Tobiasz zgodzę się z Tobą...po części. Owszem seksualność najpiękniejsza i najzdrowsza jest w przeżywaniu w parze (dodam jeszcze heteroseksualnej...dla mnie homoseksualna wcale nie jest piękna :p ). Jednak w momencie kiedy człowiek uczy się swojej seksualności i swojego ciała to normalnym jest, że dochodzi do onanizmu i nie ma co tego w jakikolwiek sposób demonizować. Oczywiście chorym byłoby także w jakikolwiek sposób wzmacniać go jako zwykłą praktykę zaspokajania popędu.
Olivia to jak z Tobą jest? Poznajesz wciąż swoje ciało czy już zaspokajasz popędy? Jeśli zaspokajasz to warto byłoby się zapytać dlaczego, lub czego Ci brak, czego potrzebujesz, ale nie w sensie fizycznym, lecz psychicznym, uczuciowym.
To co człowiek odczuwa jest naturalne. Tzn, że masz normalny odruch. Bo sam fakt onanizmu nie jest rzeczą normalną. Nie chodzi mi w tym momencie o względy etyczne, religijne. Po to zostaliśmy obdarzeni taką seksualnością a nie inną abyśmy czerpali z tego przyjemność ale nie w samotności. Do tego jest potrzebny partner i miłość. Tobiasz
no też ten poradnik wydaje mi się trochę ekhm... pisał to ktoś ostro napalony.
Gdzieś na niektórych portalach czytam, że to wyładowanie emocji, na portalach religijnych wiadomo co piszą, ale jak się ma potrzebe, to się to robi, a później głupio się z tym czuję. Niemniej jednak, to silniejsze ode mnie.
Mając do czynienia z osobami mającymi ten problem wiem, że jest to poważny temat. Staje się to z czasem poważnym uzależnieniem wpływającym mocno na psychikę a także w późniejszym etapie na relacje między ludzkie. Jest to "idealny" sposób na rozładowanie emocji. Jeśli ktoś mnie będzie chciał przekonać, że jest w jakimkolwiek stopniu dobre z chęcią podyskutuje. Tobiasz
Czy można to nazwać uzależnieniem, jeśli robi się raz na jakiś czas? Czy może być w przyszłości przeszkodą we współżyciu z partnerem? Czy to kiedy się zaczęło ma jakieś negatywne/pozytywne znaczenie?