Jak poradzić sobie ze swoim poczuciem utraty i koniecznością przystosowania się do nowej sytuacji (c.d.)
autor: Aneta Boryczko , źródło: Plasterek.pl
Jak poradzić sobie ze swoim poczuciem utraty i koniecznością przystosowania się do nowej sytuacji (c.d.)
Droga Samotna Kobieto! Męża nie ma. Wszystko jedno, czy jest za granicą czy w swoim nowym życiu. Tak czy inaczej zostałaś sama z wszystkimi problemami dziejącymi się „tu i teraz". Wymagasz od siebie bardzo dużo. Jeśli masz szczęście, ludzie z Twojego otoczenia dostrzegają i doceniają Twoją odwagę i mądrość, jak również akceptują bezradność, słabości i wspaniałą niedoskonałość. Trwają przy Tobie i możesz na nich liczyć. Jeśli nie masz szczęścia, słyszysz tylko krytyczne uwagi; masz wrażenie, że wszystko robisz źle; nie sprawdzasz się w trudnej sytuacji; jesteś złą matką, żoną, gospodynią, pracownicą, przyjaciółką i właściwie powinnaś (znów to słowo!) wstydzić się, że takie coś żyje. Twoje poczucie wartości leci na łeb na szyję, a końca przepaści nie widać.
Ha, masz problem! W Twoim otoczeniu zagnieździli się umniejszacze, a ty potrzebujesz wsparcia wartościującego. Zdradzę Ci jedną z moich tajemnic: otóż, uważam, że nie ma ludzi słabszych i silniejszych - są tacy, którzy znają swoją wartość i tacy, którzy jej nie znają. Ci pierwsi mieli szczęście wychować się w domach, w których doceniano ich niepowtarzalną indywidualność, a zarazem wzmacniano ich silne strony, nie koncentrując się na słabych. Nie oznacza to przy tym, że wpajano w nich przekonanie, że są najlepsi, najwspanialsi i świat powinien padać przed nimi na kolana - taka opinia rodziców nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością i prowadzi w prostej linii do wychowania małego narcyza. Po prostu nikt nie robił problemu z ich niedoskonałości, wspierając ich i zachęcając do ciągłych prób i poszukiwań. Oni również zapewne spotykali ludzi, którzy podobnie traktowali ich w dorosłym życiu; zdrowy radar, czyli intuicja, chronił ich przed wszelkiej maści umniejszaczami. Tymczasem ci, którzy nie znają swojej wartości, nie mieli takiego szczęścia. Zapewne ich rodzice, sami w dzieciństwie niedoceniani i zawstydzani, nie potrafili podarować im w posagu poczucia godności i przekonania o swojej wartości. Dlatego w późniejszym życiu tak bardzo lgnęli do nich ludzie, którzy swoją własną wartość budują na odbieraniu jej innym. Droga Samotna Kobieto, czujesz, że Ty sama nie jesteś wiele warta? Przykro mi, że Cię to spotkało, ale mam dobrą wiadomość: ten mechanizm jest odwracalny, możesz odkryć albo powrócić do poczucia własnej wartości. Najpierw rzecz zasadnicza: nie ma takich kobiet (mężczyzn również), którzy potrafią sobie sami ze wszystkim poradzić. Jeśli ktoś tak myśli, to jest w wielkim błędzie, albo nie potrafi docenić dyskretnej pomocy innych ludzi (nie chcę nawet sugerować, że ich bezlitośnie wykorzystuje). Zacznę od wyjaśnienia pojęcia umniejszacz - jego autorem jest Carter Yay. Poznasz taką osobę po tym, że:
- z niewiadomych powodów czujesz się źle w jej obecności i/lub bardzo zmęczona po spotkaniach;
- masz wrażenie, że sprawuje nad Tobą kontrolę i w końcu zawsze robisz to, czego chce;
- masz wrażenie, że ciągle Cię krytykuje (stosuje technikę pozornego chwalenia, przy rzeczywistym punktowaniu słabych stron);
- nie potrafi słuchać;
- nie umie przyznawać się do swoich błędów;
- oskarża;
- wykorzystuje to, czego się od Ciebie dowiedziała, przeciwko Tobie;
- bagatelizuje Twoje uwagi odnośnie swojego zachowania, twierdząc, że robi to dla Twojego dobra;
- kiedy twardo bronisz swojego stanowiska, zaczyna się robić przesadnie miła i mówi, jak bardzo jej na Tobie zależy;
- kiedy twardo bronisz swojego stanowiska albo nie poświęcasz jej uwagi i czasu, gdy tego chce, wybucha gwałtownym gniewem i oskarżeniami;
- czujesz się od niej gorsza.
