Miłość przez internet? Miłość przez internet?

Jak wygląda rozwój relacji, która zaczyna się poprzez łącza internetowe?Czy można tęsknić za kimś kogo się nigdy nie widziało?Czy można kogoś pokochać zanim dojdzie do spotkania?

17 członków | 49 postów

Utworzona: 29.01.2010, 15:10 przez kateo

Dyskusja

  • laureen laureen napisał(a):
    15.05.2010, 13:15
    Beniamin03, masz rację, nie wiemy co nas czeka w życiu, ale nie zgadzam się z Tobą, że "co ma być, to będzie". Nie wierzę w przeznaczenie, nie wierzę, że ktoś gdzieś w górze pociąga za sznurki. Wierzę w Boga, który pragnie ludzkiego szczęścia, a nie odgórnie przesądza - "ty znajdziesz męża, ty nie, ty będziesz szczęśliwy, a ciebie nic dobrego w życiu nie spotka". Nikt nie decyduje za nas. Jeśli więc zrodziło się we mnie kiedyś pragnienie, aby kochać, znaleźć mężczyznę, z którym będę dzielić życie, mieć dzieci - byłam przekonana, że warto czekać i bacznie się rozglądać. Pisząc, że "na tego jedynego trzeba czasem poczekać. Czasem nawet dość długo" miałam na myśli to, że nie wolno wiązać się z pierwszym lepszym tylko po to, żeby nie być samemu, albo bo to już ostatni dzwonek. Nie namawiam nikogo do szukania partnera rozpaczliwie, na siłę. A jeśli ośmielam się komuś radzić w tej kwestii, to dlatego, że mam jakieś tam doświadczenia. Obserwuję też związki moich znajomych i wiem, które są szczęśliwe. Znam też dziewczyny, które wyszły za mąż w młodym wieku "bo nikt inny się nie trafił" i dziś tego żałują. Nie zgadzam się z Tobą też w kwestii szukania miłości przez sieć - to tak samo dobre miejsce, jak każde inne.
    pq22, kot to wspaniały przyjaciel i terapeuta. Cyryla, którego podobizna służy za mój awatar, podarowała mi przyjaciółka, żeby nie było mi smutno, że mieszkam sama. Z mruczącym futrzakiem na pewno będzie Ci raźniej. Nie wiem, jak one to robią, ale koty są jak plaster na zranioną duszę. Mój mąż, z pochodzenia psiarz, przy mnie całkiem zszedł na koty i, aby Cyrylek nie czuł się samotny, podarował mi w zeszłym roku rasową kotkę :) Jestem ciekawa Twojego kotka, napisz do mnie, jak już go przygarniesz.

  • wstega
  • beniamin03 beniamin03 napisał(a):
    14.05.2010, 23:33
    lauren, dobrze prawiasz, jednak przy takich słowach zawsze zadaję sobie pytanie: na jakiej podstawie twierdzisz, że
    na tego jedynego trzeba czasem poczekać. Czasem nawet dość długo
    ?
    Tak naprawdę nie mamy pojęcia co nas czeka w życiu, komu pisane jest szczęście rodzinne, a komu nie; komu miłość "ta jedyna" a komu nie...
    Nie ma sensu budować złudnych nadziei,bo później może być jeszcze większe rozczarowanie. CO MA BYĆ,TO BĘDZIE. Jednemu pisane jest długie życie, drugiemu odejście w kwiecie wieku.
    Po prostu należy przyjmować życie takim jakie ono jest. Brać co daje, ale też nie karmić się złudzeniami. Nic na siłę. Świat pełen jest osób żyjących w samotności, ale również osób na siłę szukających... często rozpaczliwie, często wbrew nadziei...

    A co do neta - powtórzę - lepiej otworzyć oczy i rozejrzeć się w najbliższym otoczeniu... Jak w piosence: "może za rogiem czeka Anioł z Bogiem"

  • pq22 pq22 napisał(a):
    14.05.2010, 22:14
    hmmm laureen..zdjecie na twoim nicku ciagle mi przypomina ze chce miec kota...i za tydz jade z kolezanka sobie wybrac...i juz nie moge sie doczekac tego dnia...wiem tez ze jestem na zakrecie zyciowym i tutaj rodzi sie paradoks bo wiem czego chce ale ludzie z ktorymi sie wiaze nie daja mi tego..moje oczekiwania nie sa spelniane...to rodzi frustracje i zlosc...i jednoczesnie nie potrafie skonczyc znajomosci ktora w obecnym momencie nie rokuje prawie zadnych nadziei...facet zada ode mnie calkowitego oddania i poswiecenia nie dajac od siebie prawie nic...czuje to przez skore...mam problem polegajacy na tym ze moje emocje i uczucia musza byc gdzies skanalizowane..tzn w kims..wiem ze bede miala sile z nim skonczyc jesli zakocham sie w kims innym...wiem ze to paranoja ale taka jestem...moze kot mi w tym pomoze....bardzo chcialabym miec dziecko..to ostatni dzwonek dla mnie..ale jeszcze ie znalazlam faceta z ktorym moglabym stworzyc rodzine..podejrzewam ze na tym tle mam stany depresyjne..dzieki ze trzymasz za mnie kciuki...ja juz nie potrafie

