Z każdym dniem odkrywam w mojej Mamie coś nowego. Kiedyś największym koszmarem była dla mnie myśl, że mogłabym być w najmniejszym choćby stopniu podobna do mojej Mamy. Dzisiaj? Dzisiaj mogę być dumna wiedząc, że pewne kwestie mam jednak po Niej. Kiedyś myślałam, że moja Mama dbała tylko o to, by kasa była w domu, dzisiaj myślę o Niej, ile ma w sobie odwagi, przedsiębiorczości i pomysłu, by ruszyć w świat i zdobywać to, czego dla nas pragnęła. Dzisiaj patrzę na Nią i myślę, że jest piękną kobietą, ma wspaniałą figurę, doskonałą prezencję i jestem z Niej dumna. Kiedyś myślałam, że jest próżna i wystrojona jak paw. Dzisiaj patrzę z radością na to, jak wielki podziw budzi. Kiedyś myślałam, że wpieprza się we wszystko, nie potrafiąc dostrzec mojego istnienia. Dzisiaj wiem, że takie zachowania płyną z miłości i troski, z chęci ochronienia mnie, dania mi wsparcia - fakt, nie zawsze chcianego ale płynącego z najlepszych intencji. To taki Jej sposób, by powiedzieć "Kocham Cię i chcę Twojego dobra". Dzisiaj ja także nauczyłam się mówić "proszę, pomóż mi", zamiast udawać Zosię-Samosię, a to są chwile, gdy moja Mama rzuca wszystko, by tylko być mi pomocną.
Cieszę się, że umiem już więcej zauważyć i docenić, że nie mam w sobie wyłącznie złości, wkurzenia i chęci ochrony własnych granic. Mam wrażenie, że dzięki temu ja staję się pełniejszą kobietą. Odrzucając moją Mamę, blokowałam własną kobiecość.
podejście numer 2 . Wyszły emocje, wyszedł płacz małej dziewczynki.
Mama kojarzy mi się z zapachem papierosów gdzie mimo że się krzywisz na zapach to chcesz być blisko jej.
Z zapachem świeżo upieczonej drożdżówki, pączków, pyz, kotletów.
Z ukrytym kotem który z znienacka może podrapać.
Z spojrzeniem wśród wczesno siwych- białych włosów i zmarszczek, Gdzie zamiast mamo możnaby powiedzieć "babciu"
Kojarzy mi się z toną dobrych rad nie zawsze przydatnych i starych porzekadeł i przysłów nieprzydatnych w współczesnym świecie.
Jest jak wspomnienie przeszłości w której zamiast kombajnów była ludzka praca i sierp do zbierania snopków zboża podczas żniw.
Z ciężką pracą, gdzie nie ma nikogo do pomocy i wszystko masz na swoich samotnych barkach, lecz gdzie zabrakło słowa "proszę o pomoc"
Z ukrytą i zgaszoną kobiecością tylko od święta z muśnięciem szminki do przykrycia zbyt bladych policzków.
Z kontrolowaniem, wszystko wiedzeniem i przykro mówić wbijaniem w poczucie winy, gdzie trzeba się domyślać, gdzie nie ma przestrzeni, nie ma wolności, gdzie nie ma rozmowy z młodszym dzieckiem i nie ma tolerancji na dziecka sprzeciw czy inne zdanie i prędzej się mama wycofa niż przyzna się że nie ma racji.
Z 'powaga majestatu' i stawianiem szantażu emocjonalnego i ultimatum nim sie przyjmie wygodniejszą możliwość wyjścia z sytuacji.
Tyle ode mnie.
U mnie podobnie też nigdy nie było rozmów o tym co dalej z moim wykształceniem i przyszłością .Ciągłe powtarzanie cyt : Jak se pościelisz tak się wyśpisz i kto się pi... urodził ten skowronkiem nie zostanie ( tata ) .Co ja jako dziecko miałam z tego zrozumieć ? Zalana gęba mojego taty zawsze po wypłacie .
ten temat jest trudny.
Znalazłam tez ksiazkę która czytam "Mamo to moje życie".