Na podstawie książki Cartera Yay'a pt. „Wredni ludzie i jak się im nie dać", opracowałam na swój użytek kilka strategii radzenia sobie z umniejszaczem.
Oto one:
1. Podejście intelektualne: nie reaguj na umniejszanie, słuchaj z szacunkiem (przynajmniej pozornie) lub obracaj słowa umniejszacza w żart.
2. Podejście emocjonalne: zastosuj jego metody, wytknij, umniejsz, obraź.
3. Podejście wariackie: zrób coś absolutnie nieszablonowego, nietypowego, szalonego, np. zacznij śpiewać albo zatańcz wokół niego.
4. Podejście wojownika: skonfrontuj się bezpośrednio, zapytaj co miał na myśli; powiedz, że nie życzysz sobie określonych zachowań.
5. Podejście kataryniarza: poproś o powtórzenie uwag, udając, że nie rozumiesz i rób to tak długo, aż wytrącisz umniejszacza z równowagi.
6. Podejście kelnerskie: udawaj, że nie słyszysz i nie reaguj na dąsy; nie daj się wyprowadzić z równowagi.
7. Podejście psychologiczne: kiedy umniejszacz narzuca Ci swoje uczucia i przekonania, twierdząc np. „Jesteś na mnie zły", odbij piłeczkę, mówiąc: „Ja nie jestem, ale zastanawiam się, czy - skoro tak sądzisz - sam nie jesteś na mnie zły". W psychologii nazywa się to odbijaniem projekcji.
8. Podejście indywidualistyczne: umniejszacz często osądza i generalizuje, przypisując swoje opinie na Twój temat całemu światu albo wybranej grupie, np. „Wszyscy sądzą, że jesteś egzaltowana". Odgeneralizuj i rozszyfruj tę opinię, pytając: „A kto konkretnie?".
9. Podejście demaskujące: umniejszacze to mistrzowie manipulacji i podpuszczania; stosują bierno-agresywne komunikaty, zapewniając, że nie mają na myśli tego, co jak najbardziej mają. Kiedy słyszysz np. „Nie chcę cię zranić, ale w tej sukience wyglądasz jak koczkodan", zapytaj: „Co w takim razie chciałaś osiągnąć? Mnie takie słowa ranią" - a potem nie daj się wciągnąć w dyskusję.
10. Podejście głupiego: umniejszacze często wysyłają sprzeczne sygnały, mówią np. „Miałam dziś dobry dzień", ale przy okazji wzdychają i przybierają cierpiętniczą minę. Nie daj się na to nabrać, nie przejmuj za nich odpowiedzialności i nie pytaj z troską, czy wszystko u nich w porządku. To ich emocje, nie Twoje, nie jesteś za nie odpowiedzialna. Przyjmuj słowa jako jedyną rzeczywistość i udawaj głupią - to świetnie robi na cerę.
11. Podejście zapaśnika: umniejszacze uwielbiają stawiać swoje ofiary w sytuacji pozornie bez wyjścia. I rzeczywiście, nie znajdziesz wyjścia z wielu wykreowanych przez nich sytuacji na drodze poszukiwań intelektualnych. Żeby wyzwolić się z tego uścisku zapaśnika, trzeba czasem kopnąć go w przyrodzenie. Wyobraź sobie taką sytuację: zależy Ci na wyjeździe szkoleniowym (pozwoli Ci osiągnąć awans, co znacznie poprawi Waszą sytuację), a Twój umniejszacz - załóżmy, że mąż - mówi, że jeżeli pojedziesz, on wyjedzie na te kilka dni do matki i dzieci zostaną bez opieki. Masz wybierać, a tu dwie praktycznie równie ważne sprawy. Zastanówmy się jednak, czy to Twój wybór? Nie daj się wpędzić w pułapkę. Istnieje rozwiązanie, które nie obciąży Cię odpowiedzialnością za uczucia Twojego umniejszacza. Zmuś go do odpowiedzialności za jego własne decyzje; powiedz, że Ty wyjeżdżasz, bo to ważne dla Ciebie i Waszej rodziny, a on niech podejmie decyzję, którą uważa za słuszną i poniesie jej konsekwencje. Poniosą je również dzieci. Jeśli chce je zostawić, jego problemem jest zapewnienie im zastępczej opieki na czas Twojej nieobecności.
