Agresja jest potrzebna
autor: Aneta Barta , źródło: Plasterek.pl
Agresja jest potrzebna
Każdego dnia media donoszą o kolejnych aktach przemocy i agresji wśród dzieci i młodzieży. Śledząc wiadomości dowiadujemy się, że coraz młodsze dzieci stosują agresję, jako sposób na rozwiązywanie konfliktów i niepowodzeń. Politycy, psychologowie i rodzice biorą udział w narodowej debacie nad eskalacją agresji i przemocy w szkołach. Zewsząd słychać głosy o konieczności podjęcia konkretnych kroków, mających na celu zahamowanie fali agresji wśród dzieci.
Ale czy dążenie do usunięcia agresywnych zachowań u dzieci jest dobrym rozwiązaniem?
Agresja jest nieodłącznym elementem naszej ludzkiej natury. Pozwoliła nam przetrwać w brutalnym świecie epoki kamienia łupanego, zbudować wielkie imperia, pomogła w rozwoju nauki i techniki (wiele wspaniałych odkryć jest rezultatem badań człowieka nad bronią).
Może więc zamiast z agresją walczyć należałoby się skupić na uczeniu dzieci, jak sobie z nią radzić? Zamiast nakręcać machinę wzajemnych oskarżeń i szukania winnego, skupić się na tym, aby pokazać małemu człowiekowi jak konstruktywnie radzić sobie z frustracją i niepowodzeniami, nie robiąc przy tym krzywdy drugiemu człowiekowi.
O agresji wśród dzieci i przemocy w szkole rozmawiałam z psychoterapeutką Panią Urszulą Turyna, która na co dzień pracuje z dziećmi.
Aneta Barta: Co należy rozumieć pod pojęciem dziecięcej agresji ?
Urszula Turyna: O agresji możemy mówić wtedy, jeżeli zachowanie, słowne lub fizyczne, ma na celu skrzywdzenie drugiej osoby. Każdy z nas ma w sobie jakąś agresywność, jest to element naszej ludzkiej natury. Powinniśmy jednak umieć rozróżnić taką agresję, której celem jest wyrządzenie krzywdy drugiemu człowiekowi od takiej, która pozwala na konstruktywne rozładowanie wewnętrznych napięć. Zdarza się, że przychodzą do mnie rodzice chcący się pozbyć agresywności swojego dziecka. Jednak nasza praca skupia się nie na eliminowaniu agresji u dzieci, ale na nauczeniu ich, jak w konstruktywny sposób agresję tę wyrażać.
AB: A więc agresja jest dzieciom potrzebna?
UT: Agresja to nieodzowny element naszego życia. Gdyby malutkie dziecko nie umiało być agresywne, to by nie płakało, aby wyrazić swój ból czy strach, a tym samym nie sygnalizowało, że np. coś mu dolega lub, że czegoś potrzebuje. Tak naprawdę agresja jest ważnym elementem naszej osobowości. Tak jak mówimy, że każdy z nas ma w sobie jakieś dobro, tak samo możemy powiedzieć, że każdy z nas ma w sobie jakiś pierwiastek agresji. Natomiast rolą rodziców, a później szkoły, jest nauczenie dziecka jak agresję przetwarzać, czyli pokazanie, że jeżeli dziecko się złości bo ktoś zabrał mu zabawkę, to uderzenie winowajcy nie jest dobrym i akceptowanym rozwiązaniem. Należy znaleźć taki sposób, okazania swojej złości, aby nie skrzywdzić przy tym drugiej osoby.
AB: Czy agresywność dzieci i młodzieży obecnie rzeczywiście wzrosła, czy może jest to tylko taki medialny przekaz mający na celu wywołanie sensacji?
