Seks w Kościele
Co można a czego zabrania kościół katolicki (w kolejnym wątku możemy poruszyć inne wyznania) Zapraszam do dyskusji.
Dyskusja
-
Lirjel napisał(a):Jeszcze jedna myśl mi w głowie zakwitła. A mianowicie, tematem tej grupy jest SEKS W KOŚCIELE. Jeśli uznamy, że to my jesteśmy Kościołem, zgodnie z tym co głosi Nowy Testament, to seks w Kościele jest taki, jaki znamy z własnego życia: piękny, marny, niedoskonały, genialny, skrzywiony, pełen miłości, delikatny i gwałtowny, dający niezwykłe doznania...
Spójrzmy na siebie, na tajemnice własnej alkowy i zastanówmy się, czy ten seks jest do zaakceptowania czy też jest przestrzenią pełną możliwości przemiany, udoskonalenia, otwarcia się na miłość, głębie i niezwykłe, dotąd niepoznane doznania. Oto zatem inne spojrzenie na seks w Kościele:) -
Teodor napisał(a):Otóż to Lirjel
-
Lirjel napisał(a):Tak się zastanawiam nad kwestią religii. Bóg jej przecież nie stworzył. Bóg jest, był i będzie, całkiem niezależnie od religii, czy Kościoła. Natomiast sądzę, że religia jest odpowiedzią człowieka na wołanie Boga. Jest dialogiem, relacją. Wyjątkową relacją między konkretnymi ludźmi a Bogiem. I dla tej relacji ustanawiane są pomiędzy partnerami dialogu obowiązujące prawa. Bóg mówi, człowiek mówi - powstają doktryny wiary. Bóg uczy, człowiek słucha, Bóg posyła ludzi, mówiących w Jego imieniu i oni wskazują nowe drogi dojścia do źródła. Z tej perspektywy, człowiek musi wybrać który pokój dialogowy jest dla niego, ale jeśli go wybierze, to obowiązują go zasady tego pokoju, jeśli nie wybiera, to jest wolnym strzelcem, idzie naprzód lub się cofa, ale sam musi wybierać w gąszczu przeróżnych drogowskazów. -
Teodor napisał(a):Lirjel ja także wierzę, że Bóg nie odrzuca. Rozgraniczyłaś nieco Boga od Kościoła i myślę, że coś w tym sensownego może być, chociaż chyba lepiej byłoby rozgraniczyć Boga od religii...ale to już inny temat dyskusji. W kontekście seksu można by się zastanowić czy to Bóg narzuca ograniczenia, czy człowiek (religia). -
Lirjel napisał(a):Nie Teodor, ja miałam na myśli sakrament Komunii. Zakładam natomiast, że mogą istnieć związki, w których ludzie żyją w ogromnej miłości i pragnieniu Boga lecz w oddaleniu od Kościoła. Tak może się dziać z różnych przyczyn. A też różnymi drogami Bóg prowadzi do siebie, czasem ludzie po latach wracają do Kościoła, a nawet jeśli nie, to nie wierzę, by Bóg odrzucił swoje dzieci.Quote:Czy to oznacza, że w takim związku Bóg jest z boku?
Jeszcze jedna sprawa, jasne że są rozwody, jasne że jest ich dużo, natomiast warto patrzeć na ideał do którego dążymy zamiast na to, że innym się nie udało. Sam wczoraj życzyłeś rozwoju, miłości, świętości - i w tę stronę warto iść. -
Teodor napisał(a):Lirjel statystyki w tym względzie są okrutne Rozwodów jest mnóstwo, a to oznacza, że poczucie bezpieczeństwa płynące z zawarcia związku małżeńskiego wcale nie musi być takie mocne. Owszem jest, nie mniej jednak coraz większa świadomość łatwości otrzymania rozwodu sprawia, że jest ono zachwiane. Nie spotkałem się z danymi, które by mówiły ile rozstań jest w związkach "wolnych". Takie porównanie mogłoby być interesujące. Oczywiście możesz powiedzieć, że dwoje ludzi przed Bogiem nadal są małżeństwem, a dokument rozwodowy to kwestia urzędu i z tym argumentem nie zamierzam dyskutować bo to kwestia wiary.Quote:W związku niesakramentalnym trudno byłoby tę pełnię stworzyć bo jak zmieniłabym partnera, to tworzyłabym pełnię z kolejnym facetem?Czy to oznacza, że w takim związku Bóg jest z boku?Quote:W związku niesakramentalnym jest Bóg i tego jestem pewna ale nie ma Komunii -
Lirjel napisał(a):Piękne są Twoje ostatnie słowa i ja z radością życzenia przyjmuję oraz wysyłam zwrotne do Ciebie:)
Jeszcze odnośnie tego pożądania, to może najprościej można by powiedzieć, że pożądanie to po prostu CHCĘ MIEĆ, a miłość to CHCĘ DAWAĆ I BRAĆ (definicja mocno okrojona:).
