Dostęp do tej części portalu wymaga zalogowania

Toksyczne dzieci Toksyczne dzieci

Juz slyszę te gromy!Pierwszy raz bylam kilka dni w szpitalu
Na 8 lóżkowej sali,średnia wieku 45,
tylko JEDNA DOROSLA córka odwiedzala mamę.Inne tlumily lzy,dzwoniąc do dzieci z prośbą o odebranie ich ze szpitala,ich dorosle dzieci byly na to zbyt zajęt

10 członków | 13 postów

Utworzona: 28.02.2010, 18:54 przez Moxie

Dyskusja

  • eMwOgrodzie eMwOgrodzie napisał(a):
    03.03.2010, 15:11
    Pięknie Laureen powiedziałaś "nauczyliśmy się jednego - jako rodzice i dzieci potrzebujemy siebie NAWZAJEM"... idąc za tym myślę, że dobra relacja rodzice-dzieci, to właśnie nieustanne uczenie się i bycia dzieckiem i rodzicem, nauka nie zawsze usłana różami bez kolców...

    Bliskie jest mi to co piszesz, bo w mojej rodzinie też właśnie poważna choroba była zaczątkiem zdrowienia rodziny, i może to bardzo głupio zabrzmi - ale ta choroba była błogosławieństwem dla nas.

  • wstega
  • laureen laureen napisał(a):
    02.03.2010, 15:25
    eMwOgrodzie, wydaje mi się, że jest dużo racji, w tym co piszesz - zbieramy żniwo swoich decyzji. Czego się nie dało dzieciom, trudno od nich tego oczekiwać. Żeby nie szukać daleko - mój mąż usłyszał kiedyś od swojej matki, której po pierwszym spotkaniu nie spodobała się jego poprzednia dziewczyna: "nie chcę jej więcej widzieć". Nie zobaczyła, ale syna (jedynaka!) też nie. Czy okazał się toksycznym dzieckiem? Mąż zainicjował pojednanie po 3 latach, po rozpadzie tamtego związku. A gdyby się z tamtą ożenił? A gdyby pierwszy nie wyciągnął ręki?
    Niektórzy ludzie są przekonani, że należy im się szacunek wynikający z faktu, że są rodzicami, sami nie szanując swoich dzieci. Rodzicielstwo sprowadzają do TRUDU (tak, często się akcentuje ten "trud") sprowadzenia dzieci na świat, utrzymania, łożenia na szkoły itp. i wymagają wdzięczności. W podobny sposób rozumują moi teściowie i myśleli, niestety, moi rodzice. Póki żyliśmy pod jednym dachem, bywało nielekko. Wszystko zmieniła poważna choroba mojego ojca; w obliczu śmierci "zasługi" przestają się liczyć. Okazało się, że z tych "co udzielają łaski" stali się tymi, którzy potrzebują wsparcia od swoich dzieci. Przewartościowanie dokonało się przy szpitalnym łóżku.
    Dziś wszystko między nami się poukładało i tworzymy zgodą rodzinę. Myślę, że nauczyliśmy jednego - jako rodzice i dzieci potrzebujemy siebie NAWZAJEM.

  • eMwOgrodzie eMwOgrodzie napisał(a):
    01.03.2010, 09:09
    Bardzo rozumiem Moxie o co Ci chodzi - ja ostatnio również przeżywałam zdumienie i złość odwiedzając tatę w szpitalu. Akurat obok niego leżał pacjent, który wydzwaniał po wszystkich w rodzinie aby go odebrać (z wyprzedzeniem 2 dni) ...i nie udało mu się, odwiozła go sanitarka!
    Wiesz, ja się zastanawiam... i myślę, że wszystko co robimy w naszym życiu (świadomie i nie) ma wpływ na to co się dzieje; siejemy i zbieramy... "Zabieganym dzieciom" życzę zdrowia. Zastanawiam się jednak, czy za kilka lat w podobnej sytuacji "zabiegane dzieci" również nie będą przeżywać tego samego? PS. A ten pacjent na pożegnanie powiedział mojemu tacie, że zebrał właśnie żniwo swoich działań, bo nie było go gdy dzieci go potrzebowały...