Jak się pozytywnie doładować, szczególnie jesienią
autor: Joanna Boj , źródło: www.pozaschematy.pl
Jak się pozytywnie doładować, szczególnie jesienią
Ludzie dzielą się ta tych co kochają jesień i na tych co jej nienawidzą. Tak, upraszczam, ale to bardzo szczególna pora roku. Jakoś nie mówi się o depresji letniej ani zimowej, a o jesiennej. Szara, bura i ponura aura sprzyja dołkom psychicznym. Melancholijny nastrój wygania gdzieś cały zapał do działań twórczych. Brakuje nam energii. Co z tym zrobić?
Widzę dwie opcje. Pierwsza to akceptacja stanu rzeczy. Druga to podjęcie konkretnych działań, by podnieść sobie energię. Przyjrzyjmy się im obu, bo tak naprawdę wcale się nie wykluczają.
Pokochaj jesień
W jakimś celu natura stworzyła tę porę roku. To czas przygotowań na trudniejszy okres, trudniejszy w sensie przetrwania w przyrodzie. Niedługo zrobi się zimno, świat przykryje biały puch (choć w naszych czasach nie wiadomo co natura nam zafunduje, zaspy śniegu, czy ciepławe byle co), a my zaszyjemy się w domach z kubkami ciepłej herbaty. Trzeba zrobić zapasy - kupić książki, herbaty, wyprać ciepłe kocyki. A tak bardziej serio, to chyba warto pokochać naturę i jej cykle, nie oceniając czy są brzydkie czy ładne. Piękno można odnaleźć nawet w największą szarugę, o ile tylko otworzymy się na nie i zrobimy w sobie miejsce. Utarte przekonania w rodzaju "ja po prostu nie lubię jesieni" skutecznie blokują to miejsce.
Jesień jest też czasem melancholii i wyciszenia. Może to właśnie jest nam teraz potrzebne? Może podczas szalonego i radosnego lata nie było czasu, by zajrzeć w głąb siebie? Rośliny się zamykają, zwierzaki powoli przygotowują norki, gęsi i inne ptaki odlatują gdzie indziej. Jesień to czas przemiany i skierowania się ku sobie. Czasem całkiem dobrze i zdrowo jest poobcować ze swoim wyciszeniem a nawet smutkiem - w końcu to też jakaś część nas, dlaczego więc ją odrzucać. Zakładamy, że jesienna chandra to coś negatywnego i szukamy sposobów na jej pokonanie. Ale to tak, jakby chcieć pokonać część siebie. Jakby drzewa szukały sposobów na to, by w jakiś sposób nie zżółkły i nie opadły im liście. A nuż znajdziemy w tym szczególnym czasie jakiś nowy, ciekawy i wartościowy kawałek naszego wewnętrznego świata?
Zadziałaj
A co jeśli już pobyliśmy sobie z naszą chandrą, zrobiliśmy przestrzeń na smutek, a na jutro jest do napisania raport albo mamy ważne spotkanie lub cokolwiek innego, co wymaga od nas większego nakładu energetycznego? Coś trzeba zrobić, pamiętając jednocześnie, żeby być dla siebie wyrozumiałym. Jeśli organizm jest zmęczony, to zmuszanie go do wysiłku bez dania czasu na regenerację odbije się na nas negatywnie. Uszanujmy jesienny spadek energetyczny, a akceptacja paradoksalnie da nam więcej miejsca na konstruktywne działania. Oto kilka moich pomysłów na pozytywne doładowanie naszych baterii.