  • laureen laureen napisał(a):
    14.05.2010, 16:33
    pq22, nie poddawaj się czarnym myślom! Słyszałaś o samospełniających się przepowiedniach? Jeśli będziesz myśleć o sobie, że nie masz szansy na miłość, Twoje rozgoryczenie i przygnębienie faktycznie będą odstraszać potencjalnych miłośników. A więc uszy do góry!
    Po pierwsze: na tego jedynego trzeba czasem poczekać. Czasem nawet dość długo. Ale za żadne skarby świata nie wolno rezygnować ze swoich pragnień i brać jak leci! Zanim związałam się z moim mężem, spotykałam się z wieloma mężczyznami. Niektóre znajomości kończyły się po pierwszej randce, niektóre przetrwały kilka miesięcy. Czasem zakochiwałam się bez wzajemności, czasem odrzucałam czyjeś atencje. Raz już prawie wychodziłam za mąż. Zawsze jednak wiedziałam czego chcę - albo czego właśnie nie chcę - co pomogło uniknąć mi życiowego błędu, a kiedy pojawił się w moim życiu ów wyczekany ON - bez trudu rozpoznałam, że to jest mężczyzna, z którym chcę dzielić życie. Nie mówię, że nie miałam chwil zwątpień - bywało, że chciałam rzucić wszystko, wyjeżdżać za granicę, zacząć wszystko inaczej. Wracała do mnie ciągle jednak natrętna myśl, że skoro tak bardzo pragnę miłości, skoro wiem, że potrafię ją dać, skoro potrafię określić, co może dać mi szczęście, nie może być tak, że to wszystko mnie ominie. I nadzieja zwyciężyła.
    Wiesz, czasem kiedyś mówiłam do mojego Ukochanego "dlaczego nie znalazłeś mnie kilka lat wcześniej?" Można było uniknąć tych wszystkich rozczarowań, płakania nocą w poduszkę, wysiłku budowania czegoś, co i tak stało tylko na piasku... A on mi na to, że kilka lat temu byliśmy innymi ludźmi. Może gdyby wtedy przecięły się nasze ścieżki, nie pokochalibyśmy się? Jestem dziś wdzięczna tym wszystkim chłopakom, z którymi zetknął mnie los, bo w jakiś sposób dzięki nim "przetrenowałam" jak to jest być kobietą, jak to jest nawiązywać relacje z mężczyznami i budować związek.
    Po drugie: kwestia zdjęć na randkowych portalach. Nie ma się co obruszać, wygląd jest ważny. Często oceniamy na podstawie wyglądu: ona jest sympatyczna, a on to cham. A czemu wpada Ci w oko chłopak z autobusu? Przecież go nie znasz. Nie musi być nawet atrakcyjny, wystarcza, że ma to "coś", co Cię pociąga. Jeśli nie umieszczasz zdjęcia w swoim profilu, to może być odebrane jako komunikat "mam coś do ukrycia", "wstydzę się swojego wyglądu". Ludzie mają różne preferencje, na pewno jest ktoś, dla kogo "to coś" w Tobie będzie wyjątkowo pociągające. Musisz tylko zamieścić taką fotografię, którą sama lubisz i na której się sobie podobasz.
    Trzecia rzecz: kryzys w związku może być czymś potrzebnym i twórczym. Zmusza nas do przewartościowania wielu kwestii i odpowiedzenia sobie na ważne pytania. Zapytaj siebie czego naprawdę chcesz, czy jesteś szczęśliwa, czego oczekujesz, czy jesteś w stanie dać Jemu to, czego oczekuje On? Związek nie może Cię zniewalać, unieszczęśliwiać, dusić. Jeśli tak jest, nie bój się szukać dalej. Gdzieś jest spełnienie. Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

  • pq22 pq22 napisał(a):
    09.05.2010, 13:53
    laureen....przeprowadzilam eksperyment..bo zamierzam sie wycofac z portali randkowych czy jak je zwal...chcialam sprawdzic w jaki sposob ludzie na siebie reaguja...w wiekszosci przypadkow zdjecie jest nieodzownymm elementem zainteresowania...jesli go nie ma to nici..lub usilnie domaganie sie umieszczenia takowego...te relacje zazwyczaj sa natawione na szybka konsupcje w kazdym tego slowa znaczeniu...nawet strony w ktorych nmusisz zrobic test psychologiczny zeby najtrafniej dobrac partnera....podrzucaja matolow ktorym niewarto poswiecac czas..to wszystko udowodnilo mi ze poznawanie ludzi przez internet to jak gra w totolotka....wydawalo mi sie ze wygralam 6...bo..co do spotkan...po dlugim konwersowaniu zdecydowalam sie...to jedyny facet z ktorym sie spotykam..ale nasze roznice w charakterze daja o sobie znac...doszlo do kryzysu..jestesmy na etapie wyjasniania watpliwosci i sprobowania naprawienia naszych relacji...nie wiem jak to sie zakonczy..ale moja cecha jest to ze niepowodzenia rodza we mnie pesymizm a nadzieja ze bedzie lepiej zamienia sie w rozgoryczenie...