UT: Rozwój mediów spowodował, wprowadzenie tematów związanych z agresją w naturalne życie społeczne. Na pewno agresja wśród dzieci i młodzieży występowała wcześniej, mniej się tylko o niej mówiło ze względu na ograniczoną możliwość przekazu informacji. Należałoby się jednak zastanowić, czy o agresji słyszymy więcej dlatego, że media są bardziej aktywne i istnieje do nich większy dostęp, czy rzeczywiście poziom agresji wzrasta. Myślę, że poniekąd jedno ma związek z drugim. Jeżeli dziecko ma większy dostęp do informacji o kryzysach czy przemocy, to wpływa to na jego rozwój w taki sposób, że zwiększa się jego potrzeba rozładowywania swoich agresywnych postaw. Kilkanaście lat temu dominującym modelem rodziny był taki, w którym mama zostawała w domu, aby opiekować się dziećmi. Mogła dzięki temu poświecić dziecku więcej czasu, troski i uwagi (pragnę przy tym zaznaczyć, że absolutnie nie krytykuję obecnego modelu rodziny, chodzi mi raczej o porównanie klimatu w jakim wychowywały się dzieci dawniej i dziś). Dzisiaj dzieci pozbawione tej uwagi, mogą rzeczywiście odczuwać większe napięcia i frustracje, a to z kolei oznacza, większą potrzebę rozładowywania tych agresywnych napięć.
AB: Dlaczego o wzroście dziecięcej agresji najczęściej mówi się w kontekście szkoły?
UT: Szkoła jest miejscem, gdzie agresja nie tylko występuje, ale wręcz być powinna. Przy tak dużym skumulowaniu różnych dzieci nie można oczekiwać, że będzie to miejsce pozbawione agresywnych zachowań. Zachowań takich nie powinno się demonizować tylko spojrzeć na nie, jak na nieodzowny element dojrzewania. Agresja jest potrzebna, a każde dziecko doświadcza jej poprzez rywalizację, napięcia, konflikty. Problemem nie jest sama agresja, ale sposób jej wyrażania i rozładowywania. W szkole, tak jak w systemie rodzinnym, istnieje możliwość rozładowywania różnego rodzaju napięć. W szkole konfrontujemy się z własna porażką, możliwościami i osiągnięciami, z tym czy jesteśmy akceptowani, czy nie. Szkoła jest areną, na której zachowujemy się w taki sposób, w jaki nauczyliśmy się reagować na sukces i niepowodzenie, na współdziałanie i rywalizację, na przyjaźń i zazdrość, pozwala nam na radzenie sobie z wypływającymi z powyższych sytuacji napięć. Szkoła jednak nie ma możliwości zajmowania się dziecięcą potrzebą rozładowywania agresywnych napięć, stąd być może większa agresywność dzieci w szkole. Dlatego tak ogromne znaczenie ma to, jak rodzice uczą dziecko rozładowywać napięcia. Jeżeli są obecni i aktywni w rozwoju dziecka, jego impulsów oraz agresywności, to maluch idąc do szkoły będzie sobie radził z okazywaniem własnej agresji. Natomiast, jeżeli dziecko jest niezaopiekowane, rodzice nie pomogli mu w kształtowaniu własnego, akceptowanego i konstruktywnego wyrażania agresji, w szkole będzie miał z nią problemy. To nie jest tak, że dziecko staje się agresywne w szkole. Ono było takie już wcześniej, szkoła tylko pozwoliła na ujawnienie się jego agresji i dała możliwość jej wyładowania.
Dziecko od swoich najmłodszych lat powinno mieć „opiekuna" (rodzica), który będzie je uczył, wskazywał, będzie dla niego nauczycielem, który w późniejszych latach szkolnych stanie się jego wewnętrznym motorem działania.
Wyjaśnię to na przykładzie piaskownicy na placu zabaw, którą uważam za doskonałe miejsce do zaobserwowania dziecięcych zachowań, w tym również tych agresywnych. Weźmy na przykład dziecko, które w piaskownicy sypie piaskiem dookoła, czy wyrywa innym dzieciom zabawki. Reakcja mamy, czy taty może być różna. Często bywa tak, że wstydzą się zachowania swojego dziecka, więc zabierają je z piaskownicy. Ale nie jest to dobre rozwiązanie. Rodzice powinni w takiej sytuacji pomóc dziecku zachować się inaczej. I nie chodzi o to, by ukarać je za sypanie piaskiem, ale pokazać, że jego zachowanie może spowodować ból u innego dziecka. Dzięki temu uczymy dziecko przede wszystkim społecznej empatii oraz pokazujemy przyczynę i skutek jego działania. Małe dzieci uczą się w ten sposób dostosowywania do zasad.