12. Podejście dekodujące: umniejszacz często potrzebuje publiczności, tak więc może poniżać Cię przy innych. To krępujące, ale nie warto ani rzucać się do walki, ani kłaść uszu po sobie. Spokojnym głosem można zdekodować jego komunikat, mówiąc np. „Nie wiem, co chciałaś osiągnąć, ale ...".
Droga Samotna Kobieto! Czasem te strategie są skuteczne, czasem niekoniecznie. Istnieją również przypadki nieuleczalne i wtedy najlepszym rozwiązaniem jest uciekać, gdzie pieprz rośnie, chociaż podobno w czystej formie zjawisko umniejszania występuje wśród zaledwie 1% członków naszej populacji. Jeśli miałaś pecha trafić na przedstawiciela tego procenta pamiętaj, że zawsze możesz odejść od niego, bez względu na to, czy jest to brat, mąż, teściowa czy pseudoprzyjaciółka. W przeciwnym wypadku łatwo możesz stać się ofiarą, którą paraliżuje przekonanie, że zasługuje na całe zło, jakie ją spotyka, czyli nie zasługuje na nic dobrego. Fatalny stan! Może zdarzyć się również tak, że - w ramach samoobrony - sama staniesz się takim umniejszaczem. Zresztą, bez względu na to jak trudno się do tego przyznać, chyba w każdym z nas siedzi taki potworek. Lepiej go nie hodować. Strategia umniejszania pozwala przeżyć, ale nie jest do tego przeżycia konieczna, a strategia ofiary odbiera wszelką siłę, dlatego wypowiadam wojnę umniejszaniu! Mam nadzieję, że - w imię swojej godności - przyłączysz się do tej krucjaty. Jesteś tego warta. Jesteś warta wszystkiego, co najlepsze.
Samotność. Podobno to znak naszych czasów. Stała się w dużym stopniu Twoim udziałem, jeśli nie ma przy Tobie partnera. W sytuacji porozstaniowej możesz potrzebować więc również wsparcia towarzyskiego. Równie trudno jest przy tym eurokobietom, jak i tym rozwiedzionym. Pierwsze znajdują się w sytuacji „ni to wdowy, ni to mężatki" i stają przed problemem samotnych wizyt na różnego rodzaju okolicznościowych imprezach, bo przecież „nie wypada" w takiej sytuacji iść ze znajomym. Dla mnie najtrudniejsze były chyba śluby i wesela, dlatego -po kilku niezbyt udanych próbach - zaczęłam ich starannie unikać. Uruchamiały we mnie poczucie porzucenia, smutek, złość; sprawiały, że usztywniałam się i nie byłam w stanie dobrze się bawić. W dodatku wciąż myślałam o tym, że nie powinnam się bawić, kiedy mąż ciężko pracuje. Z perspektywy czasu ogromnie współczuję tym, którzy mi wtedy towarzyszyli. Nie da się ukryć: zrobił się ze mnie straszny sztywniak. Nie było łatwo przekonać samą siebie, że mam prawo dobrze się bawić nawet bez obecności męża, ale w końcu się udało. Warto było nad tym popracować, bo zabawa jest wartością samą w sobie. Pomaga się zrelaksować, oderwać na chwilę od codziennych problemów; śmiech masuje mięśnie brzucha, zwiększa pojemność płuc, poprawia ukrwienie. Dzieciaki, widząc szczęśliwą mamę, same dobrze się bawią i lepiej czują - dają sobie do tego prawo. W dodatku takie większe imprezy to szansa na poznanie nowych, fascynujących ludzi. Nieco inaczej jest z kobietami po definitywnym rozstaniu. One wprawdzie mogą ruszyć na bal z przyjacielem czy nowym partnerem, ale po rozwodzie - w ramach podziału majątku - często następuje również podział przyjaciół. W sytuacji idealnej nikt nie musi stawać po niczyjej stronie i kontakty towarzyskie zostają zachowane, ale nie oszukujmy się - zdarza się to niezmiernie rzadko. Chwila, gdy na wspólnej imprezie pojawia się samotny były mąż i była żona z nowym partnerem (lub na odwrót) dla nikogo nie jest łatwa. Warto spróbować nie wciągać przyjaciół i znajomych w przedrozwodowe rozgrywki, ale jeśli to się nie uda... Trudno, lepiej się z tym pogodzić, docenić tych, którzy wytrwali przy Tobie i poszukać nowych. Gdzie szukać nowych przyjaciół? Cóż, na pewno nie w domowej kuchni, albo przed telewizorem. Tymczasem wiele z nas popełnia ten błąd. Z powodu źle pojętej