Wiktor pfoto

jeszcze niegdy... jeszcze niegdy...

Jestem mężatką od trzech lat. Nigdy jeszcze nie współżyłam ze swoim mężem.

14 członków | 29 postów

Utworzona: 27.05.2009, 23:12 przez Viola

Dyskusja

  • Tobiasz Tobiasz napisał(a):
    03.06.2009, 23:57
    Chyba źle zrozumiałem :/ :) jeśli to Ty chceż a Twój mąż nie tzn, że On potrzebuje pomocy.

  • Viola Viola napisał(a):
    03.06.2009, 23:49
    Dlaczego to dla mnie problem? Jestem kobietą, która chce czuć się kochana i atrakcyjna. Chcę przeżywać w pełni mój związek. Nienawidzę też docinków "może czas byłby już na rozszerzenie rodziny". Czuję się niepełna. I źle się czuję z tym, że mam z czymś duży problem.
    A mój mąż? Nie wiem.

  • Tobiasz Tobiasz napisał(a):
    03.06.2009, 23:46
    Nie poddam się, przynajmniej na razie. Kocham Ją i zamierzam walczyć mimo kolejnych trudnych i bolesnych porażek. Myślę, że dobrą metodą jest prowokowanie, przynajmniej dzięki niej ruszyliśmy troszkę do przodu. A jest to często bardzo zabawne w wykonaniu takiego mało zgrabnego kwadrata jak ja :) Pozdrawiam

  • Tobiasz Tobiasz napisał(a):
    03.06.2009, 23:39
    Szukam cały czas pomocy. Jednak najważniejszą sprawą to nie obwiniać siebie czy partnera. A czy mam dość bardzo często jednak czasami, jak ostatnio wydaje mi się, że każda porażka dodaje sił. Myślę, że istotne jest to dlaczego tak masz z tym aż taki problem i co jest istotą zwlekania Twojego męża.

  • Viola Viola napisał(a):
    03.06.2009, 23:34
    Tobiaszu, ale czy Ty nie masz czasem dość? Mnie znów nie udało się porozmawiać. Rozmowa obróciła się w żart.I znów oddaliłam się psychicznie od tego tematu. W takiej sytuacji długo muszę się zbierać by dojrzeć do kolejnego zrywu, szukam w sobie winy - co jest we mnie nie tak? Jak Ty to przeżywasz? Czy szukałeś gdzieś pomocy?

  • Tobiasz Tobiasz napisał(a):
    03.06.2009, 12:46
    Droga Pani Violo :) dostałem ten link od mojego serdecznego przyjaciela, który zna moje problemy. Jestem od czterech lat żonaty, wydaje mi się, że jestem normalnym zdrowym facetem :) czwarty rok zmagam się z moją kochaną żoną abyśmy w ten szczególny sposób zbliżyli się do siebie. Przede wszystkim rozmowa, rozmowa, rozmowa ! Musicie oboje stanąć w prawdzie, że coś naprawdę jest nie tak ! To jest OGROMNY problem bo o to rozbijają się wasze relacje w całym wspólnym życiu. Miłość moim skromnym zdaniem jest akceptacją samego siebie względem tej drugiej osoby a także i przede wszystkim akceptacją tej drugiej osoby. Moja kochana małżonka jest dla mnie najbardziej atrakcyjną kobietą na ziemi i kiedy się budzi i kiedy zmęczona kładzie spać. Wydaje mi się, że podobnie jak w moich relacjach sprawa rozbija się o zaufanie, choć sobie ufamy a jednak to wciąż jest dla nas tajemnicą. Odwagi i nie poddawaj się małżeństwo to ciągła walka o siebie na wzajem. Pozdrawiam Tobiasz

  • Viola Viola napisał(a):
    02.06.2009, 23:49
    Bardzo boję się tego kroku ale wiem już, że dłużej odkładać tego nie wolno. Podejmę ten temat.

  • [konto-usunięte] napisał(a):
    02.06.2009, 22:49
    "Już nie wiem po czyjej stronie leży wina. I chyba zaczynam myśleć, że dzieli się równo na obie strony."

    Skoro Ty tego chcesz, a mąż wyraźnie gdzieś odsuwa to na bok, więc wina jest raczej po jego stronie, ale szczera rozmowa przede wszystkim, może jest cos, co mu przEszkadza a Ty o tym nie wiesz (?).

  • shania shania napisał(a):
    02.06.2009, 12:15
    Znajac zycie, Twoj maz rowniez ma takie rozterki. Ja mysle tak jak wszystkie zgromadzone tu osoby. Rozmowa, rozmowa, rozmowa... Wiem, ze w niektorych przypadkach ciezko ja zaczac, ale pozniej jest o wiele latwiej, jak juz wszystko sie z siebie wyrzuci. W koncu druga osoba jest Twoj maz, czlowiek, ktorego wybralas sobie na cale zycie, aby dzielic z nim wszystkie sprawy. Zycze wytrwalosci i wielu wspanialych chwil w malzenstwie :)

  • Viola Viola napisał(a):
    01.06.2009, 22:06
    Czy się boję? Tak i nie. Nadal jestem dziewicą więc boję się jak to będzie, boję się bólu i tego, że nie zapanuję nad podnieceniem. A z drugiej strony, trudno mi już wytrzymać z tym ciężarem jakim jest brak współżycia. Ta nasza rozmowa wciągnęła mnie w wir myślenia o sobie. Już nie wiem po czyjej stronie leży wina. I chyba zaczynam myśleć, że dzieli się równo na obie strony.