AB: Szkoła, jak Pani powiedziała to miejsce odnoszenia pierwszych sukcesów, rywalizacji, konfrontacji z porażkami. Czy obecne wychowanie, w którym kładzie się tak duży nacisk na odnoszenie sukcesu, parcie do przodu za wszelką cenę, wpływa na dziecięcą agresję?
UT: Na pewno. Pomijając biologiczne uwarunkowania, to to, jakie są dzieci wynika z postaw, których rodzice nauczyli je w domu. Odwołam się jeszcze raz do wspomnianej wcześniej piaskownicy. Jeżeli dziecko sypie piaskiem, a rodzic nie widzi w tym nic złego, bo zrobiło to na skutek tego, że wcześniej inne dziecko zabrało mu zabawkę, to niejako daje tym samym przyzwolenie na agresywne zachowanie. Jeżeli dziecko słyszy „Zabrał ci zabawkę, to ty też mu zabierz" lub „Uderzył cię łopatką, to mu oddaj", to nie znaczy, że rodzic uczy go walki o swoje, tylko daje mu do zrozumienia, że agresja jest dobrym sposobem na rozwiązywanie konfliktów. Tak naprawdę każde dziecko ma ochotę w rewanżu uderzyć kolegę łopatką. Pytanie tylko, kto się w takim dziecku odzywa. Rodzic, który mówi: „wiem że masz ochotę uderzyć kolegę bo cię zabolało, ale tak nie wolno, musimy znaleźć inne rozwiązanie", czy rodzic który mówi „oddaj mu, walcz o swoje". W pierwszym przypadku dziecko uczy się po pierwsze, że istnieją inne sposoby na wyładowanie agresji niż agresywne zachowanie, bardziej adekwatne i społecznie akceptowane, a po drugie rodzic sygnalizuje, że dziecko ma prawo być złe i smutne, co może zrodzić w nim agresję, jednak nie może tej agresji wyładowywać na koledze.
Zdarza się, że dziecko idzie do szkoły i rodzice są zdziwieni jego agresywnością. Pomijają fakt, że na różnych wcześniejszych etapach np. w kontaktach z rodzeństwem ono już takie było, rodzice tylko nie zwracali na to uwagi, a wręcz dali swoje milczące przyzwolenie.
AB: A więc szkoła nie rodzi agresywnych zachowań, tylko eksponuje już istniejące.
UT: Tak, szkolna agresja jest przedłużeniem tej istniejącej wcześniej, na którą być może nikt nie zwracał uwagi. Bywa też i tak, że rodzice uczą dziecko konstruktywnego rozwiązywania konfliktów i radzenia sobie z agresją w stosunku do rówieśników, natomiast ono w szkole zachowuje się zupełnie inaczej, jest agresywne. W takim przypadku należy się zastanowić czy jest to wychowawczy błąd, czy może dziecko z różnych powodów, wcześniej nie mogąc sobie pozwolić na rozładowanie napięć i agresji, daje sobie upust w szkole.
AB: Czyli szkoła jest miejscem, które pozwala dziecku na rozładowanie agresji. Czy istnieją w szkole jakieś czynniki, które temu sprzyjają?