1. Kontakt z naturą
Spacer wśród przyrody, nawet króciutki, daje niesamowicie dużą dawkę dobrej energii. Ważne jest to, byśmy w miarę możliwości mieli czysty umysł w trakcie takiego kontaktu. Innymi słowy, spacerowanie po lesie myśląc o spadkach na giełdzie, konflikcie z szefem, czy innych stresujących sprawach raczej nam nie pomoże. Po prostu nie zauważymy natury. Owszem, pooddychamy świeżym powietrzem, to już coś, ale psychicznie nie odpoczniemy. Lepiej jest skupić się na otaczającym świecie. A on jest pełen cudownych rzeczy. Tu pajączek utka sieć, na której osadzają się krople rosy. Tam rośnie grzybek o niesamowitym kolorze. A gdzieś pojawi się szczególnie intensywnie czerwony liść... możliwości jest nieskończenie wiele. Mnie kontakt z naturą przepełnia zawsze podziwem i poczuciem, że jestem częścią jakiejś niesamowitej wielkiej, cudowniej machiny, jaką jest nasza planeta. A natura podąża swoim cyklem niezależnie od naszych małych zmartwień.
2. Relaksująca kąpiel
Niby takie banalne, a przecież tak łatwo dostępne i skuteczne lekarstwo na spięte ciało. A jak ktoś lubi można dodać soli lub jakiegoś przyjemnego zapachu. I może warto też zadbać o to, byśmy nie kąpali się w miksturze chemikaliów, nawet jeśli są ładnie opakowane. Niestety w Polsce jeszcze nie jest tak łatwo dostać ekologiczne kosmetyki, ale jakieś możliwości już są. Kiedyś gdzieś przeczytałam "zastanów się czy zjadłbyś to, co kładziesz sobie na skórę" - w końcu przez skórę różne substancje dostają się do naszego organizmu. W każdym razie woda oczyszcza nie tylko z fizycznego brudu, ale też pozwala odpłynąć negatywnym wibracjom, które zbieramy w ciągu dnia.
3. Czas dla siebie
Znalezienie w ciągu dnia chwili dla siebie jest niezmiernie ważne, by utrzymać wysoki poziom energii. Najpierw trzeba zadbać o siebie, aby potem móc robić cokolwiek z innymi i dla innych. I to nie egoizm, to podstawowa higiena psychiczna. Warto wytworzyć sobie nawyk, dzięki któremu poświęcimy kilkanaście czy kilkadziesiąt minut dziennie tylko dla siebie. Przynajmniej tyle. Można stworzyć sobie tzw. poranną rutynę, w trakcie której można medytować, ćwiczyć, przeczytać coś ciekawego - ale w spokoju i regularnie, a nie w pośpiechu i jak nam się przypomni. Wymaga to trochę zaangażowania, bo może trzeba będzie wcześniej wstać, ale poranek jest dobrym czasem na naładowanie baterii. O tworzeniu dobrych nawyków będę niedługo pisać.
4. Uśmiechaj się, mimo wszystko
Uśmiech, to taka magiczna czynność, która potrafi rozładować największe napięcie. Istnieje taoistyczna praktyka wewnętrznego uśmiechu, czyli posyłania delikatnego uśmiechu do wewnętrznych organów. Nie trzeba jednak zajmować się żadnymi zaawansowanymi technikami, by poczuć zbawczą moc uśmiechu. Wystarczy na chwilę się zatrzymać (mentalnie), delikatnie uśmiechnąć, takim uśmiechem Mona Lizy, do siebie, bez przerysowywania niczego i poczuć jak dzięki temu rozluźnia się ciało, nabierając jednocześnie energii. Do tego należy się też oczywiście uśmiechać do reszty świata. Do ludzi, do obcych (spróbujcie kiedyś poeksperymentować na ulicy), do sąsiadów, do drzewek i krzaczków, do psa (pies w niesamowity sposób rozpoznaje uśmiech i reaguje na to - przynajmniej mój tak ma), do kota czy do obiadu, który zaraz zjecie. I nie ważne, że "nie mam powodów do śmiechu" ani "nie jest mi z tym do śmiechu". To tylko przekonanie, któremu warto pójść na przekór.
