
Strategie obrony przed samotnością
Osoba samotna czuje się nieważna i nieinteresująca. Jest przekonana, że nikt nie ma ochoty na przebywanie z nią, rozmawianie, cieszenie się jej radościami czy pomoc w smutku. Wówczas, aby choć trochę zniwelować swoje poczucie dyskomfortu może obrać jedną z dwóch strategii.
Pierwsza strategia, to stanie się osobą sarkastyczną i agresywną. Swoją samotność skrywa pod złośliwością, brakiem szacunku i zupełną niewrażliwością na innych. Wydaje się, że nikogo nie potrzebuje, więc wszystkich do siebie zraża. Nigdy przed nikim nie przyzna, że czuje się samotna. Swoje poczucie osamotnienia zagłusza złorzeczeniami i obrażaniem innych. Nikt według niej nie zasługuje na jej przyjaźń czy choćby szacunek.
Druga strategia, to popadnięcie w apatię, smutek i rozpacz. Takie osoby otwarcie przyznają się do swojego osamotnienia. Cierpią, wołając o pomoc. Jednakże, kiedy ktoś wyciąga do nich rękę, one ją odpychają, wynajdując tysiące powodów, dla których z pomocy skorzystać nie mogą. Dla nich samotność jest pewnego rodzaju kokonem bezpieczeństwa. Są samotne więc nikt ich nigdy nie odepchnie - a to mogłoby boleć, są samotne więc o nikogo nie muszą się troszczyć - a ktoś mógłby od nich coś chcieć, są samotne więc liczą same na siebie - a tak mógłby je ktoś zawieść.
Jest jeszcze trzecia grupa osób, która cierpi z powodu samotności. Celowo nie podpięłam jej pod kategorię - strategii radzenia sobie ze samotnością, bo są to osoby, które sobie z nią nie radzą. To ci ludzie, którzy są samotni po cichu. Nie emanują agresją czy złośliwością, nie skarżą się na swój los i nie wołają o pomoc. To osoby odbierane przez otoczenie, jako życzliwe i sympatyczne. Przeważnie uśmiechnięte, wyglądające na zadowolone ze swojego życia. Jednak kiedy zostają same ze sobą, ich dusza płacze. To osoby, które nie mogąc sobie poradzić ze swoją samotnością, popełniają samobójstwo, a ich najbliższe otoczenie pyta wówczas - dlaczego?
Osamotnienie to Twój wybór
Zabrzmi to może brutalnie, ale kto czuje się samotny, sam się nim uczynił. Każdy kogo samotność dotknęła, sam jest za to odpowiedzialny. Poczucie samotności powstaje nie wtedy, kiedy nikogo koło nas nie ma, ale wówczas, kiedy myślimy o sobie, że jesteśmy: gorsi, niekochani, nieatrakcyjni, nudni, nieważni itd. Samotność jest skutkiem negatywnego nastawienia do siebie, do swojego życia i przyszłości. Powstaje wtedy, kiedy sądzimy, że aby być szczęśliwym, potrzebujemy innych ludzi. Czujemy się samotni kiedy uważamy, że sympatia, miłość i uznanie innych jest nam niezbędne do życia.
A wcale tak nie jest!
Nawet najbardziej kochający partner i grono najlepszych przyjaciół nie uchroni nas od samotności jeżeli sami nie postanowimy, że jej nie chcemy. Przekonanie, że się jest nieatrakcyjnym, mało inteligentnym, nieciekawym, niemającym w życiu celu nie zniknie w obecności drugiej osoby. Owszem, może na jakiś czas skryć się w nas trochę głębiej. Miłe słowa i bliskość drugiej osoby mogą stłumić nasze obawy, ale nie wyeliminują ich zupełnie. Prędzej czy później powrócą do nas i to ze zdwojoną siłą.
Siła do przezwyciężenia samotności tkwi tylko i wyłącznie w nas samych, to nasze nastawienie do siebie, do świata, innych ludzi i do przyszłości, która leży w naszych rękach.