Zastanawiam się nad kwestią tych związków sakramentalnych i niesakramentalnych. W sakramencie małżeństwa, to małżonkowie udzielają sobie ślubu poprzez wyrzeczenie przysięgi małżeńskiej, ksiądz jedynie błogosławi. Może zatem to co ważne dla naszego seksualnego aspektu (
) to wzięcie odpowiedzialności za drugą osobę, decyzja stania się jednym, tworzenia pełni. W związku niesakramentalnym trudno byłoby tę pełnię stworzyć bo jak zmieniłabym partnera, to tworzyłabym pełnię z kolejnym facetem? Nie daję też komuś poczucia bezpieczeństwa a to bardzo ważne.
Teodorze, wiem jednak że są takie związki które łączy miłość piękniejsza niż w wielu małżeństwach. I to są wyjątki, trzeba to sobie jasno powiedzieć. Myślę, że jest możliwe żyć w piękny sposób poza sakramentem małżeństwa ale to mocno ryzykowna ścieżka. Bycie razem jest piękne ale i chwilami niełatwe i tutaj super jest gdy można korzystać z mocy Najświętszego Sakramentu. W związku niesakramentalnym jest Bóg i tego jestem pewna ale nie ma Komunii. Dla mnie jest to ogromna strata. -
Teodor napisał(a):Lirjel napisałaś ważne według mnie słowaMożna to odnieść nie tylko do seksualności człowieka, do tego co wolno w łóżku, a czego nie, te słowa można odnieść do życia codziennego, do relacji z drugim człowiekiem, do swojego sposobu bycia. Sumienie jest niezwykle ważnym atutem człowieczeństwa. Nasuwa mi się tu jednak pytanie, co np. z psychopatami?... ale to już całkiem inny temat.Quote:Sądzę, że po to Bóg dał ludziom sumienie by czuli, kiedy oszukują Boga i siebie
Piszesz Lirjel także o danej nam wolnej woli. W jej kontekście odniosę się do Twoich słów Eleazarze.Czy mając wolną wolę, mogą dać sobie do siebie prawo w inny sposób niż podczas ślubu? Oczywiście nie byłoby wówczas przedstawiciela Kościoła (kapłana), który potwierdziłby ten zaślubiny, ale czy mimo to mogłoby to być przed Bogiem? I kolejne pytanie, czy w związku niesakramentalnym może uczestniczyć Bóg?Quote:Dopiero podczas ślubu narzeczeni dają sobie prawo przed Bogiem i Kościołem do samych siebie
Eleazar Jezus rzeczywiście mówi o grzechu już przy samym pożądliwym patrzeniu na kobietę, zastanawiam się nad głębszym znaczeniem tych słów. Być może Jezusowi nie chodzi stricte o patrzenie na inną kobietę niż żona, ale na patrzenie na jakąkolwiek z pożądaniem czysto fizycznym, bez miłości. Może mówi o pożądaniu, które ma na celu zaspokojenie popędu seksualnego. Czym innym bowiem jest patrzenie z miłością, z pragnieniem ofiarowania siebie tej drugiej osobie, zespolenia się z nią by w jedności zbliżyć się do Boga.
