Coś tutaj bardzo przycichło i może się grupa rozlecieć
Ciężka sprawa, bo nie znam tej osoby. Ale ja używałam skrajności. Uderzałam w emocje. I uderzam, jak widzę zagrożenie. Coś typu: Będziesz miał żonę i dziecko, które w pewnym etapie swojego życia są na Ciebie "skazane" i żyją z zarobionych przez Ciebie pieniędzy. Mógłbyś im to zrobić? Mógłbyś im odmawiać pewnych rzeczy, bo wrzucasz pieniądze w automat? Coś w tym stylu. Ale tu już był dorosły człowiek, który miał w perspektywie założenie rodziny. Na nastolatka to nie podziała, bo do założenia rodziny zawsze wydaje się, że jest daleko. Nie wiem, czy to najlepszy sposób. Mojego kolegę zwykle wstrząsał. Kończyło się to niekiedy płaczem i mam nadzieję, przemyśleniami z jego strony.
A może ma ktoś jakąś argumentacje dla osoby która wpada w ten nałóg,nie zdając sobie z tego sprawy.Chciałabym jakoś przetłumaczyc to komus,ale nie wiem komletnie jak.Jak zadziałac jeszcze na początku problemu. Prosze o rade.
Jego uzależnienie trwa na pewno 10 lat. Może więcej. Mówię "trwa", bo jest co prawda na terapii, ale my, znajomi, ciągle go jeszcze pilnujemy. Zaczęło się całkiem niewinnie. Dla zabawy wrzucił kilka złotych do maszyny. To było jeszcze jak był nastolatkiem. Maszyna podobno na początku zawsze "daje", a to zachęca do ponownych wsadów, tym razem większych, bo i wygrana może być większa. Finalnie zwykle jest tak, że kolega pozostaje bez pieniędzy, o wygranej nawet nie wspominając. U niego sprawa wygląda tak, że w tej chwili już zdaje sobie sprawę z tego, że robił źle. Najważniejsze jest teraz dla nas, jako znajomych, aby kolegi pod wpływem alkoholu nie zostawiać samego, bo wtedy pewnie poszedłby grać. A ponieważ ma już własne pieniądze i nie założył jeszcze rodziny, jego "wsady" są naprawdę duże. Ostatni raz, kiedy rozpętała się burza z tego powodu, chodziło o 3 tys. zł włożone jednego wieczoru. Wiem, być może to nie jest bardzo duża kwota, są tacy, co przegrywają fortuny. Kolega nie ma fortuny, to była jego miesięczna pensja, nie posiada oszczędności z racji tego, co robi, więc tak naprawdę przegrywa zwykle wszystko, co posiada w danym momencie. Jako młodziak podkradał na ten cel pieniądze rodzicom, teraz zapożycza się u znajomych, zaciąga coraz to nowe kredyty na spłatę długów... W tej chwili wydaje mi się, że to ustało. Niestety nie jestem w stanie uwierzyć mu w 100%. Walczy ze sobą, pomaga mu terapia, narzeczona, rodzina, znajomi. Ostatnio zaobserwowałam, że zaczął obstawiać zakłady w związku z ogólnym zainteresowaniem sportem. Sądzę, że też przegrywa niestety. Mniejsze kwoty co prawda, ale jednak. Jest kontrolowany, więc nie może wypłacać dużych kwot z konta. Próbuję do niego dotrzeć, ale nie wiem, jak bardzo mi się uda. To trochę walka z wiatrakami.
Moja rada - nigdy nie zaczynać. Wszystko jest dla ludzi, ale do użycia z umiarem. Potem uruchamia się spirala, z której ciężko się wydostać. Ewentualnie niezwłoczna terapia. Jest anonimowa, każdy jest zobowiązany do milczenia, więc jest to atmosfera zamknięcia, intymności. I jeszcze jedno spostrzeżenie. Ponieważ kolega niewiele opowiada o tym, co tam się dzieje z racji tego, co wyżej, wiem niewiele. Ale jak dla mnie, jest tam bardzo mało osób. To przykre patrząc na ilość osób uzależnionych. Ale trafiają tam tylko mądrzy i świadomi. Więc bądźcie mądrzy i świadomi. Nie ma sytuacji bez wyjścia, jeśli odpowiednio wcześnie zaczniecie go szukać.
Evesz, napisz więcej. Jeśli coś wiesz, to warto się tutaj tym podzielić, nigdy nie wiadomo kiedy i kto z tego skorzysta.
Hej. Ja nie mam tego problemu, ale mój przyjaciel owszem. Nie są to co prawda zakłady, ale maszyna. Mogę pokazać problem od strony obserwatora...
Hej, ja jestem już po terapii. Zaczynałem delikatnie, a skończyłem katastrofalnie. Jeśli już tak Cię wciągnęło, ciężko Ci będzie z tego wyjść bez czyjejś pomocy.
Czy ktoś z Was ma problem z hazardem? Piszcie o swoich uzależnieniach. Ja nie mogę powstrzymać się od typowania. Straciłem już masę kasy ale to mnie wciągnęło i nie mogę zastopować.