UT: Tak, dwa najważniejsze to: po pierwsze, dzieci stanowią dużą grupę, a nauczyciel nie jest w stanie zwrócić na wszystkie uwagi. Dziecko, które zdaje sobie sprawę, że jest jednym z dwudziestu uczniów w klasie, może dać sobie przyzwolenie na okazanie agresji, czego nie robiło przy rodzicach. To nie jest tak, że szkoła nie radzi sobie z agresywnością uczniów, po prostu jest miejscem, w którym zbyt wiele dzieci naraz wykorzystuje sytuację, aby rozładować swoje agresywne napięcia. Szkoła jest miejscem, gdzie dziecko po części może się poczuć poza kontrolą (dlatego tak ważny jest, o czym wcześniej mówiłam, jego wewnętrzny motor działania). Drugi czynnik to wchodzenie dzieci w grupy czy relacje, które preferują agresywne rozwiązywanie konfliktów. Pragnienie bycia zaakceptowanym przez daną grupę czy osobę, może być wówczas dla dziecka tak silne, że jest ono w stanie zrezygnować z wewnętrznych przekonań i postaw, na rzecz akceptacji tu i teraz.
AB: Można się spotkać z opinią, że agresywne zachowanie dzieci w szkole jest próbą rozładowania stresów związanych z ich nadmiernym obciążeniem nauką. Czy zgadza się Pani z tym poglądem?
UT: Jest to obiegowe i bardzo często używane stwierdzenie. Natomiast moim zdaniem, szkoła nie jest miejscem, które zakłada, że dziecko ma się uczyć za dużo i za ciężko. Według mnie, stres związany ze szkołą nie jest wynikiem nadmiernego obciążenia nauką, ale koniecznością podporządkowania się dziecka nowym obowiązkom, regułom i zasadom. Jeżeli maluch od najmłodszych lat nie był uczony obowiązkowości, systematyczności w działaniu, podejmowaniu nowych zadań, to niezależnie od tego, ile treści będzie w szkole poruszanych, jemu ogromną trudność będzie sprawiało samo przyswojenie systemu uczenia się.
Często zgłaszają się do mnie rodzice, którzy mają dylemat, bo nie wiedzą czy dziecko, które płacze, bo nie chce chodzić do przedszkola, powinni z niego zabrać, czy nie? Rodzi się w tym miejscu pytanie, co dla dziecka będzie korzystniejsze? Czy pozostawienie go w przedszkolu i pozwolenie mu na poradzenie sobie z trudną sytuacją, z którą będzie się spotykał w swoim życiu nieraz, czy zabranie go, licząc na to, że dorośnie. Owszem zdarza się czasami, że dziecko rzeczywiście „dorasta" do przedszkola, ale często bywa tak, że problemy, które pojawiają się u czterolatka, idącego po raz pierwszy do przedszkola, pojawią się później u sześciolatka, który będzie szedł do szkoły. Tak więc zabranie dziecka z przedszkola, bo płacze, nie jest rozwiązaniem problemu tylko jego pominięciem i odłożeniem w czasie. Przedszkole uczy dziecko i przygotowuje do późniejszego sprostania szkolnym obowiązkom, dzięki czemu dziecku łatwiej wejść w panujący system nauczania.
AB: Czyli szkolny stres, to raczej rezultat nowych obowiązków niż samej nauki?
UT: Nowych obowiązków i związanych z nimi zmian. W dużej mierze stres dziecka bierze się stąd, że nie było on przygotowane do pewnej obowiązkowości. Jeżeli dziecko nie jest uczone od najmłodszych lat, że na różnych etapach swojego rozwoju ma obowiązki na miarę swoich możliwości, to później wszystko będzie dla niego za dużo i za ciężko. Nakładanie na dziecko obowiązków uczy je organizacji czasowej, pokazuje, że pewien czas musi poświecić na działania obowiązkowe. Oczywiście nie zawsze obowiązki są przez dziecko chętnie wypełniane. Który maluch nie złości się i nie płacze, kiedy musi posprzątać po sobie zabawki? Są rodzice, którzy zrobią to wówczas za niego, bo przecież jest zmęczone, zdenerwowane. Ale ważne, by popatrzeć na to, jak na pewien etap, w którym uczymy dziecko obowiązkowości.
AB: Agresja nieodzownie związana jest ze szkolną przemocą. Z jakimi jej formami dziecko spotka się w szkole?