lojalności, albo toksycznego wstydu, zamykają się w czterech ścianach i izolują od ludzi. Nie tędy droga, kochana. Zacznijmy od tego: jeśli jesteś rozwódką, nie musisz szukać od razu mężczyzny, a w każdym razie nie po to, by w jak najkrótszym czasie wyjść za niego za mąż. Najpierw ochłoń, odtajaj, poczekaj, poznaj ciekawe, inspirujące kobiety, wzmocnij się. Jeśli jesteś eurokobietą, poszukaj innych kobiet, które są w podobnej sytuacji. W obu wypadkach: nie uciekaj od świata. Możesz oczywiście przenieść swoje życie towarzyskie do sieci i zbudować sobie alternatywny świat razem z alternatywną tożsamością. Tylko czy da Ci to satysfakcję? Nawet do najbardziej oryginalnego Nicka nie da się przecież przytulić, potrzymać za rękę, czy iść razem na zakupy. Nie oznacza to, że odradzam całkowicie poszukiwanie towarzystwa przez Internet, ale zdecydowanie nie polecam wszelkich portali randkowo - seksualnych. Sama wprawdzie pozostałam obojętna na uroki wirtualnej rzeczywistości, jakoś brakowało mi realnej obecności rozmówców, ale znam kobiety, które uległy tej modzie. Wiele z nich w mniejszym lub większym stopniu traciło kontakt z rzeczywistością, a świat wirtualny powoli wypierał realny. Co więcej, aktywne uczestnictwo w życiu innych internatów pochłaniało tak wiele energii, że niewiele pozostawało jej na codzienność. Istnieje wprawdzie wiele forów tematycznych, gdzie można porozmawiać z interesującymi ludźmi, warto jednak trzymać się tych samych zasad, jakich uczymy nasze dzieci: nie podawać informacji, które pozwolą rozmówcy odnaleźć nas w prawdziwym świecie; nie przyjmować bezkrytycznie jego słów; umawiać się jedynie w bezpiecznych, zaludnionych miejscach, a w ogóle mieć otwarte oczy i umysł. Niektóre kobiety chętnie korzystają z możliwości uczestnictwa w specjalnie organizowanych spotkaniach dla samotnych. Inne wolą różnej maści biura matrymonialne, co nie zawsze prowadzić ma do stałego związku. Co kto lubi. Ja polecam wszelkiego rodzaju tzw. rozrywki kulturalne, czyli kino, teatr, wystawy (nie tylko te w muzeach), koncerty, itp., itd. Dla tych, które są w niezłej kondycji finansowej świetnym rozwiązaniem może być podjęcie ciekawych studiów lub rozpoczęcie szkoleń - to takie dwa w jednym, połączenie przyjemnego z pożytecznym, bo przy okazji podnoszenia kwalifikacji zawodowych można naprawdę nieźle się bawić. Niekoniecznie jednocześnie. Jeśli więc czujesz się samotna i wydaje Ci się, że obok Ciebie nie ma nikogo bliskiego i godnego zaufania, pamiętaj:
Uwaga! Oto piąta złota myśl (tym razem nie moja, bezczelnie ją ukradłam):
NIKT NIE JEST SAMOTNĄ WYSPĄ
Aneta Boryczko
Aneta Boryczko jest counsellerem/terapeutą Gestalt. Pracuje w konwencji Gestalt, wzbogaconej o elementy terapii integratywnej oraz NLP i - w przypadku dzieci - bajkoterapii. Studiowała filologię polską oraz pedagogikę. Posiada dyplom Specjalisty Counsellingu Gestalt (Centrum Counsellingu Gestalt Adama i Olgi Hallerów w Krakowie oraz Associnazione Italiana di Counselling w Firenze), Mistrza Praktyk NLP (The Socjety of Neuro Linguistic Programming and Transformations Unlimited) oraz praktyka Kinezjologii Edukacyjnej „Brain Gym" (Metody dr Paula Dennisona i Gail Dennison). Skończyła również Studium Literacko-Artystyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Główne obszary jej zainteresowań zawodowych, to: rodzina i relacje wewnątrzrodzinne, samotne rodzicielstwo (problem eurosieroctwa) oraz rozstania i proces żałoby. Pasjonuje ją również proces komunikacji międzyludzkiej. Kiedy nie towarzyszy w dorastaniu swoim córkom i nie pracuje, lubi odpoczywać blisko natury i daleko od cywilizacji, a jeszcze bardziej - pisać. Osoby chcące skorzystać z pomocy Pani Anety Boryczko zapraszamy do centrum porad.

SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się, aby dodać komentarz