mediacje

Jak mówić nie, kiedy dziecko mówi nie.

dr Iwona SikorskaDr IWONA SIKORSKA jest specjalistą w dziedzinie psychologii klinicznej, nauczycielem akademickim, adiunktem w Instytucie Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wieloletni psycholog szkolny, realizatorka licznych warsztatów dla młodzieży.

Pani dr Iwona Sikorska na portalu Plasterek.pl jest Ekspertem sprawującym pieczę nad merytoryczną poprawnością artykułów w zakresie tematyki rozwoju dziecka.

 

autor: Aleksandra Lemańska , źródło: Plasterek.pl

riverJak mówić „nie", kiedy dziecko mówi „nie"


Jako rodzice pragniemy być konsekwentni i wyrozumiali, stanowczy i łagodni zarazem. Nie chcemy, żeby nasze dzieci jadły na obiad chipsy, a po szkole siedziały do wieczora przed komputerem. Marzymy, żeby miały wrodzone zamiłowanie do nauki i do sprzątania. I żeby na dodatek rozumiały, dlaczego im jednego zabraniamy, a innego wymagamy. Kiedy więc dziecko na naszą mądrość wychowawczą mówi „nie", stajemy między młotem a kowadłem: upierać się czy odpuścić?

Dziecko jest jak rwący nurt rzeki. Płynie gdziekolwiek, dopóki nie natrafi na tamę lub inną przeszkodę. Wtedy albo znajdzie inną drogę, albo wylewa, powodując powódź. W tej metaforze dorosły jest korytem rzeki, odpowiedzialnym na ustanowienie jej brzegów. To on nadaje rzece granice, aby płynęła w dobrym kierunku. Przekładając to na język codziennego wychowania, dzieci potrzebują jasnych, czytelnych i konstruktywnych zasad uczących je, jak żyć. Ich brak wywołuje zamieszanie i chaos. Gdy zaś zasady są zbyt sztywne i surowe, powodują lęk lub bunt. Szukanie złotego środka, a więc wpajanie dziecku zasad mocnych i elastycznych zarazem, to ciągły proces, w którym sami rodzice potrzebują doskonalenia się. Wynika to najczęściej z osobistych trudności: jedni z nas mają kłopot z własną uległością, inni - ze zbyt twardym trzymaniem się własnego zdania. Konsekwentna łagodność, choć może wydawać się czymś sprzecznym, stanowi klucz do rozwiązywania sytuacji konfliktowych między rodzicami a dziećmi.

Jeśli dorosły, stawiając zakazy i nakazy, kształtuje linię brzegową rzeki, naturalne jest, że rzeka, czyli dziecko, będzie te ograniczenia sprawdzać, czy rzeczywiście istnieją i na ile można je przesunąć. Sprzeciwianie się i negacja tego, co przekazuje rodzic, jest naturalnym zjawiskiem rozwojowym. Mówiąc „nie", dziecko już zaczyna budować swoją tożsamość, dąży do samodzielności, aktywnie tworzy relacje międzyludzkie i poznaje reguły życia społecznego. Innymi słowy, testowanie rodzicielskich granic, czy się to rodzicom podoba, czy nie, jest dziecku potrzebne dla jego rozwoju. Nie jest to zatem związane z trudnym charakterem dziecka lub odziedziczonym po tatusiu lub mamusi nieposłuszeństwem. Dziecko nie staje się nagle niegrzeczne, złośliwe czy niepokorne, ani się nie psuje. Ono po prostu jest sobą i rośnie, a więc także się zmienia. Nie oznacza to, że w trosce o prawidłowy rozwój mamy akceptować wszystkie jego zachowania. Wychowanie dziecka do odpowiedzialnej wolności, do poszanowania granic własnych i innych, zależy właśnie od tego, jak rodzice stawiają granice, ustalają zasady i w jaki sposób reagują na dziecięce próby ich naruszania.


supermarketAkcja: supermarket.