UT: W szkole możemy się spotkać z przemocą słowną i fizyczną. Słowna przemoc, to przekleństwa, wyzywanie, ubliżanie, upokarzanie. Przyswajanie języka jakim się posługujemy, związane jest z naszą socjalizacją: pierwotną i wtórną. Socjalizacja pierwotna, to ta, którą wynosimy z domu, a wtórna, to ta, którą zdobywamy np. w szkole. Czasami bywa tak, że socjalizacja pierwotna w obrębie języka, jakim posługuje się dziecko, jest w normie, życzliwa, grzeczna i kulturalna, natomiast w szkole, jakby niezależnie, dokonuje się socjalizacja wtórna, którą charakteryzują np. wulgaryzmy. Szkolny język czasami w bardzo znacznym stopniu odbiega od tego, którym dziecko posługuje się w domu. Wynika to z tego, że dzieci tworzą swój własny styl mówienia, który czasami rzeczywiście może szokować brzydkimi słowami czy przekleństwami. Jednak nie należy przesadnie ingerować w słownictwo dzieci (oczywiście nie mówię o zupełnej obojętności ze strony nauczyciela czy rodziców), nawet jeżeli w naszym poczuciu niekiedy używają brzydkich słów. Bardzo często jest to po prostu taki przejściowy etap. Trochę inaczej sprawa wygląda w przypadku nastolatków, gdyż u nich jest to pewna forma buntu, polegająca na pokazaniu, że będą robić inaczej niż do tej pory i inaczej niż wszyscy dookoła. Jest to również sposób na wejście w konflikt z rodzicami czy nauczycielem, polegający na niszczeniu dotychczasowego, wyuczonego dziecięcego języka i zbudowaniu nowego, partnerskiego.
Natomiast jeżeli mówimy o przemocy fizycznej to musimy jasno określić, co rozumiemy pod pojęciem przemoc. Jeżeli np. córka przychodzi ze szkoły i mówi nam, że koleżanka ją kopnęła, to przede wszystkim należy się dowiedzieć, jak doszło do całej sytuacji. Najczęściej okazuje się wówczas, że dziewczynki po prostu się pokłóciły. W takiej sytuacji należy się dzieckiem zająć poprzez pokazanie mu, że rozumiemy, iż sprawiło mu to przykrość. Natomiast nie należy takiej sytuacji rozdrapywać i robić afery. Oczywiście nie mówię tu o sytuacji kiedy dziecko zostało np. pobite, nie chce iść do szkoły i jest przerażone. Chodzi mi o kopnięcie czy szturchnięcie, będące rezultatem koleżeńskiej sprzeczki. Nie wchodźmy wówczas z buciorami w rówieśnicze życie naszego dziecka. Nie wyręczajmy w rozwiązywaniu konfliktów, chociaż zdaję sobie sprawę, że w naturze każdego rodzica leży chęć natychmiastowej interwencji, jeżeli uzna, że jego dziecko jest krzywdzone. Agresywne zachowanie między dziećmi służy czasami wyrażaniu rywalizacji, ustalaniu reguł, wzajemnego docierania się czy rozwiązywania konfliktów. W takiej sytuacji oczywiście pomóżmy dziecku znaleźć inne rozwiązanie niż agresywne, ale pozwólmy, aby samo wcieliło je w życie.
AB: A co jeżeli nasze dziecko padło ofiarą autentycznej przemocy, zostało pobite?
UT: Przede wszystkim należy zająć się dzieckiem, jego smutkiem, żalem i poczuciem upokorzenia. Dla dziecka pobicie jest przede wszystkim ogromnym upokorzeniem, związanym z tym, że wszystkie dzieci o tym wiedzą, że okazało się takie słabe, że jest mięczakiem, że nie umiało sobie poradzić. Następnie należy wykluczyć powtórzenie się takiej sytuacji i zadbać o bezpieczeństwo dziecka. Oczywiście należy skontaktować się z nauczycielem i dyrekcją szkoły. Szkoła jako instytucja, posiada szereg sposobów na rozwiązywanie takich sytuacji.