5. Wykonuj jakikolwiek wysiłek fizyczny
Nie będę się przy tym temacie zbytnio wymądrzać, bo nie grzeszę systematycznością jeśli chodzi o ćwiczenia. Ale nawet samo porządne przeciągnięcie się rano powoduje, że energia zaczyna się poruszać w naszym ciele. Najważniejsze, żeby ruch sprawiał nam przyjemność, nie ma co uprawiać joggingu, gdy nie lubimy biegać. Może taniec? Może sztuki walki? Może długie spacery z psem? Może wysiąść przystanek wcześniej i się przejść? Może wejść po schodach zamiast jechać windą?
6. Spotykaj się z pozytywnymi ludźmi
Są tacy ludzie, z którymi kontakt powoduje, że po jakimś czasie czujemy się wypruci z energii. Wychodzimy ze spotkania i nie mamy na nic siły. Są z kolei tacy ludzie, z którymi możemy mieć kilkugodzinny maraton rozmów, pracy, czy innego działania, a mimo zmęczenia czujemy się radośni i pełni energii. Ideałem byłoby tak zarządzać swoją energią i tak budować swoje granice, że nikt nie byłby w stanie na nas negatywnie wpłynąć. To ideał. W praktyce, niewielu ma tę sztukę opanowaną. Więc zanim się tego nie nauczymy, ograniczajmy kontakty z ludźmi, którym z jakiegoś powodu oddajemy energię, a zwiększajmy z tymi, którzy dodają nam "powera". O ile oni nie zaczną narzekać, że im zabieramy energię. Ważne jest to, że mamy prawo wybierać ludzi, z którymi przebywamy. Mamy prawo nie chcieć z kimś się spotykać, jeśli to wpływa źle na nasze samopoczucie. Mamy prawo dbać o siebie. Mamy prawo nie chcieć dawać się wciągać w długie, jałowe, emocjonalne dyskusje, nawet jeśli drugą stroną jest bardzo bliska osoba. Czasem ciężko jest przełamać pewne konwenanse i postawić jasne granice, ale warto nad tym pracować.
7. Medytuj
Medytować można zawsze i wszędzie.
Ostatnio odkrywam zalety wyciszania umysłu, a raczej odłączania się od jego paplaniny. Niech sobie papla, ja chcę czasem odpocząć. Medytacja bardzo w tym pomaga, choć początki bywają niełatwe i frustrujące (to moje doświadczenia). Kiedyś wewnętrzna cisza mnie natychmiast usypiała, teraz jestem w stanie trochę dłużej utrzymać uwagę wewnątrz, spokój, który czasem przychodzi jest nie do przecenienia. A medytacja nie musi być powiązana z żadną praktyką duchową, religijną czy inną. To pewien stan umysłu, który pozwala w inny sposób spojrzeć na świat i życie. W Stanach stosuje się ją w terapii, u nas nadal jest łączona w niektórych kręgach z sekciarstwem. Nie ma co się przywiązywać do etykiet, jeśli działa.
8. Zrób sobie dobrze
Czyli spraw sobie drobną przyjemność, zrób coś dla siebie. Ugotuj coś fajnego. Obejrzyj dobry film. Pójdź na masaż (po prawej w linkach są dwa miejsca, które osobiście polecam), do sauny czy na basen. Świat się nie zawali jak zadbasz o siebie.
Sposobów na doładowanie wewnętrznych baterii jest pewnie więcej. Zdrowe odżywianie, nauka relaksacji, odcięcie się od zbyt intensywnych, stresujących bodźców, słuchanie dobrej muzyki, to kilka innych pomysłów. Każdy z nas musi odnaleźć to, co mu najbardziej pasuje, bo gotowych przepisów dla wszystkich i na wszystko nie ma. A co wy robicie, by się pozytywnie doładować?
Joanna Boj
psycholog i terapeutka,
prowadzi gabinet (terapia.pozaschematy.pl) w Gdańsku,
autorka strony www.pozaschematy.pl.

SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się, aby dodać komentarz