Mama - chłod emocjonalny, zajecie się pracą, zajecie sie starszymi dziecmi, które sa samodzielme coś znacza w zyciu, brak rozmów na tematy dot. przeszżłości, brak rrozmów tak po prostu, (płaczę jak to piszę) .
Trudno jest mi powiedziec z czym czy z kim ona mi się kojarzy. Jestt w domuu, starsza kobieta. Wieczne wymaganie żeby się domyślać, ja jej tłumacze że powiedz że czegoś potrzebujesz, powiedz wczesniej, niż zę stawiasz przed faktem dokonanym. Zapach papierosów, widik siwych włosów od dawna białych. Z jednej strony traktuje mnie jak "os. dorosłą" po czym kolejnego dnia ..juz jako dziecko. Wieczne poprawianie że mam za kuse ubrania, kontrolowanie że sobie nie poradzisz w sensie że inaczej gotujesz niz ja. Wieczne powtarzanie nie konczących pporzekadeł, przesądów.
oj.. na razie tyle mogę powiedziec o mojej mamie. Tylko i aż.
Mama jest jak...muśnięcie ciepłego wiatru, myśl o niej ożywia we mnie wspomnienia, niejednokrotnie te przykre. Ona sama kojarzy mi się z ciepłem i miłością, choć nie miałam zbyt wiele czasu na nawiązanie relacji z nią. Ostatnio często myśli wracają w przeszłość i wraca ból, który zawsze za wszelką cenę próbowałam zakopać jak najgłębiej. Brakuje mi jej...bardzo...
Myślę, że skoro obudziły się w Tobie Kobietto wątpliwości dotyczące tego co tak naprawdę czujesz, to warto się nad tym zastanowić. Czasami zdarza się, że wydaje nam się, iż właśnie to a nic innego powinniśmy czuć i tak się w tym zaplątujemy, że rzeczywiście właśnie takie uczucie bierze nas we władanie. Proponuję Ci żebyś spróbowała oddzielić swoje uczucia od etykiety, którymi do tej pory je nazywałaś i przeanalizować je na nowo.
Dobre spostrzeżenie, faktycznie, kat tego nie widzi, nawet jak mówiłam swojej matce,że mnie krzywdzi, że to co robi, mówi sprawia mi ból, to ona (w najlepszym razie) się z tego śmiała. Tak sie wogóle zastanawiam czy to co czuję to nienawiść.
Moim zdaniem największą pułapką nienawiści jest to, że uważamy iż mamy do niej prawo. Skrzywdzono nas, traktowano brutalnie lub poniżono więc naszą naturalną reakcją jest nienawiść do kata. Ale czy ta nienawiść robi coś osobie która nas skrzywdziła? Jeżeli kat czuje się niewinny, jeżeli nie widzi swojej winy, to nasza nienawiść budzi jedynie w nim zdziwienie i niezrozumienie. Nienawiść jest efektem bezsilności wzbudzamy ja w sobie kiedy wydaje nam się, że nic innego nie możemy zrobić. Piszesz Kobietto, że chętnie posłuchasz dobrych rad, które z nienawiścią się uporały. Ale wiesz co myślę? Takich dobrych rad nie ma, bo dla każdego będzie to coś innego. Jednemu tak jak Korze pomoże "wzięcie to na zdrowy rozum", mi pomaga jeżeli uświadomię sobie, że moja nienawiść w żaden sposób nie wpływa na osobę, do której ją żywię, a jedynie niszczy mnie samą, a co pomoże Tobie Kobietto? Poszukaj w sobie, zastanów się gdzie jest źródło Twojej nienawiści, a jestem pewna, że odnajdziesz sposób, aby się jej pozbyć.
Życzę Ci powodzenia
U mnie złość i ból pojawia się gdy "dotykam tej rany", jeśli trwa to dość długo wtedy uświadamiam sobie, że jej nienawidzę.Koro, mam problem żeby zrozumieć jak udało Ci się wziąć to na rozum.Starałam się unikać tematu by "nie budzić demonów" ale skoro zdecydowałam się o tym pisać to może nadchodzi czas zmian,z chęcią posłucham dobrych rad od osób co uporały się z takim problemem.