Wychowanie odbywa się w codzienności, przez każdy gest, słowo, zachowanie, w sytuacjach mniej lub bardziej dogodnych i... wygodnych. Wyobraźmy więc sobie klasyczną scenę w supermarkecie. Na stwierdzenie Nie, nie kupię ci tego batonika (lizaka, zabawki, coca-coli, itp.) kilkulatek reaguje pokazowym sprzeciwem, od proszenia, pisku, płaczu, krzyku po tupanie nogą, rzucanie się na ziemię lub z pięściami na rodzica. Co gorsza, cały spektakl przyciąga uwagę innych klientów oraz personelu, którzy bacznie obserwują nie tyle, co jeszcze zrobi dziecko, ale jak zachowa się rodzic. Rodzic tymczasem ma ochotę jak najszybciej zniknąć z miejsca akcji lub natychmiast uspokoić głównego sprawcę zamieszania, byleby odwrócić od siebie oczy publiki. Dlatego najczęstszym rozwiązaniem, jakie przychodzi do głowy, jest klaps, szybkie wyprowadzenie wierzgającego dziecka ze sklepu lub ustąpienie dla świętego spokoju. Czy można i warto inaczej?


1.     Wyraź ostry sprzeciw, zgodny z tym, co czujesz i myślisz.

Możesz dostosować ton głosu, stanowczość wypowiedzi oraz treść do faktyczne odczuwanych przez ciebie emocji. Staraj się unikać oceny charakteru dziecka oraz nic nie wnoszących imperatywów: Przestań w tej chwili tupać! Jesteś nieznośny! Jak ty się zachowujesz?! Najważniejsze jest jednak to, żebyś powiedział dziecku o tym, że nie akceptujesz jego konkretnego zachowania:

Nie znoszę, kiedy tak piszczysz.

Nie lubię, kiedy ciągniesz mnie za rękaw.

Jestem wściekły i nie zgadzam się, żebyś wyrzucał zakupy z koszyka!

Dziecko, chociaż jeszcze nie potrafi przyjąć i zrozumieć twojej perspektywy, uczy się, że jego zachowanie wywołuje określone uczucia i ustosunkowanie drugiej osoby. Czasem szczere i bezpośrednie wyrażenie dezaprobaty rodzica wystarcza, aby zaniechało jakiegoś zachowania.


2.     Zaproponuj wybór.

Dziecko doświadcza frustracji, ponieważ czegoś bardzo chce, a moc decyzyjna jest po stronie rodzica. Można zaspokoić dziecięcą potrzebę wpływu na otaczający je świat, ale w granicach akceptowanych przez rodzica:

Nie kupię ci batonika. Możesz wybrać sobie jogurt albo owoc. Na co masz ochotę?

Masz do wyboru: albo sam wybierzesz sobie coś innego, albo ja wybiorę za ciebie.

Możesz wybrać: albo rezygnujesz z batonika i kupujemy coś innego, albo dziś nic dodatkowego poza listą zakupów nie kupimy.

W różnych codziennych sytuacjach zapewnienie dziecku możliwości wyboru w pełni je usatysfakcjonuje. Częściej bowiem przyczyna dziecięcego buntu nie jest konkretna rzecz, ale możliwość decydowania i stanowienia o sobie. Proponowanie dwóch alternatyw daje dziecku autonomię w kontrolowany sposób, a jednocześnie ogranicza wybór spomiędzy wielu możliwych opcji.


3.     Podejmij decyzję za dziecko, jeśli ono samo tego nie zrobi.

Jeśli pomimo zaproponowania wyboru dziecko nadal próbuje wymusić zmianę twojej postawy, zadecyduj sam:

Widzę, że nie możesz się zdecydować. W takim razie biorę dla ciebie banana.

Widzę, że zdecydowałeś, że dziś nic ze sklepu dla ciebie nie kupujemy.

Dla dziecka jest to jasny komunikat, że otrzymało szansę samodzielnego wyboru, ale z niej nie skorzystało, wobec czego konsekwencją jest dokonanie wyboru przez rodzica. To uczy, że istnieje przejrzysta reguła: jeśli dziecko nie reaguje i nie wykorzysta propozycji rodzica, okazja przepada. Stanowisko rodzica jest zdecydowane, ale sprawiedliwe, gdyż uprzedził dziecko o skutkach jego postępowania. Być może więc następnym razem nie będzie się opłacało przeciągać struny, tylko wybrać coś z istniejących możliwości.


