Nie pomyślałam o tym ale rzeczywiście, masz rację. Zastanawiam się wobec tego, czy rozmowy z dziećmi, zaczynające się może już od ok. 3 roku życia (oczywiście na bardzo, bardzo podstawowym poziomie) i w miarę wzrastania dziecka zgłębiające problem, czy nie zabezpieczyłyby przed onanizmem w wersji samogwałtu. Taki kontakt z dzieckiem w wieku dojrzewania pozwolił by również na otwarcie, na nie zamykanie się dziecka w swoim świecie.
Mam taki przykład w rodzinie kobiety, która w ten sposób podejmowała z córką trudne rozmowy od wczesnego wieku, początkowo ogromnie proste, teraz (dziecko ma 12 lat) córka rozmawia z nią na te tematy, które ją niepokoją, ciekawią i z którymi styka się w szkole.
Może to jest jakieś wyjście?
Lirjel wszystko pięknie by pasowało do osoby dojrzałej, ale onanizm jest zjawiskiem, które swoje początki ma w wieku dorastania (choć u 3-6 latków także). W tym wieku jeszcze trudno mówić o ugruntowanych wartościach, zasadach wobec tego czy taka młoda osoba może samodzielnie ustalać sobie granicę kiedy jest ok, a kiedy coś nie tak? Poznawanie swojego ciała w tym wieku to jedno, ale gdy młoda osoba zatraca się w onanizmie bo dzięki niemu dostaje przyjemności, i to nie tylko te cielesne, to już ktoś (rodzice/opiekunowie) powinni się zastanowić jaki błąd zrobili i czego dziecku potrzeba. Oczywiście pod warunkiem, że zauważą problem.
Jeszcze jedno, pięknie powiedziałaś "pieszczoty". Popatrz dla jednych są to pieszczoty, coś dobrego, a dla innych "samogwałt". Ciekawe prawda.
Teodor, sądzę, że ten punkt jest wyznaczany przez połączenie wartości, przyjętych zasad, pragnień i wyobrażeń, jak chciałoby się przeżywać miłość, może zależeć od poziomu lęku, od społecznych nakazów i zakazów itp. Czym kto ma większą świadomość i dojrzałość, tym więcej tych wypadkowych związanych jest ze mną, a nie narzuconych przez społeczeństwo i zasiane przez nie lęki.
Widzisz, przypuśćmy że poznaję swoje ciało i jest to dla mnie bardzo ciekawe i teraz pierwsza kwestia - czy staram się wzbudzić w sobie maksymalną przyjemność od razu, czy rzeczywiście chcę się poznać? - czy cieszę się tym co odkrywam, czy też poruszam się w świecie lęku a później walczę z moralniakiem? Czy czuję, że postępuję w zgodzie ze sobą, czy też mam poczucie, że robię sobie krzywdę, że nie mam kontroli i wchodzę w to znowu, potęgując negatywne emocje.
Myślę, że każdy czuje co mu takie pieszczoty robią. Można się temu przyjrzeć i ocenić, gdzie jest ten punkt od którego budzi się w człowieku niepokój, a do którego momentu czuję, że jestem w zgodzie ze sobą. Myślę, że jest to niezwykle ważne po to, by nie ranić siebie i nie psuć sobie fundamentu do miłości. Onanizowanie się może budzić otwartość, przełamywać zahamowania, uczyć fantazji w stosunkach seksualnych - byle uszanować własne granice:)
ogólnie najgorzej jak przyłapią rodzice, wtedy myślą, że to już ten okres jak się chce to robić z chłopcami, a to wcale nie tak ;/
Nie wiem, czy są jakieś normy. Bo sfery intymna u każdego człowieka ma indywidualne granice. Coś, co dla Ciebie jest interesującym poznawaniem ciała, dla mnie może być już ranieniem siebie. Coś co dla Ciebie jest ostrą jazdą z poczuciem winy, dla mnie może być pięknym doznaniem opartym na zasadach sztuki miłości. Myślę natomiast, że zranienia powstają na miarę Twoich granic. To Ty wyznaczasz to miejsce, w którym jest Ci miło i wiesz, że ważne jest abyś się znała i wiedziała jak reaguje Twoje ciało, a gdzie jest ten punkt, od którego czujesz, że działasz przeciw sobie, że już nie masz kontroli i pozostajesz pobudzona i z niezłym moralniakiem.
no tak, tylko co wyznacza normę?
wydaje mi się, że ciało już poznałam, może nie 'dogłębnie', ale jednak. Hm, chyba to lubię.