Bajka na zakończenie
Na afrykańskiej sawannie żyło sobie stado lwów. Jak to zazwyczaj w takim stadzie bywa, władzę sprawował potężny samiec Leon. Podlegało mu kilka młodszych, jeszcze nie w pełni dojrzałych samców i samic wraz z młodymi, które dbały o to, aby Leon miał zawsze pełny żołądek. Życie płynęło Leonowi na drzemkach pod rachitycznymi akacjami, prawie codziennych posiłkach i wypełnianiu samczego obowiązku wobec samic. I pewnie żyłby tak sobie długie lata, aż młodszy i silniejszy samiec pozbawiłby go władzy, ale i wówczas będąc na „lwiej emeryturze"; jako dawnemu władcy żyłoby mu się nie najgorzej. Jednak los przyszykował dla Leona inny scenariusz życia. Pewnego razu na sawannie urządzono polowanie. W nadmorskim, afrykańskim kurorcie postanowiono otworzyć zoo, które byłoby atrakcją dla turystów, niemogących uczestniczyć w prawdziwym safari. No i pech, a może lenistwo, albo brak umiejętności oceny sytuacji sprawiły, że Leon niewiadomo kiedy znalazł się za kratami. Początkowo jego gniew był przeogromny. Rzucał się po klatce i ryczał przeraźliwie, wydawało się, że lada moment pręty klatki pękną pod naporem ogromnego cielska. Tak było przez kilka dni, a może tygodni. Jednak po pewnym czasie gniew i złość Leona zaczęły zamierać. Przestał się rzucać, ryczał znacznie ciszej i bez sprzeciwu pochłaniał codzienną porcję mięsa. I tak dumny i groźny król Leon stał się apatycznym i biernym Leosiem. Jedyne co pozostało w nim z czasów życia na sawannie, to tęsknota za wolnością. Leoś codziennie marzył, jakby to było cudownie, gdyby mógł wrócić do swojego stada. Ponieważ nie mógł tego zrobić, to obwiniał wszystkich dookoła i narzekał na swój parszywy los. I tak upływały Leosiowi dni, tygodnie i miesiące. Aż pewnego poranka, kiedy jak zwykle robił leniwy obchód swojego mini królestwa, zauważył, że drzwi klatki są otwarte. Stanął w nich niepewnie, rozglądając się na boki. Po krótkiej chwili wahania wystawił na zewnątrz łeb, przez ułamek sekundy poczuł w sobie dawnego Leona, zaryczał donośnie i już miał wybiec na wolność, kiedy usłyszał jakiś głos. Rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zobaczył, wówczas uświadomił sobie, że ten głos dobywa się z jego wnętrza. Kiedy tylko wsłuchał się uważnie w słowa, dawny Leon zniknął, a na jego miejsce znowu powrócił Leoś - narzekający, tchórzliwy i apatyczny lewek. Co Leon usłyszał?
Uciekając możesz się zranić, droga na sawannę będzie trudna i niebezpieczna, co zrobisz jeżeli stado cię nie przyjmie, jak będziesz się czuł gdy porównają cię do nowego władcy...
Leoś podkulił ogon i wrócił do swojej klatki. Później ludzie się dziwili dlaczego nie wykorzystał szansy ucieczki, skoro była tak blisko, przecież jedyne co musiał zrobić, aby zmienić swój los, to wykorzystać swoje możliwości i podjąć ryzyko, jakie niesie ze sobą życie. Za tę niewielką cenę mógł zyskać wolność i cieszyć się pełnią życia. Ale on wolał siedzieć w otwartej klatce, która wprawdzie ogranicza, ale gwarantuje bezpieczeństwo, a ponadto zawsze można przecież ponarzekać.
Aneta Barta
Z zamiłowania: byłam nianią (jestem nią nadal z doskoku), z przypadku: jestem pracownikiem socjalnym, z zacięcia: socjologiem, z chęci zdobywania coraz to nowej wiedzy: specjalistą HR, z ogromnej radości pisania dla Was: publicystką na portalu Plasterek.p

SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się, aby dodać komentarz