AB: Kiedy dziecko zostaje pobite, mamy jasną sytuację, możemy więc podjąć konkretne kroki. A co rodzice powinni zrobić w sytuacji, kiedy dziecko na przestrzeni jakiegoś czasu robi się coraz smutniejsze, zamyka się w sobie, płacze? Dziecko wprawdzie nie skarży się, że ktoś go bije czy w inny sposób się nad nim znęca, ale widzimy, że dzieje się coś złego.
UT: Po pierwsze musimy się zastanowić co oznacza „coś złego". Czasami dziecko rzeczywiście w jakimś momencie wycofuje się, zamyka w sobie, staje się apatyczne. Wówczas wyobraźnia rodziców podpowiada im, że na pewno w szkole dziecku dzieje się coś złego, co w ich przekonaniu oznacza przemoc. Ale nie zawsze tak bywa. Czasami dziecko może mieć trudności we włączeniu się w życie klasowe (widać to dopiero po jakimś czasie, kiedy nastąpi integracja uczniów w klasie), problemy w dostosowaniu się do panujących w szkole zasad, może w czymś jest słabsze lub czuje się gorsze niż inne dzieci. Rodzice w takiej sytuacji bardzo często chcą szybko znaleźć jedną, konkretną przyczynę, a stwierdzenie, że dziecko jest krzywdzone jest najłatwiejsze. Przede wszystkim w takiej sytuacji należy z dzieckiem rozmawiać i próbować się dowiedzieć co się dzieje. Nie należy dziecka zostawiać samego, mówiąc: przejdzie mu, na pewno sobie poradzi. Dobrym pomysłem jest skontaktowanie się z nauczycielem i zapytanie czy zauważył zmianę w zachowaniu dziecka. Należy to zrobić dyskretnie, nie ulegając wpływom emocji (one w niczym dziecku nie pomogą, a sprowokowanie afery zaostrzy jeszcze sytuację). Jeżeli nie znajdziemy żadnego wyjaśnienia zachowania dziecka, warto wówczas udać się po pomoc do specjalisty, gdyż powód problemów malucha może leżeć w nim samym.
AB: Co rodzice powinni zrobić kiedy razem z nauczycielem ustalą, że dziecko nie jest akceptowane przez grupę, nikt nie stosuje wobec niego przemocy ale inne dzieci go odtrącają?
UT: W takiej sytuacji rodzice bardzo często, jako sposób poradzenie sobie z tą sytuacją, wysuwają pomysł zmiany klasy lub szkoły. Od razu pragnę zaznaczyć, że jest to jeden z najgorszych sposobów, gdyż nie jest to zajęcie się problemem ale ucieczka od niego, a dla odrzucanego dziecka jest dodatkową karą. Jeżeli dziecko jest odtrącane, nieakceptowane, problem nie zniknie wraz ze zmianą środowiska.
Rodzice przede wszystkim powinni zająć się uczuciami dziecka, spojrzeć na nie pod kątem tego, co się dzieje, że jest ono nieakceptowane. Rodzicom jest bardzo trudno spojrzeć na swoją pociechę z perspektywy tego, że to nie wszystkie dzieci w klasie są złe, bo nie lubią mojego dziecka, tylko to moje dziecko ma trudności w wejściu z nimi w relacje. Warto wówczas udać się do psychologa, który pomoże dziecku i rodzicom znaleźć odpowiedź na źródło jego kłopotów.
Szkoła czasami zapomina, zwłaszcza w tych pierwszych latach, o konieczności integrowania dzieci w klasie, czy szkole. Nie daje im możliwości poznania się na różnych poziomach, czy nawet skonfliktowania, a przecież jest to grupa dzieciaków z przeróżnych środowisk, która potrzebuje pomocy we wzajemnym dotarciu się.