4.     Uprzedź dziecko o konsekwencjach i daj mu je odczuć.

Taka reakcja rodzica jest istotą tego, co nazwałam konsekwentną łagodnością. Jeśli dziecko zachowuje się w sposób dla nas nie do zaakceptowania, nie krzyczymy, nie oceniamy, nie atakujemy, nie grozimy wymyślnymi karami. Pokazujemy za to dziecku naturalne konsekwencje jego działań:

Jeśli będziesz nadal krzyczał i tupał nogą, nie wezmę cię następnym razem na zakupy.

W sklepach nie zrzuca się rzeczy z półek. Jeśli będziesz tak robił, poproszę pana ochroniarza, żeby zwrócił ci uwagę.

 

kid2Uwaga! Najważniejsza jest wiarygodność, czyli minimum słów, a maksimum czynów. Nie wahajmy się wprowadzić słów w czyn, jeśli dziecko nie przerwie swojego zachowania. Dlatego konsekwencje powinny być adekwatne i realne do wyciągnięcia. Straszenie, że już nigdy nie weźmiemy dziecka na zakupy albo że przyjdzie pan policjant i je zabierze, nie mają większego sensu, bo sami dobrze wiemy, że nie wywiążemy się z tych „obietnic". Dziecko natomiast bardzo szybko zaczyna rozumieć, że nie należy szczególnie przejmować się tym, co mówimy.

Stosowanie konsekwencji zamiast karania jest niezwykle ważne dla wychowania dziecka do świadomej odpowiedzialności za swoje czyny i wybory. Nieskuteczność kar polega między innymi na tym, że nie mają nic wspólnego z popełnionym występkiem. Dziecko uczy się czegoś nie robić z lęku przed karą, a nie dlatego, że jest to coś niewłaściwego. Wyciąganie konsekwencji buduje w dziecku coś więcej: sumienie. Doświadczając zależności przyczynowo-skutkowej dziecko w każdej podobnej sytuacji staje przed samodzielnym wyborem: zrobić coś i ponieść naturalne tego konsekwencje, bądź tego nie robić.


Dzieci nieraz czują, że w miejscach publicznych rodzic staje się bardziej „miękki", stąd eskalują swoje próby wymuszania właśnie poza domem. Rodzice kilkulatków, przygotujcie się na to, że wasze skądinąd posłuszne i grzeczne dziecko pokaże swoje możliwości właśnie tam, gdzie będzie miało zapewnioną widownię. Może wtedy liczyć dodatkowo na odsiecz życzliwej pani kasjerki, sąsiada lub kogoś z rodziny, od których słyszy: Nie płacz, ciocia kupi ci potem dwa batoniki lub Oj, biedactwo, mama nie chce ci dać ciuciu? Dlatego pomimo wstydu, złości i zażenowania, jakie rodzą się w rodzicu, tym bardziej ważna jest walka o własną konsekwencję. Stanowczość, o jakiej tu mówimy, nie jest niestety dobrze widziana i przyjmowana przez otoczenie społeczne. Możesz usłyszeć lub odczuć dezaprobatę i niezrozumienie dla twojego postępowania: No wiesz, mogłabyś już nie przesadzać i kupić mu tego batona, to przecież dziecko! W obliczu społecznej presji rodzice nieraz ustępują, nie chcąc być spostrzegani jako zbyt surowi, lub odwrotnie, próbują na przekór pokazać, że to oni mają władzę i potrafią zmusić swoje dziecko do posłuszeństwa. Pytanie, jakie warto sobie zadać w takich trudnych momentach brzmi: czy bardziej zależy mi na opinii innych, czy na wychowaniu mojego dziecka? Odpowiedź wydaje się oczywista, jednak w sytuacjach krytycznych bywa, że zwycięża chęć zachowania twarzy i obrony społecznego wizerunku. Dzieci to dostrzegają i uczą się, że zasady obowiązujące w domu niekoniecznie mają zastosowanie poza nim i odwrotnie. A cóż warte są zasady, które stale się zmieniają?

