Czy dziecko to człowiek?

dr Iwona SikorskaDr IWONA SIKORSKA jest specjalistą w dziedzinie psychologii klinicznej, nauczycielem akademickim, adiunktem w Instytucie Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wieloletni psycholog szkolny, realizatorka licznych warsztatów dla młodzieży.

Pani dr Iwona Sikorska na portalu Plasterek.pl jest Ekspertem sprawującym pieczę nad merytoryczną poprawnością artykułów w zakresie tematyki rozwoju dziecka.

 

autor: Aneta Barta , źródło: Plasterek.pl

Dlaczego dziecko musi, a dorosły nie?

KarolDlaczego dziecko musi, a dorosły nie?


Powrócę jeszcze raz do 5 letniego Karola. Byłam opiekunką jego młodszej siostry Asi, ale  zdarzało się, że nad nim również sprawowałam opiekę. Pewnej zimy, kiedy mała Asia pojechała do babci, a Karol miał w przedszkolu ferie, spędziliśmy razem tydzień.  Pierwszego dnia naszego wspólnego bycia razem, po objedzie zaproponowałam spacer. Spadło dużo śniegu, było -5 stopni, idealna pogoda na zimową zabawę na dworze. W pierwszym momencie Karol się ucieszył, więc zaczęliśmy zbierać się do wyjścia. Problem pojawił się kiedy zaczęłam ubierać mu kombinezon. Po sprzeciwie wobec włożenia go na siebie, i mojej stanowczej odpowiedzi, że jest to konieczne, zaczął krzyczeć i kopać.  Po kilku minutach szamotaniny i wrzasków, zrezygnowałam i zostaliśmy w domu. Sytuacja powtarzała się przez kolejne trzy dni. Nie pomogło moje roztaczanie wizji jak to fajnie będziemy się bawić na polu, nie pomogło straszenie, że jeżeli nie wyjdziemy na dwór, to ja w domu przez ten czas nie będę się z nim bawić. Po czterech dniach miałam dość i prawie pogodziłam się już z tym, że ze spacerów nici. Piątego dnia podjęłam ostatnią próbę i przyszłam do Karola w narciarskim kombinezonie. Kiedy przyszła pora na spacer chłopiec bez najmniejszego sprzeciwu włożył znienawidzony strój i wyszliśmy na dwór. Bawiliśmy się świetnie, Karol był bardzo radosny i zadowolony. Kiedy po powrocie do domu, ściągaliśmy ze siebie kombinezony Karol zapytał,  jakby od niechcenia:

- Dlaczego dzieci muszą chodzić w kombinezonie, a dorośli nie?

Już miałam odpowiedzieć, że dzieci częściej się przewracają, są bliżej ziemi więc bardziej marzną, łatwiej mogą zachorować, kiedy dotarł do mnie prawdziwy sens tego pytania. Nie chodziło o kombinezon, ale o zwykłe codzienne rzeczy, które dzieci muszą, a dorośli nie. O zakazy i zasady, które ustalają wobec dzieci,  sami ich nie przestrzegając.

Ile razy dziecko widziało jak myjesz ręce po przyjściu z pracy? Jak często froterujesz skarpetkami podłogę? Co mówisz, kiedy odsuwasz od siebie nie zjedzony obiad? Czy przepraszasz kiedy przerwiesz  dziecku jak mówi do ciebie?


old manObowiązek rodzica

 

Jak wytłumaczyć małemu człowiekowi, że dorosłym wolno bić mniejszych i słabszych, że wolno im mieć brudne ręce i  nie zjeść obiadu, a dzieciom tego nie wolno?  Nie da się tego wyjaśnić. Obowiązkiem rodziców jest pokazywać dziecku co jest dobre, a co złe, co wolno robić, a co jest zabronione własnym przykładem. Na nic zdadzą się godzinne tyrady o zasadach i  wartościach, jeżeli sami nie będziemy ich przestrzegać. Własny przykład to podstawa. Jeżeli chcesz, aby Twoje dziecko cię słuchało, sam/a słuchaj je z uwagą. Jeśli chcesz, aby żyło według Twoich wskazówek, sam/a powinieneś tak żyć. Jeśli chcesz by Cię szanowało, szanuj je.


Doskonałym przykładem, obrazującym tę zasadę  jest historia, którą znalazłam w książce Wojciecha Eichelbergera „Jak wychować szczęśliwe dzieci":

Matka przyprowadziła do mędrca swojego syna, którego nie umiała powstrzymać od objadania się cukrem. Wiedziała, że mu to szkodzi, ale nie umiała znaleźć argumentów, które trafiłyby do jej syna. Mędrzec wysłuchał o co kobiecie chodzi po czym powiedział: 

- Dobrze, dobrze, porozmawiam z twoim synem, ale przyjdź proszę za dwa tygodnie.

Po dwóch tygodniach kobieta zjawiła się ze swym synem ponownie. Mędrzec zaprosił chłopca na rozmowę. Po kilku minutach chłopiec wyszedł rozpromieniony i powiedział matce, że już nigdy więcej nie będzie objadał się cukrem. Matka bardzo się ucieszyła. Dziękując mędrcowi zapytała:

- Dlaczego kazał im czekać aż dwa tygodnie skoro rozmowa z synem zabrała mu tylko kilka minut.

Na co mędrzec odpowiedział:

- Wiesz musiałem najpierw sam przestać jeść cukier.

 

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz

  • Anioleczekk78 Anioleczekk78 napisał(a)
    31.08.2010, 00:08
    Analizuje, analizuje te słowa i mozna byloby powiedziec, ze po części jego spostrzerzenia są słuszne. Jednak nadając pojęcie "ludzkie szczenię" nadaje dziecku cechy człowieczeństwa. Jezeli świety Augustyn twierdzi, ze dziecko to nie człowiek dopoki nieosiagnie pełnoletności, to kim w takim razie jest człowiek pełnoletni, ktory rodzi dziecko i z instynktu rozczula sie, pieści, kocha i miłuje...Mozna byloby uwazac go za głupca, ze rozwodzi sie nad nieczłowiekiem?? Pięści, kary, groźby - czy to odruchy godnego człowieka pełnoletniego z pełnym prawem do człowieczeństwa??
    Dziecko to niesamowity kwiat, ktory z nieocenioną predkościa rozwja swoje pączki, pochłania całą otaczajaca wiedze w oka mgnieniu, po upadku bardzo szybko sie podnosi, bezinteresownie kocha, rozbawia, całuje i czy mozna "odebrac" mu prawo do człowieczeństwa, jak człowiek pełnoletni, świadomy, odrozniajacy dobre od zła, myślący częściej zachowuje sie jak nie człowiek??
  • ktotaki ktotaki (kasiagrzywna) napisał(a)
    20.07.2010, 22:14
  • ktotaki ktotaki (kasiagrzywna) napisał(a)
    20.07.2010, 22:08
    Przepiękny artykuł.Pełen mądrości i dobra wypływającego z głębi duszy autora. Gratuluję i dziękuję.

Wyślij artykuł znajomemu

E-mail odbiorcy:

Twoje Imię i Nazwisko (nick)

Twój e-mail