AB: Jak rodzice powinni zareagować kiedy dziecko skarży się, że nauczyciel na niego krzyczy, wygraża mu, a przy tym widać, że maluch rzeczywiście jest przestraszony?
UT: Najpierw rodzice powinni przyjrzeć się własnemu dziecku i zastanowić, czy zachowanie nauczyciela jest rzeczywiście względem dziecka agresywne, czy może dziecko je tak odbiera. Jeżeli maluch jest bardzo wrażliwy, reaguje płaczem na podniesiony głos rodziców, nie należy się dziwić, że każde głośniejsze słowo nauczyciela będzie odbierało jako agresywne. Aby to sprawdzić, dobrym sposobem jest kontakt z innymi rodzicami, mający na celu konfrontację opinii naszego dziecka o nauczycielu z opinią innych dzieci. Jeżeli pozostali uczniowie również się skarżą na zachowanie nauczyciela, wówczas rodzice mogą poprosić o dodatkowe zebranie i zwrócić mu na to uwagę, albo udać się do dyrektora szkoły. Natomiast, jeżeli tylko nasza pociecha uważa, że nauczyciel jest agresywny, możemy pójść do szkoły i delikatnie z nim porozmawiać, zwracając uwagę na to, w jaki sposób odbiera go nasze dziecko. Należy zająć się również samym dzieckiem, jego wewnętrznym światem przeżywania emocji oraz świata zewnętrznego.
AB: Jak przygotować dziecko do przyjmowania i konstruktywnego wyrażania agresji?
UT: Przede wszystkim rozmawiać. Na podstawie czytanych książeczek lub oglądanych dobranocek tworzyć historyjki, w których zadaniem dziecka będzie dokańczanie zaczynanych przez nas zdań, np. jak sądzisz co powinien zrobić Franklin (bohater dziecięcych bajek), gdy koledzy się z niego śmiali? jak myślisz co czuł chłopiec gdy....? jak sądzisz, jak czuła się dziewczynka, gdy koleżanka ją popchnęła itp. Stymulowanie dziecka poprzez wspólne fantazjowanie i tworzenie wymyślonych historyjek przygotowuje je na kontakt z różnymi społecznymi sytuacjami, niekoniecznie pozytywnymi, w tym również agresywnymi. Taki emocjonalny kontakt z trudnymi sytuacjami jest dla dziecka swoistego rodzaju treningiem. Zdaję sobie sprawę, że na to potrzebny jest czas, którego rodzicom bardzo często brakuje. Jednak na takie wspólne fantazjowanie wystarczy poświecić 15 minut dziennie, aby zobaczyć tego efekty. Druga ważna sprawa to wprowadzenie dziecka w odpowiednim wieku w grupę rówieśniczą. To co rodzic może wówczas zrobić, to być aktywnym w świecie dziecka, kiedy ono uczy się jak reagować na sytuacje agresywne. Jeżeli to nasza pociecha jest agresywna w stosunku do kolegów z piaskownicy nie izolować, nie udawać że nie ma problemu czy mówić, że nie mam ochoty wstydzić się za dziecko. Wyjaśniać dlaczego takie zachowanie jest złe i pokazywać jak można poradzić sobie z negatywnymi emocjami. Ważną rzeczą jest również nazywanie dziecięcych emocji i mówienie, że dziecko ma do nich prawo. Kiedy za agresywne zachowanie karcimy malucha pamiętajmy, aby karać za sposób wyrażania emocji, a nie za samą emocję.
AB: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Urszula Turyna pedagog, psychoteraputka - absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego. Ukończyła 4 letnią Szkołę Psychoterapii Psychodynamicznej w Krakowskim Centrum Psychodynamicznym, a także Studium Socjoterapii i Treningu Interpersonalnego oraz Studium Psychoterapii Młodzieży. Od 6 lat pracuje z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi indywidualnie i grupowo w Ośrodku Psychoterapii Mały książe oferującym pomoc rodzicom i ich dzieciom.

SilverCube s.c.
Komentarze (0)
Zaloguj się, aby dodać komentarz