Moja Babcia Ludzia
autor: Aneta Barta , źródło: Plasterek.pl
Moja Babcia Ludzia
Jestem małą dziewczynką.
Moja Babcia Ludzia (mama mojej mamy) mieszka w małej wiosce za Krakowem. To moja jedyna babcia, drugiej nigdy nie poznałam, gdyż zmarła zanim się urodziłam. Jeżdżę do niej w każde wakacje i ferie zimowe. Uwielbiam to. Poranki u niej zawsze są takie same. Budzi mnie odgłos audycji „lata z radiem" i stukanie garnków. Gdzieś z głębi domu dochodzi do mnie głos dziadka Jaśka, który woła
- Przestań ,że tłuc się tymi garami, Hanka (czyli ja) jeszcze śpi! -po chwil słyszę głos babci,
- Dawno już świta, może wstawać.
Inaczej jest tylko w każdy poniedziałek. U mojej Babci Ludzi jest to dzień wielkiego prania (to desant lądowo -powietrzny, jak się nie schowasz na pewno zginiesz). W tym dniu wstaję cichutko, wchodzę do kuchni i szukam czegoś do jedzenia (nie ma co liczyć na śniadanie). Potem szybko się wymykam zanim wpadnę babci pod nogi. Idziemy z kuzynką na jeżyny. Wracamy po kilku godzinach. Nasze ubrania są pokryte liliowymi plamami. Kiedy babcia nas widzi zaczyna krzyczeć tak głośno, że chyba słychać ją w całej wsi. Potem robi pyszne pierogi z jeżynami, polewa je śmietaną, posypuje cukrem i podsuwa pod nasze uśmiechnięte buzie.
Moja Babcia Ludzia jest największą babcią na świecie ( jest puszysta ). Bolą ja nogi i dlatego chodzi bardzo powoli, kołysząc się na boki. Bardzo lubi kupować sobie chusteczki na głowę. Ale nie takie byle jakie z jarmarku, ale porządne w niepowtarzalny wzorek.
Każdego roku 21 stycznia składam Mojej Babci Ludzi życzenia. Całuję ją w mięciutki policzek i biorę za rękę, która zawsze jest taka ciepła i miła.
Jestem nastolatką
Zauważam, że tak jak babcia Ludzia moja mama uwielbia tłuc się garnkami wcześnie rano (sądzę, że robi to złośliwie).
Babcia pyta mnie czy w tym roku również przyjadę do niej na wakacje. Plątam się udzielając odpowiedzi, ale wiem że nie. Co mogę robić na wsi przez dwa miesiące, przecież tam nie ma żadnych atrakcji.
Babcię coraz bardziej bolą nogi. Coraz trudnej jej chodzić. Na co dzień pomaga sobie laską, ale w niedzielę nie chce jej brać ze sobą jak idzie na mszę. Na moje pytanie dlaczego? Odpowiada
- Widział kto, żeby z lagą chodzić do kościoła?!
Nadal z upodobaniem, kupuje sobie chusteczki na głowę. Mogła by już otworzyć mały sklepik.
W dniu babci składam Ludzi życzenia. Daje jej bukiet frezji, które bardzo lubi ( liliowe w jej ulubionym kolorze). Skrępowana całuję ją w policzek i biorę za rękę, która jest ciepła i miła (i znów jestem małą dziewczynką).
Jestem dorosła
Moja Babcia Ludzia już nie gotuje. Straciła również apetyt. Jest już prawie o połowę chudsza. Przez głowę przelatuje mi irracjonalna myśl, że może kiedyś po prostu zniknie. Już prawie nie chodzi. Kiedy chce wstać potrzebuje pomocy. Nie zawsze mnie poznaje. Czasami jednak powraca jej świadomość, poprawiając sobie na głowie chusteczkę, zadaje mi zawsze to samo pytanie,
- Wyjdziesz ty kiedy z mąż czy już zostaniesz taką starą panną?
Jednak nim zdążę odpowiedzieć babcia nie patrzy już na mnie. Zatapia się w swoim własnym świecie do którego ja nie mam wstępu.
W jesienne popołudnie odbieram telefon. Babcia Ludzia jest w szpitalu. Upadła i złamał kość udową. W szpitalnym łóżku wydaje się taka drobna (a przecież był największa babcią na świecie). Lekarze wprowadzili ją w stan farmakologicznej śpiączki, aby nabrała sił, by organizm mógł się zregenerować i podjąć walkę. Pochylam się nad babcią Ludzią całuję ją w policzek i biorę za rękę nadal jest ciepła i miła (i znów jestem małą dziewczynką tylko Moja Babcia Ludzia już nie jest taka sama). Po 4 tygodniach babcia wraca do domu. Wiemy, że będzie ciężko, ale się cieszymy. Nie przypuszczamy, że za 2 tygodnie babcia dostanie zakrzepu w żyle nogi, a po kolejnych 4 dopadnie ją zapalenie płuc.
Dzisiaj...
Z zadumy wyrywa mnie zaspany głos
- Dlaczego zawsze musisz układać naczynia tak wcześnie rano?
Spoglądam na zegarek jest 6:30, za oknem śnieżna zima. Zbliża się 21 styczeń jak co roku pojadę złożyć Mojej Babci Ludzi życzenia. Tylko zamiast czekoladek (z miękkim nadzieniem) i buteleczki melisy (dobrej na wszystko) kupię znicz liliowy (w moim ulubionym kolorze). Zamiast w ciepłej kuchni, wśród gwaru i śmiechu stanę w ciszy cmentarza nad zimnym grobowcem. Zamiast życzeń i buziaka w policzek odmówię wieczne odpoczywanie... .
Co mi pozostało po Mojej Babci Ludzi.; dwie chusteczki na głowę (w tym jedna biała usiana liliowymi kwiatami w moim i Babci Ludzi ulubionym kolorze) oraz smutek w sercu kiedy pomyślę, że już nigdy więcej żadna BABCIA nie będzie MOJA.
O moich dwóch dziadkach, mogłabym napisać pewnie jeszcze więcej, a 22 stycznia na pewno nie zapomnę złożyć im życzeń. Jednak w tym roku kiedy po raz pierwszy nie wezmę babci za rękę dla mnie będzie to święto MOJEJ BABCI LUDZI.
Aneta Barta
Z zamiłowania: byłam nianią (jestem nią nadal z doskoku), z przypadku: jestem pracownikiem socjalnym, z zacięcia: socjologiem, z chęci zdobywania coraz to nowej wiedzy: specjalistą HR, z ogromnej radości pisania dla Was: publicystką na portalu Plasterek.pl.


SilverCube s.c.
Komentarze (3)
Zaloguj się aby dodać komentarz