Czy moje przykłady są skrajne?nie wiem, ale nawet jeśli to ja życzę każdemu aby znalazł się właśnie w tych 10%, które są mocnym dążeniem do rozwoju, w których spotykają całym sobą Najwyższego, życzę takiej skrajności, która jest bliska lub tożsama z świętością. -
Lirjel napisał(a):Powiem Wam, że osobiście nie mam problemu co jest grzechem w małżeństwie. Zaprosiliśmy Boga do naszej rodziny i wierzę, że On w niej jest. Kochając się nie zastanawiam się co jest, a co nie jest grzechem. Czuję miłość i tę miłość chcę dawać, chcę pokazywać że ten oto mężczyzna jest dla mnie piękny, jedyny i ważny. Chcę aby było mu dobrze i aby wszystko co robimy zbliżało nas do siebie i dawało poczucie jedności. Wierzę, że jest w tym Bóg bo przecież On chce uczestniczyć w naszej miłości. Co do kończenia dopochwowo - nie rozumiem tego.
Przecież można się kochać w różny sposób - ot tak sobie, po prostu by się poczuć razem przed snem, można sobie dawać pieszczoty gdy np. kobieta nie może współżyć, niekoniecznie musi się to kończyć erekcją czy orgazmem obojga.
Ponadto, Bóg chce abyśmy się rozmnażali i super, ja też tego chcę ale nie jak króliki! Nie uwierzę, że Bóg chce abym co rok rodziła dzieci. Po pierwsze dlatego, że dał nam wolną wolę, po drugie dlatego, że stworzył kobietę piękną i wartościową i wierzę w to, że moje zdrowie ma dla Niego znaczenie. Więc w kwestii rodzenia bardzo proszę, nawet pragnę mieć więcej dzieci ale uważam, że organizm kobiety potrzebuje po każdym porodzie i karmieniu odpoczynku i regeneracji. Także dzieci które urodzę potrzebują wychowania, zajęcia się nimi, a nie wrzucania na podwórko i oddawania pod opiekę Anioła Stróża. Czy w takiej sytuacji grzechem byłoby niekończenie dopochwowo w dni płodne? Gdy czuję, że mój organizm jedzie na rezerwie? Nie wierzę w to. Bóg powiedział również: Nie zabijaj - także siebie samego.
Sądzę, że po to Bóg dał ludziom sumienie by czuli, kiedy oszukują Boga i siebie, by rozpoznawali swoje intencje. Ja w sytuacji gdy postępuję wbrew Bogu czuję niepokój, to jest dla mnie sygnał alarmowy że nie idę dobrą drogą. Kiedy czuję w sercu pokój wiem, że postępuję słusznie. -
eleazar napisał(a):Teodorze, ja piszę o porządku moralnym, Ty piszesz o relacjach miedzy osobami. Ja nie piszę, że miedzy związkami niesakramentalnymi nie ma miłości jedności. Jest, znam wiele par, jak i Ty, gdzie ludzie żyją lepiej niż w małżeństwach sakramentalnych. Mimo to, nie zmienia to Słowa Bożego i porządku moralnego. Przecież sam Jezus mówi, że już patrzenie na kobietę pożądliwie jest grzechem, a co dopiero współżycie. Dopiero podczas ślubu narzeczeni dają sobie prawo przed Bogiem i Kościołem do samych siebie. I to Bóg podnosi do rangi sakramentu. Taki związek jest uświęcony.
A co do drugiej kwestii. To myślę, że każde małżeństwo ma swoją drogę do przeżywania miłości intymnej. Wzajemnie uczą się siebie i jeśli znają nauczanie Kościoła co można, a co rodzi grzech, mają szansę poszukać własnej drogi do tego, aby żyć zgodnie z naturą, nauką Kościoła i zarazem czuć się wolnymi, w miłości i jedności.
Twoje przykłady są skrajne i jak zapewne wiesz, w krzywej Gaussa zawsze 10% po prawej i lewej to skrajności. Wszędzie są wypaczenia. Tu rozważamy szeroko rozumianą normę, a nie skrajności. Życzę każdemu, aby znalazł się w tych 80% i znalazł dla siebie miejsce, które będzie Bogu i sobie nawzajem przyjemne.


SilverCube s.c.