Konsekwentne reagowanie w podobnych sytuacjach są czytelnym komunikatem o stałych regułach postępowania oraz o granicach tolerancji, jakie ustala rodzic. Granice te powinny być jednak na tyle elastyczne, żeby nie stały się bezwzględnym literalnym kodeksem. Brak konsekwencji jest błędem, ale konsekwencja za wszelką cenę wyrządza również krzywdę. Dziecko ma swoje potrzeby i marzenia, chciałoby więc prosić i być wysłuchanym. Ważne jest, aby dziecko wiedziało, że decyzja rodziców może ulec zmianie w pewnych przypadkach oraz że rodzice, nawet jeśli nie wyrażają zgody, interesują się tym, dlaczego dziecko czegoś bardzo pragnie. Akceptacja dla uczuć i pragnień dziecka jest podstawą miłości i szacunku dla drugiej osoby, nawet jeśli nie zgadzamy się ze sobą w kwestii konkretnych rozwiązań i zachowań.

heart2Kiedy dziecko opanowuje język na tyle, by móc się nim swobodnie posługiwać, możemy z nim rozmawiać o zasadach obowiązujących w domu, na ulicy, w przedszkolu, w sklepie. Nie jest konieczne, aby dziecko zawsze się na nie zgadzało lub je akceptowało. Wystarczy, żeby zawczasu znało i rozumiało konsekwencje ich naruszania. Dzięki temu wie, że jeśli porysuje ściany, będzie musiało oddać swoje kredki, a rysunki pomóc zamalować. Jeśli nie będzie wracało do domu na czas, będzie musiało samo odgrzać sobie obiad lub zje go na zimno. Jeśli zniszczy coś swojej siostrze, będzie musiało pokryć szkodę z kieszonkowego, itd. Stanie w kącie, miesięczny szlaban na komputer, wypisanie z wycieczki klasowej to rozwiązania rodzące jedynie poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Mówienie dziecku „nie" w sposób mądry i konstruktywny doprowadza do tego, że dziecko uczy się rozróżniać dobro od zła i zaczyna mówić sobie „nie", kiedy zamierza zrobić coś niewłaściwego. A to oznacza, że podstawą jego wyborów nie jest lęk, lecz zrozumienie.

Miłość bez zasad jest niebezpieczna, a zasady bez miłości - puste. Dlatego konsekwentne i konstruktywnie mówione „nie" może być odpowiedzią kochających rodziców, podobnie jak konstruktywne mówienie „tak." Dając dziecku możliwość zastanowienia się nad sobą, dajemy mu szansę na zmianę i rozwój.


Aleksandra LemańskaAleksandra Lemańska

Absolwentka psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Szkoły Treningu i Warsztatu Psychologicznego Ośrodka INTRA w Warszawie. W swojej pracy kieruje się ideą, by przekazywać taką wiedzę psychologiczną, która sprawdza się w tym, co znane, pomaga odkryć to, co ważne, i inspiruje do tego, co nowe.

 


Polecana literatura:

Faber, A.,  Mazlisch, E. (1996). Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Media Rodzina, Poznań.

Gordon, T. (1991) Wychowanie bez porażek. Rozwiązywanie konfliktów między rodzicami a dziećmi. Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa.

Sakowska, J. (1999). Szkoła dla rodziców i wychowawców. CMPPP, Warszawa.

Woititz J. (1994) Wymarzone dzieciństwo. GWP, Gdańsk.

 

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

  • pawelsw pawelsw napisał(a)
    20.04.2011, 08:47
    bardzo zrównoważona prezentacja; żeby jeszcze praktyka wyglądała tak pięknie, jak ten artykuł... ale się postaram, by tak było.
  • qbeck qbeck napisał(a)
    01.10.2009, 21:30
    :)

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail

mediacje