  • laureen laureen napisał(a):
    08.05.2010, 13:52
    pq22, dzięki za miłe słowa o optymizmie, choć akurat prawda o mnie jest taka, że straszna ze mnie maruda :) Jeśli tak mocno przekonuję innych o tym, że warto szukać miłości - w sieci czy jakkolwiek inaczej - to dlatego, że DOŚWIADCZYŁAM i każdego dnia doświadczam, że to działa i było warto zaryzykować.
    To nie jest tak, że ciąży nad Tobą jakieś fatum czy przeznaczenie. Ja wierzę, że sami kształtujemy swój los. Owszem, życie nas zaskakuje, ale to od nas zależy, jaką przyjmiemy postawę wobec tego, co nas spotkało. Bywa, że cierpienie jest początkiem czegoś nowego, wspanialszego, tylko czasami upieramy się głupio, że wiemy co dla nas dobre. Żeby nie szukać daleko - moje rozstanie z byłym narzeczonym. Cierpiałam, ale dziś jestem pewna, że nie byłabym z nim nawet w połowie tak bardzo szczęśliwa, jak jestem z moim ukochanym mężem. Może nawet byłabym dziś rozwódką.
    Jeśli mogę Ci coś poradzić - wrzuć na luz. Zajmij się sobą, zrób coś, na co od dawna brakuje Ci czasu. Nie szukaj kogoś obsesyjnie i na siłę. Jeśli spotkasz się z każdym, kto tylko napisze do Ciebie, na pewno będziesz rozczarowana. Zanim umówisz się na randkę, musisz być pewna, że ten ktoś Cię intryguje i naprawdę chcesz go poznać. Postaraj się dostrzec pozytywny Twojego pojedynczego życia; kiedy je polubisz, nie będzie Ci tak strasznie ciężko. Znam dziewczyny, które wiążą się z kolejnymi mężczyznami z lęku przed samotnością, ale to nie jest właściwy fundament dla prawdziwej, pełnej miłości relacji. Te związki w końcu się rozpadają, a nawet jeśli nie, to i tak nie są szczęśliwe.
    Trzymam kciuki i życzę owocnych poszukiwań :)

  • kateo kateo napisał(a):
    07.05.2010, 20:22
    pq22, u mnie właśnie tak było przez 1,5 roku - co jeden, to gorszy.
    Doszło do tego, że sobie już stworzyłam szufladki, do których odkładałam kolejnych palantów - okazało się, że dzielą się oni na dość wyraźne kategorie. :)

    A szczęśliwa historia zaczęła się od tego, że napisałam do mężczyzny, którego profil mnie w pewien sposób urzekł. Ale nie było tam zdjęcia. Zaczęło się od wymiany myśli, dopiero potem zdjęć. A potem się spotkaliśmy...no i jesteśmy razem.

  • pq22 pq22 napisał(a):
    29.04.2010, 22:16
    zgoda kateo....ok...ale co powiesz o sytuacji kiedy za kazdym razem trafiasz na palanta? podejrzewam ze to juz nawet nie pech....moze przeznaczenie albo skazanie na porazki....trudno jest uwierzyc ze moze byc inaczej...

  • kateo kateo napisał(a):
    28.04.2010, 17:51
    Powiem Wam, że u mnie w tej sferze zadziało się coś pozytywnego :) Po półtora roku porażek nareszcie odmiana.
    Laureen dobrze napisała: Kto szuka, ten znajduje, nawet jak po drodze kilka razy się pomyli.

  • pq22 pq22 napisał(a):
    28.04.2010, 12:51
    laureen jestes niesamowitym optymista zyciowym...i bardzo sie ciesze ze starasz sie nim zarazic innych...sama chcialabym taka jak ty...z takim pozytywnym podejsciem....kiedys bylam ale teraz jestem swoimm przeciwienstwem....zgadzam sie z toba jesli chodzi o poznawanie ludzi przez siec...mam wiele doswiadczen....dobrych i zlych....ale te zle doprowadzily mnie do momentu ze zadaje sobie pytanie:czy warto szukac skoro zawsze dokonuje sie zlych wyborow?